Na kil­ka dni przed 9 maja świat wstrzy­mał oddech, a w każ­dym razie – takie moż­na było odnieść wra­że­nie na pod­sta­wie wia­do­mo­ści pły­ną­cych z nie­za­leż­nych mediów głów­ne­go nur­tu, powta­rza­ją­cych albo infor­ma­cje przy­go­to­wy­wa­ne  przez ukra­iń­ski Sztab Gene­ral­ny, albo przez wywiad ame­ry­kań­ski lub bry­tyj­ski, no i oczy­wi­ście – wykon­cy­po­wa­ne na wła­sną rękę przez dzien­ni­ka­rzy tubyl­czych – co też w rocz­ni­cę zwy­cię­stwa nad Niem­ca­mi wykon­cy­pu­je zbrod­niarz wojen­ny, zim­ny ruski “nazi­sta” Putin, któ­ry będzie przyj­mo­wał w Moskwie defi­la­dę “ban­dy­tów”. Tele­wi­zja rzą­do­wa i zaprzy­jaź­nio­ne z nią media, darzo­ne nie­słab­ną­cą życz­li­wo­ścią przez rząd “dobrej zmia­ny” i spół­ki Skar­bu Pań­stwa, rywa­li­zu­ją z tele­wi­zja­mi nie­rząd­ny­mi, kto wymy­śli lep­sze obe­lgi i bar­dziej zja­dli­we przy­miot­ni­ki na okre­śle­nie Rosji i Rosjan. Przy­po­mi­na to publi­cy­sty­kę z cza­sów sta­li­now­skich, kie­dy to Wan­da Odol­ska, czy Ste­fan Mar­ty­ka pryn­cy­pial­nie roz­pra­wia­li się z “ame­ry­kań­ski­mi pod­że­ga­cza­mi wojen­ny­mi” i “mor­der­ca­mi kore­ań­skich dzie­ci”. Teraz oka­zu­je się, że “zbrod­niarz wojen­ny” tak samo uwziął się na dzie­ci, któ­rych – jak poda­je stro­na ukra­iń­ska – zgi­nę­ło już oko­ło 200. To oczy­wi­ście tra­ge­dia, cho­ciaż w porów­na­niu ze 126 tysią­ca­mi cywi­lów, jacy – podług źró­deł ame­ry­kań­skich — zgi­nę­li w następ­stwie “ope­ra­cji poko­jo­wej” w Ira­ku, nie jest to dużo. Ale prze­cież nie licz­by mają tu zna­cze­nie, tyl­ko spra­wa. Irac­cy cywi­le zgi­nę­li w słusz­nej spra­wie, odda­li życie dla demo­kra­cji, pod­czas gdy cywi­le ukra­iń­scy, a zwłasz­cza dzie­ci, z ręki “nazi­sty” i “zbrod­nia­rza wojen­ne­go”, giną w spra­wie głę­bo­ko nie­słusz­nej. Wokół tego poja­wia­ją się zresz­tą nie­po­ro­zu­mie­nia, jak choć­by z papie­żem Fran­cisz­kiem, któ­ry w wywia­dzie dla “Cor­rie­re del­la Sera” wyra­ził przy­pusz­cze­nie, że przy­czy­ną woj­ny, jaką Rosja na Ukra­inie pro­wa­dzi z Soju­szem Pół­noc­no­atlan­tyc­kim, mogło być “szcze­ka­nie NATO pod rosyj­ski­mi drzwia­mi”. Strasz­nie zasmu­ci­ło to pana red. Toma­sza Ter­li­kow­skie­go – bo prze­cież kto jak kto – ale papież powi­nien sto­so­wać się do przy­ka­zań nowych Nasze­go Zło­ciut­kie­go Pana z Waszyng­to­nu. Miej­my nadzie­ję, że pod wpły­wem tych kry­tycz­nych gło­sów papież Fran­ci­szek się opa­mię­ta i odtąd będzie mówił tak, jak “wszy­scy”. A sko­ro już o “szcze­ka­niu” mowa, to war­to odno­to­wać infor­ma­cję ze schro­ni­ska dla zwie­rząt we Wro­cła­wiu, gdzie schro­ni­ło się kil­ka­na­ście psów z Ukra­iny, w dodat­ku – wszyst­kie śle­pe. Jak wia­do­mo bowiem z komu­ni­ka­tów ukra­iń­skie­go Szta­bu Gene­ral­ne­go, rosyj­scy “nazi­stow­scy ban­dy­ci” — oczy­wi­ście w prze­rwach mię­dzy gwał­ce­niem kobiet — zaja­da­ją się psi­ną. Naj­wy­raź­niej jaki­miś sekret­ny­mi kana­ła­mi ta wia­do­mość tra­fi­ła do psów, któ­re posta­no­wi­ły uzy­skać sta­tus uchodź­ców i prze­do­sta­ły się aż do Wrocławia.

