Obawiam się chaosu. Jest on dla mnie sygnałem i ostrzeżeniem przed czymś znacznie gorszym. Chaos to brak stabilności, to sytuacja, która prowadzi często do wyłonienia się innej postaci rzeczywistości. Chaos to okazja do rewolucji…

Przed stanem wojennym władza kreowała sztucznie chaos, aby uzasadnić potem wzięcie narodu za mordę. To komunie dało czas na przegrupowanie szyków. Pomocny Zachód wyciągnął wtedy rękę, ale oczywiście na swoich warunkach. Ponieważ wszyscy patrzyli wtedy na przysłowiowy palec wskazujący a nie na cele, do których cała sytuacja prowadziła, zgodzono się ochoczo na warunki naprawy bytu jak plan Balcerowicza.
Dekomunizacja była pozorna, choć nam się wydawało, że prawdziwa. Jednym z najgorszych efektów tego procesu było utrzymanie w działaniu jednej z podstawowych założeń komuny, czyli ograniczenie prawa do własności.

To był jeden z ideologicznie motywowanych powodów masowej wyprzedaży majątku Polski i Polaków. Przodowali tacy ludzie jak Janusz Lewandowski minister przekształceń własnościowych w latach 1990–1993, który dalej jest w pełni łask.
Od jakiegoś czasu YouTube nagłaśnia znamienne spotkanie Jaruzelskiego z Rockefellerem. Znamienne i brzemienne w skutkach. Bo choć uczestników już dawno nie ma, ustalenia jakimś cudem obowiązują i są wdrażane. Skutkiem tamtego otrzymaliśmy „nową” Polskę, w starych granicach, ale nie taką jaką sobie większość Polaków wyobrażała.
Majdan na Ukrainie doprowadził do wojny i do chaosu, a państwo to wyjdzie z tego stanu w innej formie.
Chaos wojny z 39-go roku zaowocował w 1945 roku nową Polską, w nowych granicach i pod sowiecką okupacją.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Pierwsza wojna światowa były tym samym. Jedynym pozytywnym – z naszego punktu widzenia – jej efektem było powrót polskiej państwowości na arenę Europy.
Ryzyko rozciągnięcia się obecnej wojny ukraińskiej na nasz kraj, to między innymi ryzyko efektu w postaci zmiany stanu posiadania.

Przecież sponsorzy paktu 447 tylko przebierają nogami i czekają na stosowny moment, aby coś ugrać dla siebie. Nawet obita Ukraina wyciąga rękę po część wschodnich ziem, a przecież Polska, choć największy, faktyczny sprzymierzeniec Ukrainy w czasie tej dziwnej wojny, jest znamiennie pomijana jako potencjalny decydent w jej sprawie.

W „Porozmawiajmy o żydach” redaktor Sumliński i Dr. Kurek wspominają, że próbowano ostatnio dwukrotnie przejąć lasy państwowe i za każdym razem przeszkodził temu w zasadzie jakiś cud.
O podobnych rzeczach mówi i pisze Redaktor Michalkiewicz. Ostatnio jeszcze Redaktor Piekielnik, no i Konfederacja Korony Polskiej z Panem Braunem na czele.

***

Pożyteczni idioci są po obydwóch stronach, tej prawej też. Pożyteczni idiotom po prawej wydaje się, że wuj Sam w osobie Trumpa przyjdzie, strąci Tuska z piedestału i powie – rządź prawico!
Istnieje zasadnicza różnica między odebraniem władzy obecnemu rządowi, który uznajemy za zły, siłą demokracji i konstytucyjnego prawa wewnętrznego, a dokonaniem tego samego przez siły obce. Siły obce nigdy niczego nie robią za darmo. Wenezuela zapłaci za demokrację w stylu amerykańskim ropą i Bóg jeszcze wie czym. To samo się dzieje na Ukrainie. Umowy ze Stanami oddające im prawo do eksploatacji ukraińskich dóbr naturalnych są jawne. Inaczej, kraje silniejsze nawet nie ukrywają swoistego bandytyzmu jakim kierują się wobec innych, słabszych.

Czym będziemy musieli zapłacić za zmianę rządu? Po latach rabunku, lista jest ograniczona, ale w miarę oczywista, bo różne siły kręcą się wokół nas już od dawna. I taka sytuacja to po prostu jedna z okazji, na którą tamte siły czekają.

