Stanisław Barua — Polak i Kenijczyk (cz. 4)

O Afry­ce i cywi­li­za­cyj­nej misji Pol­ski roz­ma­wia­my z fil­mow­cem, absol­wen­tem Łódz­kiej Szko­ły Fil­mo­wej Sta­ni­sła­wem Baruą, od 20 lat miesz­ka­ją­cym w Kana­dzie, zako­rze­nio­nym w kul­tu­rach Pol­ski i Afry­ki, kato­li­kiem wywo­dzą­cym się z rodzi­ny muzułmańsko-katolickiej.

        — Stasz­ku, jakie są związ­ki Pol­ski z Kenią, Pol­ski z Afryką?

        Sta­ni­sław Barua — Związ­ki Pola­ków z Kenią  są cie­ka­we, a robią się bar­dzo cie­ka­we w cza­sie woj­ny II woj­ny świa­to­wej; wte­dy do Kenii przy­by­wa­ją stat­ki z kobie­ta­mi i dzieć­mi uchodź­ców z tere­nów sowiec­kich, któ­rzy zostają…

Reklama

– To są ludzie, któ­rzy wyszli z armią Andersa?

– Tak, przez Kazach­stan, Per­sję, Indie docie­ra­ją do Kenii. Stat­ki przy­pły­wa­ją do Mom­ba­sy. Mom­ba­sa jest naj­więk­szym por­tem Afry­ki wschod­nio-cen­tral­nej i stam­tąd rząd bry­tyj­ski, któ­ry jest wła­dzą kolo­nial­ną tych tere­nów prze­sy­ła dzie­ci i głów­nie kobie­ty do obozów.

– Te obo­zy to były bry­tyj­skie bazy?

– Nie­któ­re z nich były już ist­nie­ją­cy­mi obo­za­mi, w zasa­dzie, wiem że jed­nym z tych obo­zów w Kenii był obo­zem mili­tar­nym, prze­zna­czo­nym na wal­kę z utrzy­ma­niem wła­dzy bry­tyj­skiej na tere­nie tego, co póź­niej sta­ło się Kenią.

– Roz­ma­wia­łem z wie­lo­ma ludź­mi, któ­rzy prze­szli przez te obo­zy, roz­ma­wia­łem z nimi tutaj w Kana­dzie i dla wie­lu z nich pobyt w Afry­ce był poby­tem, jak w raju.

– Zwłasz­cza dla tych, któ­rzy byli w obo­zie w Ten­ge­ru w pół­noc­nej Tan­za­nii i też dla tych, któ­rzy byli w obo­zie w Ugandzie.

        Są to kra­je o wie­le bar­dziej tro­pi­kal­ne niż Kenia. Kenia zwłasz­cza Środ­ko­wa Kenia to raczej są sawan­ny, a Ugan­da  to praw­dzi­we dżun­gle, jeśli cho­dzi o roślin­ność. Też pół­noc­na Tan­za­nia,  Ten­ge­ru jest poło­żo­ne w pięk­nym kra­jo­bra­zie nie­da­le­ko góry Kilimandżaro.

– I dla tych dzie­ci i dla tych kobiet po tym co prze­szły w guła­gach na Sybe­rii,  to było wresz­cie cie­pło, wresz­cie dosta­tek jedze­nia no i zwie­rzę­ta i ludzie, któ­rzy nie zabijają.

– Wła­śnie, egzo­tycz­ny kraj ludzi zupeł­nie też przy­ja­znych, bo tutaj nale­ży powie­dzieć, że wie­lu z tych ludzi dooko­ła obo­zów nie mia­ło wiel­kich kon­tak­tów z Euro­pej­czy­ka­mi. A jeże­li były to kon­tak­ty to albo z Niem­ca­mi, któ­rzy byli na tere­nie pół­noc­nej Tan­za­nii, albo z Angli­ka­mi, z Bry­tyj­czy­ka­mi, a póź­niej  już w cza­sie woj­ny — to już tro­chę dodat­ko­wa spra­wa — też byli tam jeń­cy wło­scy, któ­rzy tra­fia­li wła­śnie z woj­ny mię­dzy Angli­ka­mi, a Wło­cha­mi na pół­noc Kenii.

– Mówi­li­śmy księ­ciu Sapie­sze, jak taki czło­wiek tra­fił do Kenii?

– On dotarł przez Paryż, gdzie z jego wła­snych opo­wia­dań wyni­ka, że był tak­sów­ka­rzem. Nasza cała rodzi­na go znała.

        Kie­dy dotarł do Kenii zna­lazł pra­cę jako myśli­wy czy prze­wod­nik-myśli­wy, prze­wod­nik po kra­jo­bra­zie Kenii.

        Trze­ba tutaj wspo­mnieć cho­ciaż sło­wem, że Kenia jest prze­pięk­nym kra­jem, jeśli cho­dzi o kra­jo­braz, bar­dzo malow­ni­czym, ale też kra­jem sły­ną­cym z safa­ri, czy­li miej­scem, gdzie przy­jezd­ni, zwłasz­cza z Ame­ry­ki Pół­noc­nej i z Euro­py przy­jeż­dża­li na łowy.

– Do tego ksią­żę Sapie­ha wynaj­mo­wał się jako przewodnik?

– Jako prze­wod­nik, bo umiał się posłu­gi­wać kara­bi­nem i bar­dzo szyb­ko stał się czło­wie­kiem bar­dzo powa­ża­nym, jako przewodnik.

        Trze­ba powie­dzieć, że ksią­żę Sapie­ha wyróż­niał się dużą kul­tu­rą oso­bi­stą i przez to nie miał kło­po­tów ze zna­le­zie­niem się w sytu­acjach w oto­cze­niu Angli­ków, któ­rzy uwa­ża­li się za takich bar­dzo wyra­fi­no­wa­nych ludzi, mię­dzy nimi a księ­ciem Sapie­hą róż­ni­ca była znacz­na, był czło­wie­kiem o dużej kulturze .

        A muszę to powie­dzieć, dla­te­go że Angli­cy w Kenii stwo­rzy­li spo­sób bycia, któ­ry nie był dobrą kul­tu­rą, nawet była to taka w zasa­dzie anty­kul­tu­ra; wszy­scy, któ­rzy żyli w cza­sach, gdy Bry­tyj­czy­cy rzą­dzi­li Kenią wie­dzą, że Bry­tyj­czy­cy, Angli­cy przede wszyst­kim,  wie­lu z przy­jezd­nych do Kenii Anglików …

– Stasz­ku, myślę , że nie trze­ba dużo mówić, po pro­stu zacho­wy­wa­li się po cham­sku, jak ludzie, któ­rzy uwa­ża­ją, że są waż­niej­si, lep­si, to zresz­tą im zosta­ło nawet do dzi­siaj, moż­na obser­wo­wać tego rodza­ju zacho­wa­nie, po pol­sku mówi­ło się zadzie­ra­nie nosa.

– Dokład­nie tak.

– Trak­to­wa­nie z góry innych ludzi i to w sytu­acjach, w któ­rych nie ma do tego żad­nych podstaw.

– A ksią­żę Sapie­ha był inny. Jego pra­ca z nimi też się skoń­czy­ła, gdy sam zaczął pro­wa­dzić wła­sną firmę .

– Mówi­łeś o dzie­ciach ander­sow­skich, któ­re tam zosta­ły, Mama Roche, o któ­rej zro­bi­li­ście z bra­tem film, to jed­na z tych postaci…

– Bra­cia Roz­wa­dow­scy to dru­ga taka bar­dzo cie­ka­wa para ludzi, któ­rzy miesz­ka­li dale­ko poza Nairo­bi. Oni żyli na roli, żyli też jako ludzie mają­cy taką smy­kał­kę do wszel­kich biz­ne­sów i też bar­dzo wro­śli w kraj. Tak że oni sta­no­wi­li przy­kład Euro­pej­czy­ków, któ­rzy byli w Kenii nie po to, żeby…

– Pod­bi­jać, zabi­jać, okradać…

– Tak, dokład­nie, ale żeby też poka­zać, że jest inny spo­sób na bycie razem.

        Też nie wszy­scy Angli­cy, oczy­wi­ście, kra­dli i zabi­ja­li, ale  byli wła­śnie kolonizatorami.

        Angli­cy uwa­ża­li Pola­ków, że oczy­wi­ście to są Euro­pej­czy­cy, ale tro­chę gor­szej kate­go­rii, bo nie mówią po angiel­sku, nie zna­ją manier angiel­skich i tak dalej, lek­ce­wa­żąc to, że nie wszyst­ko toczy się wokół Londynu.

        A Kenij­czy­cy mie­li wte­dy dostęp do ludzi, Pola­ków, któ­rzy trak­to­wa­li ich, jak ludzi .

