Nieubłaganie zbliża się święto Trzech Króli, kiedy to kończy się w naszym nieszczęśliwym kraju okres świątecznej nirwany, a zaczyna się bolesny powrót do rzeczywistości. W tym roku bolesny powrót do rzeczywistości został przyspieszony dzięki pokojowej operacji amerykańskich komandosów w Wenezueli, którzy w sypialni pojmali nie tylko tamtejszego tyrana Mikołaja Maduro, ale również – jeszcze nieprzytomną z rozkoszy jego małżonkę, która przyszła podobno do siebie dopiero w samolocie, który transportował tyrańskie małżeństwo do Nowego Jorku, żeby postawić im zarzuty, a następnie – zaciągnąć przed nienawistny sąd na Brooklynie, który – rozumiejąc powinność swojej służby – przysoli im piękne wyroki, podobnie jak wcześniej panamskiemu tyranowi Noriedze. Przy okazji wzbogacona została rewolucyjna teoria, bo tyran Maduro usłyszał “zarzuty”, jakoby dopuścił się “terroryzmu narkotycznego”, a ponadto bez pozwolenia Waszyngtonu zgromadził “broń maszynową” i inne “środki zniszczenia”. Jakie zarzuty postawione zostaną pani tyranowej – tego jeszcze nie wiemy – w związku z tym pojawiły się fałszywe pogłoski, że administracja prezydenta Trumpa skieruje do Wenezueli celem objęcia rządów w imieniu Ameryki, Timura Mindycza, co to na Ukrainie przytulił sobie co najmniej 100 mln dolarów, a potem wyjechał do bezcennego Izraela, no i Andrieja Jermaka, co to odgrażał się, że pojedzie na front – ale po co tu jakiś “front”, kiedy lepiej może przysłużyć się prezydentowi Zełeńskiemu i prezydentowi Trumpowi w Wenezueli, gdzie trzeba będzie poprzytulać znacznie większe dochody z eksploatacji tamtejszej ropy naftowej – bo na tym właśnie ma polegać “sprawiedliwa transformacja”.
W związku z tymi wypadkami obywatel Tusk Donald wezwał Europejsów, żeby zwarli szeregi i pośladki, pokazując prezydentu Trumpu mocarstwowy wizerunek Europy. Na razie głuche milczenie było obywatelu Tusku odpowiedzią na ten płomienny apel – albo dlatego, że Europejsy jeszcze nie wyszły ze świątecznej nirwany, a może dlatego, że na wszelki wypadek dystansują się od obywatela Tuska Donalda, pamiętając, jak udawał on, iż mierzy z pistoletu do prezydenta Trumpa. Skoro tyran Maduro został oskarżony o “terroryzm narkotykowy”, to jaki zarzut może zostać postawiony obywatelu Tusku Donaldu? Terroryzm pistoletowy, to jest chyba rzecz pewna, więc tylko patrzeć, jak podczas zwyczajowego “haratania w gałę” w Gdańsku pojawią się na “Orlilku,” amerykańscy komandosi, załadują obywatela Tuska Donalda do bagażnika samochodu, który dostarczy go bezpośrednio do aresztu wydobywczego, gdzie prokuratura Wrzosek Ewa przedstawi mu serię miażdżących zarzutów, a nienawistny sąd, naprędce wyznaczony przez obywatela Żurka Waldemara przysoli mu piękny wyrok, podobnie jak Księciu-Małżonku, który zostanie pojmany w swoim pałacyku w Chobielinie razem z Jabłoneczką, co to obsmarowywała prezydenta Donalda Trumpa w “prasie międzynarodowej”. Skoro wenezuelskiej tyranicy przedstawiono zarzuty, to dlaczego ten przywilej miałby ominąć Jabłoneczkę i nie uderzyć rykoszetem w Księcia-Małżonka? Żadnych przeszkód teologicznych nie ma, podobnie jak nie ma żadnych przeszkód natury teoretycznej, bo skoro już pojawił się “terroryzm narkotykowy”, i “pistoletowy””, to dlaczego rewolucyjna teoria nie miałaby zostać wzbogacona o kolejną odmianę terroryzmu – mianowicie terroryzm prasowy?
