Ilość wąt­pli­wo­ści poja­wia­ją­cych się w prze­strze­ni publicz­nej, doty­czą­cych zagro­żeń zwią­za­nych z pan­de­mią, koro­na­wi­ru­sem oraz szcze­pie­nia­mi prze­ciw­ko Covid-19, zaczy­na wykra­czać poza zdol­no­ści absorp­cyj­ne mózgu ludzkiego.

        Nie wspo­mi­na­jąc o moż­li­wo­ściach ana­li­tycz­nych przy­rzą­du słu­żą­ce­go czło­wie­ko­wi do myśle­nia. W każ­dym razie na ogół do myśle­nia. Dane poja­wia­ją się już w takiej obfi­to­ści, że wywa­żo­na ana­li­za nie może zaczy­nać się ina­czej, niż od przy­zna­nia do tof­fle­row­skie­go w cha­rak­te­rze „prze­bodź­co­wa­nia”. Mało kto dobrze zno­si dys­kom­fort, kumu­lu­ją­cy się w poznaw­czym dyso­nan­sie, a towa­rzy­szą­cym prze­ła­do­wa­niu infor­ma­cyj­ne­mu. Przy­po­mnę przy oka­zji: „Szok przy­szło­ści” Alvi­na Tof­fle­ra uka­zał się w 1970 roku, pierw­sze kom­plet­ne wyda­nie w Pol­sce nakła­dem PIW w roku 1974.

KOSZMAR

        Tym­cza­sem Sars-CoV‑2 mutu­je w tem­pie sza­leń­czym, jak­by rze­czy­wi­ście nakrę­cał go, czy też nakrę­cił i w ruch puścił, jakiś zwa­rio­wa­ny nauko­wiec, rodem z hol­ly­wo­odz­kie­go fil­mu akcji. Czy tam gro­zy. Jak podał 16. czerw­ca Głów­ny Inspek­tor Sani­tar­ny, nad Wisłą prze­wa­ża wariant alfa (bry­tyj­ski), ale ziden­ty­fi­ko­wa­no też 12 przy­pad­ków warian­tu gam­ma (bra­zy­lij­skie­go), 84 warian­tu del­ta (indyj­skie­go) i 33 warian­tu beta (połu­dnio­wo­afry­kań­skie­go). Tym bar­dziej trud­niej ogrom infor­ma­cji przy­jąć i przetworzyć.

        Wca­le nie łatwiej skla­sy­fi­ko­wać opi­nie, leją­ce się wodo­spa­dem i zewsząd, by z nich wszyst­kich wyłu­skać te naj­sen­sow­niej­sze. Wąt­pli­wość kar­dy­nal­na brzmi zatem: wła­ści­wie w opar­ciu o co podej­mo­wać mamy decy­zje, sko­ro rze­czo­wa wery­fi­ka­cja napły­wa­ją­cych infor­ma­cji prze­sta­je być możliwa?

        Dla­te­go tym razem zacznie­my od ogo­na. To jest od bia­ło-czer­wo­nych. To jest od osią­gnięć naszej uko­cha­nej repre­zen­ta­cji naro­do­wej w pił­ce. A zaczy­na­jąc, powie­my tak: aj, waj, orle pió­ra. Czy tam dzio­by. Czy tam jed­no i dru­gie. Ot, sta­nął Lewan­dow­ski w odpo­wied­nim miej­scu i odpo­wied­nim cza­sie wziął pod­sko­czył, a pił­ka odbi­ła mu się od łepe­ty­ny, aż gwiaz­da oczy zmru­ży­ła. I trach, wpa­dła do bram­ki. Pił­ka wpa­dła, nie gło­wa Lewan­dow­skie­go. I do bram­ki prze­ciw­ni­czej wpa­dła, uści­ślij­my, bo róż­nie z tym bywa­ło. I już. A tu zaraz że ho-ho, i że suk­ces za suk­ce­sem suk­ces gonią, i że w ogó­le mię­dzy suk­ce­sa­mi aż prze­ci­snąć się nam trud­no. A ja prze­tnę spe­ku­la­cje: suk­ces zali­czy­li­śmy, kie­dy jeden taki pan Hisz­pan zali­czył słupek.

