Witam po krótkiej przerwie urlopowej; urlop w Bożym świecie czyli „na łonie natury” w bardzo prosty sposób porządkuje myślenie; widać co jest na górze, co na dole i z czego wypływa. Kosmos ma porządek ustalony przez Stwórcę, kiedy dał nam wielość różnych wymiarów; Porządek Boży w naszym, ludzkim wypadku najlepiej rozpoznaje Kościół Katolicki;  hierarchię istnienia, kierunek egzystencji, wszystko, co powoduje, że jesteśmy, kim jesteśmy.

Widać to doskonale, kiedy świat wokół, pozbawiony jest sztuczności, kiedy wychylimy się spod klosza, w którym od rana do wieczora mówią nam, że powinniśmy wymyślić siebie od nowa.

Dobrze jest  wrócić z uporządkowanego świata, bo wtedy widać na dłoni, jak ktoś nam usiłuje mieszać w głowie.

Jednym z wielkich strażników porządku Bożego w życiu był Kościół Katolicki; niestety jest dzisiaj w kryzysie. Jednym z widocznych przejawów kryzysu był publiczny ślub byłego szefa polskiej telewizji państwowej pana Kurskiego.

Ślub jak ślub, problem w tym, że odbył się po dwóch „kupionych” „rozwodach kościelnych”.

W czasach II Rzeczpospolitej sprawy te załatwiano w mniej gorszący sposób; po prostu zmieniało się wyznanie (jak Piłsudski) na przykład na polsko-katolickie i wtedy (a przypominam, że w II RP obowiązywał konkordat) – można było wziąć ślub po raz drugi „w innym rycie”. Sławne były śluby wysokich rangą oficerów „pod palmą” w Wilnie.

W naszej rzeczywistości  zgorszenie było większe. Kościół Katolicki nie uznaje rozwodów, może jedynie stwierdzić nieważność zawartego związku. A więc stwierdzono „kościelnie” nieważność poprzedniego związku pana Kurskiego, uznano również za niebyły  – tak „przypadkowo” się złożyło – ślub jego wybranki, która podobnież była po rozwodzie. Obydwoje następnie weszli w sakramentalny związek po raz pierwszy.

Tak przynajmniej stwierdziły oficjalnie władze kościelne.

Jest o tyle gorszące, że Kościół Katolicki naucza o nierozerwalności małżeństwa. Oczywiście, ludzie żyją, jak żyją, ale to, z czym mamy dzisiaj do czynienia, to podważenie samego sakramentu, stwierdzenie jego „dowolności”. A to dlatego, że zasady unieważniania ślubów są dzisiaj tak szeroko i swobodnie interpretowane, iż  każdy ślub można unieważnić.

Powstaje kabaret sofistyki, w którym praktycznie mamy do czynienia z kościelnym „rozwodem”, ubranym w ładnie brzmiące słówka o „unieważnieniu”. Można usprawiedliwić rozpad związku i unieważniać poprzedni sakrament, „którego nie było”. Wystarczy kilka pojęciowych wygibasów.

Dodatkowym upokorzeniem nas wszystkich było miejsce zawarcia ślubu pana Kurskiego w Sanktuarium Jana Pawła II, w kaplicy Miłosierdzia Bożego, w jednym z najświętszych i najbardziej obmodlonych miejsc kraju. Nie wiem czy akurat pan Kurski należy do tej parafii, ale była to bezczelność.

Nasz Kościół atakowany jest od zewnątrz stałą kanonadą politycznej poprawności i genderyzmu, od środka rozkładany jest zaś przez tych, którzy za polityczny ukłon i pieniądze są w stanie frymarczyć świętościami.

W Kościele kiedyś tam handlowano odpustami, dzisiaj najwyraźniej handluje się „kościelnymi rozwodami”, bo jakże zwać inaczej to, z czym mieliśmy do czynienia w Krakowie?

Można, oczywiście, uprawiać gimnastykę słowną, ale facet przez 24 lata był żonaty, ma troje dzieci, rozszedł się; jego obecna kobieta była zamężna, ma dwoje dzieci, rozeszła się.

Dzisiaj w świetle prawa kościelnego są małżonkami po raz pierwszy. Czy można Pana Boga oszukiwać takim faryzeizmem? Czy nie jest to swego rodzaju judeizacja Kościoła katolickiego, kiedy ważniejsze są formułki przepisów niż duch prawa? Z doniesień prasowych można wnosić, że pan Kurski jest człowiekiem nad wyraz bezczelnym, do tej pory jednak ograniczał swoją bezczelność do naszej ziemskiej sfery profanum; tym razem przesadził. Może nie tak bardzo jak Henryk VIII, ale jednak.

Biedny to kraj, który pozwala na takie polityczne cyrki w miejscach świętych; miejmy nadzieję, że Pan Bóg w swoim miłosierdziu zlituje się nad nami wszystkimi Polakami, katolikami.

Andrzej Kumor