Psu­cie kra­jo­bra­zu to dużo wię­cej niż wie­żow­ce na pla­ży w Międzyzdrojach

        Pro­ble­my takie jak paste­lo­za, beto­no­za i urba­ni­sty­ka łano­wa już od ponad 30 lat nisz­czą kra­jo­braz Polski.

         Ogra­ni­cze­nia zwią­za­ne z ochro­ną kra­jo­bra­zu trak­tu­je­my jako uciąż­li­we prze­szko­dy, a nie wzo­ry dobrych prak­tyk, budu­ją­ce dobro wspólne.

         Sku­pie­nie się tyl­ko na aspek­cie eko­no­micz­nym inwe­sty­cji, pomi­ja­ją­ce jej wpływ na śro­do­wi­sko czy este­ty­kę, pro­wa­dzi do degra­da­cji krajobrazu.

        W Holan­dii do 2050 r. wszyst­kie mate­ria­ły budow­la­ne mają pocho­dzić z recy­klin­gu. Koniecz­na będzie roz­biór­ka albo adap­ta­cja sta­rych budynków.

         Według kon­ser­wa­ty­sty Roge­ra Scru­to­na, este­ty­ka kra­jo­bra­zu jest zna­kiem kul­tu­ry, spa­ja­ją­cym wię­zi spo­łecz­ne – dla­te­go nie wol­no jej pomijać.

        Dwa potęż­ne, ponad stu­me­tro­we wie­żow­ce z błysz­czą­ce­go szkła wzno­szą się pośród zale­sio­nych wydm, góru­jąc nad malow­ni­czą pla­żą w Mię­dzyz­dro­jach. Poza taki­mi wido­wi­sko­wy­mi, jed­nost­ko­wy­mi przy­pad­ka­mi, w któ­rych poja­wia­ją się w mia­rę zgod­ne gło­sy kry­ty­ki nisz­cze­nia kra­jo­bra­zu, temat ten pozo­sta­je w zasa­dzie nie­obec­ny. Oprócz kon­tro­wer­syj­nych, ale z zasa­dy jed­nost­ko­wych inwe­sty­cji, bory­ka­my się bowiem tak­że z tyl­ko pozor­nie pro­za­icz­ny­mi, ale przez ska­lę wystę­po­wa­nia – zna­czą­co bar­dziej degra­du­ją­cy­mi kra­jo­braz zjawiskami.

        Obraz dwóch stu­me­tro­wych szkla­nych wież w Mię­dzyz­dro­jach przy­cią­gnął uwa­gę mediów i obu­rzył opi­nię publicz­ną. Już od dłuż­sze­go cza­su pla­no­wa­nie prze­strzen­ne i ochro­na kra­jo­bra­zu powra­ca­ją w ten sam spo­sób w deba­cie publicz­nej – tema­ty te zdo­by­wa­ją szer­szy roz­głos tyl­ko wte­dy, kie­dy mamy do czy­nie­nia ze spek­ta­ku­lar­ną poraż­ką sys­te­mu. Tak było tak­że w przy­pad­ku „zam­ku nad Note­cią” w obsza­rze Natu­ra 2000 czy 15-pię­tro­we­go hote­lu z pół­sz­czy­to­wym dachem z wido­kiem na Giewont.

        Pato­lo­gie prze­strze­ni zyska­ły wła­sne nazwy. Pro­ble­my takie jak sty­ro­pia­no­za (maso­we ocie­pla­nie ele­wa­cji wąt­pli­wą este­tycz­nie meto­dą lek­ką mokrą), paste­lo­za (malo­wa­nie ele­wa­cji budyn­ków w wie­lo­barw­ne, lan­dryn­ko­we wzo­ry), beto­no­za (zastę­po­wa­nie tere­nów zie­lo­nych kost­ką bru­ko­wą w imię „rewi­ta­li­za­cji”), czy urba­ni­sty­ka łano­wa (zabu­do­wy­wa­nie rzę­da­mi iden­tycz­nych domów wąskich pasów pól, zgod­nie z logi­ką aktu­al­nej struk­tu­ry wła­sno­ści, a nie histo­rycz­nej struk­tu­ry wsi) – już od ponad 30 lat nisz­czą nasz kra­jo­braz, czę­sto w dużo więk­szym stop­niu niż nawet naj­bar­dziej nie­uda­ne budynki.

