Praw­ni­cy z Quebe­cu zwra­ca­ją uwa­gę, że pro­ces, któ­ry odbył się w cał­ko­wi­tej tajem­ni­cy, bez żad­nych papie­ro­wych zapi­sów, sta­no­wi przy­kład pogwał­ce­nia pod­sta­wo­wych zasad spra­wie­dli­wo­ści, na któ­rych powi­nien bazo­wać cały sys­tem sądow­ni­czy. Wzmian­ka o pro­ce­sie poja­wi­ła się po raz pierw­szy w inter­ne­to­wej fran­cu­sko­ję­zycz­nej gaze­cie La Pres­se. Pro­ces jest okre­śla­ny tyl­ko jako „Dossier X”.

Spra­wa zosta­ła prze­pro­wa­dzo­ne w spo­sób taj­ny za zgo­dą pro­ku­ra­to­rów, sędzie­go prze­wod­ni­czą­ce­go i adwo­ka­ta obro­ny. Infor­ma­cje o tym, kie­dy i gdzie pro­ces się odby­wał, kto był sędzią i obroń­cą, umyśl­nie nie zosta­ły poda­ne. W sali sądo­wej nie poja­wił się żaden świa­dek – świad­ko­wie byli prze­słu­cha­ni w innym miej­scu, a pod­czas pro­ce­su odczy­ta­no jedy­nie trans­kryp­cję ich zeznań. Spra­wa nie mia­ła nada­ne­go nume­ru i nie figu­ru­je w pro­win­cyj­nych archi­wach sądo­wych. Na papie­rze nigdy się nie odby­ła. Ujaw­nio­no zdaw­ko­we infor­ma­cje o niej tyl­ko z jed­ne­go powo­du – ponie­waż praw­nik obro­ny zło­żył ape­la­cję i spra­wa tra­fi­ła do pro­win­cyj­ne­go sądu ape­la­cyj­ne­go, któ­ry upu­blicz­nił swo­ją decyzję.

Elfrie­de-Andrée Duc­le­rvil, praw­nicz­ka z Mont­re­alu, któ­ra pra­co­wa­ła przy kil­ku zna­nych spra­wach, dzi­wi się, że jaki­kol­wiek praw­nik zgo­dził się uczest­ni­czyć w czymś takim. „Nasz sys­tem jest opar­ty na pew­nych stan­dar­dach i przej­rzy­sto­ści pro­ce­dur sądo­wych, a ta spra­wa kom­plet­nie temu prze­czy”, mówi.

reklama

Decy­zja sądu ape­la­cyj­ne­go jest moc­no ocen­zu­ro­wa­na, ale kil­ku rze­czy moż­na się domy­śleć. Spra­wa była utrzy­ma­na w tajem­ni­cy praw­do­po­dob­nie po to, by chro­nić toż­sa­mość oskar­żo­ne­go, któ­ry miał być infor­ma­to­rem nie­okre­ślo­nej lokal­nej poli­cji. Wyda­je się, że infor­ma­tor kil­ka razy spo­tkał się z poli­cją, m.in. w poko­jach hote­lo­wych i w vanach. Poli­cja nigdy jed­nak nie zagwa­ran­to­wał mu immu­ni­te­tu, któ­ry potem został oskar­żo­ny za udział w nie­okre­ślo­nym prze­stęp­stwie. Następ­nie odbył się taj­ny pro­ces, po któ­rym infor­ma­tor został uzna­ny win­nym. Oskar­żo­ny zło­żył ape­la­cję twier­dząc, że obie­ca­no mu immunitet.

Sąd ape­la­cyj­ny zde­cy­do­wał się na publi­ka­cję spra­wy z wycię­ty­mi wszyst­ki­mi infor­ma­cja­mi, któ­re mogły­by się przy­czy­nić do inden­ty­fi­ka­cji oskar­żo­ne­go. Sąd pod­kre­ślił, że po roz­wa­że­niu spra­wy uznał, iż dotych­cza­so­wy spo­sób pro­wa­dze­nia spra­wy był niedopuszczalny.