Sta­ni­sław Barua: Kenia jest jed­nym z bar­dzo spe­cy­ficz­nych kra­jów, jeśli cho­dzi o toż­sa­mość Kenij­czy­ków. Kenia jest kra­jem, któ­ry geo­gra­ficz­nie leży na sty­ku bar­dzo róż­nych sta­rych sfer języ­ko­wych i kul­tu­ro­wych, etnicz­nych. Na tere­nie teraź­niej­szej Kenii zde­rza­ją się i od kil­ku stu­le­ci zde­rza­ły kul­tu­ry przy­by­szy z innych czę­ści Afry­ki, i w tej chwi­li Kenia jest takim  — jeże­li moż­na było­by podać przy­kład kra­ju poło­żo­ne­go gdzieś w Euro­pie, gdzie jed­na czwar­ta to są Sło­wia­nie, jed­na czwar­ta to są Anglo­sa­si i może jed­na czwar­ta to są może jacyś Fran­cu­zi czy Wło­si, wszy­scy mają mówić po pol­sku, a ich kul­tu­ra ma być włoska.

Każ­dy póź­niej się dzi­wi, że jak to w ogó­le jest, że w danych kra­jach jest jakaś zwar­tość. Sama kwe­stia toż­sa­mo­ści ma duży zwią­zek z tym, że Kenia jest takim kra­jem. Nie mówiąc o tym, że te róż­ni­ce są bar­dzo poważ­ne. Nie­raz mówi się, a to są jakieś ple­mio­na, mówią jakimś tam narze­czem, ale w zasa­dzie to wszyst­ko jed­no; wszy­scy się jakoś mają do sie­bie w podob­ny spo­sób, ich tra­dy­cje, ich kul­tu­ry są zbli­żo­ne, już nie mówiąc o reli­giach, jakoś wszy­scy tak samo i tak dalej, więc kło­po­tów może nie być.

Goniec: W Pol­sce też podob­nie te sto­sun­ki się kształ­to­wa­ły, prze­cież Pol­ska pra­wie nigdy nie była etnicz­nie jed­no­rod­na, zawsze żyło mnó­stwo różnych …

- Z cie­ka­wo­ścią czy­ta­łem tomy Dzie­jów Pol­ski pro­fe­so­ra Andrze­ja Nowa­ka, gdzie bar­dzo czę­sto aż się dzi­wi­łem, że wła­śnie jest tyle podo­bień­stwa mię­dzy tym, co wte­dy się dzia­ło tyle wie­ków temu w Pol­sce, a tym co dzia­ło się teraz w Kenii lat pięć­dzie­sią­tych czy nawet sześć­dzie­sią­tych. Podob­ne prą­dy, któ­re roz­ry­wa­ją czę­ści kra­ju i bar­dzo czę­sto dzie­je się to na pod­ło­żu spe­cy­ficz­nych ludzi, po pro­stu są ludzie, któ­rzy swo­ją obec­no­ścią, swo­ją siłą albo mili­tar­ną albo siłą cha­rak­te­ru potra­fią zna­czyć bar­dzo wie­le w danym kraju.

        – Czy uwa­żasz, że Kenia jest takim roz­sad­ni­kiem tych nowych glo­ba­li­stycz­nych idei, nowej rewo­lu­cji , któ­ra chce wypro­du­ko­wać wła­śnie tego czło­wie­ka bez wła­ści­wo­ści, dla któ­re­go waż­ne będzie to, co mu rząd glo­bal­ny wsa­dzi w gło­wę i nie będą mu prze­szka­dza­ły te wszyst­kie zaszło­ści, tra­dy­cje, czy tak widzisz dzi­siej­szą Kenię, że to się dzie­je na naszych oczach?

– Tak, zwłasz­cza widzę to na tle wie­lu moich zna­jo­mych, któ­rzy dzię­ki cięż­kiej pra­cy wła­snych rodzi­ców, lub ze wzglę­dów poli­tycz­nych mie­li  szan­sę dobre­go star­tu, prze­szli dobre szko­ły, bar­dzo czę­sto stu­dio­wa­li za gra­ni­cą a jesz­cze tutaj muszę powie­dzieć, że bar­dzo mało Kenij­czy­ków stu­dio­wa­ło w Pol­sce, czy kra­jach Euro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, więk­szość Kenij­czy­ków, któ­ra stu­dio­wa­ła, zwłasz­cza w poprzed­nich deka­dach, stu­dio­wa­ła przede wszyst­kim w Anglii i w Sta­nach; ci, co mogli wyje­chać, ja nie mówię, że to był maso­wy ruch Kenij­czy­ków. Wca­le tak nie było, ale ci, co mogli wyjeż­dżać i ci co póź­niej wra­ca­li, wra­ca­li wła­śnie z Wiel­kiej Bry­ta­nii, z Kana­dy, ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych przy­wo­zi­li ze sobą z powro­tem wszyst­kie, nie­raz naj­gor­sze nauki, że tak to nazwę i przy­zwy­cza­je­nia z tych krajów.