        Mimo tego, że Pola­cy potra­fią doce­niać walo­ry pięk­nych kra­jo­bra­zów, zarów­no tych natu­ral­nych, jak i prze­two­rzo­nych przez czło­wie­ka – cze­go dowo­dy dają, odwie­dza­jąc tłum­nie góry i nad­mor­skie miej­sco­wo­ści w cza­sie sezo­nu waka­cyj­ne­go – to jed­nak kie­dy chcą coś wybu­do­wać, ich podej­ście zmie­nia się dia­me­tral­nie. Ogra­ni­cze­nia i wymo­gi for­mal­ne zwią­za­ne z ochro­ną kra­jo­bra­zu trak­tu­ją czę­sto jak uciąż­li­we prze­szko­dy, a nie wzo­ry dobrych prak­tyk, koniecz­ne dla zacho­wa­nia dobra wspólnego.

        Nie ozna­cza to, że kon­kret­ne obec­nie obo­wią­zu­ją­ce prze­pi­sy nie zasłu­gu­ją na kry­ty­kę, czę­sto nawet pryn­cy­pial­ną. Jed­nak chciał­bym spoj­rzeć na spra­wę sze­rzej, opi­su­jąc ide­ową pod­bu­do­wę, na któ­rej może opie­rać się kom­plek­so­wa wizja ochro­ny krajobrazu.

Cha­os i kicz

        Sytu­acja zwią­za­na z degra­da­cją kra­jo­bra­zu i cha­osem prze­strzen­nym od pew­ne­go cza­su jest pod­da­wa­na ostrej kry­ty­ce. Książ­ki takie jak nie­daw­na Jeste­śmy wresz­cie we wła­snym domu Doro­ty Leśniak-Rychlak (tu nasza recen­zja pió­ra Prze­my­sła­wa Bator­skie­go), Beto­no­za Jana Men­cwe­la, Lukier i mię­so. Wokół archi­tek­tu­ry w Pol­sce po 1989 roku Grze­go­rza Piąt­ka i Jaro­sła­wa Try­bu­sia, czy chy­ba naj­gło­śniej­sza – Wan­na z kolum­na­dą Fili­pa Sprin­ge­ra, dia­gno­zu­jąc pato­lo­gie pol­skiej prze­strze­ni, zakoń­czy­ły w deba­cie publicz­nej epo­kę samo­za­do­wo­le­nia, któ­ra zapa­no­wa­ła po transformacji.

        Wszech­obec­ne prze­ska­lo­wa­ne rekla­my, „luk­su­so­we” gro­dzo­ne osie­dla w szcze­rym polu bez dostę­pu do pod­sta­wo­wych usług, pstro­ka­te ele­wa­cje i brak jakie­go­kol­wiek umia­ru w dobo­rze mate­ria­łów, wie­lo­krot­nie powie­la­ne dom­ki-gar­ga­me­le z kata­lo­gów – wszyst­kie te ele­men­ty, któ­re do tej pory były odbie­ra­ne jako ozna­ki doga­nia­nia Zacho­du, postę­pu – docze­ka­ły się wresz­cie zasłu­żo­nej kry­ty­ki. „Ład prze­strzen­ny to jest coś, o czym każ­dy w Pol­sce sły­szał, ale nikt od daw­na tego nie widział” – te sło­wa Sprin­ge­ra cel­nie pod­su­mo­wu­ją znacz­ną część dorob­ku III RP w tej dziedzinie.

