Trzeba przyznać, że miniony turniej Roland Garros w Paryżu miał swoje „ups and downs” dla kibiców polskich tenisistów.
Oczywiście, większość spodziewała się piątego tryumfu Igi Świątek, ale ta „poległa” na ukraińsko-polskim froncie sportowym (a może nie tylko).
W międzyczasie Maja Chwalińska zakwalifikowała się do głównego turnieju i, o dziwo , zwyciężała mecz za meczem.

Dotarła jako jedyna kwalifikantka w historii tego turnieju do finału. Niesłychane.

Polskie media zwariowały, bo już nie mogły więcej wylewać jadu na Igę, więc się skoncentrowały na nadmuchiwaniu balonika pod nazwą „Maja Chwalińska”.
Jako trener patrzę na to szaleństwo z dystansu, bo nie takie rzeczy już w życiu widziałem.
Super sytuacja, bez wątpienia.
Dawid Celt, kapitan polskiej reprezentacji tenisowej, wspomniał jeszcze przed finałem, że już chyba czas dla polskiej prasy sportowej, aby pisać coś straszącego o Chwalinskiej.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Nie pomylił się

Już minuty po zakończonym finale takie oto farmazony znalazłem na tytularnych stronach w Przeglądzie Sportowym:
~~Zagrożenie przed Mają Chwalińską. Tego musi uniknąć za wszelką cenę

6 czerwca 2026, 19:31- Maciej Skorupski.~~

I żeby Mai w głowie się nie przewróciło dodał:

~~Wielkiego sukcesu w Roland Garros Mai Chwalińskiej nikt nie odbierze. Popadać w hurraoptymizm jednak nie można, bo najbliższy rok od finału będzie dla niej kluczowy. I niezwykle trudny, bo zdobyty kapitał — zarówno sportowy, jak i poza — bardzo łatwo jest zaprzepaścić.~~

Z moich obserwacji i doświadczenia czas na hejt w mediach przyjdzie zaraz po następnym sukcesie.
Na razie Światek na pierwszy ogień, bo Chwalińska to dobra dziewczyna…

Maja jest wyluzowana. W porównaniu z Igą Świątek jest odzwierciedleniem spokoju i opanowania.

Jej wywiadów można było wysłuchiwać z uśmiechem

Przykład po finale w Paryżu::

~~Szkoda, że nie zobaczyliście dzisiaj lepszego meczu, ale Mirra była po prostu za dobra. Więc to jej wina~~
Wcześniej w równie zabawny sposób zwróciła się do swojej przeciwniczki. Powiedziała, że Mirra jest tak młodą i tak dobrą tenisistką, że jest to irytujące.

OK – Iga jest championem, jednak mogłaby się wiele nauczyć od swojej małej statury, a wielkiej duchem koleżanki.

Koncentrując się jednak na polskim Kopciuszku, należy wspomnieć, że Maja miała już przebłyski dobrej formy wcześniej, jednak nigdy nie udało jej się je przekuć na stały postęp.

Ostatnie trzy tygodnie to było dla niej życie jak w rakiecie międzyplanetarnej.
Zaczęła od 113. miejsca w rankingu WTA i skończyła na 21. pozycji.

Teraz będzie należała do tych uprzywilejowanych, zapraszanych na duże turnieje.

Jej życiowe zarobki w tenisie kręciły się około 760 tysięcy dolarów.

Sam turniej w Paryżu dorzucił tych dolarów ponad 2 razy więcej.
Miejmy nadzieję, że już nigdy Maja nie będzie musiała błagać Polonię o przygarnięcie podczas kolejnych turniejów, jak to miało miejsce zaledwie 3 lata temu w Australii.

Z dziennikarskiego obowiązku dodaję, że finał mężczyzn był niezwykle ciekawy i po 4-godzinnej walce w pięciu setach zwyciężył Alexander (Sasza) Zverev.
Sasza był dotychczas najlepszym zawodnikiem ATPP, który nie wygrał Wielkiego Szlema.

Do dziś.

Nareszcie.

www.bogdanpoprawski.com