Tak może być prościej i skuteczniej, ale cena za to jest przypuszczalnie wielokrotna. Na dodatek, obalanie jednego systemu mafijnego innym, do niczego nie prowadzi, jedynie do następnej konfrontacji. Jedyna droga, to „wyprostowanie ścieżek”. Zakładam, że wiemy skąd, czy od kogo pochodzi taka koncepcja; to Chrześcijaństwo!

Metodą rządów Prezydenta zza miedzy jest także wprowadzanie – do jakiegoś stopnia – kontrolowanego chaosu. To wrzutki o Kanadzie jako kolejnym stanie USA, a to Grenlandia. Biały Dom rozważa np. jednorazowe wypłaty dla Grenlandczyków. Jak podaje Gazeta.pl. Jest ich 57 tysięcy. To trochę ponad pół miliarda zielonych. Budżet Stanów nawet tego nie poczuje, bo taki ułamek procentowy jest zapewne w granicach błędu.
Jeden z polityków europejskich, powiedział w 2018 roku: „Okazja jest wtedy, gdy zmienia się porządek świata.” A on się zmienia na naszych oczach.

***

Król bawarski Ludwik II Wittelsbach przeszedł do historii chyba głównie za sprawą zamku, którego nie zdołał skończyć i w którym zamieszkał zaledwie przez kilka ostatnich miesięcy życia. Mówię o słynnym Neuschwanstein. Wtedy jeszcze nie było Disneya i Ludwik II nie zdawał sobie sprawy, że jego maskotka może zostać pierwowzorem czołówki filmowej Disneylandu.

Ale ilu z nas wie, że na Opolszczyźnie istnieje równie bajkowa budowla, wiekowo podobna, a rozmachem może przewyższająca tamtą? Mówię o zamku w Mosznej.

W czasach mej młodości nieobecny – szpital sanatoryjny– jak wiele innych, podobnych miejsc, sprawiający władzom chyba kłopot, bo przypominający o stanie posiadania jakiejś tam arystokracji, która nie powinna była istnieć, ani w sercach, ani w umysłach, ani też fizycznie. Na szczęście nie wszystko udało się unicestwić i ten zamek funkcjonuje. Popularność nie jest na poziomie niemieckiego odpowiednika, bo tamten wizytuje rocznie ok. półtorej miliona osób i wszyscy rozpoznają jego sylwetkę, tu, 30 km od Opola dojeżdża 350 tysięcy. Ale nie jest też źle.

Nasz rodzimy zamek ma 365 komnat i 99 wież co już wystarczy na bajkowość.
Kiedyś własność rodziny von Tiele-Winckler, teraz zarządzany przez skarb państwa.
Jest 2-gi stycznia. Wracamy z Sylwestra i upewniamy się, że zamek jest otwarty dla zwiedzających. Miła niespodzianka, bo choć to dzień po świąteczny, jest sporo gości. Słoneczna pogoda zachęca też do spaceru po rozległym parku, na końcu którego znajduje się mały cmentarz rodzinny właścicieli.
Zamek łączy style barokowy, neogotycki i neorenesansowy. To bogactwo jest efektem historii zamku, jako że sam teren wspomniany był już w 14-tym wieku.

W połowie XVIII wieku wieś i zamek znajdują się w rękach nadmarszałka dworu Fryderyka Wielkiego – Georga Wilhelma von Reisewitz. Z tego okresu pochodzi środkowa część dzisiejszego zamku. Potem jednak rodzina traci posiadłość i majątek zostanie zakupiony na licytacji przez Heinricha Leopolda von Seherr-Thossa, którego rodzina posiadała również na własność zamek i majątek w niedalekiej Dobrej. Ostatecznie, w 1866 pałac zostaje zakupiony przez rodzinę von Tiele-Winkler. Franz Hubert von Tiele-Winckler otrzyma tytuł hrabiowski z rąk samego Cesarza Wilhelma II.
30 lat później zamek trawi wielki pożar, ale hrabia go odbudowuje i dodaje obecnie istniejące skrzydło neo-gotyckie. To nie koniec, bo w latach 1911-1913 powstaje ostatnie skrzydło zamku – neorenesansowe.
Pod koniec wojny, rodzina uchodzi przed armią sowiecką. Zamek w końcu przejdzie na własność państwa.

