Przed tygodniem obiecałem Państwu, że nie przejdę obojętnie wobec łgarstw osadzonych historycznie, w szczególności łgarstw o “bandytach z AK” w Hucie Pieniackiej. Voila.

Na początek wypada dowiedzieć się, że Huta Pieniacka była jedną z większych wsi Polski międzywojennej, zlokalizowanej w powiecie brodzkim województwa tarnopolskiego. Tuż przed II wojną liczyła sobie dusz 487, w zdecydowanej większości Polaków wyznania katolickiego, zajmujących 172 gospodarstwa. W 1943 roku dodatkowo napłynęła tam, w sumie ponad dwukrotnie większa liczebnie, fala uchodźców, to jest Polaków, przerażonych skalą i brutalnością morderstw, dokonywanych przez Ukraińców.

 

KWESTIA PAMIĘCI

28. lutego 1944 roku wieś spacyfikowali żołnierze 4. Pułku Policji Schutzstaffel, złożonego z ukraińskich ochotników do 14. Dywizji Grenadierów SS (SS-Galizien). W akcji wzięły również udział członkowie UPA, Ukraińskiej Powstańczej Armii, oraz związanego z UPA oddziału paramilitarnego. Bestialsko zamordowano wówczas ponad tysiąc mężczyzn, kobiet i dzieci. Wieś spalono. Nie jako pierwszą, i nie jako ostatnią. Kończąc wątek, podsumujmy go następującym spostrzeżeniem: Holland Agnieszka nigdy nie nakręci filmu na ten temat, zaś Tokarczuk Olga książki o tym nie napisze. Nie warto się zakładać.

Nieubłagany czas płynął chwacko przed siebie, póki tragicznych wydarzeń nie rozwłóczył na przestrzeni ośmiu dekad. Deszcze nieustannie rozmywały pagórki usypane nad dołami śmierci, w których skłute, zmiażdżone i porąbane ciała usiłowano ukryć przed światem. Zimą polskie kości spinał mróz, latem zarastały trawą. Pamięć o miejscach grzebalnych zanikała rok po roku, rok po roku coraz lepiej miała się za to niepamięć. Kiełkowała, wzbierała, puchła, wzdymała się. Trwała. Potężniała. Niepamięć to przydatne narzędzie chorych umysłów i zgruchotanych sumień sprawców każdej zbrodni.

 

OBURZENIE

Polska swoje córki i synów wspominała raczej kaleko. Niedołężnie. Od czasu do czasu i od rocznicy do rocznicy. Niezdarnie wręcz, jeśli spojrzeć na temat z perspektywy interesu narodowego i narodowej godności. Natomiast Ukraińcy odsłonili tam niedawno kamienną tablicę, bynajmniej nie upamiętniającą zamordowanych Polaków, za to na której znalazło się między innymi sformułowanie: “bandyci z AK”. Nie sądzę, by postąpili tak z powodu deficytu pamięci własnej, czyli że tamte wydarzenia tak właśnie zapamiętali.

“Z oburzeniem przyjąłem informację o nowej tablicy w Hucie Pieniackiej – miejscu śmierci wielu Polaków. Nie ma zgody na zacieranie pamięci o ofiarach ukr. szowinistów i próby reinterpretacji historii. Dzięki bohaterstwu AK śmierci z rąk bestialskich oprawców uniknęło tysiące osób” – napisał natomiast na Twitterze nasz pan premier. Czy tam premier, nasz pan. Oburzony, że hej. Z kolei ambasador Polski na Ukrainie oświadczył, że: “Huta Pieniacka to szczególne miejsce dla Polaków i Ukraińców”, po czym, protestując przeciwko “kłamliwej tablicy usprawiedliwiająca zbrodnię na Polakach”, zapytał lokalne władze ukraińskie czy wiedzą i czy udzieliły zgody na umieszczenie w Hucie Pieniackiej płyty ze wzmiankowanym sformułowaniem.

 

OKOLICE TREBLINKI

Jak można się było spodziewać, obu naszym nieulękłym bohaterom, to jest premierowi i ambasadorowi, odpowiedziało wzniosłe milczenie. Czy tam wyniosłe. Co prawda narody świata, obserwując nieustępliwą reakcję rządu polskiego, wydały z siebie głos zachwytu, głos charakterystyczny w okresie godowym dla łosi i jeleni, mianowicie stęknęły z przejęcia, mimo to w podziwie na kolana nie upadły. Widać powodów nie zauważyły. Mimo to temat zgasł prędzej, niż na silnym wietrze gaśnie zapałka. Pyk, syk, i po sprawie. Świat ma Polskę w. To jedyny rozsądny wniosek.

Zastrzegam: nie znam przyszłości. Czego żałuję równie często, co nie żałuję, a co ewidentnie wywołuje we mnie tak zwany dysonans poznawczy. Taki już jestem od urodzenia, czy precyzyjniej: od poczęcia. Nic na to nie poradzę. Nawet nie będę próbował. Podobnie jak nie ma metody na starość (na starość są wspomnienia), podobnie nie ma sposobu na anomalię genetyczną powstałą na wczesnym etapie ludzkiej epigenezy.

Inaczej powiem: gdy widzę plecy klienta restauracji, nie potrafię orzec, czy to, co je, mu smakuje. A jeszcze innymi słowami: nie przewiduję zdarzeń, czających się w najbliższym zaułku i rzucających się ku naszym plecom nie wcześniej niż kiedy już miniemy róg. Czy tam ku plecom i gardłom. Prościej: jasnowidzenie to obca mi domena. Fakty natomiast przywołuję, starając się wskazać powiązania oraz konsekwencje. Nie stroniąc od oceny tychże faktów, albowiem bezocenny opis rzeczywistości to gorzej, niż kulturowy marksizm.