KOINCYDENCJA

        Tak, wiem. Zaraz usły­szę, żebym sam spró­bo­wał. Miał­bym, zna­czy, sta­nąć gdzie trze­ba, odcze­kać swo­je, a we wła­ści­wej chwi­li unieść zręcz­nie w cało­ści, na koniec spra­wić, by pił­ka odbi­ta od mojej czu­pry­ny tra­fi­ła do bram­ki prze­ciw­ni­czej. No prze­cież, że przy­znam: buł­ka z masłem to nie jest.

        „Dali radę Hisz­pa­nom, dadzą radę Szwe­dom” – powta­rza­ją tacy i owa­cy. Żebyż fak­tycz­nie dali. Od prze­ciw­ni­ków ciut wię­cej szczę­ścia nasza jede­nast­ka otrzy­ma­ła, w tym spo­ro gra­tis. Ot, cała tajem­ni­ca. Chy­ba nikt nie uzna, że bie­ga­nie po boisku za prze­ciw­ni­kiem przez 90 minut, czy­ni wio­snę z jaskół­ki Lewan­dow­skie­go. I na tym poprze­stań­my, wra­ca­jąc na podwór­ko aktu­aliów pan­de­micz­nych – czy­li tutaj, gdzie wyda­rze­nia wciąż nabie­ra­ją tempa.

                W skró­cie: na począt­ku czerw­ca z „kra­ju poło­żo­ne­go w Pale­sty­nie” (made by & copy­ri­ght Grze­gorz Braun) dotar­ły infor­ma­cje o tym, jako­by izra­el­scy urzęd­ni­cy odkry­li „praw­do­po­dob­ny zwią­zek mię­dzy szcze­pion­ką Pfi­zer, a zapa­le­niem mię­śnia ser­co­we­go u mło­dych męż­czyzn”. Tego rodza­ju „koin­cy­den­cji” stwier­dzo­no w Izra­elu set­ki (gwo­li ści­sło­ści, na prze­strze­ni sze­ściu mie­się­cy). Że poda­nie „szcze­pion­ki mRNA” zabu­rza krze­pli­wość krwi u wie­lu przyj­mu­ją­cych dowol­ny z ofe­ro­wa­nych na ryn­ku „pro­duk­tów szcze­pie­nio­wych” – to już wie­dzie­li­śmy. Teraz dowia­du­je­my się (nie od Izra­el­czy­ków, pre­cy­zu­jąc, tyl­ko od CDC, a to po spo­tka­niu Komi­te­tu Dorad­cze­go ds. Szcze­pio­nek i Pro­duk­tów Bio­lo­gicz­nych Ame­ry­kań­skiej Agen­cji ds. Żyw­no­ści i Leków, bodaj 10. czerw­ca), że zwią­zek mię­dzy wystę­po­wa­niem przy­pad­ków zapa­le­nia mię­śnia ser­co­we­go i osier­dzia po szcze­pie­niu pro­duk­tem fir­my Pfi­zer jest „praw­do­po­dob­ny” (dosłow­nie: „speł­nia robo­czą defi­ni­cję przy­pad­ku” zapa­le­nia mię­śnia ser­co­we­go i zapa­le­nia osier­dzia po poda­niu pierw­sze­go (rza­dziej) i dru­gie­go (czę­ściej) zastrzy­ku z pro­duk­tem opra­co­wa­nym w tech­no­lo­gii mRNA).