        Winą za zły stan pol­skiej prze­strze­ni obar­czo­no przede wszyst­kim spo­łe­czeń­stwo, któ­re nie doro­sło do swo­bo­dy, któ­ra zapa­no­wa­ła w pla­no­wa­niu prze­strzen­nym po trans­for­ma­cji. W innej waż­nej publi­ka­cji – Guście Naszym Powsze­dnim – Bła­żej Pro­śniew­ski, pisząc o przy­czy­nach złe­go sta­nu prze­strze­ni publicz­nych i niskiej jako­ści archi­tek­tu­ry, wska­zu­je głów­nie na bra­ki w pod­sta­wo­wej edu­ka­cji, a tak­że nega­tyw­ne wzor­ce histo­rycz­ne – nie­któ­re tak odle­głe jak dzie­dzic­two szla­chec­kiej anarchii.

        W kon­se­kwen­cji, w dys­ku­sji nastą­pił nawrót do roz­wią­zań z cza­sów PRL‑u jako poten­cjal­ne­go środ­ka do przy­wró­ce­nia ładu prze­strzen­ne­go. Pryn­cy­pial­na kry­ty­ka „wol­no­ame­ry­kan­ki”, któ­ra zapa­no­wa­ła w Pol­sce po 1989 r., poskut­ko­wa­ła bowiem powsta­niem pew­nej for­my sen­ty­men­tu do roz­wią­zań pla­ni­stycz­nych cza­sów komu­ni­zmu. „To był wzor­co­wy sys­tem kon­tro­li wszel­kich zmian prze­strze­ni publicz­nej. Zarżnę­li­śmy go w wol­nej Pol­sce i dziś nisz­czy­my prze­strzeń” – mówi w innej książ­ce Sprin­ge­ra, Źle uro­dzo­nych, Alek­san­der Fran­ta, jeden z czo­ło­wych auto­rów moder­ni­stycz­nych osie­dli, o urba­ni­sty­ce PRL. Takie poglą­dy uzna­wa­ne były do nie­daw­na za ana­chro­nizm, natu­ral­ną linię obro­ny auto­rów osie­dli z lat 60. i 70. przed czę­sto zbyt zapal­czy­wą kry­ty­ką ich dzie­dzic­twa. Dziś coraz czę­ściej odwo­ła­nia do urba­ni­sty­ki PRL wystę­pu­ją jako reali­stycz­ne postu­la­ty do wzię­cia pod roz­wa­gę przy pro­jek­to­wa­niu nowych rozwiązań.

Kult roz­wo­ju

        Kry­ty­cy dewe­lo­per­skiej archi­tek­tu­ry III RP baga­te­li­zu­ją jed­nak w ten spo­sób wady pla­no­wa­nia i zarzą­dza­nia doby Gomuł­ki czy Gierka.

        Skan­da­licz­ny brak posza­no­wa­nia dla natu­ral­nych kra­jo­bra­zów nie poja­wił się po raz pierw­szy w latach 90. Prze­ska­lo­wa­ne molo­chy w rodza­ju hote­lu Gołę­biew­ski w Kar­pa­czu mia­ły w PRL‑u swo­je odpo­wied­ni­ki w posta­ci licz­nych sana­to­riów i kom­plek­sów wypo­czyn­ko­wych, np. znaj­du­ją­ce­go się u pod­nó­ża Guba­łów­ki hote­lu Kasprowy.

        Nale­ży przy tym zazna­czyć, że moder­ni­stycz­ne „sza­fy”, choć czę­sto igno­ro­wa­ły oto­cze­nie, mia­ły jed­nak czę­sto dobre pro­por­cje i pre­zen­to­wa­ły sobą pewien rodzaj suro­we­go, nie­kie­dy wręcz monu­men­tal­ne­go umia­ru. Nie da się tego powie­dzieć o zwa­li­stych, pokracz­nych blo­kach dzi­siej­szych moun­ta­in resor­tów, nawet jeże­li wyko­nu­je się je z dużo lep­szych materiałów.

