Ten, kto żyje, widzi dużo. Ten, kto podrożuje, widzi więcej.

W jeszcze słoneczny, wrześniowy  poranek  zaplanowany na ostatnią  letnią wycieczkę zorganizowaną przez ‘Koło Pań Nadzieja”, nie rozpoczął się planowo. Spóźnienie autokaru wycieczkowego o ponad 1.5 godziny zachmurzyło troszeczkę nasze nastroje. Ale błękit nieba powrócił z chwilą, gdy zasiedliśmy razem i wycieczkowo na „pokład” gwarnego autobusu, gotowi na następną sobotnią przygodę w gronie członkiń, gości, patronów i przygodnych podróżników.    A tym razem nawet kilku eleganckich i szarmanckich  panów, moich dobrych znajomych.

Zostaw smutki i robotę, spędź wesoło z nami tę sobotę!

„Koło Pań Nadzieja” działa przy Stowarzyszeniu Polskich Kombatantów  Nr 20. W tym roku minęło już 14 lat istnienia tej prężnej charytatywnej organizacji.

Ten, kto naprawdę umie żyć, zaczyna dzień od uśmiechu

Członkinie tego koła  nie tylko działają charytatywnie pomagając tym których ta nadzieja już opuściła, ale uczestniczą aktywnie w życiu Polonii  oraz we  wszelkich polskich patriotycznych i religijnych uroczystościach.

Wycieczki pełnią bardzo ważną funkcję w życiu koła: to nie tylko sposób na zbieranie funduszy na ich działalność ale i też chęć bycia razem i przeżywanie  wspólnie cudownych chwil.

Nasze wspólne wycieczkowanie to wezwanie dla nas wszystkich do spojrzenia w przyszłość z nadzieją, radością, uśmiechem. Niech się tu zawierają nowe znajomości, niech człowiek cieszy się drugim człowiekiem, niech się dzieje dobro!

„Koło Pań Nadzieja” jest służbą dla innych i dlatego „oddycha” boskim słowem, a nawet jest nazywane za to, już nie raz,” Aniołami”.

Człowiek najbardziej upodabnia się do Boga wówczas, gdy innym wyświadcza dobrodziejstwa” (Św.Jan Chryzostom)

Obecny na wycieczce zarząd powitała pani prezes Aniela Gańczak, która nas tak dzielnie „ogarnia”, jak swoje wnuki. Pani prezes jest dystyngowaną, inteligentną kobietą, od której bije szczery uśmiech, a i powaga ale to jej ciepły głos koi wszystkie serca.

Pani Stefa Wojtowicz, pani Jasia Januszyk to dwa wielkie filary tej organizacji, które działają od lat za tzw.”kulisami” i pomagają niezmiernie w sprawach organizacyjnych; Bogusia Więcek – księgowa czyli buchalter, która wspólnie ze swoim mężem Stasiem skrupulatnie prowadzi finansowe księgi, przychody i rozchody; Zosia Wiącek, „stała” komediantka, etatowy kawalarz, żartowniś i wesołek; Bożena Korelin, która „kronikuje” nasze koło  i je pięknie fotografuje; Bożena Poczyniak, organizatorka tej i wielu, wielu innych wycieczek naszego koła i dzięki niej już poznaliśmy kawał świata…

Każda z tych pań jest wyjątkowa, bo jest Darczyńcą swego cennego czasu w pomocy dla drugiego człowieka.

Niezależnie od wieku, ciesz się życiem człowieku!

Ciekawostki z wycieczki:

„Big Apple”: przerwa na kawę, na przydrożnym przystanku, popularnym wśród turystów w Colborne, 136 km na wschód od Toronto, w połowie drogi między Toronto i Kingston. Pierwotnie otwarta w latach 60-tych jako tylko piekarnia wyrobów z lokalnych jabłek, rozrosła się potwornie!

Jest tam mini-zoo, mini golf, restauracja. Podobno do tej pory sklep sprzedał ponad 6 mln popularnych „apple pies”!! Zatrzymuje się tam ponad 500 tys. turystów rocznie, a tygodniowo sprzedaje się tutaj podobno 2000 „apple pies”? Turystów wita olbrzymia konstrukcja w kształcie jabłka, podobno największa tego typu na świecie – 35 stóp wysoka i 38 stóp szeroka.

