Mojej koleżanki siostra, mieszkająca w Polsce, zachorowała. Poważnie. Ale moja koleżanka tego poważnie nie wzięła. Ilekroć pytałam o jej siostrę, którą znałam przed laty, to mi odpowiadała, że ma się dobrze, jest pod kontrolą lekarską, od czasu do czasu przebywa w szpitalu, ale, że jest ogólnie dobrze. To trwało kilka lat. Nagle zadzwoniła do mnie z płaczem, bo siostra zmarła. Tak nagle, i że nikt się tego nie spodziewał, i że nie miała czasu się z nią pożegnać, i gdyby wiedziała, toby pojechała. I co ja mam jej powiedzieć? Przecież wiedziała, że ma chorą siostrę w Polsce, chorą na chorobę potencjalnie śmiertelną, praktycznie taką, która się nie cofa. I od trzech lat nie wykorzystała szansy, aby ją odwiedzić? Zawsze było coś ważniejszego. No ale przecież siostra czuła się dobrze. Dobrze, bo co?  Nie narzekała?  A diagnoza to nic? A nawet gdyby zdarzył się cud i siostra by wyzdrowiała, to przecież i tak dobrze byłoby się z siostrą zobaczyć. Całe trzy lata był na to czas.

– Pojedziesz na pogrzeb? – pytam. A ta mi mówi, że nie, bo nie może, bo praca, obowiązki, i inne. A poza tym, to już nic nie pomoże.

A pomoże, pomoże.

Tym co zostali, tym co przy siostrze czuwali do końca, i jej samej, bo się w końcu zjawi. Ale nie. Nie może.  Nie pojedzie. Pewnie obawia się, że może zburzyć obraz tego, jak było jak wyjeżdżała z Polski?

Widać maksyma ‘żeby było tak jak było’ dotyczy nie tylko bredzenia pani Agnieszki Holland, ale i nas samych. Ale nie będzie tak jak było. I tamtej Polski, z której wyjeżdżaliśmy już nie ma. Tak jak i oczekiwanie, że coś się nie wydarzy, bo my akurat w to nie wierzymy, jest fałszem, na którego końcu jest ciężkie lądowanie w prawdę.

Świat się skurczył, moja koleżanka kilka razy wyjeżdżała w różne egzotyczne podróże, ale do siostry zajechać nie mogła – nie było jej po drodze, i taka podróż do chorej siostry byłaby taka nieegzotyczna. Do Polski, do chorej siostry?

A przed kim by się taką podróżą można pochwalić? A kto chciałby takie zdjęcia na komórze oglądać z chorą siostrą? A może trzeba by coś tam pomóc? Lepiej wydać te ciężko zaharowane pieniążki na podróż egzotyczną, którą można się pochwalić. I nie widzieć sensu wyjazdu na ostatnie pożegnanie. Skoro się nie miało czasu na to pożegnanie w ciągu trzech lat, to może chociaż na koniec należałoby się pokazać?

Narodziny, życie i śmierć jest grupowe, w rodzinie, w społeczeństwie, w parafii, w organizacji, w narodzie. A ta o wszystkim zapomina, tak jakby to było wszystko nieważne.

Nieważne? Dla niej, bo zapomniała kim jest i skąd przyszła. Nie wie także dokąd idzie. I to jest moja koleżanka? A to nie za dobrze świadczy o mnie, bo z kim to ja się kumam?