        Odwrot­ne prze­mia­ny zaszły w budow­nic­twie jed­no­ro­dzin­nym. Kata­lo­go­we pro­jek­ty domów, psu­ją­ce dziś kra­jo­braz wsi tan­det­ny­mi deta­la­mi, para­dok­sal­nie pod wzglę­dem pro­por­cji są kro­kiem naprzód wobec kost­ki pol­skiej – panu­ją­ce­go od lat 60. do 1989 r. sty­lu domów jed­no­ro­dzin­nych, regu­lo­wa­ne­go sztyw­ny­mi ogra­ni­cze­nia­mi usta­wo­wy­mi, zde­cy­do­wa­nie zbyt masyw­ne­go dla wiej­skiej zabu­do­wy. Oby­dwa te roz­wią­za­nia cha­rak­te­ry­zu­je jed­nak przede wszyst­kim sztam­po­wość i brak zado­wa­la­ją­ce­go dosto­so­wa­nia do kon­tek­stu krajobrazu.

        Nie zmie­ni­ło się tak­że podej­ście do prze­strze­ni publicz­nych, zwłasz­cza na pro­win­cji. W Lukrze i mię­sie Pią­tek i Try­buś okre­śla­ją wyni­ka­ją­cą z wdro­że­nia Fun­du­szy Spój­no­ści budo­wę setek nowych, bru­ko­wa­nych pla­ców w wie­lu pol­skich gmi­nach jako „wytwór bez­myśl­nej pseu­do-euro­pe­iza­cji” i „bez­myśl­ne kopio­wa­nie wzor­ców”, ale też jako powtór­kę z lat 60. i 70. – two­rze­nia źle zapro­jek­to­wa­nych, nie­funk­cjo­nal­nych miejsc „wyłącz­nie po to, żeby w połu­dnie cyk­nąć sobie fot­kę na pocztówkę”.

        Jeśli doda­my do tego, że część z dziś wystę­pu­ją­cych zja­wisk sta­no­wi reak­cję na man­ka­men­ty soc­mo­der­ni­zmu – wspo­mnia­na wcze­śniej paste­lo­za jako odpo­wiedź na smut­ną sza­rość blo­ko­wisk, prze­ła­do­wa­nie deta­la­mi jako anty­te­za pry­mi­tyw­nych archi­tek­to­nicz­nie „kostek pol­skich” – może­my wysu­nąć wnio­sek, że obec­ne pro­ble­my prze­strzen­ne wywo­dzą się z wad socja­li­stycz­ne­go pla­no­wa­nia i są ich dal­szym rozwinięciem.

        Ude­rza zwłasz­cza „eko­no­mizm”, obec­ny jako naczel­na zasa­da zarów­no PRL-owskich blo­ko­wisk, jak i dzi­siej­szych osie­dli dewe­lo­per­skich. Współ­cze­sny „apar­ta­men­to­wiec”, taki jak np. Bli­ska Wola Tower, będą­cy loka­tą kapi­ta­łu dla inwe­sto­rów i narzę­dziem szyb­kie­go zarob­ku dla dewe­lo­pe­ra, nie róż­ni się wca­le tak bar­dzo od blo­ku z wiel­kiej pły­ty. Miesz­ka­nie w wiel­kiej pły­cie Pola­cy co praw­da „dosta­wa­li” od pań­stwa, a nie musie­li go kupo­wać, ale tysią­ce blo­ków powsta­ło rów­nież w logi­ce krót­ko­ter­mi­no­we­go pla­no­wa­nia nasta­wio­ne­go na szyb­ki efekt – pla­nu pię­cio­let­nie­go. Przy­ję­cie takiej opty­ki pro­wa­dzi zazwy­czaj do baga­te­li­zo­wa­nia wpły­wu inwe­sty­cji na oto­cze­nie – zarów­no na este­ty­kę i kon­tekst urba­ni­stycz­ny, jak i na śro­do­wi­sko naturalne.

