Przedstawiamy Państwu sprawozdanie z pobytu w Polsce, jednego z laureatów Konkursu Recytatorskiego Fundacji im. W. Reymonta.


Kiedy lądowałem na lotnisku Chopina w Warszawie, myślałem tylko o przygodach, które czekały mnie podczas tej podróży. Odbierając walizkę, podekscytowany szybko wyszedłem z lotniska, biorąc pierwszy od miesięcy oddech polskiego powietrza. Siedząc w samochodzie i patrząc na inny krajobraz, moje oczy powoli zaczęły się zamykać i zasnąłem, marząc o przygodach, które miałem jeszcze przeżyć.
Po obudzeniu się z bardzo potrzebnej drzemki (ponad 20 godzin w podróży z Kanady do Polski) wysiadłem z samochodu w Raciążu. Dowiedziałem się, że pierwszą noc w Polsce spędzę na wsi w hotelu o nazwie „Akacjowe Wzgórze”. Było to naprawdę piękne miejsce i nigdy wcześniej nie widziałem niczego podobnego. Tam podczas kolacji poznałem Pana Wójta Gminy, Pana Starostę Powiatu Płońskiego oraz Dyrektora szkoły. Wszyscy byli bardzo mili i gościnni.

Nazajutrz naszym pierwszym przystankiem był zabytkowy cmentarz w Pęsach. Zazwyczaj takie miejsca wydają mi się mało interesujące, ale bardzo poruszył mnie fakt, że na tym miejscu niemieccy żołnierze pochowali ciała rosyjskich żołnierzy, z którymi walczyli. Pokazuje to, że nawet w czasie wojny niektórzy ludzie potrafią okazać dobro. Następnie dowiedziałem się, że jedziemy na strzelnicę, co bardzo mnie podekscytowało. Wcześniej trzymałem broń w rękach, ale nigdy z niej nie strzelałem. Łącznie strzelałem z trzech różnych rodzajów broni, w tym z MP5 oraz słynnego AK-47, który miał bardzo silny odrzut. Jak na pierwszy raz, poszło mi zaskakująco dobrze. Zdecydowanie był to jeden z moich ulubionych momentów całego pobytu w Polsce. Na koniec pojechaliśmy do Muzeum Ziemi Raciąskiej.

