Ministerstwo Obrony Narodowej pracuje nad ustawą, która ma domknąć lukę między pokojem a stanem wojennym. Sam projekt nie przesuwa wyborów. Tworzy jednak prawny pomost, z którego — gdyby rząd sięgnął po konstytucyjny stan nadzwyczajny — dałoby się przedłużyć kadencję Sejmu.

MON szykuje „ustawę przedwojenną”. Wybory w 2027 roku na razie poza jej tekstem…

Ministerstwo Obrony Narodowej od kilkunastu tygodni przygotowuje projekt ustawy o pełnej gotowości państwa na wypadek wojny. W piątek, 2 października, istnienie prac potwierdziła „Rzeczpospolita”, a tego samego dnia resort i jego polityczni szefowie. W obiegu publicznym dokument funkcjonuje już jako „ustawa przedwojenna”. To określenie opisowe, nie nazwa nowego stanu nadzwyczajnego.

Według ustaleń gazety i komunikatu MON celem jest wzmocnienie zdolności obronnych, sprawniejsze współdziałanie wojska ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo wewnętrzne oraz dostosowanie prawa do zagrożeń hybrydowych, cybernetycznych i dezinformacyjnych. Projekt ma pozwolić na wcześniejszy przerzut wojsk polskich i sojuszniczych, powiązać Plan Reagowania Obronnego RP z natowskim NATO Response System i przygotować infrastrukturę. Rozszerzy też krąg podmiotów w systemie stałych dyżurów i kierowania obroną państwa, ureguluje pracę cywilów na stanowiskach kierowania — z ograniczoną możliwością powrotu do domu — oraz zmieni zasady planowania pozamilitarnego, programowania obronnego, szkoleń i ćwiczeń.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Dokument jest na etapie uzgodnień wewnątrz resortu. Nie wiadomo, kiedy trafi do Sejmu. Na przesłanie projektu czeka Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Wiceminister Cezary Tomczyk mówił w RMF FM, że chodzi o dopracowanie stanu „pomiędzy”, „po to, żeby stan wojny nigdy nie nastąpił”, i że przepisy dotyczą przerzutu wojsk sojuszniczych, zakupów dla armii oraz spraw, które od lat nie zostały domknięte. Zapowiedział szybką ścieżkę: w ciągu kilku tygodni założenia, potem „ekspresem” rząd, Sejm i prezydent, z pominięciem konsultacji uznanych za zbędne.

Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, pytany w Dąbrowie Górniczej, tłumaczył projekt wnioskami z wojny na Ukrainie i obowiązkiem rządu, by być gotowym na najtrudniejszy scenariusz. Wskazywał na naruszenia przestrzeni powietrznej, drony przy granicy, alerty na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, sabotaż, zakłócanie GPS i przecinanie kabli na dnie Bałtyku. Podkreślał, że nie chodzi o straszenie.

Czy to zapowiedź przełożenia wyborów?

Na dziś — nie. Ordynacja i kalendarz są osobną materią. Wybory do Sejmu i Senatu muszą się odbyć najpóźniej 11 listopada 2027 roku, a datę wyznacza prezydent. Możliwe terminy, jeśli nie będzie wyborów przedterminowych, mieszczą się między 17 października a 11 listopada 2027 roku.

Kadencję przedłuża nie ustawa o gotowości, lecz konstytucyjny stan nadzwyczajny. Artykuł 228 Konstytucji stanowi, że w czasie stanu wojennego, wyjątkowego albo klęski żywiołowej, a także przez 90 dni po jego zakończeniu, nie przeprowadza się wyborów do Sejmu, Senatu, samorządu i na urząd prezydenta, a kadencje ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Pełna gotowość obronna tym stanem nie jest. Sama w sobie wyborów nie przesuwa.

Politycznie pytanie jest jednak uprawnione, i to z trzech powodów. Po pierwsze, projekt świadomie obniża próg między normalnym funkcjonowaniem państwa a nadzwyczajnymi uprawnieniami: wcześniejszy ruch wojsk, dyżury, ograniczenie powrotu cywilów do domu, powiązanie planów z NATO.

Po drugie, resort sam mówi o ścieżce ekspresowej i pomijaniu konsultacji, a tekstu publicznie jeszcze nie ma.

Po trzecie, do ustawowego okna wyborczego został rok, a układ w Sejmie jest kruchy: w części wrześniowych modeli mandatowych koalicja rządowa balansuje wokół 231 głosów, prawica jest podzielona między PiS, środowisko Mateusza Morawieckiego, Konfederację i Koronę.

Żeby z tej ustawy zrobić narzędzie przesunięcia wyborów, trzeba by jednak dodatkowych kroków, których w opublikowanych założeniach nie ma: wprowadzenia stanu wojennego lub wyjątkowego, z udziałem prezydenta. Karol Nawrocki nie jest politycznie związany z rządem, a BBN dopiero czeka na projekt. Weto albo odesłanie do Trybunału byłoby naturalną linią obrony, gdyby ustawa wykraczała poza gotowość obronną w stronę zawieszenia kalendarza wyborczego.

Innymi słowy: to nie jest ogłoszenie przełożenia wyborów w 2027 roku. Jest natomiast budową prawnego pomostu, z którego — przy eskalacji uznanej przez rząd za wojenną — dałoby się przejść do środków konstytucyjnie blokujących wybory. Czy taki jest zamiar, z samego projektu nie wynika. Czy taki użytek jest możliwy, wynika już z konstrukcji stanu nadzwyczajnego. O tym rozstrzygnie nie tytuł ustawy, tylko jej ostateczny tekst i to, kto będzie miał klucz do włączenia pełnej gotowości.