Zarząd NBP na krawędzi paraliżu. Tusk blokuje nominacje, w listopadzie bank może stracić zdolność do działania

W listopadzie Narodowy Bank Polski może znaleźć się w sytuacji, w której jego zarząd nie będzie mógł legalnie funkcjonować. Przyczyną jest trwający od miesięcy spór między prezydentem Karolem Nawrockim a premierem Donaldem Tuskiem o obsadę zarządu banku centralnego. Bez uzupełnienia składu po odejściu wiceprezesa Adama Lipińskiego liczba członków zarządu spadnie poniżej ustawowego minimum.

Zgodnie z ustawą o Narodowym Banku Polskim w skład zarządu wchodzi prezes oraz od sześciu do ośmiu członków, w tym dwóch wiceprezesów. Obecnie zarząd liczy siedem osób (wraz z prezesem Adamem Glapińskim). Kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego kończy się 4 listopada 2026 r. Po jego odejściu skład spadnie do pięciu osób — poniżej ustawowego progu.

Prezes NBP Adam Glapiński już wcześniej wystąpił z wnioskami o powołanie czterech osób: Marty Kightley (do marca br. pierwszej wiceprezes), Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka oraz Marcina Zarzeckiego (wszyscy trzej są członkami Rady Polityki Pieniężnej). Prezydent Karol Nawrocki wydał odpowiednie postanowienia. W maju premier Donald Tusk zwrócił je jednak bez kontrasygnaty. Bez podpisu premiera nominacje są nieważne.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Pod koniec września rzecznik rządu Adam Szłapka oświadczył, że do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów „żaden wniosek o powołanie członków zarządu nie wpłynął”. 12 października NBP ponownie zwrócił się do prezydenta z wnioskami o powołanie członków zarządu, podkreślając, że „zrealizował wszystkie możliwe działania na podstawie przepisów prawa”. Pat trwa.

Bank centralny decyduje o stopach procentowych — a więc o wysokości rat kredytów setek tysięcy polskich rodzin. Zarządza rezerwami walutowymi i złotem, prowadzi politykę kursową i broni wartości złotego. Paraliż zarządu w sytuacji geopolitycznej i gospodarczej niepewności oznaczałby poważne ryzyko dla stabilności finansowej państwa.

Według krytyków rządu Donald Tusk jest gotów doprowadzić do destabilizacji banku centralnego, by mieć paliwo polityczne w sporze z prezydentem. Samo istnienie takiej możliwości budzi poważne pytania o to, czy interes państwa i obywateli jest dla obecnego rządu priorytetem. Czasu na rozwiązanie sprawy pozostało niewiele.