Opowiem wam o polsko-niemieckiej nierówności  (wydanie kanadyjskie, relacja osobista) Nie mogę wprost uwierzyć.

Niemcy, a to Heiko Maas (niemiecki polityk i prawnik, działacz Socjaldemokratycznej Partii Niemiec SPD, obecnie minister spraw zagranicznych), jak i nowy ambasador Niemiec w Warszawie dostrzegli, a tym samym przyznali, że to Niemcy byli sprawcami ogromnych cierpień Polaków w czasie 2-giej wojny.

To Niemcy bestialsko mordowali, łupili i niszczyli – bo Polacy przedstawiali sobą zapóźnionych w rozwoju, niewykształconych, głupich pół ludzi zdolnych jedynie do ciężkiej pracy.

Nie wierzycie? Poszukajcie w archiwach rodzinnych, a na pewno znajdziecie na to dowody. Po dekadach zaprzeczania, ba!, próbach obwiniana nas, nawet kanclerzyca Angela Merkel w Auschwitz powiedziała, że tych okropności na narodzie polskim dopuścili się Niemcy. Nie jacyś ‘nazi’ z księżyca, tylko Niemcy.

To wcale nie przeszkadzało jej w uroczystościach związanych z 75 rocznicą D-Day, 6 czerwca 2019, powiedzieć, że ta operacja przyniosła Niemcom wyzwolenie od nazistów.  Czyli jacyś naziści najpierw napadali na Niemcy? No koń by się uśmiał.

A cały świat słuchał tego z powagą, jak w bajce ‘Król jest nagi’.  Wierzyli w jej słowa, czy co? A właściwie to dlaczego ją w ogóle na te uroczystości zaproszono?  O wdzięczności dla Polski mówił także nowy ambasador Arndt Freytag von Loringhoven na 30-tej rocznicy zjednoczenia Niemiec. Patrzę i słucham. I nie ufam. Nie, nie, i nie.

A tu proszę, pewna pani chce zagłodzić finansowo Węgry, a Polsce pokazać gdzie raki zimują, jak nie będziemy się słuchać panów.  Tak, tak. Tutaj nic się nie zmieniło.

Na powierzchni glazura, a pod nią to samo wielowiekowe traktowanie z góry. Jakżesz ja mam ufać, skoro przez setki lat Niemcy próbowali na siłę chrystianizować (Zakon Krzyżacki próbował chrystianizować nawet chrześcijańską już Polskę), germanizować, rabować, napadać, rozbierać, mordować i traktować jak niewolników. Niedalej jak na wiosnę obecnego roku, dało się słyszeć niemieckie łkania, że nie ma robotników do pracy przy szparagach i truskawkach, bo Polacy dostali 500+. Dlatego też pro-niemiecka opozycja chce te 500+ znieść?

No cóż zamierzona siła robocza z najazdu i słynnego ‘willkomment’ Angeli Merkel ani myśli o zginaniu karku i nadwyrężaniu krzyża przy zbiorach szparagów i truskawek.  Więc niestety spoglądam na te pląsy pod naszym adresem z niepokojem. Gdyby to przyznanie się do winy było szczere, to byłoby związane nie tylko z żalem za grzechy, ale i z pokutą, oraz  zadośćuczynieniem i rekompensatą. A tu nic. Tak – byliśmy, zrobiliśmy, ukradliśmy, zamordowaliśmy. Ale odszkodowania się wam nie należą. Pomimo, że poseł PiS Arkadiusz Mularczyk i Józef Menes dogrzebali się w ONZ-ecie dokumentu, w którym Polska się nie zrzekła reparacji. A nie o dokument tutaj przecież chodzi, a o fakt ignorowania Polaków i Polski, i ciągłego traktowania nas jak dzieci specjalnej troski, którą tylko Niemcy mogą nam zapewnić, na przykład głaskaniem od czasu do czasu po głowie.

Przekonałam się o tym osobiście bardzo boleśnie. Po latach trudów (angielski, przekwalifikowanie się, wyjście z polonijnego grajdołka), miałam w miarę dobrą pracę w rządzie ontaryjskim i spore grono znajomych z różnych środowisk. Pewnego razu zostałam zaproszona na domowe party do mojego podwładnego Kanadyjczyka. Zostałam przedstawiona parze Niemców, emigrantów tak, jak ja. Ci chcieli być dla mnie bardzo mili, i opowiadali jak to ich dziadowie w Badenii-Wirtembergii miali duże gospodarstwo, a w nim zatrudniali wielu Polaków, którzy byli bardzo dobrymi pracownikami. Odpowiedziałam, że wiem coś na ten temat, bo moi dziadkowie w Wielkopolsce, czyli z kraju nad Wartą (Greater Poland, Wartheland) mieli duże gospodarstwo, w którym zatrudniali wielu Niemców, którzy byli bardzo dobrymi pracownikami. Para niemiecka popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, po czym rozmyli się w tłumie gości, nigdy więcej nie zamieniając ze mną słówka. Wyglądali na urażonych.

Czyli jeśli ich dziadkowie na swoim gospodarstwie zatrudniali Polaków, to było w porządku, ale moi dziadkowie w Wielkopolsce nie powinni (jak w ogóle śmieli!) zatrudniać Niemców?  A niby czemu nie?  Wtedy tego nie rozumiałam. Dzisiaj wiem.

To ta wielowiekowa pogarda dla nas, i to bezwarunkowe rozkazy podporządkowania. A jak nie, to… Tak jak straszy nas, a Węgry chce zagłodzić, jeśli nie będziemy wykonywać rozkazów rodu panów, który obecnie się nazywa kraje pierwszej prędkości Unii Europejskiej, Katarina Barley (Niemka i socjalistka), wiceszefowa Parlamentu Europejskiego. Za takie słowa ta pani powinna być odwołana ze swojego stanowiska. Choć może nawet nie o słowa tutaj chodzi, a o ukrytą postawę, którą odsłoniły te słowa. Ta postawa w stosunku do nas wydaje się niezmieniona od wieków. Czyż pani Barley  użyłaby takiego określenia w stosunku do innych krajów?  A historycznie to my pamiętamy, co za takimi groźbami idzie, szczególnie ze strony socjalistów i lewaków. Przymus, a w razie nie podporządkowania się egzekucja. Więc nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę w to partnerstwo. Nie ma partnerstwa między nierównymi.  I nie może być partnerstwa bez próby wyrównania strat, czyli bez reparacji wojennych ze strony Niemiec dla Polski i Polaków.

Alicja Farmus