– A misjo­na­rze, a ludzie, któ­rzy przy­jeż­dża­li z komu­ni­stycz­nej Pol­ski, wspo­mnia­łeś Kapu­ściń­skie­go, ale byli też i inni, był taki czas, kie­dy Zwią­zek Radziec­ki usi­ło­wał Afry­kę prze­cią­gnąć na swo­ją stro­nę. Na róż­ne spo­so­by się to dzia­ło, rów­nież poprzez, na przy­kład, kształ­ce­nie mło­dzie­ży z kra­jów afry­kań­skich w Moskwie. Opo­wiedz o two­im tacie, jak to się sta­ło, że zna­lazł się w Polsce?

– Może zacznę od taty. Tata uro­dził się pod Mom­ba­są, w Mom­ba­sie cho­dził do szko­ły pod­sta­wo­wej misjo­nar­skiej pro­wa­dzo­nej przez lute­ra­nów, Niem­ców. Póź­niej, po tej szko­le wyje­chał pocią­giem do Ugan­dy, dla­te­go że dla Afry­kań­czy­ków, zwłasz­cza na wybrze­żu Kenii nie było szans, żeby dalej się kształcić.

        Wybrze­że Kenii było wte­dy, jak gdy­by odręb­ną stre­fą pro­wa­dzo­ną przez Suł­ta­na Zan­zi­ba­ru. Tak, że to była stre­fa kolo­nii bry­tyj­skiej, ale pod szcze­gól­ną opie­ką suł­ta­na od bar­dzo dłu­gie­go czasu.

        Tato po ukoń­cze­niu szko­ły śred­niej w Ugan­dzie chciał być leka­rzem. Mój dzia­dek był zna­cho­rem, mój pra­dzia­dek był zna­cho­rem i mój pra­pra­dzia­dek, wiem że też był zna­cho­rem. W zasa­dzie według tra­dy­cji rodzin­nych nawet ja powi­nie­nem zostać lekarzem.

        Mój tata bar­dzo chciał być leka­rzem i jako chło­pak osiem­na­sto­let­ni wraz z dwój­ką innych Kenij­czy­ków posta­no­wił pójść pie­szo do Kairu. A dla­cze­go do Kairu.

- Do Egip­tu z Ugan­dy, ile to jest kilometrów?

– To jest kil­ka tysię­cy kilo­me­trów. Miał wte­dy jakie­goś dal­sze­go kumo­tra, wuja jakie­goś, któ­ry był dzia­ła­czem w par­tii wal­czą­cej o wyzwo­le­nie Kenii z kolo­nia­li­zmu. To była par­tia Kenya Afri­can Natio­nal Union, KANU, to była jed­na z dwóch par­tii, któ­re wte­dy wal­czy­ły o niepodległość.

        I ten wuj ponoć miał dostęp do sty­pen­diów. Tata  tak napraw­dę nie wie­dział nic o Pol­sce, że jest taki kraj, jak Pol­ska, praw­dę mówiąc. Wraz z dwój­ką kole­gów prze­szli na teren Suda­nu  i po nie­dłu­gim cza­sie ich zła­pa­no, szli po pro­stu przez busz. Zła­pa­no ich i  posta­no­wi­li nie przy­znać się do tego, że są Kenij­czy­ka­mi, tyl­ko że są z Ugan­dy. Więc ode­sła­no ich z powro­tem do Ugan­dy i oni zno­wu posta­no­wi­li iść dalej. Na począt­ku była ich czwór­ka, jeden wró­cił i się pod­dał, a trój­ka zno­wu ruszy­ła przez Sudan inną drogą.

        Pamię­tam, tata opo­wia­dał bar­dzo cie­ka­we histo­rie, jak na przy­kład szli nocą bez żad­nych dróg przez busz i sły­sze­li lwy dooko­ła. Tak że strasz­ne takie przej­ścia. Mówił też, że jed­no co dla nie­go było dziw­ne, to jak docho­dzi­li do jakiejś wio­ski na tere­nie połu­dnio­we­go Suda­nu, to byli ludzie Din­ka albo Nubi, ludzie któ­rzy cho­dzi­li zupeł­nie nago. Pamię­tam, że to go też uderzyło.

        – Leni Rie­fen­stahl zro­bi­ła kie­dyś album wła­śnie o ludziach Nubi.

        – Tak, tak wła­śnie. I przez te tere­ny szli ci trzej męż­czyź­ni. Póź­niej przez Nil, część jako auto­sto­po­wi­cze na jakiś cię­ża­ró­wach, na jakichś łodziach Nilem, dotar­li, naj­pierw przez Char­tum, aż do same­go Kairu. W Kairze po kil­ku mie­sią­cach dostał wia­do­mość od tego ziom­ka, że dosta­ją sty­pen­dia. Jeden z nich dostał sty­pen­dium na Węgry, dru­gi dostał do Buł­ga­rii, a tata dostał sty­pen­dium do Polski.

        Tutaj zazna­czę, że to, że aku­rat wszy­scy dotar­li do kra­jów komu­ni­stycz­nych, to nie było ich myśle­niem, oni nie byli mark­si­sta­mi, byli po pro­stu naiw­ny­mi poli­tycz­nie ludź­mi. Do tej pory mój tata nie jest zaan­ga­żo­wa­ny w żad­ną poli­ty­kę. Tra­fił do Pol­ski, tam wte­dy był wiel­ki nacisk na to, żeby każ­dy mło­dy czło­wiek któ­ry przy­jeż­dża na stu­dia, dosta­je to sty­pen­dium, żeby został prze­ro­bio­ny na komu­ni­stę i wró­cił póź­niej do sie­bie. Jako lekarz, albo inży­nier, ale waż­ne jest, żebyś wró­cił i był naszym człowiekiem.

        Jak to się sta­ło, że mój ojciec wró­cił i tak na dobrą spra­wę nie był ich czło­wie­kiem; no bo wró­cił z moją mamą. Muszę powie­dzieć, że gdy­by nie moja mama, róż­nie mogło­by być. Bo jak poprzed­nio mówi­łem bar­dzo mało Kenij­czy­ków tra­fia­ło do Pol­ski czy na Węgry czy do Buł­ga­rii, Rumu­nii. Więk­szość tra­fia­ła do Wiel­kiej Bry­ta­nii. Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czy­cy zda­wa­li sobie bar­dzo dobrze spra­wę z tego co się dzieje.

– Czy­li była to, jak gdy­by, taka ide­olo­gicz­na kon­ku­ren­cja o eli­ty, o przy­szłe eli­ty narodu?

– Dokład­nie! O to cho­dzi­ło, bo tutaj zważ na to, że Kenia, Ugan­da wte­dy były kra­ja­mi o związ­kach z Zacho­dem, a cała otocz­ka tych państw, czy­li Sudan, Egipt, oczy­wi­ście już nie mówię co Soma­lii, wte­dy Siad Bar­re był dyk­ta­to­rem, czło­wiek kosz­mar­ny, ale był wła­śnie czło­wie­kiem Moskwy, w Etio­pii dopie­ro w latach sie­dem­dzie­sią­tych prze­jął wła­dzę Men­gi­stu Haile Mariam, po pro­stu kat spre­pa­ro­wa­ny też przez Sowie­tów. Na połu­dniu, w Tan­za­nii rzą­dził Julius Nyere­re pre­zy­dent, też war­to o nim tro­chę wię­cej powie­dzieć, bo w tej chwi­li trwa pro­ces jego beaty­fi­ka­cji. On był kato­li­kiem. Ale to był czło­wiek, któ­ry wpro­wa­dził do Tan­za­nii komu­nizm, wpro­wa­dził socja­lizm i wpro­wa­dził do Tan­za­nii wte­dy Chińczyków.

        Na całym kon­ty­nen­cie trwa­ła wal­ka mię­dzy Sowie­ta­mi, a Ame­ry­ką i Zacho­dem. Tak że pro­ble­ma­tycz­ny człowiek.

– To był taki czas, kie­dy Afry­ka zdo­by­wa­jąc swo­ją suwe­ren­ność, pań­stwa afry­kań­skie bar­dzo łatwo szły do  prze­ciw­ni­ka tych kolo­ni­za­to­rów, czy­li wła­śnie tutaj pod­su­wa­ły swo­ją ide­olo­gię i Zwią­zek Radziec­ki czy Chi­ny po to, by two­rzyć poli­tycz­ne związki

– Uży­wa­jąc też swo­ich innych pion­ków, gra­li wte­dy Kubań­czy­cy, było mnó­stwo Kubań­czy­ków w Ango­li, w Mozam­bi­ku, w innych kra­jach też trwa­ła wal­ka ide­olo­gicz­na, któ­ra nadal trwa w połu­dnio­wej Afry­ce, w daw­nej Rodezji.

