Nie rozu­miem dla­cze­go odma­wia się nam róż­nych pro­stych tera­pii prze­ciw­ko koro­na­wi­ru­so­wi, tłu­ma­cząc, że są nie­spraw­dzo­ne, sko­ro szcze­pion­ki rów­nież do koń­ca nie są spraw­dzo­ne i zosta­ły dopusz­czo­ne na zasa­dzie nad­zwy­czaj­nej; w USA, jako eks­pe­ry­men­tal­ne, tutaj  „doraź­nie”, czy nie war­to pró­bo­wać leczyć ludzi tymi leka­mi, któ­re są tanie i, jak świad­czy bar­dzo wie­lu leka­rzy, sku­tecz­ne? Nie moż­na nimi leczyć pod para­so­lem tych samych nad­zwy­czaj­nych praw? Tym­cza­sem stra­szy się nas prze­peł­nio­ny­mi szpi­ta­la­mi i odma­wia opie­ki medycz­nej. Nawia­sem mówiąc, pro­blem tak zwa­nej hal­l­way medi­ci­ne ist­niał w Onta­rio od lat. Sko­ro miliar­dy wyrzu­co­no obec­nie na pomoc dla ludzi, któ­rym unie­moż­li­wia się pra­cę, to czy  nie lepiej było wybu­do­wać za to ze 3 szpi­ta­le? Chiń­czy­cy mogli to zro­bić, a „naj­lep­szy kraj świa­ta” Kana­da nie może? Coś mi tutaj nie gra. Do tego nikt nam  nawet nie suge­ru­je, jak leczyć wcze­sny covid, oprócz tego, by zamknąć miesz­ka­nie na czte­ry spu­sty. Powiem co ja robię. W przy­pad­ku  pierw­szych oznak prze­zię­bie­nia płu­czę gar­dło, psi­kam do nosa oraz do gar­dła sta­rym spraw­dzo­nym środ­kiem jodo­po­wi­do­nu (Beta­di­ne) do tego bio­rę raz dzien­nie lek­ką aspirynę.

        Jeśli ktoś pla­nu­je na wła­sną rękę aman­tan­dy­nę to raczej powi­nien skon­sul­to­wać się z leka­rzem, jest to lek na recep­tę, któ­ry wcho­dzi w inte­rak­cje z inny­mi; co inne­go poda­nie go w przy­pad­ku zdro­we­go konia, a co inne­go  oso­by, któ­ra co rano wci­na zestaw pigu­łek z pudełeczka.

        Do tego od cza­su do cza­su  potrzeb­ny  jest roso­łek, a na co dzień wita­mi­na D; tro­chę ćwi­czeń, spa­ce­ry i mnó­stwo humo­ru. A jest się z cze­go śmiać, w koń­cu nie­złą jaz­dę mamy za dar­mo, nie trze­ba woja­żo­wać do obcych kra­jów, żeby się napa­trzeć.  W dys­ku­sjach inter­ne­to­wych ktoś zwró­cił mi uwa­gę, że nie mówią ludziom, jak się leczyć, bo cho­dzi o to, żeby się wyszcze­pi­li, bo to „naj­sku­tecz­niej­sze”; dla­te­go nie lan­su­je się „nie­spraw­dzo­nych metod lecze­nia”. No dobrze, mówię, szcze­pi się zdro­wych, a leczy obja­wy u cho­rych. Co jed­no dru­gie­mu przeszkadza?!

        Nawia­sem mówiąc, przed covi­dem  nama­wia­jąc do szcze­pień, tłu­ma­czo­no ludziom, że cho­dzi o ich zdro­wie, że jak się zara­żą, to cho­ro­ba ich nie weź­mie, dzi­siaj szcze­pi się więk­szość nas tłu­ma­cząc, że to dla dobra innych, bo jak­że wytłu­ma­czyć szcze­pie­nie 15–20 lat­ków? O małych dzie­ciach nie wspo­mnę? Tym ludziom covid zagra­ża mniej niż gry­pa! Argu­ment, że nie będą zara­ża­li innych, albo że wirus zanik­nie, bo uzy­ska­my odpor­ność stad­ną jest nacią­ga­ny (bo muta­cje; bo zaszcze­pie­ni też zara­ża­ją). Czy­li powin­ni nara­zić się na nikłe, bo nikłe, ale zawsze, skut­ki ubocz­ne szcze­pie­nia z soli­dar­no­ści „z ludz­ko­ścią”? Pań­stwo zde­cy­du­ją się namó­wić na taką soli­dar­ność wła­sne dziecko?

Andrzej Kumor