Oni stwa­rza­li wra­że­nie, że  tzw. pro­gres  musi iść wła­śnie tym torem, cze­go w dużej mie­rze nauczy­li się, czym nasiąk­nę­li na uni­wer­sy­te­tach czę­sto bar­dzo libe­ral­nych, lewac­kich po prostu.

        – No, ale to też jest tak w Pol­sce; mówi się, że musi­my się odciąć od tra­dy­cji, bo to jest gor­sze, zacofane.

– Jeśli cho­dzi o Kenię i o wie­le kra­jów afry­kań­skich, dzie­je się to w tro­chę innej otocz­ce, bo tutaj nie cho­dzi o odże­gna­nie się od prze­szło­ści total­ne zakła­ma­nie tego co było, tyl­ko budo­wa­nie na źle poję­tej prze­szło­ści, cze­goś nowego.

        – Co Cie­bie przed tym uchro­ni­ło? Dla­cze­go Ty jesteś kato­li­kiem, cenisz patrio­tyzm, jak to było w two­im wypad­ku, że jesteś tym kim jesteś, bo mówisz, że bar­dzo wie­le osób wła­śnie takich, któ­re były w Two­jej pozy­cji, czło­wie­ka, któ­ry ma moż­li­wo­ści stu­dio­wa­nia, gdzie indziej, któ­ry wyje­chał z kra­ju, któ­ry ma sze­ro­kie hory­zon­ty i Ty nie jesteś taki jak oni, dlaczego?

– Myślę, że jest to dzię­ki moim rodzi­com i też w bar­dzo dużej mie­rze dzię­ki moim krew­nym, moim dziad­kom, mojej rodzi­nie. Duża część mojej rodzi­ny zacho­wy­wa­ła się wła­śnie odwrot­nie do tych tren­dów i jakoś dzię­ki temu, cho­ciaż nie zawsze to rozu­mia­łem, i nie zawsze to doce­nia­łem, na tak zwa­ną dłuż­szą metę, uchro­ni­ło mnie to.

Ale też moje wła­sne losy, mojej wła­snej rodzi­ny, też nie są takie pro­ste i bez­piecz­ne, nie­raz nie­któ­rych rze­czy czło­wiek się uczy wła­śnie na błę­dach, na jakiś wła­śnie takich wyda­rze­niach czy sytu­acjach rodzin­nych, gdzie czło­wiek musi się głę­bo­ko zasta­no­wić nad tym, co tak napraw­dę się dzie­je. I wła­śnie nie­raz poma­ga to, że czło­wiek jest tro­chę odsu­nię­ty, tak jak ja, nie miesz­kam w Kenii już tyle lat, nie miesz­kam w Pol­sce już tyle lat, nie­któ­re rze­czy są może tro­chę wyraź­niej­sze z oddali.

        – Stasz­ku, pra­co­wa­łeś w fil­mie robi­łeś fil­my ze swo­im bra­tem. Jak prze­bie­ga­ła two­ja ewo­lu­cja pra­cy w tym biz­ne­sie, od jakich fil­mów zaczy­na­łeś, co cię inte­re­so­wa­ło, dla­cze­go posze­dłeś w tym kie­run­ku, dla­cze­go chcia­łeś opo­wia­dać obra­zem, co w tych fil­mach, któ­re robi­łeś Cię fascynowało?

– Myślę, że po pierw­sze, mój młod­szy brat Jakub jest o wie­le bar­dziej uta­len­to­wa­nym fil­mow­cem ode mnie, a ja po pro­stu myśla­łem, że jest to moż­li­wość, że mu jakoś pomo­gę w pracy.