Zatrzymaliśmy się tam jeszcze raz, w drodze powrotnej do Toronto na… zakupy smakołyków lokalnych.Po raz pierwszy miałam okazję sprobować rozreklamowane „apple pie” i chlebek z jabłkami. Oj,oj – „niebo w gębie”, warte każdego dolara i polecam wszystkim te jabłkowe rarytasy! Dzięki Ci Ewciu!

Kraina Tysiąca Wysp:

Droga docelowa  była dość długa bo, aby dotrzeć na miejsce zabrało nam ponad 3.5 godziny. A byliśmy spóźnieni z wyjazdem, musieliśmy trochę zmienić plany i zajechaliśmy prosto na zamówiony lunch do portowej restauracji „The Island View Waterside Restaurant” w Rockport, który jest zwany sercem „Tysiąca  Wysp. (Heart of the 1000 Islands).

Pierwsi osadnicy tutaj to byli Szkoci i Irlandczycy i to ponad 200 lat temu.  Posiłek chyba nas bardzo nie zachwycił, ale te widoki: wyspy,  łódki i rzeka już na nas czekały.

Kraina jest zwana także „Wyspami Szczęśliwymi” i jest ich 1864. Są porozrzucane po przejrzystych wodach rzeki „Św. Wawrzyńca, gdzie rzeka wypływa z jeziora Ontario, na pograniczu USA i Kanady, pomiędzy   stanem  Nowy York i prowincją Ontario. Wyspy są pochodzenia polodowcowego ale indiańska legenda głosi, że te wyspy to efekt walki dwóch duchów, dobrego i złego, o panowanie nad rzeką. Obrzucali się ogromnymi głazami, a kiedy zwyciężył dobry, sprawił, że głazy zamieniły się w zielone wyspy. Wyspy są różne, od maleńkich, na których rośnie to symboliczne jedno drzewo, po ogromne, z rezydencjami, zamkami, zbudowanymi przez bogaczy. Ale te malownicze krajobrazy są magiczne..

Najsłynniejsza jest „Heart Island”, na której amerykański milioner Boldt, właściciel słynnego nowojorskiego hotelu „Waldorf Astoria”, u schyłku 19-tego wieku rozpoczął budowę zamku, który miał być prezentem i pomnikiem miłości dla jego żony. Niestety, zmarła za wcześnie, a  z nią wyspa serca i Boldt nigdy zamku nie ukończył ani też już nigdy w to miejsce nie powrócił. Zaszył się w hotelu, wycofał z życia publicznego i pogrążony w żałobie doczekał śmierci.

To jedna z najciekawszych i zarazem najsmutniejszych historii związanych z Parkiem 1000 Wysp.  Tylko prawdziwa miłość jest zdolna coś takiego wznieść…

Urok rejonu Tysiąca Wysp jest bez wątpienia niepowtarzalny – w końcu zachwycił kiedyś samego Charlesa Dickensa, Ernesta Hemingway, a Leonarda Cohena natchnął do napisania słynnej piosenki „Suzanne”.

„Wpatrz się głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz”

Energia czerpana z otaczającej nas „Natury” jest nie do zastąpienia, bo daje nam siłę, „Siłę Ducha” i siłę fizyczną, bo… to najlepszy sposób, żeby się zregenerować. A pobyt nad wodą – to magiczna dla nas energia, która wzrasta w każdej sferze dotyczącej człowieka. A uśmiechy na twarzach wszystkich uczestników wycieczki tak ochoczo chłonących piękno wokół, rozgrzały wszystkie porane mgły i sprawiły, że ktoś, ja, a może wszyscy, dojrzeliśmy lśniące w słońcu srebrne nitki babiego lata…                 Najbardziej znaną córą wody jest grecka bogini Afrodyta (urodzona z morskiej piany) i to ona czuwała nad piękną pogodą i nad baśniowym i urokliwym naszym rejsem po rzece Św. Wawrzyńca..

„ Co nasyca oczy, nasyca serce ( irlandzkie przysłowie)

Kingston – pierwsza stolica Kanady (w 1841 roku), powstał na ziemiach „First Nation” plemiona „Katarokwi”  – jest jednym z najbardziej historycznych miast kraju, ale niestety, bogini deszczu – Mokosz, sprawiła nam niespodziewaną wizytę.



