Premier Justin Trudeau i liberałowie zaprzeczają pogłoskom, jakoby planowali wprowadzenie nowego podatku od sprzedaży domów.

Wielu analityków uważa, że taka możliwość realnie istnieje, zaś Liberałom można ufać tak samo, jak przy zapewnieniach, że żaden członek rodziny premiera Trudeau nie był wynagradzany przez organizację WE.

Miałby to być podatek od zysków kapitałowych, który obecnie nie obowiązuje w przypadku rezydencji, w której mieszka właściciel. Od pewnego czasu trzeba jednak rejestrować takie transakcje.

Zdaniem analityków tego rodzaju podatek mógłby przynieść miliardy dolarów, tym bardziej, że obecnie wielu inwestorów go unika, nie do końca prawdziwie podając swój adres zamieszkania, podczas dokonywania tzw flipów.

W ubiegłorocznych wyborach Trudeau zaprzeczył, jakoby liberałowie mieli taki plan po tym, jak wspomniano o nim w dokumentach do dyskusji wewnątrzpartyjnych.

Proponowano wówczas wprowadzenie podatku od zysków kapitałowych w wysokości 50% od sprzedaży domu w pierwszym roku posiadania i stopniowego obniżania go do 5% w piątym roku. Miałoby to zniechęcić spekulantów.

Trudeau zapewnił niedawno, że liberałowie nie rozważają takiego podatku reagując na sugestie lidera Partii Konserwatywnej Andrew Scheer.

Zamiast tego, zdaniem Trudeau, liberałowie mogliby ułatwić posiadanie domów, obniżając ceny przy zakupie pierwszego domu o 10%, dając więcej pieniędzy ludziom mieszkającym w dzielnicach, w których domy są droższe, opodatkowując  domy nie zasiedlone należące do osób, które nie mieszkają w Kanadzie i zapewniając 40 000 dolarów nieoprocentowanych pożyczek dla właścicieli domów którzy przystosowują je do zmian klimatycznych.

Minister finansów Bill Morneau powiedział CBC w maju, że rząd Trudeau nie myśli obecnie o podniesieniu podatków w celu sfinansowania długu federalnego, ale “spłacenie go będzie wyzwaniem, przed którym staną wszyscy Kanadyjczycy”.

 

1 KOMENTARZ