Wiadomo od dawna, że w fabrykach produkujących samochody jest specjalny dział, który nazywa się “Próby niszczące”. Tam z samochodami postępuje się tak, jak postępować się nie powinno. Puszcza się silniki na najwyższych obrotach bez smarowania, urządza się czołowe zderzenia – i tak dalej.
Okazuje się jednak, że z takimi praktykami mamy do czynienia nie tylko przy produkcji samochodów, ale, że triumfalnie wkraczają one w całkiem inne, zdawać by się mogło – nawet odległe dziedziny.

Weźmy takiego prezydenta Donalda Trumpa. Jak pamiętamy, od samego początku “Epickiej furii”, jaką za poduszczeniem bezcennego Izraela rozpętał ze złowrogim Iranem, od czego nie tylko arabscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych, ale i gospodarka światowa  popada w coraz to większe paroksyzmy, twierdził, że wojna, a właściwie jaka tam znowu “wojna”, kiedy USA nie są przecież w stanie wojny z Iranem – już jest wygrana, a jeśli nawet jeszcze nie – to z pewnością będzie wygrana najdalej za tydzień – góra – za dwa tygodnie.

Tymczasem minął już z górą miesiąc, a końca “Epickiej furii” jak nie widać, tak nie widać. Skłania to prezydenta Donalda Trumpa do wygłaszania coraz to nowych, sprzecznych ze sobą komunikatów, które podejrzliwców, jakich na tym świecie pełnym złości nie brakuje, skłania do wysuwania podejrzeń, że pod postacią tego pozornego szaleństwa kryje się metoda – że chodzi tu o stworzenie okazji dla zaprzyjaźnionych spekulantów giełdowych, by sobie zarobili, jak nie na hossie, to na bessie.
– Jednego dnia powiem, że sprowadzimy złowrogi Iran do epoki kamienia łupanego – więc ceny ropy i gazu na giełdach poszybują w górę, a jak już zgarniecie szmal i dacie mi cynk, to powiem, że “władze Iranu” już “błagają mnie” o zawieszenie broni – od czego ceny powinny spaść, a wy znowu zagarniecie szmalec, tym razem grając na bessę.
Jeszcze bardzie podejrzliwi rozpuszczają fałszywe pogłoski, że prezydent Trump chce w ten sposób zapewnić miliardowe dochody dla swego zięcia – bo w cóż inwestować w tych zepsutych czasach, jak nie w rodzinę?

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Jeszcze inni dodają, że traktuje to jako rodzaj służby wobec Stwórcy Wszechświata, bo zięć ma pierwszorzędne korzenie, więc jak dorobi się miliardów, to może to przybliżyć nadejście upragnionego końca Historii – bo według chrześcijańskich syonistów, ma on nastąpić nie wcześniej, aż bezcenny Izrael uzyska polityczną władzę nad światem.
Wtedy na świecie nastanie trwały pokój. Rzeczywiście – gdzie jest najspokojniej, jak nie na cmentarzu, zwłaszcza gdy  nikt żywy nie  zakłóca nieboszczykom spokoju?
Wszystko to jednak mogą być próby racjonalizowania postępowania prezydenta Trumpa ex post – bo podejrzliwość – podejrzliwością, ale wygląda na to, że żaden z podejrzliwców nie dopuszcza do siebie myśli, że amerykański prezydent po prostu ma objawy. Czy to ze względu na szacunek  dla Ameryki i jej ustrojowych urządzeń, czy też z powodu zgrozy, która każdego mogłaby ogarnąć na myśl, że człowiek mający objawy trzyma palec na atomowym cynglu?  Przed taką myślą każdy człowiek instynktownie próbuje się bronić, toteż sprzyja to wspomnianym fałszywym pogłoskom i teoriom spiskowym, które – co tu ukrywać – są dla prezydenta Donalda Trumpa nawet pochlebne, bo przydają jego postępowaniu pozorów racjonalności, więc może szkoda, że to nieprawda?
Teraz jednak prezydent Trump zaczął zachowywać się w sposób podobny do bohaterów XIX-wiecznych powieści podróżniczych. Jak pamiętamy, powtarzał się tam motyw, jak to biali podróżnicy, płynąc pirogą po rzece pełnej krokodyli, co pewien czas wyrzucali z pirogi murzyńskiego chłopca w nadziei, że krokodyle zainteresują się nim i przestaną napierać na pirogę, więc może uda im się dotrzeć do celu.
Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy wiadomość, że prezydent Trump spuścił z wodą panią Pam Bondi, która przez niespełna rok cieszyła się stanowiskiem Prokuratora Generalnego, a ponadto – kazał szefowi Pentagonu spuścić z wodą szefa sztabu sił lądowych amerykańskiej armii, generała Randy`ego A. George`a i to “ze skutkiem natychmiastowym”. Czy zwłaszcza ta ostatnia decyzja nie oznacza początku wyrzucania z rządowej pirogi kolejnych “murzyńskich chłopców”, by dzięki temu kompetencja, niewinność i dobra wola prezydenta Trumpa i jego ministra wojny zabłysła na podobieństwo supernowej? Jak tam było, tak tam było – ale zaczyna to przypominać próby niszczące w przemyśle samochodowym. Dio czego jednak doprowadzą one w dziedzinie polityki,  a zwłaszcza wojny, którą kierowanie mogą odtąd przejąć albo potakiewicze, albo nawet – głupi cywile? Ładny interes!