Praw­da jest taka, że wła­śnie wizje świa­ta moje­go bra­ta i wizje tego, co moż­na prze­ka­zać, zosta­ły bar­dzo szyb­ko stor­pe­do­wa­ne. Mój brat koń­czył stu­dia naj­pierw w Anglii i póź­niej ukoń­czył Łódz­ką Szko­łę Fil­mo­wą, w cza­sie, gdy ja już odcho­dzi­łem w zasa­dzie od tej szkoły .

Więc to, co chciał­bym krę­cić tak napraw­dę nigdy nie mia­łem tej szan­sy, a to co nakrę­ci­łem wraz z bra­tem to tyl­ko dzię­ki jego ogrom­nej pra­cy i wkładowi.

Tema­ty­ką tych fil­mów były wła­śnie toż­sa­mość i histo­ria, któ­ra aku­rat moje­go bra­ta bar­dzo inte­re­su­je i interesowała.

Jed­nym z pierw­szych fil­mów, któ­ry razem nakrę­ci­li­śmy, był film doku­men­tal­ny o pani, któ­ra była jed­nym z dzie­ci ander­sow­skich, tych sie­rot ander­sow­skich, któ­re dotar­ły po kosz­mar­nych zma­ga­niach do Afry­ki. Ten film, któ­ry nakrę­ci­li­śmy to film pt. „Mój tatuś był ułanem”.

Był pierw­szym fil­mem w ogó­le poka­za­nym w Pol­sce o tej tema­ty­ce. Nie­ste­ty wte­dy wła­dze w Pol­sce, a były to wcze­sne lata 90. i cho­ciaż wyda­wa­ło by się wła­śnie, że wła­śnie teraz nad­szedł czas, żeby w koń­cu opo­wia­dać o tym, oka­za­ło się, że nie; że ten temat nadal był nie do koń­ca dozwolony.

Gdy krę­ci­li­śmy film doku­men­tal­ny wła­śnie o związ­kach Pol­ski z Afry­ką pt. „Pol­skie odcie­nie”, któ­ry został napi­sa­ny i w dużej mie­rze koopro­du­ko­wa­ny przez moje­go bra­ta o 1000-let­nich związ­kach mię­dzy Pol­ską, a Afry­ką to oka­za­ło się, że waśnie ten temat w zasa­dzie ska­so­wał moje­mu bra­tu karie­rę w Polsce.

        – Dlaczego?

– Przy­czy­nił się do tego Ryszard Kapu­ściń­ski. Zanim doszło do krę­ce­nia fil­mu, nad któ­rym pra­co­wał mój brat, w zasa­dzie miał dopie­ro sce­na­riusz przy­pad­ko­wo spo­tka­li­śmy z Kubą Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go na uli­cy w War­sza­wie. A znał nas stąd, że Ryszard Kapu­ściń­ski przez wie­le, wie­le lat był, jak wia­do­mo kore­spon­den­tem Pol­skiej Agen­cji Pra­so­wej i miesz­kał w Nairo­bi. To było w latach jesz­cze sie­dem­dzie­sią­tych. Pozna­łem go, gdy Ryszard Kapu­ściń­ski przy­je­chał do Kenii, żeby zoba­czyć wła­śnie miej­sca,  któ­re znał te kil­ka dekad wcze­śniej. Był to począ­tek lat dzie­więć­dzie­sią­tych. Ja wte­dy wró­ci­łem po stu­diach i byłem z żoną dopie­ro nie­dłu­go po ślu­bie. Odwie­dził nas wte­dy Ryszard Kapu­ściń­ski zain­te­re­so­wał się bar­dzo moimi rodzi­ca­mi, rodzi­ną, powią­za­nia­mi z Pol­ską i tak dalej.

Pamię­tam, że bar­dzo go zain­te­re­so­wa­ły książ­ki, któ­re mia­łem u sie­bie. Tak sobie poprze­glą­dał biblio­te­kę nawet poży­czył kil­ka egzem­pla­rzy. I przez kil­ka dni obwo­zi­łem Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go po Nairo­bi w róż­ne miej­sca. Oka­za­ło się, że tam, gdzie moi rodzi­ce miesz­ka­li w Nairo­bi zaraz po powro­cie po stu­diach; oka­za­ło się, że on tam też jakiś czas miesz­kał. Było kil­ka takich sytu­acji i niby tak bar­dzo sym­pa­tycz­nie ten czas nam minął.