W tym właśnie kierunku próbuje podążać rewolucyjna praktyka, w ramach której vaginensi z waginetu obywatela Tuska Donalda, próbują oskarzać pana prezydenta Karola Nawrockiego o “terroryzm antyrządowy” – że to niby terroryzuje vaginet obywatela Tuska Donalda wetowaniem ustaw i uzurpowaniem sobie rozmaitych kompetencji, które zwyczajowo przypadają albo premieru Tusku, albo Księciu-Małżonku. Te oskarżenia pojawiły się w związku z pojedynkiem na orędzia, jaki rozegrał się między obywatelem Tuskiem Donaldem, a panem prezydentem Karolem Nawrockim. Według rządowych niezależnych mediów głównego nurtu, obywatel Tusk Donald zawarł w swoim orędziu same jedynie słuszne stwierdzenia i opinie, podczas gdy pan prezydent Karol Nawrocki – same głęboko niesłuszne, wśród których najbardziej niesłuszna była opinia, by w razie czego bronić również zachodniej granicy Polski. Z kolei media nierządne uznały orędzie pana prezydenta Karola Nawrockiego za jedynie słuszne, a orędzie obywatela Tuska Donalda – za głęboko niesłuszne, zwłaszcza że nie tylko zaczął się przechwalać, iż “prasa zagraniczna” bardzo chwali “polską gospodarkę” w związku z czym jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, zaś resztę orędzia poświecił “rozliczeniom”, które będą bezlitosne.
Tymczasem nasz nieszczęśliwy kraj nawiedziły zwyczajowe kataklizmy, jakie – podobnie jak dwie klęski – regularnie spadały na nasz bantustan jeszcze za komuny. Pierwsza klęska, to była klęska urodzaju. Druga – klęska nieurodzaju, zaś cztery regularne kataklizmy, to wiosna, lato, jesień i zima. No i – jak to niekiedy bywa w święta Bożego Narodzenia – spadł śnieg i chwycił przymrozek. Od razu okazało się, że sytuacja jest “poważna” w związku z czym zebrał się ogólnopolski sztab kryzysowy z obywatelem Tuskiem Donaldem na czele. Co tam uradzono – tego dokładnie nie wiadomo, żeby nie podsłuchał tych ustaleń zimny ruski czekista Putin. Za to obywatel Tusk Donald wystąpił w ogólnowojskowym swetrze bojowym, który kolorem był podobny do ulubionego bojowego wdzianka ukraińskiego prezydenta Zełeńskiego. Najwyraźniej i obywatel Tusk Donald musiał się stęsknić za jakimś epizodem heroicznym – ale zimny ruski czekista na razie ani myśli dostarczyć mu okazji, toteż próbuje nadrabiać strojem. W każdym razie atmosfera powagi zapanowała również w niezależnych mediach, zwłaszcza rządowych, które zalecają obywatelom, by bez potrzeby nie wychodzili z domu. I słusznie – bo wyobraźmy sobie tylko, ilu nieszczęść można by uniknąć, gdyby tak ludzie przestali wychodzić z domu?
Czy jednak ten jedynie słuszny postulat jest możliwy do zrealizowania? Tak dobrze niestety nie jest – bo w Sylwestra nie tylko rządowa telewizja (w likwidacji), ale również TVN, jak i Polsat zorganizowały sylwestrowe koncerty. A – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – cóż to za koncert bez publiczności do której refreniści mogliby wykrzykiwać: jesteście wspaniali, kocham was!? Toteż mimo poważnej sytuacji w związku z globalnym ociepleniem (rewolucyjna teoria głosi, że jest zimno, bo jest ciepło), tym razem obywatele nie tylko mogli, ale nawet powinni opuścić domy, żeby artystom nie było przykro. I tak pospierali się między sobą, kto był lepszy, a kto gorszy – ale wkrótce te spory ucichną w związku z finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy pana “Jurka” Owsiaka, którego w tym roku wspiera “Orlen” i cały vaginet, który obsypuje go rozmaitymi cennymi fantami.
Stanisław Michalkiewicz






























