***

Jeszcze grzebię w Internecie. W Polsce istnieje ok. 500 czynnych zamków. We Francji 45 000. Ale pytam Chat, ile pałaców i zamków było w Polsce międzywojennej? Pałaców i większych dworów ziemiańskich było ok. 15000 – 20000. Nie byliśmy gorsi od takiej Francji, ale przez nas przejechał hitlerowsko – komunistyczny walec.

Z drugiej strony, nawet obecnie, istnieje ponoć fizycznie ok. 4500 zabudowań o charakterze pałacowo – dworskich, ale większość nie jest w pełni zrewitalizowana lub wymaga prac konserwatorskich. Po latach 1990 tych nasiliły się prace renowacyjne i przywracanie ich historycznego charakteru, często dzięki prywatnym inwestorom, stowarzyszeniom dziedzictwa i lokalnym samorządom. Jest więc jeszcze jakaś nadzieja…
Zamek w Mosznej i tak miał szczęście. Choć sowieci rozgrabili i zniszczyli wiele dóbr, nie spalili i nie wysadzili zamku, tak jak miało to miejsce w wielu innych, znamienitych rezydencjach na terenie Śląska.
W zamku, oprócz części hotelowej, funkcjonuje Teatr Muzyczny. W karnawale mają też miejsce bale tematyczne, na które strojów użyczyć może właśnie wspomniany teatr.
Opuszczamy teren bajkowy i powracamy do rzeczywistości. Patrzę na oznaczenia okolicznych miejscowości. Napisy po polsku i po niemiecku.

***

W Kanadzie, zwolennicy świetlanej przyszłości nie zwalniają tempa, wykorzystując niezdarność i słabość konserwatystów. Bil S-206, czyli dochód gwarantowany, zgłoszony do Parlamentu w maju 2025, przeszedł przez drugie czytanie w listopadzie. Sprzedawany jest jako sposób na rosnące koszty utrzymania. Czyli sposób na rosnącą inflację, którą zwalczać będziemy wydając pieniądze podatników, których nie będzie, bo przecież podatnik będzie siedzieć w domu zamiast pracować.
To z kolei, używane będzie jako wymówka do wdrożenia cyfrowego ID. Wprowadzą jeszcze cyfrową walutę i zostanie nam założony kompletny cyfrowy kaganiec.
Walczmy o naszą wolność, bo inaczej ją nam wkrótce zabiorą! CitizenGo bije na alarm. Tym czasem premier bije ponoć rekordy popularności!

***

Zwalczanie Pana Prezydenta osiągnęło kolejne szczyty. Muzeum Oświęcimskie właśnie obchodziło 81-szą rocznicę wyzwolenia, no i okazało się, że Prezydent tego kraju nie jest wystarczająco ważny, aby został zauważony w trakcie uroczystości, nie mówiąc już o tym, aby dopuszczono go oficjalnego do mikrofonu. Do niedawna pierwszy człowiek IPN-u, nie mógł powiedział kilka słów w tej ważnej sprawie. Na dodatek w sprawie, w której jest przypuszczalnie co najmniej bardzo kompetentny.

Przegląd prasy i wiadomości z tego wydarzenia, daje dość jasny obraz przyczyn tej niechęci. Otóż w zaimprowizowanym przemówieniu Pan Prezydent wspomina, że pierwszym transport więźniów był transportem 728 Polek i Polaków spod Tarnowa. Pan Prezydent mówił też jeszcze o Rotmistrzu Pileckim.
Wspomina o tym szereg newsów, więc dlaczego marnuję czas czytelników? Ano dlatego, że mam jakby kwiatek do kożucha!
Otóż na uroczystościach widać międzynarodowy tłum gości, którzy na tą okazję tu przyjechali. A ja w poprzednią sobotę wracałem z delegacji z Paryża i leciałem naszymi liniami, do Krakowa, z przesiadką w Warszawie. W obydwóch samolotach, oprócz standardowego instruktarzu bezpieczeństwa, szefowa pokładu uroczyście powitała jakąś znamienitą grupę podróżnych. No i w końcu wydedukowałem, że jadą pewno do Oświęcimia (który, nie widzieć czemu pisany jest w polskich mediach w językach ościennych). Dedukcja okazała się słuszna. A przy okazji zadaję sobie pytanie: Jak to jest, że firma LOT staje na głowie witając jakichś gości z kraju nad morzem Śródziemnym, a w tej samej sprawie, nasz Prezydent potraktowany jest jako pan nikt?

Leszek Dacko