– Joe Slo­vo komu­ni­sta, agent praktycznie…

– Joe Slo­vo, wszy­scy wie­my o Janu­szu Walu­siu z Wro­cła­wia, któ­ry wyje­chał w latach osiem­dzie­sią­tych wraz z ogrom­ną gru­pą Pola­ków, dla któ­rych też trze­ba powie­dzieć nie było to jak­by głów­ną myślą, że jadą do takie­go kraju.

– Stasz­ku, byłem w Austrii i zło­ży­łem poda­nie o emi­gra­cję wszę­dzie, gdzie tyl­ko mogłem po to, żeby się wyrwać, czyli …

– Na tej samej zasa­dzie wła­śnie tata doje­chał do Pol­ski. Wra­ca­jąc, wró­ci­li do Kenii nie tyl­ko ci, któ­rzy stu­dio­wa­li, jako obco­kra­jow­cy, ale też do Kenii przy­jeż­dża­li nowi Pola­cy. Bo w Nairo­bi była amba­sa­da PRL, któ­ra zaj­mo­wa­ła się nie tyl­ko Kenią, ale całą gru­pą kra­jów tego regio­nu; sto­li­ca Kenii, Nairo­bi, jest jak gdy­by głów­nym takim punk­tem zacze­pie­nia dla wszyst­kich przy­jezd­nych nie tyl­ko z Euro­py ale zewsząd, jeśli cho­dzi o Afry­kę wschod­nio- centralną.

        Jed­nym z takich dzia­łań  PRL‑u było wpro­wa­dze­nie  firm pol­skich, jed­ną z takich firm była fir­ma inżynieryjna.

        Inna fir­ma — far­ma­ko­lo­gicz­na — dzia­ła­ła w Pol­sce, ale tutaj taki pan, że nazwę go tak ład­nie, pan Przy­wie­czer­ski, któ­ry stał się milio­ne­rem dola­ro­wym; wła­śnie w Nairo­bi zro­bił swój milion, jako atta­ché do spraw finan­so­wych przy ambasadzie.

        Tak że do Kenii poza pra­cow­ni­ka­mi amba­sa­dy PRL wte­dy też przy­jeż­dża­li wła­śnie ludzie, któ­rzy w zasa­dzie byli karie­ro­wi­cza­mi, ludzie któ­rzy przy­jeż­dża­li, żeby zro­bić pie­nią­dze, a wia­do­mo, kto wte­dy wyjeż­dżał z Pol­ski. Wszy­scy mie­li powią­za­nia z par­tią, w róż­nym stopniu

– Albo służbami.

– Albo służ­ba­mi w róż­nym stop­niu. Jed­nym z tych ludzi był Dariusz Przy­wie­czer­ski, któ­ry przy­je­chał do Kenii, jako atta­ché do spraw eko­no­micz­nych przy amba­sa­dzie, a skoń­czy­ło się na tym, że zro­bił swój pierw­szy milion w Kenii uży­wa­jąc lokal­nych Hin­du­sów przede wszyst­kim, jako ludzi, któ­rzy sprze­da­wa­li pol­skie pro­duk­ty farmakologiczne.

        Powsta­ła też w Nairo­bi fabry­ka pro­duk­tów inży­nie­ryj­nych, więc było kil­ku inży­nie­rów pol­skich, któ­rzy pro­wa­dzi­li tę fir­mę z duży­mi dota­cja­mi od rzą­du pol­skie­go, żeby w ogó­le zaczę­ła funk­cjo­no­wać, ale przy oka­zji też trak­to­wa­no to jako punkt szko­le­nia tech­nicz­ne­go Kenij­czy­ków, więc Kenia bar­dzo się cie­szy­ła z tego, że jakie­kol­wiek kra­je czy zachod­nie czy jakieś inne inwestują.

– Ty o tym wszyst­kim wiesz z pierw­szej ręki?

– Ja o tym wiem dla­te­go, że cho­dzi­łem do szko­ły z syna­mi tych Polaków.

 – Do szko­ły polskiej?

 – Do zwy­kłej szko­ły — no nie powiem „zwy­kłej”  — ale do szko­ły angiel­skiej. Ale też wła­śnie wszy­scy cho­dzi­li­śmy do szko­ły pol­skiej, a szko­ła pol­ska była jedy­nie przy tej pla­ców­ce w Nairo­bi; ani sio­stry, ani księ­ża nie pro­wa­dzi­li wte­dy takiej szko­ły. Fran­cisz­ka­nie, któ­rzy dzia­ła­li i do tej pory dzia­ła­ją bar­dzo pręż­nie w Kenii są głów­nie misjo­na­rza­mi, więc dzia­ła­ją poza Nairo­bi i też sio­stry Zgro­ma­dze­nia Naj­święt­szej Rodzi­ny robią bar­dzo wie­le dobre­go w Kenii.

        Ich powią­za­nia są feno­me­nal­ne po pro­stu. Zaj­mu­ją się tylo­ma bar­dzo potrzeb­ny­mi spra­wa­mi, ich wkład w kul­tu­rę i dobro Kenij­czy­ków jest ogrom­ny. Poza ewan­ge­li­za­cją i kate­che­zą mło­dzie­ży pro­wa­dzą domy dla matek z dzieć­mi, ojco­wie fran­cisz­ka­nie pro­wa­dzą dru­kar­nię, wyda­ją „Ryce­rza Nie­po­ka­la­nej”, pro­wa­dzą domy dla dzie­ci z uli­cy, dla bie­do­ty, dla ubo­gich, dla osób, któ­re są w ogrom­nym nie­bez­pie­czeń­stwie prze­my­tu ludzi, han­dlu ludź­mi.  Ostat­nio dopie­ro, jakieś 10 lat temu, powsta­ła fir­ma pro­wa­dzo­na przez Pola­ka Rado­sła­wa Mali­now­skie­go, HAART Kenya, któ­ra zaj­mu­je się rato­wa­niem mło­dych ludzi  z rąk han­dla­rzy żywym towarem.

– Czy cho­dzi o pro­sty­tu­cję czy też o nabór do woj­ska, do róż­nych bojówek?

– Głów­nie cho­dzi o pro­sty­tu­cję i o nie­wol­ni­czą pra­cę dzie­ci, dzię­ki Bogu w Kenii nie ma pro­ble­mu żoł­nie­rzy-dzie­ci, nie­ste­ty dooko­ła Kenii ten pro­blem był bar­dzo poważ­ny, zwłasz­cza w Ugan­dzie, w Suda­nie południowym.

        Naj­pierw to był Sudan, część połu­dnio­wa, gdzie chrze­ści­ja­nie wal­czy­li o wol­ność od rzą­du arab­skie­go; też w dużej czę­ści jest to Soma­lia — naj­bar­dziej strasz­li­wa kata­stro­fa w tej czę­ści kon­ty­nen­tu afry­kań­skie­go, gdzie teraz dzia­ła bez żad­nych hamul­ców al-Kaida. Tam dzia­ła­ją róż­ne bojów­ki, róż­ni mordercy.

        Moja mama led­wo wyszła żywa wła­śnie z jed­ne­go z wie­lu takich napa­dów muzuł­ma­nów, głów­nie soma­lij­skich, ale nie tyl­ko, któ­rzy wymor­do­wa­li masę ludzi w Nairo­bi w cen­trum han­dlo­wym West Gate.

        Te infor­ma­cje mam bez­po­śred­nio od moje­go bra­ta, któ­ry był tam, jak to wszyst­ko się dzia­ło, mama poje­cha­ła na zaku­py ze swo­im kie­row­cą, jej kie­row­ca został, bo mama po pro­stu na chwi­lę chcia­ła wejść, zro­bić szyb­kie zaku­py, kie­row­ca został na par­kin­gu, gdy wtar­gnę­li ci mor­der­cy i  zaczę­li zabi­jać wszyst­kich chrze­ści­jan i wszyst­kich hindusów.

        Kie­row­ca mamy, nasz kie­row­ca rodzin­ny, został zabi­ty na miej­scu, zastrze­lo­ny, mama ura­to­wa­ła życie przez leże­nie na pod­ło­dze przez kil­ka godzin w ter­ro­rze, stra­chu, gdy dooko­ła mor­do­wa­no ludzi, mor­do­wa­li przede wszyst­kim chrze­ści­jan, pusz­cza­li muzuł­ma­nów; zabi­ja­li kogo­kol­wiek, kto nie mógł powie­dzieć kil­ka słów z Kora­nu, albo nie umiał się przy­wi­tać po muzułmańsku.

        Więc pro­blem Suda­nu, pro­blem Soma­lii nadal trwa.

