Zaczęliśmy w listopadzie, bo to już w listopadzie spadł śnieg i ziemia została skuta lodem. Co prawda niewielkim lodem, ale na tyle, że śnieg się utrzymał. Dodatkowo ciągle padał śnieg. Więc zimę mamy od listopada. Jest koniec lutego, czyli praktycznie już od czterech miesięcy króluje zima. Wyglądam przez okno i widzę ciągle to samo, szaro, buro i źle. Śniegu robi się coraz bardziej brudny. I coraz bardziej pod górkę do poprawy. No może przesadzam, bo ostatnio śnieg zamienił się w marznący deszcz, albo w deszcz – ale czy to jest poprawa? Wręcz przeciwnie, taki zimowy mokry dzień jest przenikający nie tylko zimnem, ale przede wszystkim złym nastrojem do szpiku kości, brrr!
To ma zgubny wpływ na nasz nastrój i nasze zachowanie.
Popatrzcie na ludzi dookoła. Chodzą przygarbieni, twarze mają bez wyrazu, narzekają na wszystko. Te późno zimowe twarze są takie ściśnięte, wzrok uciekający na boki, a jak nie to szukający zaczepki. Ostatnio jedna pani mnie wyzwała od ignorantek na przystanku autobusowym, bo nie zgodziłam się z nią na narzekanie na nieodśnieżone ulice – akurat przystanki TTC były odśnieżone. To jej się bardzo nie spodobało, no i mi powiedziała, że jestem ignorantką. Ona nic o mnie nie wie! Ale wie, że jestem ignorantką. I już mnie sprowokowała, bo ze strachu, że tę furiatkę znowu spotkam, nadrabiam drogi, i idę na inny przystanek. Po co się mam denerwować? I jak sobie z tym wszystkim radzić? Tak jak co roku: przeczekać. Kiedyś się przecież ta zima skończy i potem będziemy przez kilka dni narzekać, że nocą grzejemy, a w ciągu dnia klimatyzacja chłodzi. Płacimy więc podwójnie. Ale z drugiej strony (tej lepszej) nie ma co narzekać, bo nie musimy przynosić węgla z piwnicy, nie musimy tego węgla zdobywać, nie musimy rozpalać specjalnymi szczapkami na rozpałkę, nie musimy pieca przepalać, żeby nie dymił. I nie musimy szukać zapałek, bo praktycznie nikt w domu nie wie gdzie zapałki są. Gdzieś powinny być, ale gdzie? Wiemy, że tak jest co roku, a dalej przychodzi nam tak ciężko przez to przebrnąć. A powinniśmy pamiętać o czasach które były znacznie trudniejsze i powinniśmy również pamiętać że nie wiadomo co jutro przyniesie. Sytuacja na świecie jest przynajmniej w kilku punktach bardzo zapalna i nie wiadomo co z tego wyniknie – wiadomo jednak, że wyniknie, bo już wynikło – na całym świecie się zakłębiło i utarty porządek upadł. A my w Kanadzie wiemy, że z tego co się dzieje nic dobrego dla nas wyniknąć nie może. Nie może kwitnąć kraj który ma niezbalansowany budżet, niezbalansowane wydatki społeczne, niekontrolowaną liczbę nowych przybyszy – prawie wszystkich z roszczeniami. I jak ta coraz mniejsza populacja z wysychającymi źródłami pracy może to wszystko wchłonąć? Czy możemy coś zrobić?
Tak, wykorzystać ten czas na zmobilizowanie się w taki sposób, żeby to nie nami grano w czyimś interesie, ale, żebyśmy stali się siłą rozgrywającą swój własny interes. Słowa górnolotne? Wcale nie. Należy zacząć od siebie i od siebie zrobić coś pozytywnego, dla kogoś innego. To nie jest naiwne pocieszenie. Zamiast utyskiwać na chlapę na zewnątrz, trzeba popatrzeć ponad nią. Okazja dobra, bo właśnie zaczęliśmy okres Wielkiego Postu, który nie tylko polega na poście, ale i na dobrych uczynkach, które prowadzą nas do najistotniejszej wiary katolicyzmu – Zmartwychwstania Pańskiego. Ta okazja jest powtarzana co roku, ale czy rozumiana?
Michalinka, Toronto, 21 luty, 2026






























