   Tym­cza­sem “wszy­scy” posłusz­nie wstrzy­my­wa­li oddech w ocze­ki­wa­niu, że zbrod­niarz wojen­ny 9 maja zro­bi coś okrop­ne­go, na przy­kład – zarzą­dzi koniec świa­ta, żeby w ten spo­sób przy­kryć klę­skę armii rosyj­skiej na Ukrainie.

        Tym­cza­sem 9 maja odby­ła się w Moskwie defi­la­da, pod­czas któ­rej Putin wygło­sił prze­mó­wie­nie do tego stop­nia prze­siąk­nię­te fał­szem i krę­tac­twa­mi, że miłu­ją­ca praw­dę rzą­do­wa tele­wi­zja w War­sza­wie nie chcia­ła ich powta­rzać nawet przez papie­rek, więc tak napraw­dę nie bar­dzo wie­my, co powie­dział. Na razie jed­nak koniec świa­ta ani nie nastą­pił, ani nawet chy­ba się nie zaczął, więc świat ode­tchnął z ulgą i zno­wu roz­po­czę­ły się piel­grzym­ki do Kijo­wa. Po spek­ta­ku­lar­nej piel­grzym­ce z udzia­łem ame­ry­kań­skie­go sekre­ta­rza obro­ny, któ­ry – jak­by się umó­wił z papie­żem Fran­cisz­kiem – powie­dział, że celem tej woj­ny jest obez­wład­nie­nie Rosji, do Kijo­wa przy­ga­lo­po­wał też kana­dyj­ski pre­mier Tru­de­au, któ­ry odniósł chwa­leb­ne zwy­cię­stwo nad “Kon­wo­jem Wol­no­ści”, pró­bu­ją­cym wierz­gać prze­ciw­ko nie­ubła­ga­ne­mu oście­nio­wi. Tyl­ko patrzeć, jak do Canos­sy pofa­ty­gu­je się też nie­miec­ki pre­zy­dent, bo  pre­zy­dent Zełeń­ski chy­ba mu wyba­czył, cho­ciaż nie wia­do­mo jak będzie, bo sze­fo­wa nie­miec­kiej dyplo­ma­cji nie­daw­no powie­dzia­ła, że dro­ga Ukra­iny do Unii Euro­pej­skiej może być długa.

Reklama

   Kie­dy rosyj­scy “nazi­ści” demon­stro­wa­li w Moskwie prze­ciw­ko “nazi­stom” ukra­iń­skim, amba­sa­dor rosyj­ski w War­sza­wie chciał zło­żyć kwiat­ki pod pomni­kiem żoł­nie­rzy sowiec­kich. Tym­cza­sem zebrał się tam tłum osób nale­żą­cych do roz­ma­itych płci, tym razem nie na gola­sa, tyl­ko poubie­ra­nych w rodzaj cału­nów, dla roz­ma­ito­ści pochla­pa­nych czer­wo­ną farbą.

        Celem zebra­nych było prze­szko­dze­nie amba­sa­do­ro­wi, co pan mini­ster poli­cji Mariusz Kamiń­ski potrak­to­wał z peł­nym zro­zu­mie­niem i dla­te­go nie nale­gał, by poli­cja inter­we­nio­wa­ła. Sko­ro oka­za­ło się, że jest bez­piecz­nie, to zaraz pani Iry­na Ziem­la­na, poda­ją­ca się za ukra­iń­ską “dzien­ni­kar­kę i akty­wist­kę”, obla­ła amba­sa­do­ra czer­wo­ną far­bą. W efek­cie dyplo­ma­ta się ewa­ku­ował, a dro­gę ewa­ku­acji zabez­pie­cza­ła mu już policja.

         Ta pani Iry­na akty­wo­wa­na była już wcze­śniej, pod­czas blo­ka­dy przej­ścia gra­nicz­ne­go w Korosz­czy­nie, kie­dy to ukra­iń­scy uchodź­cy i ich pol­scy pod­wy­ko­naw­cy nie prze­pusz­cza­li bia­ło­ru­skich i rosyj­skich cię­ża­ró­wek, a poli­cja wszyst­kie­mu się przy­glą­da­ła. Naj­wy­raź­niej szef poli­cji pan Kamiń­ski skądś wie, że nie wol­no mu sprze­ci­wiać się ukra­iń­skim uchodź­com, bo w prze­ciw­nym razie Bia­ły Dom przy­po­mni mu, skąd wyra­sta­ją mu nogi. War­to przy­po­mnieć, że snop świa­tła na te zależ­no­ści skie­ro­wał pan Łukasz Jasi­na, rzecz­nik Mini­ster­stwa Spraw Zagra­nicz­nych, szcze­rze oświad­cza­jąc, że “Pol­ska jest słu­gą naro­du ukra­iń­skie­go”. Ano, jeśli taki jest roz­kaz, to nic na to pora­dzić nie moż­na, tyl­ko posłusz­nie służyć.