– Mówi­łeś o tym czło­wie­ku, któ­ry zało­żył fir­mę, któ­ra ratu­je ludzi, jaka to jest firma?

– To nie jest fir­ma kato­lic­ka, z tego co ja wiem, a tutaj mówię od razu, że nie znam szcze­gó­łów, bo fir­ma powsta­ła dopie­ro w ostat­nich latach, ale wiem, że kie­ru­je się dobrem, chce dobra ludzi, któ­rych odnaj­du­je, ale wiem, że zatrud­nia oso­by, któ­re widzą jako dro­gę wol­no­ści femi­nizm, huma­nizm, nie chcę niko­go skrzyw­dzić, bo wiem że było­by to…

- Krą­ży­my wokół tema­tu Afry­ka jest takim tema­tem, któ­ry nie­sie wie­le róż­nych wąt­ków, tam się kon­cen­tru­je w pew­nym sen­sie histo­ria świa­ta, toczy się wal­ka o ser­ce Afry­ki, podob­nie jak toczy się wal­ka o ser­ce Pol­ski — jak Ty to widzisz? Powie­dzia­łeś, że ludzie, któ­rzy byli na stu­diach w kra­jach Zacho­du przy­wieź­li te wszyst­kie nowe prą­dy. W takim razie po co jest Kenia? Po co jest Pol­ska? Po co jest naro­do­wa toż­sa­mość, sko­ro toż­sa­mość ma być glo­bal­na ogólnoświatowa?

– Wła­śnie, wra­ca­my do tema­tu toż­sa­mo­ści, bo wspo­mnia­łem o porów­na­niu Pol­ski Miesz­ka czy Bole­sła­wa Chro­bre­go do Kenii teraz i tutaj trze­ba zazna­czyć, że cała ta eli­ta Kenii, obec­na eli­ta Kenii to są ludzie, któ­rzy są odda­le­ni od kul­tu­ry pogań­skiej zale­d­wie o jed­no poko­le­nie, a nie­raz nawet nie to.

- Jak mówisz, rodzi­na Two­je­go taty to wła­śnie ludzie, któ­rzy byli zako­rze­nie­ni w pogań­skich wierzeniach?

– Tak, pogań­skie wie­rze­nia połą­czo­ne z kul­tu­rą muzuł­mań­ską. To nie jest trak­to­wa­nie isla­mu, jak gdzieś na Bli­skim Wscho­dzie, to jest spe­cy­ficz­ny spo­sób trak­to­wa­nia isla­mu, któ­ry przyj­mu­je w zasa­dzie więk­szość tra­dy­cji pogań­skich, lokal­nych tra­dy­cji pogań­skich, tak że gdy mówię, że na przy­kład mój dzia­dek i mój pra­dzia­dek i jego ojciec byli zna­cho­ra­mi, bo zna­li się bar­dzo dobrze na lecze­niu zio­ła­mi i tak dalej, ale te wszyst­kie lecze­nia, jak wie­my, też bio­rą pod uwa­gę lecze­nie ducho­we, że tak to nazwę, więc wpla­ta się w to wie­rze­nia, wpla­ta się w to rytu­ały, wpla­ta całe rozu­mie­nie kim jest czło­wiek, jaki jest cel życia czło­wie­ka, do cze­go czło­wiek dąży.

        Jeśli mówi­my o eli­tach kenij­skich, mówi­my o ludziach, któ­rzy wycho­dzą bez­po­śred­nio z  pew­nej kul­tu­ry. Jest to kul­tu­ra przede wszyst­kim wie­lo­żeń­stwa, jest to kul­tu­ra, w któ­rej nie jed­na oso­ba jest cen­trum rodzi­ny, tyl­ko ist­nie­ją gru­py wie­ko­we, ist­nie­ją podzia­ły na war­stwy spo­łecz­ne, ale nie w sen­sie takim, jak gdzieś na Zacho­dzie tyl­ko to jest pew­ne rozu­mie­nie hie­rar­chii, któ­ra wią­że się ze spo­so­bem orga­ni­za­cji życia rodzin­ne­go, życia spo­łecz­ne­go i tutaj nale­ży powie­dzieć, że są w tym wszyst­kim dwa prądy.

        Jeden jest taki, że czło­wiek jest czło­wie­kiem, gdzie­kol­wiek jest, tak że są rze­czy, któ­re są pozy­tyw­ne w tym, co ta kul­tu­ra ze sobą nie­sie, czy­li na przy­kład respekt dla star­szy­zny, respekt dla poję­cia mał­żeń­stwa, nawet tego wła­śnie z wie­lo­ma żona­mi,  są pew­ne ele­men­ty, któ­re stwa­rza­ją spój­ność, ale też jest ogrom­na ilość ele­men­tów kul­tu­ry, któ­re są koszmarem.

        Nie zapo­mi­naj­my o tym, że kobie­ta w rodzi­nie wie­lo­żeń­skiej nie ma tych samych praw co męż­czy­zna i nie ma takie­go statusu.

        Dzie­ci też rosną na innej zasa­dzie niż, że to jest moja rodzi­na, to jest moja mama, dziec­ko ma wie­le mam.

– Ale czy wła­śnie na coś takie­go bar­dzo łatwo nie moż­na nało­żyć tej współ­cze­snej glo­ba­li­stycz­nej ideologii?

– Otóż to! Bo, gdy ma się gru­py wie­ko­we i gdy ma się poję­cie dobro­by­tu zło­żo­ne z jed­nej stro­ny z chę­ci uko­je­nia duchów przod­ków, a z dru­giej stro­ny, dobro­byt mate­rial­ny, bo czło­wiek jest grzesz­ni­kiem, gdzie­kol­wiek jest, w każ­dej kul­tu­rze, więc gdy spo­łe­czeń­stwo bazu­je w dużej mie­rze na kolek­ty­wi­za­cji, bar­dzo łatwo jest wpro­wa­dzić komu­nizm, socjalizm

– Rów­nież w tym wyda­niu zachod­nim, któ­re mamy tutaj.

– Wte­dy nie jest to poda­ne, jako mark­sizm, tyl­ko jest poda­ne, jako  „wszy­scy razem”,  bez naci­sku na kon­kret­ną wia­rę, bo też trze­ba powie­dzieć, że tak samo muzuł­ma­nie wcho­dzą w kul­tu­rę kenij­ską też poprzez to, że waż­ny jest honor, waż­na jest tzw. sprawiedliwość…

– Sta­wia­ją nogę na tych sta­rych prze­ko­na­niach sta­rych wie­rze­niach, żeby budo­wać swo­ją ideologią?

– Tak, bo tutaj nie cho­dzi o miłość chrze­ści­jań­ską, nie cho­dzi o spra­wie­dli­wość na zasa­dzie miło­sier­dzia, tyl­ko to jest spra­wie­dli­wość na zasa­dzie siły, to jest spra­wie­dli­wość na zasa­dzie my sta­je­my na was, po to żeby was zgnieść; chce­my na tym, co wy macie zbu­do­wać coś lep­sze­go. To, co macie do nicze­go się nie nada­je, to jest do wyrzu­ce­nia, tak że z jed­nej stro­ny zauważ, jak to się ma do mło­de­go Kenij­czy­ka w tej chwili .

        Po tych 50, 60, 70 latach, gdy z jed­nej stro­ny naj­pierw wpro­wa­dzo­no chrze­ści­jań­stwo przez ludzi, któ­rych przed­sta­wia­no póź­niej jako wro­gów, no bo to są kolo­ni­za­to­rzy, to są Angli­cy przede wszyst­kim, ale też byli Niem­cy, bo pierw­szy­mi misjo­na­rza­mi na tere­nie Kenii byli Niem­cy, lute­ra­nie,  ale też z dru­giej stro­ny, są wpły­wy muzuł­mań­skie, któ­re wła­śnie pod­sy­ca­ją tę całą nar­ra­cję, że bia­ły czło­wiek jest cie­mię­ży­cie­lem; on nie może wam dać nicze­go dobre­go, nawet jego edu­ka­cja, to nie jest edu­ka­cja, to jest pra­nie waszych mózgów, my teraz na nowo wam to wszyst­ko prze­trze­my i damy wam coś nowe­go, a tak to jest wypad­ku nie­któ­rych elit kenij­skich, zwłasz­cza z powią­za­nia­mi z wybrze­żem Kenii.

        Jest jed­na rodzi­na, któ­rą trze­ba wymie­nić,  to rodzi­na  Mazrui, któ­ra jest sta­rą rodzi­ną lud­no­ści swa­hi­li, bo swa­hi­li to nie jest tyl­ko język, to jest gru­pa ludzi, któ­rzy są zlep­kiem Ara­bów i lud­no­ści tubyl­czej, afry­kań­skiej. Swa­hi­li ma to do sie­bie, że ma w sobie, nie tyl­ko w języ­ku, ale też w kul­tu­rze, nale­cia­ło­ści z Indii, z daw­nej Per­sji, a do tego dobi­li Chiń­czy­cy w koń­cu wie­ku XV, na począt­ku wie­ku XVI.