Te ileś tam lat póź­niej, gdy wła­śnie spo­tka­li­śmy się na uli­cy z Ryszar­dem Kapu­ściń­skim, aku­rat ja byłem w Pol­sce żeby oma­wiać sce­na­riusz fil­mu Kuby i aku­rat mie­li­śmy ten sce­na­riusz przy sobie. Więc on się tak spy­tał co u was się dzie­je, co cie­ka­we­go, co nowe­go; my mówi­my przy­go­to­wu­je­my się do reali­za­cji fil­mu, wła­śnie o Afry­ce i tak dalej.

On się oczy­wi­ście bar­dzo tym zain­te­re­so­wał i Kuba wrę­czył mu na jego proś­bę ten sce­na­riusz. Spy­tał się, a macie coś pano­wie — no mamy — mogę zoba­czyć, no oczy­wi­ście, że tak.

Nie­dłu­go potem w jed­nej z gazet uka­zał się arty­kuł, że mło­dy czło­wiek, Kenij­czyk, chy­ba jeśli się nie mylę „imie­niem Jakub B.”, czy­li tak, jak jakiś kry­mi­na­li­sta,  krę­ci kolej­ny film mówią­cy o tym, że Pola­cy są rasi­sta­mi. Aż nas zamu­ro­wa­ło, aż nas zamu­ro­wa­ło, bo ani to nie był temat fil­mu, ani to nie było to jakieś podej­ście ludzi, któ­rzy nie zna­ją Pol­ski, nie są Pola­ka­mi, on prze­cież bar­dzo dobrze wie­dział kim my jeste­śmy, kim są nasi rodzi­ce, że to nie są jacyś ludzie przy­pad­ko­wi, któ­rzy chcą krę­cić „film o pol­skim rasi­zmie”,  bo w ogó­le ten temat, jak powie­dzia­łem, był  zupeł­nie ina­czej ujęty.

Nie cho­dzi­ło o film o rasi­zmie, tyl­ko film o związ­kach pomię­dzy Pol­ską a Afry­ką i te związ­ki były napraw­dę dogłęb­ne,  to nie były tyl­ko związ­ki cza­sów dzi­siej­szych, czy cza­sów, któ­re Ryszard Kapu­ściń­ski znał, lata 70., czy koniec lat sześć­dzie­sią­tych, to był film o wszyst­kich związ­kach Pola­ków, Kenij­czy­ków, Afry­kań­czy­ków, poczy­na­jąc od naj­wcze­śniej­szych. Dla­te­go, kie­dy mówi­łem, o sło­wie Murzyn, czy te wszyst­kie opo­wie­ści póź­niej, to nie były po pro­stu jakie­goś bar­dzo płyt­kie­go nawią­za­nia do tego czym jest nazewnictwo.

Film doty­kał wła­śnie i histo­rii Tade­usza Kościusz­ki i całych powią­zań z Ame­ry­ką. Wie­my też o tym czym są, jaka jest histo­ria Pola­ków wychodź­ców wie­ku XIX,  XX, póź­niej. Czym są powią­za­nia pra­cy misjo­na­rzy, i tak dalej i tak dalej. Te powią­za­nia są ogrom­ne i już żeby nie wspo­mnieć cho­ciaż­by tych wspa­nia­łych dzie­ci ander­sow­skich, któ­rych pozna­li­śmy osobiście .

        – Bo ta pani, o któ­rej robi­li­ście film, ona zosta­ła, ona nie wyje­cha­ła z Afryki.

– Wła­śnie, ona nie wyje­cha­ła nigdzie, ale to jest bar­dzo cie­ka­wy, osob­ny temat, a zna­li­śmy ją bar­dzo długo.

Ale powra­ca­jąc do Ryszar­da Kapu­ściń­skie­go film miał  już począt­ko­we wspar­cie tele­wi­zji, mie­li­śmy już wej­ście w pro­duk­cję, Kuba doszli­fo­wy­wał sce­na­riusz. On prze­czy­tał ogrom­ne ster­ty mate­ria­łów, był w każ­dym muzeum w Pol­sce, któ­re mia­ło cokol­wiek wspól­ne­go z tymi powiązaniami.

I sta­ra­my się to wszyst­ko przed­sta­wić w taki spo­sób, żeby było po pierw­sze rze­tel­ne, żeby to było nauko­we, żeby to nie było opi­nią jego same­go czy moją, tyl­ko żeby to napraw­dę był film, któ­ry powie coś praw­dzi­we­go, ale też oso­bi­ste­go z punk­tu widze­nia dwóch mło­dych ludzi, któ­rzy mają w sobie dużą część tej historii.

