Kiedy wylądowaliśmy u wybrzeży Normandii 6 czerwca 1944 roku, nie myślałem o niczym innym niż o wykonywaniu rozkazów i utrzymaniu się przy życiu, opowiada Jack Commerford z Nowej Fundlandii i Labradoru, obecnie 95-letni weteran, który w momencie słynnej inwazji miał lat 20, a od 3 lat służył w wojsku.

Operacja desantowa w Normandii uważana jest za jeden z punktów zwrotnych w czasie drugiej wojny światowej. Alianci rozgromili Niemców i zaczęli marsz w kierunku Berlina, by spotkać się tam z Sowietami nadchodzącymi ze wschodu. Dla Kanady tzw. D-Day ma jeszcze inne znaczenie. Po lądowaniu w Normandii Kanada zbudowała swoją pozycję na arenie międzynarodowej jako kraj dążący do utrzymania pokoju.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Na początku drugiej wojny światowej ówczesny premier Kanady, William Lyon Mackenzie King obawiał się kryzysu poborowego i chciał, by jego kraj nie angażował się w walki. Pobór do wojska został wprowadzony w 1917 roku i wywołał poważny rozłam. Wielu Kanadyjczyków zwłaszcza z Quebecu, nie chciało służyć w wojsku i walczyć w Europie. Mackenzie King przyjął politykę “ograniczonej odpowiedzialności”, zgodnie z którą Kanada miała wysyłać tylko niewielkie oddziały żołnierzy do pomocy Anglii. Do tego miała dostarczać żywność, sprzęt i pomagać w szkoleniach. Wojna potoczyła się jednak inaczej, niż premier oczekiwał. Wielka Brytania rzeczywiście potrzebowała pomocy.

Kanadyjski przemysł musiał się przestawić na produkcję broni, samolotów, czołgów i okrętów. Pojawiły się innowacje, produkcja rozkwitła. W latach 1939-45 produkt krajowy brutto wzrósł dwukrotnie, a Kanada stała się państwem bogatym i rozwiniętym. Pokazała przy tym, że zależy jej na pokoju i unikaniu wojny. Znalazła się wśród założycieli NATO.

Na początku drugiej wojny światowej kanadyjska armia liczyła 4200 żołnierzy. Na końcu – 1,1 miliona. W czasie całej wojny życie straciło 45 000 kanadyjskich żołnierzy.