Z pieszego zwiedzania miasta musieliśmy zrezygnować i tylko przejazd autokarem po śródmieściu musiał nas zadowolić.

Przygotowałam dużo informacji o mieście, ciekawostek, historycznych faktów i anegdot (Kingston jest na pierwszym miejscu w Kanadzie z ilością restauracji na jednego mieszkańca!) i przekazałam je w autobusie, jeszcze przed wycieczką statkiem:

Bellvue House – rezydencja John A.McDonald, pierwszego premiera Kanady i uznawanego za bohatera narodowego Kanady i jednego z ojców Konfederacji, który też uczestniczył często w debatach parlamentarnych pod wpływem alkoholu: podczas debaty przedwyborczej w 1863 roku, zwymiotował stojąc na scenie i podobno orzekł, że „lepszy pijany konserwatysta niż trzeźwy liberał;

Kingston-więzienie: zbudowane w 1835 roku, jest starsze niż Konfederacja. W 1990 zostało wpisane jako „National Site of Canada”, a we wrześniu 2013, po 180 latach, zostało oficjalnie zamknięte. To więzienie odegrało wielką rolę w rozbudowie miasta, ponieważ więźniowie byli zatrudnieni przy budowach. W 1842 roku znany pisarz Charles Dickens odwiedził ten budynek i był zdumiony, że więźniowie tyle pożytecznych rzeczy tam robią, a w 1923 roku, Ernest Hemingway został tam wysłany z „Toronto Star” w celu opisania wielkiej ucieczki więziennej.

Royal Military College – jedyna wyższa uczelnia wojskowa w Kanadzie – Marc Garneau, pilot i pierwszy Kanadyjczyk w kosmosie i Chris Hadfield – pierwszy, który spacerował w kosmosie – byli absolwentami tej prestiżowej uczelni.

Queens University – powstał w 1841 roku a w 1869 roku stał się pierwszą uczelnią, gdzie mogły studiować kobiety, ale od 1918 do 1965 roku „zapisała się” ta sławetna uczelnia traktatem zabraniającym studiowania czarnym studentom. Queens uchodzi za jedną z najlepszych i prestiżowych medycznych uczelni na świecie.

City Hall, Springer Market, Wieże Martelo, Port Henry, to tylko niektóre z historycznych budynków w Kingston.

Jeszcze jedna ciekawostka o Kingston: jest tutaj najwięcej PhD – doktorantów wśród mieszkańców, per capita i dlatego jest nazywane jednym z siedmiu najbardziej inteligentnych miast na świecie!! Imponujące!!

Na każdej wycieczce staram się przekazać coś nowego, ciekawego i wartego poznania: tym razem – polski akcent prac na Mount Rushmore, South Dakota. Korczak Ziołkowski, Amerykanin polskiego pochodzenia, utalentowany rzeźbiarz z Bostonu pracował nad pomnikiem z głowami 4 prezydentów USA: a w stolicy Peru odnaleziono kolekcję 20 obrazów wywiezionych po koniec II wojny światowej z Zamku w Łańcucie: między innymi – portret królowej Marysieńki, króla Jana III Sobieskiego i Jana Potockiego. Zostały odnalezione i wykupione przez Macieja Radziwiłła – prezesa Fundacji Trzy Trąby.

„Zwiedzaj świat. To lepsze niż najpiękniejszy sen”.

A z „Nadzieją” zwiedzamy świat milutko, cieplutko, wesoło, gwarnie i kolorowo.

Pojawili się na tej wycieczce wspaniali ludzie, znajomi, przyjaciele, a nawet uśmiechnęła się do mnie przeszłość..

Zapraszamy na następne wycieczki: 5 października do St. Jacob na zakupy przed Świętem Dziękczynienia i w grudniu na Festiwal Świateł i rewię pokazów na lodzie i do kasyna.Będzie magicznie i  świątecznie, w każdym serduchu…

Przytulenie to najsilniejsza Magia na świecie. Ja traktuję to, jako największą formę podziękowania za Obecność… Przytulajmy, by energia była w pełnym przepływie.

Ja staram się, na zakończenie każdej wycieczki, tak właśnie dziękować… Dziękuję, dziękuję za tak bajkowy dzień z Wami wszystkimi….

Napisała Mariola Prokopowicz

Rzecznik Prasowy „Koła Pań Nadzieja” i zarazem prowadząca tą wycieczkę