Z tele­wi­zji moż­na dowie­dzieć się wie­lu cie­ka­wych rze­czy. Choć­by tego, jakie rząd „dobrej zmia­ny” odno­si suk­ce­sy, jak pod­ła jest opo­zy­cji oraz gdzie odbę­dzie się kon­cert disco polo. Z innej z kolei, że jest źle, a będzie jesz­cze gorzej, że jedy­nym ratun­kiem dla „tego kra­ju” jest total­na opo­zy­cja, czy o tym, że Pola­cy to antysemici.

Nie­daw­no, w wia­do­mo­ściach, fak­tach, wyda­rze­niach czy czymś podob­nym, powie­dzie­li o tym, że urzęd­nik pra­cu­ją­cy na eta­cie sędzie­go, obra­ził czło­wie­ka, któ­re­go sądził.

Nic w tym nad­zwy­czaj­ne­go, że ludzie, któ­rzy nie pole­ga­ją pra­wu, robią co chcą. Dobre ludzi­sko z tego urzęd­ni­ka, moż­na powie­dzieć, obra­ził, a mógł zabić. Sta­ło się jed­nak coś nad­zwy­czaj­ne­go! Czło­wiek zamiast pokor­nie zno­sić kalum­nie, jak nie­wol­nik, kro­wa, czy zwy­kły miesz­ka­niec Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, wezwał poli­cję i gdy funk­cjo­na­riu­sze przy­je­cha­li, powie­dział im, aby wyle­gi­ty­mo­wa­li owe­go urzęd­ni­ka. A to dla­te­go, że zamie­rzał urzęd­ni­ko­wi wyto­czyć pro­ces cywil­ny za znie­sła­wie­nie, obra­zę czy tam za coś. Wów­czas wyda­rzy­ło się coś, w co trud­no uwierzyć!

Poli­cjan­ci, jak nale­ża­ło­by się spo­dzie­wać, nie zwi­nę­li deli­kwen­ta do suki, nie urzą­dzi­li mu kon­we­je­ra, nie zamknę­li na 48 godzin, nie urzą­dzi­li ścież­ki zdro­wia, za to, że pod­niósł rękę na wła­dzę ludo­wą, ale zgod­nie z ocze­ki­wa­niem czło­wie­ka, poszli wyle­gi­ty­mo­wać urzęd­ni­ka pra­cu­ją­ce­go na eta­cie sędzie­go. I to dwa razy. Nie­ste­ty, bez­sku­tecz­nie, ale to już inna spra­wa. Może urzę­das powie­dział, że nazy­wa się Jan Józef Grzyb, jak to w podob­nej sytu­acji uczy­nił legen­dar­ny Wła­dy­sław Fra­sy­niuk, może nie wie­dział, jak się wabi, co może się zda­rzyć, ale naj­pew­niej cho­dzi­ło o to, że urzęd­ni­cy wyko­nu­ją­cy zawód sędzie­go, mają ten jakiś immu­ni­tet. A to ozna­cza, że nie muszą prze­strze­gać pol­skie­go pra­wa, mogą kraść ludziom pie­nią­dze, wysłu­gi­wać się mafii, poli­ty­kom, Służ­bie Bez­pie­czeń­stwa, obra­żać sądzo­nych, obi­jać się w pra­cy, jeź­dzić samo­cho­da­mi po pija­ne­mu, wyda­wać wyro­ki według zasa­dy: nasz nigdy nie jest win­ny i tak dalej. No trud­no, tak to jest w „pań­stwie prawa”.

reklama

Ale to nie koniec tej histo­rii. Zauważ­my, że wresz­cie poli­cjan­ci, zacho­wa­li się tak, jak wypa­da­ło­by ocze­ki­wać po poli­cjan­tach, a nie funk­cjo­na­riu­szach Mili­cji Oby­wa­tel­skiej, czy­li nie zwra­ca­li uwa­gi na nie­pi­sa­ne przy­wi­le­je „nad­zwy­czaj­nej kasty”, ale wyko­ny­wa­li to, cze­go ocze­ki­wał od nich poszko­do­wa­ny oby­wa­tel pań­stwa polskiego.

Zauważ­my też, że posło­wie rów­nież mają immu­ni­tet i zda­rza­ło się, że poli­cjan­ci chcie­li ich wyle­gi­ty­mo­wać, bo prze­cież na czo­łach nie mają napi­sa­ne „jestem posłem”.

Par­la­men­ta­rzy­sta poka­zy­wał jakiś tam doku­ment i koniec spra­wy, niko­mu nic strasz­ne­go się nie dzia­ło. Poli­cjan­ci powin­ni raczej zostać pochwa­le­ni przez sze­fa MSW, komen­dan­ta głów­ne­go Poli­cji, komen­dan­ta woje­wódz­kie­go, swo­ich bez­po­śred­nich zwierzch­ni­ków, za to, że mimo nie­ty­po­wej sytu­acji, zacho­wa­li się prawidłowo.

