Zimowa przerwa zakończona. Nowy sezon – rozpoczęty.

Dla wielu kibiców czarnego sportu przerwa ta była wiecznością, ale w sporcie nawet wieczność nie trwa wiecznie.

Jestem wielkim kibicem tego sportu i jedynym polskim klubem, którego jestem wiernym kibicem, to Unia Leszno.
I tak, ta moja Unia rozpoczęła sezon jako pierwsza. Zresztą dodam, że było to pierwsze spotkanie po rocznej karencji w niższej lidze.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Dodam tu kilka ciekawostek: Unia Leszno ma największy stadion w Polsce, ale najmniejszy rynek gwarantujący dochody spoza samego sportu.

Ilość sponsorów jest niższa niż w innych klubach, jakość tutaj są. W końcu tak w sporcie, jak i w każdym innym biznesie masy „kupujących” się liczą w głównej mierze.

Także sam przekrój socjalny Leszna i okolic przede wszystkim okolic, bo to one są największą podporą klubu. W przeważającej części jest rolniczy, a rolnicy wielu oczekiwań od życia nie mają.
To z kolei przekłada się na sytuację finansową klubu, czyli na zakup dobrej jakości zawodników.
Efektem jest liczenie na siebie samego, czyli rozwój sportowy młodych adeptów, w czym Unia jest liderem polskiego żużla od zarania.

Dobrze – a teraz o porcie.

W piątek Unia gościła Włókniarza z Częstochowy. (Będę trzymał się starych i tradycyjnych nazw klubów, bo te dodatki sponsorów zmieniają się praktycznie co roku i sam nie wiem, kto jest kim w tych marketingowych przypadkach).
Włókniarz nie wygląda na mocny klub na papierze, jednak po to mamy rozgrywki, aby tym papierom zaprzeczyć.

Tak się jednak nie stało.

Włókniarz wypadł blado na stadionie Alfreda Smoczyka i przegrał wyraźnie 59:31.

Kibice i klub wyszli ze spotkania zadowoleni, a to jest najważniejsze.

W drugim piątkowym meczu Sparta Wrocław praktycznie rozniosła Falubaz Zielona Góra 64:26.
Takie wyniki w PGE Ekstralidze to rzadkość. Wprawdzie Falubaz jeździł bez kontuzjowanego Leona Madsena, ale to nie zmienia sytuacji. W całych zawodach goście zanotowali tylko jedno biegowe zwycięstwo, które odniósł Andrzej Lebiediew.
Kompletnie zawiódł Dominik Kubera.
Po meczu powiedział: „Musimy usiąść i przeanalizować, co poszło nie tak”.
Utalentowany zawodnik przyszedł do Falubazu z Motoru i dawno tak beznadziejnie się nie prezentował.

Niedzielne mecze zapowiadały się bardziej emocjonująco i tak też się stało.

Chyba w najciekawszym spotkaniu Stal Gorzów zremisowała na wyjeździe 45:45, choć miała szansę na zwycięstwo .

W ostatnim biegu jej as, Jack Holder, upadł i został wykluczony, a wyglądało to na jego pewne zwycięstwo. Dlatego cenię spotkania, a nie przewidywania na papierze.
W ostatnim meczu pierwszej kolejki zmierzyłyby się Motor Lublin i ubiegłoroczny mistrz Polski – Appator Toruń. To spotkanie miało być rewanżem za przegrany dwumecz w finałowym pojedynku ubiegłego sezonu.

Do pełnego biegu doszło, ale na torze w Lublinie nie było widać, że to pojedynek wicemistrza z mistrzem. Wicemistrz Motor Lublin rozjechał broniący złota Apatora Toruń aż 56:34. Torunianie mogą dziękować Martinowi Vaculikowi, który zaliczył słaby debiut w Motorze. Gdyby Słowak zrobił swoje, to Torunianie nie wyszliby z trzydziestki. Kapitalnie zaprezentowali się lubelscy młodzieżowcy. Bartosz Bańbor zdobył aż 11 płatnych punktów w czterech seriach startów.
Jednak, jak zwykle, pierwsze koty za płoty …

www.bogdanpoprawski.com

Have a Great Day!

Bogdan