W poszu­ki­wa­niu rów­no­wa­gi. Prze­strzeń okiem konserwatysty

        Zarów­no soc­mo­der­nizm, jak i kapi­ta­li­stycz­na dewe­lo­per­ka – przyj­mu­jąc zało­że­nie pry­ma­tu roz­wo­ju, zwłasz­cza eko­no­micz­ne­go, nad kon­ser­wa­cją już ist­nie­ją­cych ele­men­tów prze­strze­ni – pono­szą klę­skę w dzie­dzi­nie ochro­ny krajobrazu.

        Do intu­icji tej zda­je się przy­chy­lać Janusz Sepioł, archi­tekt i były mar­sza­łek woje­wódz­twa mało­pol­skie­go. W swo­im arty­ku­le Kra­jo­braz („Heri­to” nr 39) pisze on, że „roz­wój gospo­dar­czy go [kra­jo­braz] dyna­mi­zu­je, nie­kie­dy tak moc­no, że docho­dzi do powsta­nia zupeł­nie nowych kra­jo­bra­zów”. Sepioł wzy­wa do tego, aby przy ana­li­zie skut­ków pro­jek­tów gospo­dar­czych brać też pod uwa­gę ich wpływ na oto­cze­nie. Pod­kre­śla­jąc zło­żo­ną natu­rę same­go kra­jo­bra­zu, na któ­ry skła­da­ją się ele­men­ty i pro­ce­sy natu­ral­ne i two­rzo­ne przez czło­wie­ka, kła­dzie nacisk na to, aby bada­nia oddzia­ły­wań pro­jek­tów gospo­dar­czych pro­wa­dzić moż­li­wie szeroko.

        Sepioł wyróż­nia trzy pod­sta­wo­we kry­te­ria, w ramach któ­rych powin­na się odby­wać dys­ku­sja o ochro­nie kra­jo­bra­zu – este­ty­ka, eko­lo­gia i eko­no­mia (ale rozu­mia­na tak sze­ro­ko, że moż­na by ją wła­ści­wie zastą­pić ter­mi­nem społeczeństwo).

        Wyda­je się, że taką wizję ochro­ny kra­jo­bra­zu, trud­ną do pogo­dze­nia zarów­no z neo­li­be­ra­li­zmem, jak i soc­mo­der­ni­zmem, reali­zu­je zie­lo­ny kon­ser­wa­tyzm. Opi­su­jąc to sta­no­wi­sko, nie spo­sób nie odwo­łać się do filo­zo­fii Roge­ra Scru­to­na. Wpro­wa­dzo­ne przez nie­go poję­cie ojko­fi­lii (miło­ści do wła­sne­go domu; dokład­niej­sze roz­wi­nię­cie tego poję­cia moż­na zna­leźć w arty­ku­le Idea i prak­ty­ka ojko­fi­lii według Roge­ra Scru­to­na Ber­na­de­ty Gołę­biow­skiej) w spo­sób naj­peł­niej­szy defi­niu­je sto­su­nek, jaki do rodzi­me­go kra­jo­bra­zu powi­nien posia­dać konserwatysta.

        Filo­zo­fia Scru­to­na daje prze­ko­nu­ją­cą odpo­wiedź na wszyst­kie trzy pro­ble­my dys­ku­sji na temat kra­jo­bra­zu. Eko­lo­gia sta­no­wi punkt wyj­ścia dla roz­wa­żań auto­ra Zie­lo­nej filo­zo­fii. Zda­niem Scru­to­na, to wła­śnie poprzez umi­ło­wa­nie swo­je­go naj­bliż­sze­go oto­cze­nia powin­ni­śmy  podej­mo­wać dzia­ła­nia na rzecz ochro­ny śro­do­wi­ska natu­ral­ne­go. Filo­zof, scep­tycz­ny wobec sze­ro­ko zakro­jo­nych odgór­nych pro­jek­tów, upa­tru­je moż­li­wo­ści napra­wy szkód wyrzą­dzo­nych przy­ro­dzie w zmia­nie postaw ludzi i samo­re­gu­lu­ją­cych się małych społecznościach.