Więc gdy wyszedł ten arty­kuł zro­bił się tumult.

        — To był arty­kuł Kapuścińskiego?

- Tak, to był jego wła­sny arty­kuł — potem wyszła książ­ka „Heban” — któ­ry przed­sta­wił wła­śnie moje­go bra­ta w spo­sób, jaki przed­sta­wia się czło­wie­ka o cha­rak­te­rze kry­mi­nal­nym, przed­sta­wia się jako czło­wie­ka, któ­ry nie bar­dzo wie o czym mówi, któ­ry nie ma — według nie­go —  tego ogrom­ne­go doświad­cze­nia, żeby mówić o czymś takim. Była to po pro­stu wiel­ka afera.

Powiem tyl­ko, że film rap­tow­nie stra­cił na fun­du­szach na pro­duk­cję. Ogrom­ne utrud­nie­nia od razu, żeby w ogó­le ten film mógł zaist­nieć. Mój brat miał ogrom­ne kło­po­ty z tym, żeby ten film w ogó­le powstał.… Bo „prze­cież pan Kapu­ściń­ski powie­dział, że ten film jest do nicze­go”; (film na papie­rze, któ­ry w ogó­le jesz­cze nie powstał); „czło­wiek, któ­ry tak dobrze zna Afry­kę, któ­ry był wszę­dzie w Afry­ce” i tak dalej.

Koniec koń­ców był taki, że ten film powstał w wie­lu bólach. Trwa­ło to o wie­le dłu­żej niż powin­no trwać, zwłasz­cza sama post­pro­duk­cja, ale gdy ten film powstał, oczy­wi­ście była kolau­da­cja i film prze­szedł wszyst­kie pró­by aka­de­mic­kie, wszyst­ko co w tym fil­mie było, co Kuba zawarł, co sfil­mo­wa­li­śmy było rze­tel­ne, było praw­dzi­we i było obiek­tyw­ne, na ile pra­ca fil­mo­wa może być obiektywna.

Nie­ste­ty film został poka­za­ny w środ­ku lata, w środ­ku nocy i zupeł­nie pogrze­ba­ny. Po tym mój brat nie mógł pra­co­wać w Pol­sce. Wszyst­kie jego pró­by pra­cy, w tym w tele­wi­zji, powiedz­my głów­ne­go nur­tu, a wte­dy prze­cież nie było jesz­cze nie­pod­le­głej tele­wi­zji poza pra­cą w tele­wi­zji kato­lic­kiej. To spo­wo­do­wa­ło, że Kuba wyje­chał z Polski .

        – No i Ty też wyje­cha­łeś z Polski .

– Wyje­cha­łem z Pol­ski, ale nie wyje­cha­łem z Pol­ski wte­dy ze wzglę­dów zawo­do­wych czy z tego, że ktoś mi obrzy­dził pra­cę; wyje­cha­łem, bo chcia­łem wró­cić do Kenii. W ogó­le, kie­dy przy­je­cha­łem na stu­dia do Pol­ski mia­łem zamiar wró­cić do Kenii więc ten mój wyjazd wte­dy aku­rat  nie był takim wyjaz­dem, jak  wyjazd po kosz­ma­rach, jakie prze­szedł Kuba.

        — Widzisz teraz szan­se na to, żeby zro­bić taki film, bo wciąż ten temat jest w Tobie i Two­im bracie?

- Daj Boże.

    – Jak to jest dzi­siaj, czy w ogó­le jest jesz­cze miej­sce na opo­wia­da­nie takich histo­rii, czy dzi­siaj mamy do czy­nie­nia w kinie, a nawet fil­mie doku­men­tal­nym wyłącz­nie z propagandą?

– Nie tyl­ko w fil­mie, ale w ogó­le w kul­tu­rze. Jest bar­dzo wie­lu ludzi w naszym zawo­dzie, któ­rzy trak­tu­ją się za spe­cja­li­stów wszel­kie­go rodza­ju, i jeśli cho­dzi o Pol­skę i Afry­kę. Nie uby­wa nie­ste­ty takich „spe­cja­li­stów”, ludzi któ­rzy trak­tu­ją sie­bie, tak jak Ryszard Kapu­ściń­ski trak­to­wał sie­bie, uwa­żał sie­bie za pew­ne­go rodza­ju wyrocz­nię; czło­wie­ka, któ­ry mówił o Afry­ce, ale też mówił o Ame­ry­ce Połu­dnio­wej, mówił o Azji, w spo­sób taki, że jeże­li ktoś inny przy­cho­dził i pró­bo­wał przed­sta­wić nawet te same wąt­ki tyl­ko w inny spo­sób, oka­zy­wa­ło się czę­sto, że wła­śnie nie wol­no było innym mówić o czymś, co dane oso­by mia­ły pra­wo mówić.

