Która to już z rzędu jej afera? Jeśli ktoś śledzi publikacje moich felietonów w mediach amerykańskich, może odnieść wrażenie, że żywię szczególną niechęć do Ursuli von der Leyen, skoro tak często pojawia się ona jako „negatywny bohater” moich tekstów. Warto jednak podkreślić, że ja nie agituję ani nie występuję przeciwko żadnej partii czy politykowi — staram się jedynie możliwie uczciwie opisywać rzeczywistość tak, jak ją widzę.

A w przypadku Ursuli von der Leyen trudno mówić o przesadzie. W internecie — a nawet w mediach niemieckojęzycznych — regularnie pojawiają się informacje o kontrowersjach, niejasnych decyzjach, zarzutach łamania procedur czy próbach narzucania obywatelom Unii Europejskiej określonego stylu życia i sposobu myślenia. Fakt, że instytucje europejskie często przechodzą nad tym do porządku dziennego, nie oznacza jeszcze, że temat powinien zostać zamieciony pod brukselski dywan.
Oto najnowsze doniesienie na jej temat: jest to kolejna afera związana z von der Leyen – po “Pfizergate”, największym w historii UE skandalu korupcyjnym na szczytach Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, bezprawnym ingerowaniu w wybory w państwach UE, czy skandalicznej umowie z Mercosur ( o tym wszystkim już donosiłam).

Teraz chodzi o RRF Europejski Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności” czyli unijny fundusz odbudowy zainicjowany przez Ursule von der Leyen w 2021 roku , utworzony po pandemii Covid-19 w celu wsparcia gospodarek państw członkowskich poprzez finansowanie reform, inwestycji i programów modernizacyjnych

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Trybunał Obrachunkowy (organ audytowy UE) alarmował o wielkich lukach i ogromnym braku przejrzystości w wydatkowaniu środków z tego funduszu.

Trybunał ten wskazywał, że mechanizmy dystrybucji środków w ramach tego RRF (Recovery and Resilience Facility) były w dużej mierze oparte na systemie opisu reform i kamieni milowych, co ograniczało przejrzystość rzeczywistych wydatków. W ocenie audytorów utrudniało to jednoznaczne ustalenie, w jaki sposób i przez kogo środki były faktycznie wydatkowane. Główną krytyką było to, że taki model rozliczeń zwiększał ryzyko trudności kontrolnych oraz potencjalnych nadużyć lub niewłaściwego wykorzystania funduszy. Zwracano również uwagę, że choć formalne cele i tzw. „kamienie milowe” mogły być spełniane, to szczegółowa ścieżka wydatkowania miliardów euro nie zawsze była w pełni przejrzysta.

Szefowa Komisji Europejskiej zastosowała system “finansowania pozakosztowego”, który sprawiał, że władze krajowe NIE musiały informować o pełnych wydatkach i przepływach finansowych, wystarczyło tylko raportowanie o kamieniach milowych i celach odblokowywanych płatności. Przecież to było ewidentne pole dla przeogromnych krętactw i nadużyć!

Sam Trybunał Obrachunkowy przyznał, że taka metodologia niezwykle utrudnia śledzenie publicznych pieniędzy i otwiera drzwi nadużyciom i możliwym oszustwom. Autorka raportu Trybunału Obrachunkowego, Ivana Maletić, stwierdziła wprost: “Obywatele mają prawo wiedzieć, kto otrzymuje publiczne pieniądze i na co są one faktycznie wydawane”.

Co ciekawe kontrola na razie objęła 10 państw bez polskiego KPO – aż strach pomyśleć co będzie jak zaczną sprawdzać, na co środki wydali rządzący z ekipy Tuska…
To jest absolutny skandal, że Komisja Europejska opracowała tak patologiczny w skutkach mechanizm, że nie mamy pojęcia gdzie trafiły miliardy pieniędzy nas wszystkich! .
W tej sytuacji trudno nie mówić o poważnym problemie systemowym. Mechanizm stworzony przez Komisję Europejską w obecnym kształcie rodzi pytania o realną kontrolę nad wydatkowaniem miliardów euro pieniędzy podatników. A to z kolei prowadzi do zasadniczego pytania o odpowiedzialność polityczną za jego skutki.

Po tych wszystkich aferach von der Leyen i całej jej świty- powinni stracić mandat do sprawowania władzy i podać się do dymisji!
Cała Komisja Europejska powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności!

Maria Legieć