        Rodzi­na Mazrui jest rodzi­ną ary­sto­kra­tów tej daw­nej eli­ty muzuł­mań­skiej na wybrze­żu Kenii. Jeden z ich synów stał się, zwłasz­cza w latach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych, bar­dzo  zna­ną oso­bą w Kenii, któ­ra nada­wa­ła ton wie­lu nar­ra­cjom o toż­sa­mo­ści. I ta nar­ra­cja zawsze była anty­eu­ro­pej­ska, zawsze była anty­chrze­ści­jań­ska, zawsze mówi­ła o tym, że bia­li ludzie; bo już wte­dy nie ma nawet tego takie­go hamul­ca, żeby się zasta­no­wić, że tu nie cho­dzi o kolor skó­ry, tyl­ko cho­dzi o toż­sa­mość, cho­dzi o reli­gię, cho­dzi o to, jakie są te naj­waż­niej­sze cechy czło­wie­ka, któ­re nale­ży albo budo­wać, albo tem­pe­ro­wać. Bo czło­wiek jest, tak jak mówię, grzesz­ni­kiem gdzie­kol­wiek jest.

– To się bar­dzo dobrze koja­rzy z rucha­mi w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, któ­re w ten sam spo­sób gra­ją teraz kar­tą raso­wą, BLM, czy „kry­tycz­na teo­ria rasy”, że bia­ły czło­wiek jest gene­ral­nie do wyrzu­ce­nia razem ze swo­ją kulturą.

– Te powią­za­nia są tutaj bar­dzo cie­ka­we, bo w to wła­śnie zamie­sza­na jest gru­pa, któ­ra stu­dio­wa­ła w Euro­pie Środ­ko­wej, wła­śnie w kra­jach komunistycznych.

        Jed­nym z naj­waż­niej­szych ludzi poli­ty­ki Kenii i to w zasa­dzie od zara­nia Kenii jest Ogin­ga Odin­ga; jest on oso­bą, któ­ra od począt­ku swe­go dzia­ła­nia była nasta­wio­na wła­śnie na Moskwę. Był czło­wie­kiem Moskwy w Kenii. W tym samym okre­sie pre­zy­den­tem czy nawet kan­dy­da­tem wte­dy na pre­zy­den­ta Kenii był Jomo Kenyatta.

        Jomo Keny­at­ta to czło­wiek, któ­ry wyrósł w rodzi­nie pogań­skiej, ale pocho­dzi z naj­więk­szej i  naj­waż­niej­szej gru­py etnicz­nej Kenii, Kikuyu. To oni wła­śnie  naj­pręż­niej wal­czy­li o wol­ność Kenii od Angli­ków, oni naj­wię­cej ludzi stra­ci­li. Nie tyl­ko w bar­dzo nie­rów­nej wal­ce, gdzie napraw­dę szli na… To była par­ty­zant­ka, w dużej mie­rze mor­der­stwa, bo tutaj już nie cho­dzi­ło o wal­kę z armią bry­tyj­ską tyl­ko po pro­stu to były napa­dy na domo­stwa osie­dleń­ców angiel­skich, mor­do­wa­nie rodzin angiel­skich w róż­nych czę­ściach kra­ju, a z dru­giej stro­ny, okrut­ne repre­sje Brytyjczyków.

        Bry­tyj­czy­cy w Kenii  mie­li obo­zy i to strasz­ne obo­zy, gdzie prze­trzy­my­wa­li całe masy ludzi męż­czyzn, dzie­ci, kobie­ty po to, żeby zdła­wić powstanie.

        Keny­at­ta spę­dził ponad 20 lat w Euro­pie. Więk­szość cza­su prze­by­wał w Anglii, gdzie poje­chał jako mło­dy repre­zen­tant  par­tii nie­pod­le­gło­ścio­wej Kenii, jesz­cze przed II woj­ną świa­to­wą i tam wła­śnie jako tak na dobrą spra­wę poga­nin wziął – cho­ciaż już miał żonę w Kenii, też Kikuj­kę,  po pew­nym cza­sie oże­nił się z Angiel­ką. To nie było spra­wą nie­na­tu­ral­ną dla kogoś takiego.

        Ale tutaj cie­ka­wa spra­wa, Keny­at­ta stu­dio­wał u Pola­ka, stu­dio­wał u pro­fe­so­ra Bro­ni­sła­wa Mali­now­skie­go. On napi­sał takie orę­dzie do swo­ich ludzi, jako pra­cę dyplo­mo­wą — Facing Mount Kenya — czy­li patrząc w kie­run­ku góry Kenia; takie orę­dzie do swo­ich ludzi, już po wie­lu wie­lu latach w Anglii, ale pod nakie­ro­wa­niem pro­fe­so­ra Bro­ni­sła­wa Malinowskiego.

        W cza­sie poby­tu w Anglii Keny­at­ta poje­chał do Moskwy na bar­dzo krót­ki czas. I ten pobyt w Moskwie był dla nie­go taką szcze­pion­ką na komu­nizm. Wró­cił do Kenii, był prze­trzy­my­wa­ny przez Angli­ków przez dłu­gi okres na zsył­ce w odle­głym zakąt­ku Kenii.

        Kie­dy Jomo Keny­at­ta zdo­był wła­dzę,  jed­nym z pierw­szych Kenij­czy­ków, czy Kenij­czy­ków pocho­dze­nia euro­pej­skie­go, któ­rych odwie­dził był Polak Leon Kudła, któ­ry był far­me­rem w oko­li­cy Nakuru.

– To był Polak, któ­ry został właśnie …

– To był jeden z tych, któ­rzy zosta­li po woj­nie. Przez to Keny­at­ta chciał dać znać Euro­pej­czy­kom, że są bez­piecz­ni, że to nie jest kraj, gdzie zaraz zacznie się jakiś mord na tle odwe­tu za kolo­nie. To też był gest, któ­ry nale­ży tutaj zapa­mię­tać; to nie tyl­ko to powią­za­nie z pro­fe­so­rem Bro­ni­sła­wem Mali­now­skim w Anglii, ale to, że wła­śnie pierw­szą oso­bą z ludzi pocho­dze­nia euro­pej­skie­go, któ­rą odwie­dził, był Polak.

        Tutaj od razu trze­ba zazna­czyć, że Moskwa nie sta­ła bez­czyn­nie, gdy to wszyst­ko się dzia­ło. Jej czło­wie­kiem był ten Ogin­ga Odin­ga syn tego Odin­gi, Raila Odin­ga stu­dio­wał  w NRD i gdy wró­cił z NRD objął w zasa­dzie po ojcu, gdy w Kenii nara­sta­ła chęć demokracji…

        Bo do tej pory w Kenii rzą­dzi­li naj­pierw Keny­at­ta, a potem Moi, to byli auto­kra­ci, nie powiem dyk­ta­to­rzy, bo to nie było na takiej zasa­dzie, jak w nie­któ­rych innych kra­jach, ale to byli zde­cy­do­wa­ni auto­kra­ci, wspie­ra­ni przez moce zachod­nie. Jed­nym z tych ludzi, któ­rzy naj­bar­dziej dąży­li do demo­kra­cji czy­li do rzą­dów wie­lo­par­tyj­nych, a to nie cho­dzi­ło o to, żeby było wie­le par­tii, tyl­ko szcze­gól­nie Moskwie zale­ża­ło na tym, żeby doszedł do wła­dzy ich człowiek.

        Wła­śnie teraz ten sam syn star­sze­go Odin­gi ten młod­szy Odin­ga, któ­ry nie jest już taki mło­dy, bo jest zda­je się gru­bo po sie­dem­dzie­siąt­ce, w tej chwi­li pro­mu­je wszel­kie­go rodza­ju prą­dy globalistyczne.

        – Mark­sizm kulturowy?

– Abso­lut­ny mark­sizm kul­tu­ro­wy, a jego pra­wą ręką do dzi­siaj jest guber­na­tor zachod­niej pro­win­cji Kenii, czło­wiek, któ­ry jest pro­fe­so­rem, któ­ry stu­dio­wał w Mek­sy­ku, któ­ry jest abso­lut­nie mark­si­stą syn Odin­gi miał na imię Fidel po Fide­lu Castro. Cór­ka tego Any­ang’ Nyong’o, bo on wła­śnie jest zarząd­cą zachod­niej czę­ści kra­ju nawet teraz, a to jest takie wła­śnie cen­trum, przez któ­re naj­pierw socja­lizm, komu­nizm, a teraz glo­ba­lizm, jest bar­dzo pręż­nie pcha­ny; jego cór­ką jest cele­bryt­ka hol­ly­wo­odz­ka Lupi­ta Nyong’o; Lupi­ta, bo się uro­dzi­ła w Mek­sy­ku. W tej chwi­li ona wraz z cór­ką Odin­gi są, jak gdy­by oczkiem w gło­wie wszyst­kich glo­ba­li­stów wcho­dzą­cych dro­gą kul­tu­ro­wą do Kenii.