Jeszcze lepszym przykładem zastosowania metody prób niszczących, był List Pasterski Episkopatu Polski do Bogu ducha winnych parafian, których Eminencje i Ekscelencje poinformowały, że Kościół przez ostatnie “półtora tysiąca lat” mylił się gruntownie w kwestii żydowskiej i dopiero teraz – za sprawą Jego Emilnencji Grzegorza kardynała Rysia, spenetrował prawdę, że Żydowie mają własną, szybką ścieżkę zbawienia, całkiem niezależną od Jezusa Chrystusa, który w tej sytuacji  albo nie wiadomo, po co się narodził, albo – ostatecznie – że Niebo powierzyło Mu zbawiać wyłącznie głupich gojów.

Nie da się ukryć, że dla Bogu ducha winnych parafian, którzy dotąd myśleli, że Kościół przekazuje im prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, List stanowi rodzaj poważnej próby niszczącej – bo skoro Kościół w jednej sprawie tak długo się mylił, to któż może zaręczyć, że w innych sprawach –  już na pewno nie? Wreszcie – skoro mylił się w przeszłości i to tak długo, to któż może zaręczyć, że nie myli się teraz?

W tej rozterce skontaktowałem się z zaprzyjaźnionym, pracującym za granicą, polskim księdzem, który zapewnił mnie, że gdzie indziej, to znaczy – poza Polską – nikomu nie przyszło do głowy głoszenie takich rewolucyjnych teorii. W tej sytuacji nie ma rady, jak dać upust podejrzeniom, że Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś z zagadkowych przyczyn cierpi na ostrą postać żydofilii, która skłania go do wygłaszania  takich teologicznych teorii, niczym Kukuńka do formułowania “koncepcji”. Coś może być na rzeczy, bo podczas liturgii Wielkiego Piątku w Kalwarii Zebrzydowskiej, Jego Eminencja  skrytykował Poncjusza Piłata, że godząc się na obleczenie Pana Jezusa w purpurę i nałożenie Mu cierniowej korony, dał wyraz pragnieniu, by w ten sposób dokuczyć Żydom. Dotychczas kaznodzieje współczuli raczej Panu Jezusowi, a tymczasem okazało się, że najbardziej godni współczucia są Żydowie, a zwłaszcza – faryzeusze, których Piłat tak pogrążył.

Nasze przypuszczenia co do  tej rewolucyjnej teorii pośrednio potwierdza deklaracja władz KUL. Popierają one jego Eminencję w całej rozciągłości – ale  charakterystyczne  jest, że chwalą go nie za przywiązanie do Prawdy, tylko – za zaangażowanie w sprawę “dialogu”. Najwyraźniej w dzisiejszych czasach ów “dialog” – cokolwiek by to było – staje się ważniejszy od Prawdy, a taka sytuacja niewątpliwie stanowi dla parafian rodzaj ciężkiej próby niszczącej tym bardziej, że Eminencje i Ekscelencje zachęcają ich, by 13 kwietnia udali się gremialnie do najbliższej synagogi.
Nie jest jednak jasne, czy Eminencje i Ekscelencje też tam pójdą w ceremonialnej procesji, czy tylko, gwoli podlizania się Żydom – poślą tam Bogu ducha winnych parafian, nie wiedząc nawet, czy rabini ich tam wpuszczą?

   Stanisław Michalkiewicz