        Wpraw­dzie pan mini­ster spraw zagra­nicz­nych  Zbi­gniew Rau powie­dział, że incy­dent z amba­sa­do­rem jest “god­ny ubo­le­wa­nia”, ale z krę­gów rzą­do­wych dobie­ga­ją fał­szy­we pogło­ski, jako­by pan pre­mier Mora­wiec­ki, któ­ry w służ­bie Ukra­inie i ukra­iń­skie­mu naro­do­wi nie pozwo­li się niko­mu wyprze­dzić, sto­so­wał wobec nie­go jakieś pod­stęp­ne pod­cho­dy, podob­nie jak pod pana mini­stra Zio­brę. Ponie­waż pan mini­ster  Zio­bro upo­rczy­wie odma­wia popar­cia pomy­słu pana pre­zy­den­ta Dudy, by w woj­nie hybry­do­wej, jaką Niem­cy pro­wa­dzą z Pol­ską i Węgra­mi pod pre­tek­stem pra­wo­rząd­no­ści wywie­sić bia­łą fla­gę. Pole­ga­ło­by to na moż­li­wo­ści powta­rza­nia postę­po­wa­nia sądo­we­go od począt­ku, jeśli któ­raś ze stron pod­nio­sła­by zarzut, że dotych­czas postę­po­wa­nie pro­wa­dził sędzia “nie­le­gal­ny”, to zna­czy reko­men­do­wa­ny do nomi­na­cji panu pre­zy­den­to­wi przez nową Kra­jo­wą Radę Sądow­nic­twa. Ponie­waż licz­nik nali­cza­nia kar dokła­da do pol­skie­go sztra­fu każ­de­go dnia milion euro i nabił już ponad 200 mln, znie­cier­pli­wio­ny pan mar­sza­łek Ter­lec­ki powie­dział, że w PiS nara­sta prze­ko­na­nie,  że “nie­lo­jal­nych” co to wkła­da­ją kije w szpry­chy kół roz­pę­dzo­ne­go paro­wo­zu dzie­jów, trze­ba “odstrze­lić”. Ale “odstrze­le­nie” 19 posłów  Soli­dar­nej Pol­ski pozba­wi­ło­by osta­tecz­nie rząd “dobrej zmia­ny” więk­szo­ści par­la­men­tar­nej, a w takiej sytu­acji trze­ba by chy­ba powtó­rzyć manewr z roku 2007, kie­dy to Naczel­nik Pań­stwa zło­żył dymi­sję swe­go rzą­du. Efek­tem tego eks­pe­ry­men­tu było jed­nak prze­ję­cie rzą­dów przez obóz zdra­dy i zaprzań­stwa, któ­re­mu prze­wo­dzi­ła Volks­deut­sche Par­tei pod prze­wod­nic­twem Donal­da Tuska, któ­ry jest wro­giem publicz­nym zaraz po “nazi­ście” i “zbrod­nia­rzu wojen­nym” Puti­nie. Naj­wy­raź­niej mini­ster Zio­bro też o tym wie i nie kuca przed groź­bą “odstrza­łu”, pod­kre­śla­jąc, że to on miał rację, kie­dy ostrze­gał, że zgo­da na “mecha­nizm warun­ko­wo­ści”, któ­rej udzie­lił pre­mier Mora­wiec­ki dopro­wa­dzi do szan­ta­żo­wa­nia Pol­ski pod byle pre­tek­stem – a jed­no­cze­śnie popie­ra­jąc kan­dy­da­tu­rę Ada­ma Gla­piń­skie­go na kolej­ną kaden­cję pre­ze­sa NBP – co ma spo­re zna­cze­nie w sytu­acji, gdy opo­zy­cja zja­dła­by go bez musz­tar­dy, niczym Putin ukra­iń­skie dzieci.

        Tak spraw­dza­ją się w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju sło­wa Klucz­ni­ka Ger­wa­ze­go z “Pana Tade­usza”: “Gdy wiel­ki wiel­kie­go dusi, my duśmy mniej­szych – każ­dy swego”.

 Sta­ni­sław Michalkiewicz