Następnego dnia, pojechaliśmy do Szkoły Podstawowej w Koziebrodach, gdzie czekał na nas prawdziwy moment polskiego patriotyzmu. Uczniowie śpiewali dla nas piosenki, recytowali wiersze oraz wykonywali tańce. Następnie przyszła moja kolej, aby zaprezentować swój talent i recytowałem prozę przed całą szkołą. Muszę przyznać, że było to bardzo stresujące, mając na sobie spojrzenia tak wielu osób jednocześnie. Po występie otrzymałem piękne kwiaty, a także miałem okazję porozmawiać z nauczycielami i spróbować pysznego, domowego ciasta. Później udaliśmy się na wycieczkę do Ciechanowa i Opinogóry, gdzie zwiedziliśmy, z przewodnikiem, Zamek Książąt Mazowieckich oraz Muzeum Romantyzmu. Było to dla mnie niezwykle ciekawe doświadczenie. Następnie pojechaliśmy ponownie do Szkoły w Koziebrodach, na Ogólnopolski Zlot Szkół Reymontowskich. Tam miałem okazję zobaczyć moją babcię, która mieszka w Polsce i przyjechała mnie odwiedzić. Bardzo się cieszyłem z tego spotkania. Ilość słodyczy, które mi kupiła, była ogromna. W szkole uczestniczyłem w kolejnej pięknej akademii, podczas której zobaczyłem Poczty Sztandarowe wszystkich szkół biorących udział w Zlocie. W Edmonton, w prowincji Alberta, gdzie mieszkam, nie mamy takiej tradycji. Bardzo spodobało mi się jak symbolizowało to tożsamość uczniów i szkół. Później odbyły się tańce, bardzo zabawne przedstawienie oraz występ dwojga młodych, profesjonalnych tancerzy o niesamowitych umiejętnościach. Było to naprawdę wielką przyjemnością móc w tym uczestniczyć.
Sobota była dniem, w którym polscy uczniowie rywalizowali w Konkursie „Mówimy Reymontem”. Dla recytatorów z Polski nagrodą za pierwsze i drugie miejsce był wyjazd na Konkurs Recytatorski do Kanady, więc stawka była bardzo wysoka. Dzień rozpocząłem od śniadania i muszę przyznać, że podczas mojego pobytu w Polsce powoli stałem się miłośnikiem herbaty. Następnie nadszedł najważniejszy moment, konkurs. Wśród znanych jurorów była między innymi Emilia Krakowska, a także Pan Kazimierz Chrapka. Uczniowie prezentowali bardzo wysoki poziom i z podziwem słuchałem ich występów. Wkrótce jednak przyszła moja kolej, aby recytować jako gość, laureat Konkursu Fundacji im. W. Reymonta z Kanady. Zamiast recytować Reymonta, zaprezentowałem wiersz i na szczęście humor w nim zawarty rozbawił wielu słuchaczy. Po konkursie miałem okazję porozmawiać z wieloma ciekawymi osobami. Gdy usłyszeli o zimowych temperaturach sięgających –30 stopni, byli bardzo zaskoczeni i od razu stwierdzili, że nie daliby rady mieszkać w Kanadzie. Bardzo lubię rozmawiać z ludźmi z innych krajów, ponieważ interesujące jest dla mnie porównywanie naszych społeczeństw i kultur, nawet w najzwyklejszych sprawach. Dowiedziałem się też, że mam wyraźny akcent, gdy mówię po polsku, sam tego nie zauważam, ale inni od razu to słyszą. Po tym przyszedł czas na występ zespołu Mazowsze oraz koncert z udziałem orkiestry dętej na żywo. To, co zobaczyłem i czego doświadczyłem, było niesamowite i trudno było mi sobie wyobrazić, ile przygotowań i pracy musiało takie przedsięwzięcie zająć. Od razu wiedziałem, że zapamiętam ten koncert do końca życia. Następnie ogłoszono wyniki konkursu. Dwójka zwycięzców, w moim odczuciu, w pełni na to zasłużyła. To jednak nie był koniec atrakcji, później odbył się także konkurs na wianek „Jagny”. Wianki te wykonane zostały przez uczniów z różnych szkół. Miałem okazję wybrać ten, który najbardziej mi się spodobał, aby zabrać go ze sobą do Kanady. Wszystkie były piękne i starannie wykonane, ale jeden tradycyjny wianek, który przypominał mi jesień, szczególnie przyciągnął moją uwagę. Wybrałem właśnie ten, a widok szczęśliwej nauczycielki, której uczeń wygrał, sprawił mi ogromną radość. Teraz pozostało mi już tylko znaleźć miejsce w walizce, aby wianek się nie zniszczył.
W niedzielę odbyło się uroczyste zakończenie Zlotu, podczas którego uczestniczyliśmy we mszy świętej. Niestety nadszedł czas pożegnania z moją babcią oraz wszystkimi wspaniałymi osobami, które poznałem podczas mojego czasu spędzonego w Szczutowie. Siedząc w samochodzie i patrząc na mijające widoki wsi, z niecierpliwością czekałem na kolejny etap podróży.
Pobyt w internacie w Dobryszycach. Wcześniej nigdy nie byłem w internacie, a tym bardziej w takim, którego uczniowie specjalizują się w rolnictwie, dlatego było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Po przyjeździe pozwolono nam odpocząć i przygotować się na nadchodzący dzień. W poniedziałek obudziłem się na śniadanie, gdzie poznałem kilku uczniów. Miałem także okazję zaprezentować swój wiersz oraz wręczyć im drobne upominki, które przywieźliśmy z Kanady. Następnie oprowadzono nas po szkole, zobaczyliśmy część weterynaryjną oraz wiele innych ciekawych miejsc. Miałem również okazję poznać całą kadrę nauczycielską szkoły i jeszcze raz wyrecytować swój utwór. Później wyruszyliśmy do gospodarstwa Państwa Cebulów. Tam zobaczyłem ich dużą fermę krów oraz ogromne traktory, którymi dzieci młodsze ode mnie potrafią już samodzielnie jeździć. Po tej wizycie zjedliśmy obiad, a następnie pojechaliśmy do gospodarstwa Państwa Gajków. To miejsce zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Gospodarstwo znajdowało się na pięknym terenie. Były tam różne zwierzęta m.in. lamy, jeden ogromny zabytkowy dwór, a także drugi dom położony na wyspie.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