        Prak­ty­ka ochro­ny śro­do­wi­ska poprzez opar­cie się o lokal­ne spo­łecz­no­ści pro­wa­dzi nas do spo­łecz­ne­go wymia­ru ochro­ny kra­jo­bra­zu. Nie jest on bowiem czymś trwa­łym, ale zmie­nia­ją­cym się obra­zem struk­tur społecznych.

        Jeże­li chce­my trwa­le ochro­nić ład prze­strzen­ny, musi­my budo­wać struk­tu­rę spo­łecz­ną, któ­ra odpo­wia­da za jego two­rze­nie i utrzy­ma­nie. I odwrot­nie – praw­dzi­wa, holi­stycz­na ochro­na kra­jo­bra­zu powin­na kon­ser­wo­wać i wzmac­niać struk­tu­rę spo­łecz­ną. Zamiast odgór­nie narzu­ca­nej edu­ka­cji, Scru­ton pro­po­nu­je więc model oddol­nej współpracy.

        Ostat­ni wymiar – este­tycz­ny – rów­nież zaj­mu­je waż­ne miej­sce w kon­ser­wa­tyw­nej wizji ochro­ny kra­jo­bra­zu. Choć kwe­stie este­tycz­ne na tle poprzed­nich pro­ble­mów, doty­czą­cych pro­ce­sów wewnątrz kra­jo­bra­zu, mogą się wyda­wać dru­go­rzęd­ne, peł­nią jed­nak klu­czo­wą funk­cję – sta­no­wią znak kul­tu­ry. Tu rów­nież może­my odwo­łać się do Scru­to­na, któ­ry w Prze­wod­ni­ku po kul­tu­rze nowo­cze­snej dla inte­li­gent­nych przy­ta­cza kon­ser­wa­tyw­ną poli­tycz­ną defi­ni­cję tego poję­cia:„[…] [kul­tu­ra] jest stru­mie­niem moral­nej ener­gii, któ­ra utrzy­mu­je wię­zi spo­łecz­ne, a więc i spo­łe­czeń­stwo samo w sta­nie nienaruszonym”.

        Według Scru­to­na kul­tu­ra i este­ty­ka – tak czę­sto w Pol­sce trak­to­wa­ne jako bła­ha eks­tra­wa­gan­cja – mają w isto­cie fun­da­men­tal­ne zna­cze­nie dla zacho­wa­nia wię­zi spo­łecz­nych, a w kon­se­kwen­cji dla kre­acji spój­ne­go krajobrazu.

        Co cie­ka­we, Scru­ton nie wymy­śla tu nic od zera – jego tezy są raczej kom­pi­la­cją i usys­te­ma­ty­zo­wa­niem postu­la­tów sze­ro­kie­go spek­trum śro­do­wisk kon­ser­wa­tyw­nych, obec­nych od poło­wy XIX wie­ku. Sprze­ciw wobec gwał­tow­nej indu­stria­li­za­cji i typi­za­cji, połą­czo­ny z doce­nia­niem war­to­ści tra­dy­cyj­nych, indy­wi­du­al­nych metod pro­duk­cji, a tak­że w pew­nym stop­niu ochro­ny przy­ro­dy, gło­sił już ruch Arts and Cra­fts (wię­cej na ten temat tutaj), zain­spi­ro­wa­ny publi­cy­sty­ką chrze­ści­jań­skie­go socja­li­sty Joh­na Ruski­na. Wąt­ki takie obec­ne są tak­że u papie­ży (Paw­ła VI, Jana Paw­ła II w Cen­tis­si­mus Annus, a wresz­cie – Fran­cisz­ka w Lau­da­to Si i Queri­da Ama­zo­nia). Tro­ska o kra­jo­braz i śro­do­wi­sko, a tak­że wezwa­nie do mądre­go i odpo­wie­dzial­ne­go prze­twa­rza­nia go, wystę­pu­ją tak­że w twór­czo­ści J.R.R. Tol­kie­na i C.S. Lewi­sa, o czym pisał na naszych łamach Marek Wojnar.