Ale nic z tego. Rzecz­nik pra­so­wy poli­cji, czy ktoś podob­ny, z miną jakiej nie powsty­dził­by się ofi­cer UB, prze­pra­szał urzęd­ni­ków zatrud­nio­nych na sta­no­wi­sku sędzie­go za postę­po­wa­nie poli­cjan­tów, zapew­niał, że się to już nie powtó­rzy, że wobec tych dwóch poli­cjan­tów, któ­rzy wyko­ny­wa­li swo­je obo­wiąz­ki, zosta­ną wycią­gnie kon­se­kwen­cje itd. Zupeł­nie, jak­by prze­stra­szył się, że sojusz wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści i orga­nów ści­ga­nia, któ­ry pole­ga na tym, że orga­ny ści­ga­nia nie ści­ga­ją pra­cow­ni­ków wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści, a pra­cow­ni­cy wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści nigdy nie ska­żą pra­cow­ni­ków orga­nów ści­ga­nia, choć­by ci, w bia­ły dzień, mor­do­wa­li ludzi.

Zwróć­my uwa­gę, że gdy poli­cjan­ci kogoś zabi­ją, pobi­ją, urzą­dzą komuś komo­rę gazo­wą, a takich przy­pad­ków wca­le nie jest mało, to cała Poli­cja, stoi za nimi murem. Gdy Igor Sta­cho­wiak był tor­tu­ro­wa­ny w kiblu na komen­dzie we Wro­cła­wiu, a póź­niej, naj­pew­niej, zabi­ty przez poli­cjan­tów, to niko­go to nie obcho­dzi­ło. Ani komen­dan­ta głów­ne­go Poli­cji, ani komen­dan­ta woje­wódz­kie­go, ani rzecz­ni­ka pra­so­we­go. Wszy­scy byli zaję­ci zamia­ta­niem spra­wy pod dywan.

Nawet wice­mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści wie­dział „o nie­pra­wi­dło­wo­ściach”, ale żad­ne­mu poli­cjan­to­wi włos z gło­wy nie spadł. Dopie­ro, gdy TVN chciał wbić klin mię­dzy PiS a „śro­do­wi­sko poli­cjan­tów” (któ­re­mu zresz­tą, żeby się pod­li­zać, „dobra zmia­na” co chwi­lę daje pod­wyż­ki, poli­cjan­ci uda­ją strasz­li­wie cho­rych, a ci zaraz po 1000 zł na łeb, żeby miał kto pacy­fi­ko­wać Marsz Nie­pod­le­gło­ści) i nagło­śnił spra­wę, to mini­ster Mariusz Błasz­czak kogoś tam zwol­nił ze sta­no­wi­ska, co pew­nie ozna­cza­ło przej­ście takie­go byka na eme­ry­tu­rę, a póź­nej „pra­cę” w  spół­ce pod­le­głej jed­ne­mu z miast na Dol­nym Ślą­sku. Bo prze­cież to taki facho­wiec. Mor­der­cy w mun­du­rach poli­cjan­tów, też oka­za­li się tak zna­ko­mi­ty­mi fachow­ca­mi, że raz dwa zosta­li zatrud­nie­ni przez żan­dar­me­rię woj­sko­wą. I niko­mu włos z łba nie spadł.

Wnio­ski z tej sytu­acji są bar­dzo smut­ne. Poli­cja, podob­nie jak sądy, była i jest czę­ścią admi­ni­stra­cji oku­pa­cyj­nej, któ­rej zada­niem, jest trzy­ma­nie Pola­ków krót­ko za mor­dy, a nie prze­strze­ga­nie prawa.

Po dru­gie, ci dwaj poli­cjan­ci, jeśli ich nie wywa­lą z pra­cy, pew­nie już nigdy wię­cej nie sta­ną po stro­nie oby­wa­te­la w spo­rze z urzęd­ni­ka­mi. Bo, jak widać, poli­cjan­ci za to są kara­ni przez swo­ich zwierzchników.

A po trze­cie, jest to sygnał dla innych tzw. stró­żów pra­wa, że pra­wo pra­wem, ale tzw. pra­cow­ni­ków wymia­ru spra­wie­dli­wo­ści, czy­li „naszych”, ruszać nie wol­no, bo będzie­cie mie­li pro­ble­my. Za to, może­cie sobie pobić, albo i zabić Bogu ducha win­ne­go człowieka.

W takiej sytu­acji, cała poli­cja, i komen­dant głów­ny i komen­dant woje­wódz­ki i rzecz­nik pra­so­wy i związ­ki zawo­do­we będą po waszej stro­nie. Zro­zu­mie­li? Wykonać!

A „dobra zmia­na”? He, he, he, he, szko­da gadać. W War­sza­wie zaj­mu­ją się wyry­wa­niem spod sie­bie stoł­ków. Co, zresz­tą, nazy­wa­ją reformami.

MICHAŁ PLUTA