– Z nimi miał też powią­za­nia pre­zy­dent Oba­ma? Ty cho­dzi­łeś do  szko­ły z bra­tem pre­zy­den­ta Obamy?

– Nie z bra­tem, cho­ciaż to są bar­dzo cie­ka­we koli­ga­cje. Ojciec Bara­ka Oba­my wła­śnie pocho­dził z tego same­go ple­mie­nia, z tej samej gru­py etnicz­nej co wła­śnie Odin­ga, z tej samej gru­py co Any­ang’ Nyong’o.

        Oba­ma star­szy został prze­sła­ny do Sta­nów przez poli­ty­ka, któ­ry został zamor­do­wa­ny w cza­sach rzą­dów Keny­at­ty,  bo były oba­wy, że on sta­je się zbyt popu­lar­ny, a to mor­der­stwo było mor­der­stwem poli­tycz­nym; w pew­nym sen­sie są robio­ne porów­na­nia, że to było coś, jak Robert Ken­ne­dy. Tom Mboya, bo tak się nazy­wał, był bar­dzo bły­sko­tli­wym adwo­ka­tem z ogrom­ny­mi powią­za­nia­mi wła­śnie z rodzi­ną Ken­ne­dych i przez te powią­za­nia stał się moż­li­wy „prze­rzut” kil­ku tysię­cy mło­dych Kenij­czy­ków do Sta­nów Zjednoczonych.

        Wła­śnie w tym cza­sie, w latach 60. jed­nym z tych Kenij­czy­ków był  Oba­ma senior, któ­ry moż­na powie­dzieć, dziw­nym zbie­giem oko­licz­no­ści tra­fił aku­rat do takiej rodzi­ny i to na Hawa­je, a tutaj kon­kret­nie mówię o rodzi­nie mat­ki Barac­ka Obamy.

        Pamię­tam, gdy pierw­szy raz z mamą posze­dłem do szko­ły, żeby przy­wi­tać się z dyrek­to­rem, księ­dzem, któ­ry pro­wa­dził szko­łę — to była szko­ła kato­lic­ka dla chłop­ców — i pamię­tam, że pod­szedł mło­dy czło­wiek, któ­ry wyglą­dał, jak ja — ewi­dent­nie miał jed­ne­go rodzi­ca z Afry­ki a dru­gie­go z Euro­py albo z Pół­noc­nej Ame­ry­ki, i pamię­tam, że — co mnie tro­chę zaszo­ko­wa­ło — bo nie mia­łem z tym do czy­nie­nia poprzed­nio, był spo­sób, w jaki on roz­ma­wiał z wła­śnie z księ­dzem, ale i z dyrek­to­rem, nauczy­cie­lem szko­ły. Ręce w kie­sze­niach, na „ty”.  Oka­za­ło się, że to był ten mło­dy czło­wiek, któ­ry po obję­ciu wła­dzy przez Oba­mę w Sta­nach, on się zaczął nazy­wać Obama.

         Cho­dzi o to, że gdy Oba­ma senior wró­cił do Kenii, oczy­wi­ście porzu­cił żonę, porzu­cił mat­kę Barac­ka Oba­my, ale miał romans z mło­dą Żydów­ką ame­ry­kań­ską i kie­dy senior Oba­ma wró­cił do Kenii to ona przy­by­ła za nim, nic z tego nie wyszło, ale został ponoć wła­śnie ten mło­dy czło­wiek, więc on jest, jak gdy­by przy­rod­nim bra­tem Oba­my, ani też nie jest to powią­za­nie bar­dzo jasne,  ale wystar­czy­ło, że po obję­ciu wła­dzy przez Barac­ka Oba­mę dopi­sał sobie nazwi­sko Oba­ma. A miesz­ka w Chi­nach, bodaj­że od 15 lat, i przez cały okres, gdy Oba­ma był pre­zy­den­tem, to mój kole­ga z kla­sy był trak­to­wa­ny nie­mal­że jak amba­sa­dor USA w Chinach.

        To było bar­dzo cie­ka­we, ale mówię to tyl­ko po to, żeby poka­zać, że powią­za­nia elit kenij­skich i elit glo­bal­nych nie są na pozio­mie jakichś małych płotek.

        Dla­cze­go to jest waż­ne, jeśli cho­dzi o toż­sa­mość. Trze­ba tutaj wró­cić też do spra­wy wia­ry. Przede wszyst­kim do Kościo­ła kato­lic­kie­go. Zazna­czę, że moje spo­tka­nie z papie­żem Janem Paw­łem II, moje, czy­li moich rodzi­ców, moje­go bra­ta, sióstr — Ojciec Świę­ty przy­je­chał do Kenii w roku 80., następ­nie przy­je­chał na Mię­dzy­na­ro­do­wy Kon­gres Eucha­ry­stycz­ny w roku 85.

        Na tym kon­gre­sie, w cza­sie tego kon­gre­su mój młod­szy brat Jakub prze­ma­wiał w imie­niu mło­dzie­ży kenij­skiej. Potem mie­li­śmy oka­zję, jako rodzi­na, spo­tkać się oso­bi­ście z papie­żem, tak że mój tata zamie­nił z Nim kil­ka słów. Mówię o tym dla­te­go, że chcę też pod­kre­ślić, że to, co się dzie­je i dzia­ło od tych cza­sów świę­te­go Jana II aż do pon­ty­fi­ka­tu papie­ża Fran­cisz­ka ma powią­za­nie. Wszy­scy widzi­my teraz na to co się dzie­je na przy­kład z takim kar­dy­na­łem, jak Robert kar­dy­nał Sarah, też patrzy­my na to, co się dzie­je z takim kar­dy­na­łem — zupeł­nie innym — jak Peter Turk­son, tak samo z Gha­ny, a bar­dzo mało ludzi zauwa­ża to, co się dzie­je w Kenii, jeśli cho­dzi o Kościół. A jed­nak wła­śnie to, co się dzie­je w Kenii; czy­li kim jest Pry­mas Kenii, kim byli do tej pory pry­ma­si w Kenii, jak gdy­by  umy­ka ludziom, jest nie­ja­ko na marginesie.

        A chcę zazna­czyć, jakie to ma ogrom­ne zna­cze­nie, choć­by nawet dzi­siaj, kie­dy się mówi o szczepionkach.

        Rok temu w Kenii glo­ba­li­ści mie­li kolej­ne wiel­kie zgro­ma­dze­nie, na któ­rym pro­mo­wa­li przede wszyst­kim abor­cję i depo­pu­la­cję. To była w zasa­dzie kam­pa­nia spro­wa­dzo­na przez pre­zy­den­ta Kenii.

        Obec­nie pre­zy­den­tem Kenii jest syn pierw­sze­go pre­zy­den­ta, któ­ry był w mojej szko­le, w tej samej szko­le kato­lic­kiej 6 lat nade mną; ludzie któ­rzy obec­nie pra­cu­ją na naj­wyż­szych szcze­blach rzą­du i róż­nych insty­tu­cji Kenii, to są też w dużej mie­rze ludzie, któ­rzy prze­szli przez szkol­nic­two kato­lic­kie  i tu jest mowa nie tyl­ko o męż­czy­znach, któ­rzy prze­szli przez szko­łę taką, jak ja, ale też cho­dzi o kobie­ty, któ­re prze­szły przez szko­ły pro­wa­dzo­ne przez sio­stry zakon­ne, katolickie.

        Chcę tutaj nawią­zać bar­dzo szyb­ciut­ko do tego, że po pierw­szym pry­ma­sie Kenii Mau­ry­cym kar­dy­na­le Otun­ga, któ­ry był czło­wie­kiem nie­zwy­kle odda­nym Kościo­ło­wi, praw­dzi­wym paste­rzem Kenij­czy­ków czło­wie­kiem o praw­dzi­wej wie­rze, nad­szedł czas inny, że tak to powiem, bo kolej­nym pry­ma­sem w Kenii był kar­dy­nał Rapha­el S. Ndin­gi Mwa­na a’Nzeki, któ­ry zamiast — to taki dro­biazg niby – zamiast piu­ski kar­dy­nal­skiej cho­dził w takiej myc­ce, coś na styl muzuł­mań­ski, też była czer­wo­na, niby ta sama bar­wa, ale nie ten kształt. A więc już tro­chę taki zgrzyt.

