Dziś o piłce nożnej. Zakończył się pewien etap w historii polskiej piłki. Zakończył się negatywnie, podsumowując rezultaty pierwszej reprezentacji. Na 48 zespołów grających w Pucharze Świata w tym roku – Polacy nie dali rady w tym gronie się zmieścić.
Ale to nie tylko piłkarzy wina. Jest to cała skomplikowana maszyneria piłkarsko-administracyjno-biznesowa i wiele osób zarządzających maszynę, często ma inne, rozbieżne interesy. Oczywiście, nie znam szczegółów, a plotkami nie będę się tu zajmował.
Teraz jest czas zmian, przeprowadzenie takiego uczciwego „mea culpa”, ale tylko w przypadku, gdy ktoś chce osiągnąć coś lepszego. Zaczęło się od wybrania trenera Michała Probiera, którego największe osiągnięcie podczas pracy z kadrą było zadarcie z ikoną polskiej piłki, kapitanem reprezentacji, rekordzistą pod każdym względem Robertem Lewandowskim. Piłka nożna jest sportem celebrytów, nie tylko piłkarzy o wielkim ego, ale także trenerów czy działaczy. Każdy chce być ważniejszy od najważniejszego.
Robert Lewandowski nie jest chłopcem do bicia. Ma ogromną osobowość i właśnie dlatego jest piłkarzem #3 w ostatnich 20 latach na świecie. Probierz wpadł na pomysł pokazania światu, kto jest najważniejszy w polskiej piłce i zdruzgotał polskie szanse na kupno biletów do Ameryki.
Po tym nieszczęśliwym epizodzie nastąpił wybór Jana Urbana na szefa reprezentacji i sprawy zaczęły skierować się w dobrym kierunku.
Jan Urban był w stanie w krótkim czasie dobrać sobie pracowników i piłkarzy, którzy uwierzyli, że mają wystarczająco talentu, wystarczającego na finały Pucharu Świata.
Prawie się udało.
Prawie. A to nie wystarcza.
Oczywiście praca w kuluarach wrze, a tu nagle doszło do tragedii i to jak najbardziej niespodziewanej.
Jacek Magiera, drugi trener reprezentacji, człowiek wielkiej woli i ducha, nagle zmarł i wytworzył niesamowicie wielką dziurę w organizmie budującej się reprezentacji.
Wprawdzie każdy jest do zastąpienia, ale niekoniecznie w sferze jakości.
Znaleźć drugiego takiego jak Jacek będzie trudno, wręcz niemożliwie.
Przypomnijmy: największe sukcesy odnoszą grupy trenerskie zbierane z pozornie niepasujących sobie „klocków Lego”?
Wystarczy przypomnieć sobie Kazimierza Górskiego, Andrzeja Strejlaua, Jacka Gmocha, którzy razem byli niezwykle skuteczni, ale osobno już nie.
Jest w tym zawiłym równaniu wielka ilość miejsca na tzw. „dogadanie się z drużyną”.
Kazimierz Górski był tego czempionem, inni selekcjonerzy, szczególnie Antoni Piechniczek, choć zupełnie inny typ człowieka – też.
Od dawna takiego selekcjonera brak, chociaż Jan Urban ma sporo takiego talentu, choćby z powodu rozgrywania swojej kariery w Hiszpanii. Inny typ człowieka. Inaczej wymodelowany.
Jacek Magiera był właśnie takim psychologicznym spoiwem i nagle, bezsensownie go zabrakło.
Następnym klockiem, który w niedługiej przyszłości zabraknie, będzie Robert Lewandowski.
Lata lecą, chociaż tak Ronaldo, jak i Messi, mimo, że starsi, dalej dowodzą swoimi ojczystymi reprezentacjami.
Czy chcemy, czy nie chcemy – zmiana warty w polskim futbolu już następuje, chociaż w miarę niewidocznie.
Oby na lepsze.
Have a Great Day!
Bogdan



































