Jak nie budować?

        „Jeste­śmy ostat­nim poko­le­niem, któ­re budu­je tak wiel­kie domy i gale­rie han­dlo­we. Musi­my nauczyć się prze­ra­biać to, co już ist­nie­je, i korzy­stać z surow­ców wtór­nych” – mówi „Gaze­cie Wybor­czej” wro­cław­ski archi­tekt, Zbi­gniew Mać­ków, lau­re­at Nagro­dy Hono­ro­wej SARP z 2020 r., naj­waż­niej­sze­go wyróż­nie­nia dla archi­tek­tów w Pol­sce. W ostat­nich latach ze śro­do­wisk archi­tek­to­nicz­nych sły­chać coraz wię­cej podob­nych sygnałów.

        Naj­gło­śniej­sze z nich to na pew­no mię­dzy­na­ro­do­we nagro­dy. W 2017 r. nagro­dę Mie­sa van Der Rohe (nagro­dę dla naj­lep­sze­go budyn­ku w Euro­pie) przy­zna­no pro­jek­to­wi DeFlat Kle­iburg – rewi­ta­li­za­cji i grun­tow­ne­mu remon­to­wi amster­dam­skie­go budyn­ku miesz­kal­ne­go z lat 70. Ta prze­ło­mo­wa decy­zja, wraz z następ­ny­mi – Grand Prix na WAF (Świa­to­wym Festi­wa­lu Archi­tek­tu­ry) w 2017 r. dla odbu­do­wa­nych po trzę­sie­niu zie­mi nie­wiel­kich obiek­tów miesz­kal­nych w Chi­nach, kolej­na nagro­da Mie­sa van Der Rohe z 2019 r. za prze­bu­do­wę wie­lo­pły­to­wych blo­ków w Bor­de­aux i Grand Prix WAF z 2019 r. za adap­ta­cję poprze­my­sło­wej hali na biblio­te­kę publicz­ną w holen­der­skim Til­bur­gu – poka­zu­ją, jaki kie­ru­nek coraz czę­ściej podej­mu­je współ­cze­sna architektura.

        W zeszłym tygo­dniu tę pra­wi­dło­wość potwier­dzi­ło przy­zna­nie Nagro­dy Pritz­ke­ra (naj­waż­niej­szej nagro­dy archi­tek­to­nicz­nej) dueto­wi Laca­ton-Vas­sal, auto­rom wspo­mnia­nej prze­bu­do­wy w Bor­de­aux. Ich mot­to brzmi: „nigdy nie burz, nigdy nie usu­waj, zawsze doda­waj, prze­kształ­caj i wyko­rzy­stuj ponownie”.

        Odej­ście od iko­nicz­nych budyn­ków-sym­bo­li i sku­pie­nie się na lokal­nych inter­wen­cjach, potrzeb­nych małym spo­łecz­no­ściom, jest zgod­ne z kon­ser­wa­tyw­ną wizją ochro­ny kra­jo­bra­zu. Awan­gar­da współ­cze­snej archi­tek­tu­ry po latach sta­rań, by roz­wią­zać wszyst­kie pro­ble­my za pomo­cą nowych budyn­ków, dzi­siaj coraz czę­ściej pyta, jak się bez nich obejść.

        Ten­den­cja ta pro­wa­dzi cza­sem do bar­dzo rady­kal­nych roz­wią­zań. W Holan­dii w 2018 r. przy­ję­to pra­wo, w myśl któ­re­go do 2050 r. wszyst­kie mate­ria­ły budow­la­ne mają pocho­dzić z recy­klin­gu – do budo­wy nowych obiek­tów będzie więc koniecz­na roz­biór­ka sta­rych albo ich adaptacja.