        Dla­cze­go to jest waż­ne, bo w tym cza­sie to są lata 90. głów­na dro­ga do semi­na­rium prze­sta­ła być z Kenii do Rzy­mu, a zaczę­ła się z Kenii do Argen­ty­ny; z Kenii do Mek­sy­ku, więc do Kenii wra­ca­li księ­ża for­mo­wa­ni w dużej mie­rze, nie­ste­ty, na teo­lo­gii wyzwo­le­nia, bo wra­ca­li wła­śnie z Argen­ty­ny, z Mek­sy­ku, a gdy papie­żem został papież Fran­ci­szek, jed­nym z ludzi, któ­rych pro­mo­wał na wie­le funk­cji waty­kań­skich wła­śnie był naj­pierw arcy­bi­skup John Njue, któ­re następ­nie mia­no­wa­ny na kar­dy­na­ła i on to wła­śnie przez ostat­ni okres, bo podał się do dymi­sji  ze wzglę­du na wiek, jeśli się nie mylę w zeszłym roku ale był nie tyl­ko wice­pre­zy­den­tem Mię­dzy­na­ro­do­wej Kato­lic­kiej Komi­sji ds. Migra­cji, ale też był człon­kiem Waty­kań­skie­go Sekre­ta­ria­tu Komu­ni­ko­wa­nia Spo­łecz­ne­go. Nie dosyć tego, był też człon­kiem Kon­gre­ga­cji ds. Edu­ka­cji Katolickiej.

        Zauważ, że te bar­dzo waż­ne, new­ral­gicz­ne w zasa­dzie pozy­cje w Waty­ka­nie zaczy­na­ją być obsa­dza­ne przez ludzi, któ­rzy są ufor­mo­wa­ni w bar­dzo spe­cy­ficz­nym poj­mo­wa­niu wia­ry kato­lic­kiej, ci wszy­scy mło­dzi księ­ża, któ­rzy wra­ca­li do Kenii, byli wła­śnie for­mo­wa­ni w tych miej­scach, a oni w zasa­dzie sta­ją się teraz głów­nym nur­tem hie­rar­chii Kościo­ła nie tyl­ko w Kenii.

        Podob­nie taki kar­dy­nał Peter Turk­son, któ­ry jak wia­do­mo jest wszę­dzie pro­mo­wa­ny, nawet w takich dosyć zaska­ku­ją­cych miej­scach, gdzie czło­wiek pyta się, w jaki spo­sób to ma pomóc Kościołowi.

        Nie mówię tego, żeby cokol­wiek wyszy­dzać albo też, żeby to przed­sta­wiać wła­śnie w taki bar­dzo czar­no-bia­ły spo­sób. Wła­śnie tutaj akcent pada, zwłasz­cza z punk­tu widze­nia Afry­ki, bo w Afry­ce Kościół nadal jest Kościo­łem kato­lic­kim, ale akcent na rytu­ał, akcent na litur­gię, jest zupeł­nie gdzieś indziej niż w tym, co było do tej pory. Tutaj już nie ma akcen­tu na żad­ne msze try­denc­kie, nie ma akcen­tu na ewan­ge­li­za­cję. – a jest na eku­me­nizm. Tutaj jest to takie sprzę­że­nie, szpa­gat kul­tu­ro­wy, kul­tu­ro­wo-reli­gij­ny, z jed­nej stro­ny ci wszy­scy mężo­wie, w tym nawet kar­dy­nał Robert Sarah to są mężo­wie nasze­go Kościo­ła, któ­rzy wywo­dzą się z tra­dy­cji, z rodzin pogań­skich, albo z rodzin, gdzie przy­naj­mniej jed­na z osób w rodzi­nie nie jest kato­li­kiem; z tego sty­ku albo moż­na powie­dzieć, z tego zna­ku zapy­ta­nia; czy­li, gdzie my idzie­my, a gdzie my idzie­my budu­je się na pyta­niu, o to kim my jesteśmy.

        Jakim czło­wie­kiem jest taki kar­dy­nał Peter Turk­son? Kim byli kar­dy­na­ło­wie Rapha­el S. Ndin­gi Mwa­na a’Nzeki , kim był kar­dy­nał John Njue? Oni są wśród nas, ale oni repre­zen­tu­ją i tutaj nie mówię pod­kre­ślam, żeby kogoś przed­sta­wiać fał­szy­wie, ale też to jest moje wła­sne pyta­nie w tej chwi­li; czy cho­dzi o budo­wę nasze­go Kościo­ła Świę­te­go na fun­da­men­cie 2000 lat i nauk nasze­go Pana Jezu­sa Chry­stu­sa, czy cho­dzi tutaj  w pewien spo­sób o budo­wę Kościo­ła na zro­zu­mie­niu toż­sa­mo­ści według naszych obec­nych hie­rar­chów zwłasz­cza tych pocho­dzą­cych z Argentyny?

- Myślę, że cho­dzi o wbu­do­wa­nie Kościo­ła w tę nową for­ma­cję reli­gij­ną, któ­ra ma być for­ma­cją glo­bal­ną; któ­ra ma obej­mo­wać wszyst­kie nur­ty spi­ry­tu­al­ne i two­rzyć jakąś taką pan­re­li­gię, któ­ra będzie mia­ła jedy­nie obocz­no­ści w posta­ci kato­li­cy­zmu, isla­mu czy róż­nych wie­rzeń pogań­skich, wszyst­kich reli­gii razem, któ­re uzna­ją potrze­by spi­ry­tu­al­ne­go odnie­sie­nia isto­ty ludz­kiej. Ale to już na pew­no nie jest budo­wa Kościo­ła któ­ry ewan­ge­li­zu­je, któ­ry nawra­ca, któ­ry się odno­si do tego posłan­nic­twa, jakie miał przez te 2000 lat i któ­re tak, Bogiem a praw­dą, stwo­rzy­ło ten świat, któ­ry zna­my, bo prze­cież chrze­ści­jań­stwo połą­czo­ne z tra­dy­cją Gre­cji, z tra­dy­cją pra­wa rzym­skie­go wytwo­rzy­ło nasz świat dzisiejszy.

– Kie­dy odcho­dzi się wła­śnie od tych tra­dy­cji, pró­bu­je się na siłę wpro­wa­dzić tra­dy­cję ama­zoń­ską czy afry­kań­ską wte­dy nacisk jest na eku­me­nizm, na kul­tu­rę, a nie na głów­ne ele­men­ty naszej wiary.

– Pismo Świę­te scho­dzi na dal­szy plan

– Gdy w Kenii ostat­nio trwa­ła kam­pa­nia ste­ry­li­za­cji ludzi, to jedy­nym gło­sem, któ­ry się sprze­ci­wił temu, byli wła­śnie bisku­pi kenij­scy i Sto­wa­rzy­sze­nie Kenij­skich Leka­rzy Kato­lic­kich, któ­rzy obec­nie naucza­ją ludzi o tym, czym jest ta kam­pa­nia obecnie.

        — Mówisz o kam­pa­nii wyszczepiania?

        — Tak nadal uczą wszyst­kich Kenij­czy­ków jak nale­ży postę­po­wać wobec tego, co jest nam przed­sta­wia­ne. Ale nie­ste­ty tra­ge­dią, moim zda­niem, jest to, że w momen­cie, kie­dy Sto­wa­rzy­sze­nie Leka­rzy Kato­lic­kich Kenii opo­nu­je prze­ciw­ko temu ze wzglę­du na to, że przez minio­ne 20 lat podob­ne kam­pa­nie trwa­ły  w Kenii zwłasz­cza przy szcze­pie­niu na tężec, przy szcze­pie­niu na polio przy innych szcze­pie­niach, zawsze cho­dzi­ło o ste­ry­li­za­cję, o zabi­ja­nie moż­li­wo­ści pro­kre­acji i depo­pu­la­cję, to w tej chwi­li Epi­sko­pat Kenii dziw­nie  — nie wiem za czy­ją namo­wą — wła­śnie nie opo­nu­je. A dopie­ro co, w zeszłym roku jesz­cze bar­dzo sil­nie opo­no­wał prze­ciw­ko całe­mu temu przedsięwzięciu.

        A pro­pos, pol­skie Ordo Iuris było wte­dy na tej kon­fe­ren­cji i dzię­ki Bogu, bo ode­gra­ło pięk­ną rolę .

– Dla­te­go są tak ata­ko­wa­ni i odsą­dza­ni od czci i wiary.

– Oczy­wi­ście, że tak, ale wła­śnie takie­go typu powią­za­nia pol­sko-kenij­skie są powią­za­nia­mi, któ­re mają ogrom­ne zna­cze­nie poza Pol­ską i Kenią.