Tak, jak mówi­łem nie miesz­kam w Pol­sce już tyle lat, cho­ciaż ostat­nio zno­wu nawią­za­łem współ­pra­cę  fil­mo­wą z kil­ko­ma oso­ba­mi. Tak, jest wie­le tema­tów, jest ogrom­na ilość pomy­słów, któ­re mój brat przed­sta­wiał przez ostat­nie 20 lat . Żaden z tych pomy­słów, żaden z tych tema­tów tak na dobrą spra­wę nie został przy­ję­ty, nie został w Pol­sce potrak­to­wa­ny  jako god­ny wsparcia.

Więc ja mam nadzie­ję, że jed­nak uda nam się nakrę­cić przy­naj­mniej jeden czy dwa fil­my, o któ­rych marzy­my. W tej chwi­li już parę ład­nych lat pra­cu­ję nad sce­na­riu­szem fil­mu sen­sa­cyj­no-histo­rycz­ne­go o gru­pie ludzi,  o pery­pe­tiach polsko-kenijskich.

        — W cza­sach komunistycznych?

-Wła­śnie temat jest tro­szecz­kę epo­pe­ją dla­te­go, że film nawią­zu­je wła­śnie do lat od koń­ca czy poło­wy lat czter­dzie­stych w Kenii, wła­śnie nawią­zu­jąc do dzie­ci ander­sow­skich, a koń­cząc wła­śnie na cza­sie teraź­niej­szym tak że jest to opo­wieść o kil­ku rodzi­nach wła­śnie z taki­mi powią­za­nia­mi polsko-afrykańskimi.

        – Ile tych dzie­ci ander­sow­skich zosta­ło w Kenii?

– Pani Roche, o któ­rej nakrę­ci­li­śmy film, któ­ra ma nazwi­sko po mężu, któ­re­go pozna­ła w Kenii był Irland­czy­kiem i Fran­cu­zem z pocho­dze­nia, jej dzie­ci wyje­cha­ły do Kana­dy, wie­le wie­le lat temu, a pani Roche zosta­ła. Ona, jak sama mówi­ła zży­ła się z Kenią, z Afry­ką, po pro­stu wro­sła w ten kraj, a jej histo­ria nawet po przy­by­ciu do Kenii była histo­rią  niesamowitą.

Pani Roche zmar­ła już parę ład­nych lat temu.

        – Było wię­cej takich ludzi jak ona, któ­rzy wro­śli w Afrykę?

– Tak. W ogó­le tema­ty­ka Pola­ków w Kenii jest cie­ka­wa. Innym fil­mem, któ­ry nakrę­cił mój brat bez moje­go udzia­łu to był film o księ­ciu Eusta­chym Sapie­sze, któ­ry po woj­nie miesz­kał w Kenii aż do śmier­ci. Był oso­bą nie­zwy­kle inte­re­su­ją­cą o głę­bo­kich oczy­wi­ście powią­za­niach z Pol­ską, ale też, któ­ra dała mojej rodzi­nie dużo nowe­go do prze­tra­wie­nia, do prze­my­śle­nia, o tym wła­śnie czym jest toż­sa­mość. Mówię o czło­wie­ku spo­za mojej rodzi­ny, ale o takiej głę­bo­kiej histo­rii, o któ­rej każ­dy Polak powi­nien wie­dzieć. Samo to nazwi­sko i sama jego oso­bi­sta histo­ria, histo­ria jego żony, histo­ria jego córek ‚jest histo­rią feno­me­nal­ną, jest wła­śnie histo­rią  Pola­ka, któ­ry wrósł  w Afrykę.

Poza tym byli inni cie­ka­wi ludzie, hra­bia Odro­wąż też miesz­kał w Kenii przez dłu­gi okres. Dom, w któ­rym miesz­ka­li­śmy gdy rodzi­ce wró­ci­li do Kenii  kupi­li od pani, któ­ra też była 80- let­nią Polką miesz­ka­ją­ca z synem w Nairo­bi i wyjeż­dża­ła do Anglii stam­tąd z synem.

cdn