        Ujaw­nia się kolej­na, być może naj­waż­niej­sza cecha kon­ser­wa­tyw­nej wizji ochro­ny kra­jo­bra­zu i ładu prze­strzen­ne­go – jej holi­stycz­ny cha­rak­ter. Ele­men­ty wspie­ra­ją się wza­jem­nie, two­rząc oddol­nie spój­ny sys­tem, dążą­cy do samo­re­gu­la­cji. Aby ten sys­tem dzia­łał, wyma­ga jed­nak zacho­wa­nia rów­no­wa­gi pomię­dzy potrze­ba­mi este­tycz­ny­mi, eko­lo­gicz­ny­mi i spo­łecz­ny­mi. Jeśli nawet może­my uzy­skać wiel­kie korzy­ści np. eko­lo­gicz­ne, nie może­my dążyć do nich ze szko­dą dla społeczności.

        Wśród przy­kła­dów moż­na wymie­nić np. wspo­mi­na­ne przez Sepio­ła kra­jo­bra­zy płyn­ne, czy­li takie, na któ­rych zabu­do­wa roz­sze­rza się na obsza­ry do tej pory użyt­ko­wa­ne w inny spo­sób, głów­nie rol­ni­cze. Ze stro­ny este­tycz­nej i eko­lo­gicz­nej takie zago­spo­da­ro­wa­nie kra­jo­bra­zu przy­no­si znacz­ne szko­dy, nale­ży jed­nak pamię­tać, że alter­na­ty­wą dla nie­go jest migra­cja do wiel­kich miast i sku­pia­nie w nich jak naj­więk­szej ilo­ści ludzi, co pro­wa­dzi do zna­czą­ce­go osła­bie­nia lokal­nych społeczności.

        Spójrz­my tak­że na korzyst­ne z punk­tu widze­nia eko­lo­gii i eko­no­mii pro­gra­my ter­mo­mo­der­ni­za­cji domów jed­no­ro­dzin­nych, np. pro­gram STOP Smog, mają­ce jed­nak nie­ko­rzyst­ny wpływ na este­tycz­ne aspek­ty kra­jo­bra­zu. Ter­mo­mo­der­ni­za­cja już zde­ge­ne­ro­wa­ła kra­jo­braz pol­skiej pro­win­cji, a kolej­na fala okła­da­nia sty­ro­pia­nem, choć jest uza­sad­nio­na z powo­du ogra­ni­cze­nia zuży­cia ener­gii, znisz­czy wie­le bez­cen­nych dla kra­jo­bra­zu obiektów.

        Takie balan­so­wa­nie pomię­dzy este­ty­ką, eko­lo­gią i eko­no­mią może się wyda­wać trud­ne do pogo­dze­nia ze zde­cy­do­wa­ny­mi dzia­ła­nia­mi. Jed­nak taki wła­śnie jest cha­rak­ter kra­jo­bra­zu – skła­da się on z wie­lu, zacho­dzą­cych rów­no­cze­śnie pro­ce­sów, któ­re trze­ba uwzględ­nić, jeśli chce­my go chro­nić. Pomi­nię­cie jed­ne­go z czyn­ni­ków musi zaś pro­wa­dzić do jego degra­da­cji i znisz­cze­nia nasze­go otoczenia.

Marek Grąb­czew­ski

Klub Jagiel­loń­ski

https://klubjagiellonski.pl/

        Publi­ka­cja nie zosta­ła sfi­nan­so­wa­na ze środ­ków gran­tu któ­re­go­kol­wiek mini­ster­stwa w ramach jakie­go­kol­wiek kon­kur­su. Powsta­ła dzię­ki Dar­czyń­com Klu­bu Jagiel­loń­skie­go, któ­rym jeste­śmy wdzięcz­ni za moż­li­wość działania.