 

GROBY PRZODKÓW

Powyższe, to był konieczny wtręt, a po tej dygresji oceniam: gdzieś na ziemi zroszonej krwią Żydów, spróbujmy umieścić uwagę o żydowskich oprawcach z NKWD. Dajmy na to w okolicach Treblinki. Następnie poczekajmy na reakcję władz Izraela. Długo nie poczekamy, a doczekawszy zaobserwujemy, że owej reakcji daleko do byle twitterowego ćwierknięcia. Oczywistym jest, że w takim wypadku Żydzi zareagowaliby i znacznie subtelniej, i na dużo wyższym poziomie, i z lepszym skutkiem. Wszak z pamiętną nowelą ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej poradzili sobie w parę miesięcy.

Wracając do Huty Pieniackiej – napisałem w tym miejscu przed tygodniem, że zwrot o “bandytach z AK” pojawił się “ni stąd, ni zowąd”. Może i w części tak było, zwłaszcza z naszej perspektywy, ale w takim razie trzeba w tym miejscu dopowiedzieć, że tego, co zaszło w relacjach polsko-ukraińskich, nie sposób nazwać początkiem. To żaden początek, to kontynuacja. Zaś kontynuacja z naszej strony, niezbędna, to nieustanne dopytywanie, i nie Ukraińców przecież tylko rządu dobrej zmiany, gdzie leżą ciała naszych bliskich i dlaczego ludzie ci nadal nie mają grobów.

To więcej niż podłość, że Ukraina nie pozwala szukać takich miejsc, oznaczać ich i upamiętniać. Odpowiedzialni za to Ukraińcy mają powody do wstydu. Ale jest i drugie dno, ważniejsze: nieodpowiednia, powiedziałbym zdegenerowana moralnie oraz intelektualnie, reakcja polskich władz, nie umiejących nacisnąć tam, gdzie naszych ukraińskich przyjaciół zabolałoby, co z kolei dałoby im szansę na powrót do rodziny narodów cywilizowanych. Nie tylko ja wyobrażam sobie czasami reakcję adekwatną, to jest taką, która problem rozwiązuje z miejsca. Proszę spojrzeć.

 

NA DYWANIKU

Oto minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej wzywa do siebie ambasadora Ukrainy, po czym wyjaśnia mu, jak nie przymierzając kozie na granicy Wyoming z Montaną, że w aktualnej sytuacji epidemiologicznej Polska nie będzie już przyjmować gastarbeiterów zza Buga. Mało tego, ze względu na wciąż rosnące zagrożenie dla własnego zdrowia i życia, Ukraińcy pracujący w Polsce muszą w perspektywie paru miesięcy, rozważyć powrót do domów. I nie powinni wracać nad Wisłę. I jeszcze więcej: ponieważ należy spodziewać się dalszego rozwoju pandemii Covid-19, tak czy owak nieuchronne staną się deportacje – ograniczone co prawda ilościowo, lecz organizowane permanentnie. “Permanentnie, to znaczy w trybie ciągłym” – dopowiedziałby minister spraw zagranicznych. “Dziękuję, to wszystko” – zakończyłby, całą tak zwaną resztę zostawiając w obszarze tak zwanych niedopowiedzeń. “To musiałoby być jednak polskie ministerstwo, a nie ekspozytura amerykańsko-izraelska” – warknął mi w Internecie ktoś anonimowy. Nie polemizowałem.

Notabene – nie chodzi wyłącznie o relacje między Polską a Ukrainą, boć to zaledwie okruch z rodowego lustra, rozbitego dawno, dawno temu. Chodzi o relacje Polski ze światem. Przy czym nie warto wspominać o stosunku do Polaków ze strony środowisk żydowskich zapatrzonych w tak zwany “majątek bezdziedziczny” – ta choroba toczy system prawny cywilizacji łacińskiej, zwanej symbolicznie cywilizacją białego człowieka, od lat. Dlatego kończąc temat, dam inny przykład.

 

SZYCIE BUTÓW

W kwietniu bieżącego roku, na antenie kanału telewizyjnego australijskiej telewizji ABC TV, w paśmie największej oglądalności, a także na platformach cyfrowych tego nadawcy, ukazał się półgodzinny reportaż, sygnowany nazwiskiem Erica Campbella oraz tytułem “A New Crusade: Poland’s embrace of Catholicism and Anti LGBT Ideology”. Po mojemu: “Nowa krucjata: polskie ujęcie katolicyzmu i ideologii anty-LGBT”. Zdecydowanie właściwiej brzmiałaby “polska wizja katolicyzmu”, itd., niemniej termin “wizja” mógłby sugerować, że to niekoniecznie rzeczywistość, stąd moim zdaniem wybrano “ujęcie”.

I proszę posłuchać tego: “W dzisiejszej Polsce, Kościół wspiera działania rządu, mające na celu dyskryminację gejów, wycofanie edukacji seksualnej i zakazanie aborcji. Ale feministki, geje i liberałowie walczą” – donosił Campbell, wmawiając nam ciążę w brzuch, brzuch “głęboko podzielonego narodu, pogrążonego w wojnie kulturowej”. Tak. Ciągle szyją Polsce buty, szyją od lat. I nawet jeśli nie są to specjaliści najwyższej klasy, to współpracują niestety z najlepszymi.

Kłamliwy reportaż Campbella (kłamliwy w znaczeniu ordynarnej manipulacji) można obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=mNg02F6FY_0 natomiast po interesujący komentarz warto zajrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=grQLguMnuHo&feature=youtu.be&ab_channel=KINGAustralia

 

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl