Świat stoi bliżej nuklearnej konfrontacji niż kiedykolwiek od zakończenia zimnej wojny. Takie ostrzeżenie wystosował w obszernym wystąpieniu geopolitycznym amerykański ekonomista i doradca ONZ Jeffrey Sachs. Zegar Zagłady – symboliczny wskaźnik Bulletin of the Atomic Scientists – wskazuje obecnie 89 sekund do północy. Sachs nie obwinia za to „złośliwych” rywali Ameryki, lecz przede wszystkim samą politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych od 1991 roku.

W analizie opublikowanej przez NDTV Profit Sachs rysuje obraz świata, w którym amerykański establishment wciąż myśli kategoriami imperialnej dominacji, odziedziczonymi po Brytyjczykach. Ta postawa – „jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam” – przekłada się na serię operacji zmiany reżimu (około 64 tajnych i 6 jawnych między 1945 a 1989 rokiem, plus kolejne po zimnej wojnie). Klasycznym przykładem jest zamach stanu w Iranie w 1953 roku, który obalił premiera Mosaddega po nacjonalizacji ropy i sprowadził szacha oraz policję polityczną. Sachs podkreśla, że ten sam mechanizm działa do dziś.

Ukraina jako wojna z wyboru Waszyngtonu

Wojny na Ukrainie Sachs nie traktuje jako „nieprowokowanej agresji Putina”. Według niego korzenie leżą w rozszerzaniu NATO na wschód, które Rosja wielokrotnie sygnalizowała jako zagrożenie bezpieczeństwa, oraz w zamachu stanu w Kijowie z 2014 roku. Amerykanie, z udziałem m.in. Victorii Nuland, obalili prezydenta Janukowycza, który dążył do neutralności Ukrainy. Rozmowa Nuland, w której dyktowała skład nowego rządu, jest według Sachsa dowodem na to, że nie był to spontaniczny bunt Majdanu. Trump, zdaniem ekonomisty, chciałby zakończyć wojnę, ale logika kompleksu militarno-przemysłowego i imperialnego myślenia uniemożliwia przyznanie, że NATO nie powinno rozszerzać się na Ukrainę i Gruzję.

Bliski Wschód i dziedzictwo brytyjskich mandatów

Konflikty bliskowschodnie Sachs wyprowadza z brytyjskich decyzji po I wojnie światowej – sprzecznych obietnic wobec Arabów, Francuzów i Żydów, których kulminacją była deklaracja Balfoura z 1917 roku. Izrael, zależny od amerykańskiego wsparcia, dąży do zmiany reżimów w regionie (lista siedmiu państw, które miały zostać obalone). Skutki to wojny w Iraku, Libii, Syrii i obecna sytuacja w Gazie. Sachs zwraca uwagę na sojusz Iranu z Rosją i ryzyko eskalacji nuklearnej, zwłaszcza gdy Izrael ponosi porażki w próbach zmiany władzy w Teheranie.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

W analizie geopolitycznej (w części dotyczącej Bliskiego Wschodu i ryzyka eskalacji) Sachs mówi o sojuszu Iranu z Rosją oraz o potencjalnym dostępie Iranu do broni jądrowej za pośrednictwem Pakistanu. Podkreśla, że nieudane próby zmiany reżimu w Iranie (m.in. przez Izrael, w tym tzw. 12-dniowa wojna) zwiększają zagrożenie właśnie dlatego, że Iran ma sojuszników i może zyskać dostęp do broni jądrowej przez Pakistan. Traktuje to jako jeden z czynników podnoszących ryzyko nuklearnej konfrontacji w regionie.

Tajwan – najbardziej niebezpieczny punkt zapalny

Największe ryzyko Sachs widzi w Cieśninie Tajwańskiej. Stany Zjednoczone od około 2010–2015 roku przeszły od współpracy z Chinami do polityki powstrzymywania (TPP, sprzeciw wobec Belt and Road i „Made in China 2025”). Dostawy broni na Tajwan i deklaracje obrony wojskowej mogą, według niego, doprowadzić do tego, że „całe piekło się rozpęta”. Gdyby Tajwan ogłosił niepodległość, USA prawdopodobnie nie zaangażowałyby się w pełną skalę, a wyspa skończyłaby jak Ukraina. Sachs radzi Taipej prostą rzecz: powiedzieć Waszyngtonowi „proszę, nie przysyłajcie nam broni” i szukać dyplomatycznego rozwiązania zamiast roli proxy.

Optymizm mimo zagrożenia

Mimo mrocznego obrazu Sachs nie jest fatalistą. Przypomina sukces Chin w latach 1980–2020, który pokazał, że doganianie gospodarcze jest możliwe na całym świecie. Jeśli Ameryka porzuci obsesję hegemonii na rzecz współpracy i dyplomacji, technologia (w tym energia odnawialna) może zapewnić wspólny dobrobyt. „Możemy wszyscy żyć dobrze… na świecie wystarczy dla wszystkich” – powtarza. Warunkiem jest jednak zrozumienie realnych sił globalnych, a nie dalsze udawanie, że USA mogą narzucać swój porządek wszędzie.

Wystąpienie Sachsa, trwające niemal godzinę, to kolejny głos ostrzegający, że polityka „primacy” po 1991 roku przybliżyła świat do krawędzi, a nie oddaliła od niej. Dla europejskich i polskich obserwatorów pozostaje pytanie, czy kraje Starego Kontynentu będą nadal bezkrytycznie podążać za amerykańską logiką, czy zaczną liczyć własne interesy.