We wtorek pogoda nie była najlepsza, ale mimo to zrealizowaliśmy zaplanowany program. Ddaliśmy się na wyjazd do Olsztyna i na zwiedzanie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Najpierw wyruszyliśmy na pieszy szlak, mimo padającego deszczu. Dotarliśmy do miejsca, gdzie poznałem legendę o Panu Twardowskim. Według niej właśnie tam Pan Twardowski uciekł diabłu, chwytając się koguta i odlatując na Księżyc. Po powrocie z wędrówki do samochodu pojechaliśmy do pięknego zamku położonego na szczycie niewielkiej góry, z którego rozciągał się widok na całą okolicę. Po drodze do Częstochowy zatrzymaliśmy się w restauracji, gdzie miałem okazję spróbować prawdziwych, tradycyjnych pierogów. Były naprawdę pyszne. Na koniec dotarliśmy do ostatniego punktu dnia i zwiedziliśmy klasztor na Jasnej Górze. Architektura kościoła była niezwykle piękna, dlatego zrobiłem wiele zdjęć, które na pewno zostaną ze mną jako pamiątka. Dodatkowo możliwość odmówienia fragmentu różańca w kościele przyniosła mi bardzo potrzebne uczucie spokoju.

Siódmego dnia mojego pobytu w Polsce wyruszyliśmy do Krakowa, który kiedyś był stolicą Polski. Zwiedziliśmy tam zamek, gdzie miałem okazję zobaczyć piękne obrazy i architekturę oraz dowiedzieć się, jak żyła królewska rodzina w średniowieczu. Później udaliśmy się do centrum miasta, które muszę przyznać, jest pełne gołębi i swoistego piękna. Tam spróbowałem popularnych obwarzanków krakowskich,
które trochę przypominały mi kanadyjskie bajgle. Następnie wybraliśmy się na rejs statkiem, podczas którego mogłem zobaczyć miasto i zamek z innej perspektywy.

W czwartek, po zjedzeniu kolejnego pysznego śniadania, wyruszyliśmy do kopalni Bełchatów, gdzie zeszliśmy bardzo głęboko i stanęliśmy na samym dnie kopalni. Po powrocie na kolację nadszedł czas pakowania walizki oraz pożegnania się z niesamowitymi ludźmi z internatu, którzy sprawili, że mój pobyt był niezwykle miły i gościnny. Następnie wyruszyliśmy do Lipiec Reymontowskich, gdzie miał rozpocząć się ostatni etap naszej podróży. W piątek odbyła się zbiórka uczestników Uroczystości Odsłonięcia Pomnika W. Reymonta, przy tunelu kolejowym oraz przejście do pomnika w asyście Orkiestry Wojska Polskiego. Czułem ogromną dumę, mając możliwość bycia częścią tak ważnego wydarzenia. Następnie miała miejsce ceremonia odsłonięcia i poświęcenia pomnika Władysława Stanisława Reymonta, podczas której z uwagą i szacunkiem wysłuchałem przemówień poświęconych tej niezwykle ważnej postaci w historii Polski. Po ceremonii wszyscy zgromadzili się w sali bankietowej, gdzie ponownie miałem okazję recytować swój wiersz przed wszystkimi uczestnikami uroczystości. Odbyła się tam także część artystyczna, podczas której występowały kapele „Borynioki” oraz „Bigiel Banda”. Szczególnie zapadł mi w pamięć jeden klarnecista, którego umiejętności i talent były naprawdę niezwykłe. Niestety, pod koniec uroczystości nadszedł czas pożegnania z wieloma wspaniałymi ludźmi, których poznałem podczas mojego pobytu w Polsce, i których mam nadzieję jeszcze kiedyś spotkać. Tego wieczoru zasnąłem, wiedząc, że następnego dnia wracam do Kanady, i moja podróż po Polsce dobiegła końca.

W ostatnim dniu mojego pobytu w Polsce udało mi się spakować przepełnioną walizkę i w spokoju nacieszyć się ostatnim śniadaniem. Siedząc w samolocie i czekając na start, czułem ogromną wdzięczność wobec Fundacji im. W. Reymonta w Hamilton, która dała mi możliwość przeżycia tak niezwykłej przygody, poznania Polski oraz lepszego zrozumienia historii Władysława Reymonta i wpływu, jaki wywarł na wielu Polaków. Ta podróż na zawsze pozostanie nie tylko w mojej pamięci, ale także w moim sercu.

Oliver Dudek
Uczeń Szkoły im. H. Sienkiewicza z Edmonton