        Dorzu­cę tutaj coś, co może na pierw­szy rzut oka będzie dziw­ne. Chcę powie­dzieć, że to, co się sta­ło przy Trak­ta­cie Brze­skim teraz obja­wia swe konsekwencje

– Mówi­my o trak­ta­cie, któ­ry koń­czył woj­nę z bol­sze­wi­ka­mi, do któ­re­go wie­lu Pola­ków mia­ło pre­ten­sje, że odci­nał część ziem polskich.

– Zga­dzał się na gra­ni­ce Pol­ski, gdzie Pola­cy poza tymi nowy­mi gra­ni­ca­mi zosta­li potrak­to­wa­ni w zły spo­sób. Zosta­li odcię­ci, ale nawią­zu­ję do tego w tym momen­cie, żeby może zapro­sić do prze­my­śle­nia tych związ­ków, kie­dy trak­tu­je się Pol­skę, gdy trak­tu­je się naród pol­ski w bar­dzo wąski spo­sób, gdzie przyj­mu­je się tezę, że żeby Pol­ska była Pol­ską i była sil­na, trze­ba odrzu­cić to, co wyda­je się mniej waż­ne, czy mniej centralne.

– Myślę, że to jest odrzu­ce­nie misyj­no­ści Pol­ski, zna­cze­nia misyj­ne­go, cywi­li­za­cyj­ne­go pol­skiej kultury.

– Jeże­li sami nie będzie­my wie­rzy­li w to, że pol­skość jest czymś co ma war­tość cywi­li­za­cyj­ną, to co zosta­ło odrzu­co­ne w tak zły spo­sób przy Trak­ta­cie Brze­skim,  to też zmie­ni toż­sa­mość samych Pola­ków, bo my wte­dy czu­je­my się  kimś innym, jeże­li mamy tak poda­ną tożsamość.

        I przez całe lata PRL wytwo­rzy­ło się inne rozu­mie­nie kim nale­ży być, żeby być Pola­kiem, jakie cechy Pola­ka są naj­waż­niej­sze i w tym momen­cie też tra­ci się szer­sze poję­cie zna­cze­nia Pol­ski poza Polską.

        – Bo zapo­zna­na zosta­je wła­śnie ta idea  cywi­li­za­cyj­na,  któ­ra kształ­to­wa­ła tę część kon­ty­nen­tu, a ona jest aktu­al­na, ale nie zawę­żo­na do etnicz­no­ści; wte­dy w cza­sie Trak­ta­tu Brze­skie­go jeden z pisa­rzy pol­skich powie­dział, że zakoń­czy­ła się I Rzecz­po­spo­li­ta, zakoń­czy­ło się Wiel­kie Księ­stwo Litewskie.

        – Zakoń­czy­ło się pew­ne poję­cie Pol­ski; gdy teraz ludzie poza Pol­ską i my Pola­cy zasta­na­wia­my się dla­cze­go są takie ogrom­ne kło­po­ty w tej chwi­li z wdro­że­niem Trój­mo­rza, dla­cze­go sami nie potra­fi­my uwie­rzyć w to.

– Bo Pola­cy już nie mają tej misji,  tej wiary.

– Jak my może­my to zre­ali­zo­wać, gdy my wła­śnie odstą­pi­li­śmy od tego, że to jest naszym dzie­dzic­twem, a tyl­ko trak­tu­je­my to jako jakiś pro­jekt ponadna­ro­do­wy, ponad nasze siły

        Jeże­li nie zauwa­ży­my tego, to będzie­my mie­li teraz coraz bar­dziej poważ­ne kło­po­ty ze spoj­rze­niem na to, jak mamy się wobec Chin, bo Chi­ny nie są tym samym co Rosja, i  nie są tym samym co Anglia czy Sta­ny, jeże­li  nie prze­sta­nie­my myśleć  kate­go­ria­mi taki­mi jak podej­ście do Pol­ski  z Trak­ta­tu Brze­skie­go, a na wszyst­kie te powią­za­nia czy ze wscho­dem czy wła­śnie z połu­dniem będzie­my patrzeć, że tyl­ko może coś tam doda­my, to nie wystar­czy, bo Pol­ska nie jest po to, żeby być dodat­kiem do czegoś.

        Kenij­czy­cy w tej chwi­li nie uwa­ża­ją się za doda­tek, cho­ciaż nie­ste­ty tak, jak wie­le innych kra­jów, są tym dodat­kiem, my nie może­my pozwo­lić na to, żeby nasza toż­sa­mość była w rękach kogoś, kto nami poniewiera.

        — To jest rezy­gno­wa­nie z pod­mio­to­wo­ści, jeże­li z tego rezy­gnu­je­my to sta­wia­my się w rzę­dzie w kolej­ce do Chin czy kogoś inne­go; będzie­my reali­zo­wać to, co oni wymy­ślą i reali­zo­wać ich idee.

– 5 mar­ca bie­żą­ce­go roku mini­ster spraw zagra­nicz­nych pan Zbi­gniew Rau nadał moje­mu ojcu hono­ro­wą nagro­dę Bene Meri­to, któ­ra jest przy­zna­wa­na przez mini­stra spraw zagra­nicz­nych Rzecz­po­spo­li­tej Pol­skiej tym, któ­rzy szcze­gól­nie zasłu­ży­li się w pro­mo­wa­niu wize­run­ku Pol­ski za granicą.

        Zno­wu takie powią­za­nie, że syn Kenij­czy­ka, któ­ry na pie­szo doszedł do Kairu, po to, żeby stu­dio­wać w Łodzi, a póź­niej wró­cił  do Kenii z żoną Polką, w tym roku dosta­je taką nagro­dę, to myślę że to, coś daje do myśle­nia, że te powią­za­nia może są w jakiś spo­sób teraz bar­dziej poważ­nie bra­ne pod uwa­gę, że Kenia czy Afry­ka w ogó­le, nie jest postrze­ga­na już jako jakieś miej­sce, gdzie Pol­ska nie ma spe­cjal­nie waż­nych  korze­ni  po tych wie­lu latach, po tych wie­lu deka­dach — i jakoś tam będzie;

        Nie może­my w ten spo­sób myśleć i Pol­ska nie może sobie pozwo­lić, żeby nie ist­nieć wła­śnie w Kenii czy w innych krajach.

        Więc daj Boże, żeby to się zmie­ni­ło, żeby całe to spoj­rze­nie Pola­ków na sie­bie się zmie­ni­ło, ale też daj Boże, żeby wła­śnie to spoj­rze­nie  dało Kenij­czy­kom inny pogląd na to kim jest, czy też czym jest Euro­pa, kim są Europejczycy.

        Euro­pej­czy­cy to nie są tyl­ko Angli­cy czy Niem­cy, czy Fini; tyl­ko jest Pol­ska, jest Chor­wa­cja, są Węgry, są kra­je, któ­re nadal szczy­cą się tym, że są kra­ja­mi kato­lic­ki­mi, chrze­ści­jań­ski­mi, któ­re chcą wła­śnie pomóc innym kra­jom nie dać się prze­je­chać wal­cem globalizmu.

– Dzię­ku­ję bar­dzo Stasz­ku za te pięk­ne i waż­ne sło­wa, myślę że Pola­cy powin­ni uwie­rzyć w sie­bie, swo­ją misję cywilizacyjną.

        Pola­cy roz­sia­ni po całym świe­cie i ludzie zwią­za­ni z Pol­ską bar­dzo czę­sto w Pol­sce widzą dużą war­tość i doce­nia­ją tę pol­skość z odda­li i jest to nie­praw­do­po­dob­ny poten­cjał, któ­ry Pol­ska może wyko­rzy­stać wła­śnie do sze­rze­nia  misji cywi­li­za­cyj­nej; pol­sko­ści, któ­ra nie jest zamknię­ta w etnicz­no­ści tyl­ko jest w wizji świa­ta w podej­ściu do czło­wie­ka, sza­cun­ku do innych ludzi i w bar­dzo kon­kret­ny spo­sób zako­rze­nio­na w wie­rze kato­lic­kiej od bar­dzo dawna.

        Może rze­czy­wi­ście jest to dro­ga — wspo­mi­na­łeś Jana Paw­ła II, któ­ry mówił, że z Pol­ski może wyjść odno­wie­nie, też jak mówi­ła sio­stra Fau­sty­na, ta Iskra, któ­ra odno­wi świat, daj Boże, żeby tak było.

        Stasz­ku bar­dzo dzię­ku­ję za czas, któ­ry poświe­ci­łeś naszym Czy­tel­ni­kom; miej­my nadzie­ję, że coś zboż­ne­go z tego będzie.

- Daj Boże, Dzię­ku­ję bardzo.

roz­ma­wiał Andrzej Kumor