Dzisiaj o czymś bardzo bliskim mojemu sercu – o języku. Jak to jest, że za pomocą słów potrafimy opisać to co nas otacza, złożone historie, muzykę która w nas rozbrzmiewa, otaczające nas kolory, stany emocjonalne takie jak miłość czy zniechęcenie. Jak to jest, że za pomocą zapisanego języka jesteśmy w stanie wejść w czyjś sposób myślenia, nawet sprzed bardzo odległego czasu?
To niesamowite.

Tak jak nad wszystkim innym nad językiem trzeba pracować. Nie tylko indywidualnie, ale systemowo. Musi istnieć system szkolnictwa, który wspiera wysiłki rodzin, aby wykształcić język w taki sposób, który potrafi precyzyjnie opisać, w sposób prosty i zrozumiały, najbardziej skomplikowane sprawy. Jeśli nie zadbamy o tę funkcję prostego opisu, to powstaje system bełkotu, mowy-trawy, międlenia w nieskończoność o tym samym. Tak było w PRL-u, gdzie zbyt często kłamstwo przekazywano jako prawdę. A kłamstwo trudno jest przekazać w sposób prosty, ‘bo jaki koń jest, to każdy widzi’. (to stwierdzenie pochodzi z XVIII-wiecznej encyklopedii Benedykta Chmielowskiego). Komunistycznymi oczami niekoniecznie trzeba było widzieć, ale trzeba było wierzyć. A więc koń mógł mieć trąbę. Zaprzeczanie faktom oczywistym wiązało się z ryzykiem zostania ukaranym. Więc ludzie milczeli, odwracali głowy, albo udawali, że wierzą. Niektórzy tak mocno wierzyli, że zatracili poczucie rzeczywistości zawieszeni w kłamstwie jak w kisielu. Niektórzy oddali się całkowicie kłamstwu. Tylko jak wtedy język mógł spełniać swoją naczelną i piękną funkcję opisywania rzeczywistości? Musiał opisywać kłamstwo – stąd tak wiele ględzenia. Przodowali w tym przywódcy komunistyczni – przemawiali i przemawiali. Taki na przykład Władysław Gomułka (I sekretarz PZPR – komunistycznej partii PRL) przemawiał po kilka godzin. Przemówienia swoje wygłaszał monotonnym tonem, czytał z kartek, i mówił o wszystkim. Parodiowano go i wyśmiewano się z tych przemówień. Nie wiem, czy ktoś brał je na poważnie?
Czasy długich przemówień minęły, czasu ględzenia nie. Forma i środki przekazu się zmieniły, ale czy tylko? Wraz z czasem zmienia się także nasz język. Kilka lat temu wprawiła mnie w osłupienie moja dawna przyjaciółka z Polski, kiedy napisała do mnie (już emailowo), że: – Pierwsze co robię z rana to myk, myk do kompa. Holy moly, wielkie nieba! To ja ją znałam, kiedy nikt żadnego kompa nie miał. A to myk, myk? Nowe słowa określające nową czynność, ale funkcja komunikacyjna języka zachowana. Nie miałam żadnych trudności w zrozumieniu jej przekazu.

Niedawno wpadł mi w ręce dokument Wolnego Miasta Krakowa z następującymi napisami: ‘Mappa Jeneralna woiewodztwa Krakowskiego’. Wolne miasto Kraków było samodzielną republiką (z konstytucją) powołaną przez Kongres Wiedeński (1815). Istniało do roku 1846, kiedy to po Powstaniu Krakowskim i Rabacji Galicyjskiej zostało rozwiązane, a tereny Krakowa weszły pod nadzór austriacki. To niecałe 200 lat, a tyle zmian w pisowni.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Już o tym kiedyś wspominałam, ale mój dziadek zawsze mówił ‘gienerał’ nie general, ‘gieografia’ nie geografia. To dlatego w wyliczaniu po polsku alfabetu, dalej mówimy ‘gie’, choć już wymawiamy ge w słowach takich jak geografia, czy generał. A ta ‘mappa jeneralna’ przeszła dodatkowe przekształcenia, bo dzisiaj zostałaby ‘mapą generalną’, a nasz general przed dziadkiem był nie tylko ‘gienerałem’, ale i wcześniej jenerałem.

Język zmienia się dynamicznie nie tylko w pisowni, w tworzeniu nowych wyrazów i zwrotów, ale i w znaczeniu. Skuszona czekoladą (której nie powinnam jeść), kupiłam sobie przy okazji innych niezbędnych zakupów dwie tabliczki. Nie mogłam się zdecydować, która mi zaszkodzi mniej, dlatego kupiłam dwie. Zamysł był taki, że je schowam i nikt nie będzie wiedział (nawet to ukryję przed sobą), że je jem. Jakież było moje zdumienie, gdy odczytałam z opisu, że jedna czekolada jest z Europy, a druga z Francji! Z tego wynikają dwie rzeczy.
Pierwsza, że jest taki kraj jak Europa, skoro kupiłam produkt z Europy, a druga, że Francja nie leży w Europie, skoro ma swój produkt czekoladowy, nie zaznaczony jako produkt z Europy. Co to znaczy? Tyle, że takie mniej ważne kraje EU są oznaczone Europa, żeby się jeszcze bardziej siebie wstydzić, a takie ważne kraje jak Francja, dalej są Francją, czy Niemcami. Na pohybel dla tych krajów ‘mniej ważnych’.

Chcieliśmy do Europy? To mamy to czego chcieliśmy. Francja, Niemcy i inni wielmoże dalej istnieją, a wszystko inne zostało włączone i zagarnięte przez Europę. To tak jak z tą nieszczęsną Republiką Krakowską, Najpierw została utworzona, potem rozpracowana poprzez Powstanie Krakowskie i Rabację Galicyjską, a wszystko po to aby zaanektować Wolne Miasto Kraków i i włączyć jego tereny w skład Imperium austriackiego.
Różnica zasadnicza? Do Europy chcieliśmy sami, bo nie chcieliśmy być w Imperium Rosyjskim.
No koniec refleksja po Konstytucyjna, 3-majowa. Po ogłoszeniu Konstytucji 3-maja (1971) co prawda dokonano Trzeciego Rozbioru (1795) i Polska jako państwo przestała istnieć. Ale Polska nie przestała istnieć jako naród, i jako idea silnego państwa, z armią, z wydajną administracją państwową i dobrym szkolnictwem.
Podczas Sejmu Rozbiorowego (niestety rozbiorowego) powołano Komisję Edukacji Narodowej, której zasługą jest utrzymaniu i rozpropagowanie edukacji narodowej, w tym ważnej funkcji: utrzymania języka polskiego oraz szerzenia i doceniania polskiej kultury narodowej.
To dzięki ideom zawartym w Konstytucji 3-maja, włączając powołanie Komisji Edukacji Narodowej, kiedy Polacy odzyskali państwo w roku 1918, byliśmy gotowi do utworzenia państwowości. I utrzymania państwa, które było od początku solą w oku naszych sąsiadów.
Czy dalej jest? Nie pozwólmy więc, aby nas ponownie wchłonięto i nie nadano jakiejś innej dziwacznej nazwy takiej jak Republika Krakowska, Kraj Nadwiślany, czy Generalna Gubernia, czy nawet Europa. Jak nie kijem go to pałą?
To jest Polska.

Alicja Farmus, 
Millbridge, 11 maja, 2026