        Usta­le­nia jak usta­le­nia, ale pro­szę posłu­chać tego: „Orga­ny regu­la­cyj­ne stwier­dzi­ły, że nie widzą wska­zań potwier­dza­ją­cych, że to szcze­pion­ka spo­wo­do­wa­ła wzmian­ko­wa­ne przy­pad­ki zacho­ro­wań, zwra­ca­jąc się do fir­my Pfi­zer o dostar­cze­nie dal­szych danych, w tym ana­li­zy zda­rzeń według wie­ku i płci, a wszyst­ko po to, by móc w kolej­nym rapor­cie bez­pie­czeń­stwa roz­strzy­gnąć, czy w tej kwe­stii nie­zbęd­ne były­by jakie­kol­wiek dzia­ła­nia regulacyjne”.

        Dalej robi się jesz­cze cie­ka­wiej. Zauwa­żo­no otóż, że prócz Pfi­ze­ra, tę samą tech­no­lo­gię mRNA przy pro­duk­cji „szcze­pion­ki” sto­su­je Moder­na. Popro­szo­no więc i tę fir­mę, by „moni­to­ro­wa­ła podob­ne przy­pad­ki zapa­leń osier­dzia i serca”.

PRZESZŁOŚĆ

        Wyda­je się, że mamy do czy­nie­nia z nie­zna­ną, nie­roz­po­zna­ną z powo­du pośpie­chu, wadą tech­no­lo­gicz­ną „szcze­pio­nek mRNA”. Z jaką wadą kon­kret­nie? Będą ofia­ry, będą sek­cje, dowie­my się? Być może, przy­pusz­czam jed­na­ko­woż, że wąt­pię. Nawet jeśli dowie­my się, to nie­pręd­ko. Inny­mi sło­wa­mi, uczest­ni­czy­my w eks­pe­ry­men­cie medycz­nym na ska­lę maso­wą, wię­cej nawet, bo w wymia­rze całej pla­ne­ty, bez świa­do­mej zgo­dy osób pod­da­wa­nych eks­pe­ry­men­to­wi. Kropka.

        Przy­po­mi­naj­my więc do skut­ku: naukow­cy wypo­wia­da­ją się na temat tego, co wyda­je się im, że wie­dzą, by na tej pod­sta­wie for­mu­ło­wać wnio­ski o tym, o czym nie mają zie­lo­ne­go poję­cia. To raz. Dwa, zaufa­nie to fun­da­ment. W obu tych kon­tek­stach trze­ba i nale­ży przy­po­mi­nać a to pły­ty azbe­sto­we, a to far­by oło­wio­we, a to tytoń, rekla­mo­wa­ny czę­sto-gęsto rów­nież przez samych leka­rzy, co dopie­ro dziś wyda­je się nam wzor­cem abso­lut­ne­go non­sen­su. Z pro­ce­dur dia­gno­stycz­nych przy­po­mnij­my maso­we mało­obraz­ko­we prze­świe­tle­nia płuc, przy­no­szą­ce szko­dy bez korzy­ści. Z leków wymień­my Tali­do­mid, Vioxx oraz Tami­flu – w tym ostat­nim wypad­ku pro­du­cent lata­mi prze­ko­ny­wał, że lek ogra­ni­cza licz­bę zgo­nów i redu­ku­je licz­bę hospi­ta­li­za­cji, jed­no­cze­śnie odma­wia­jąc upu­blicz­nie­nia wyni­ków badań, potwier­dza­ją­cych zachwy­ty nad sku­tecz­no­ścią rekla­mo­wa­ne­go środ­ka. Dopó­ki nie wyka­za­no przed sada­mi, w wyni­ku wie­lo­let­nich bata­lii praw­nych, że te bada­nia to „ście­ma”, fir­ma zaro­bi­ła miliardy.

        Na koniec wspo­mnij­my szcze­pion­ki: BCG – wywo­łu­ją­cą przed laty u szcze­pio­nych dzie­ci rop­ne zapa­le­nia kości, Pan­dem­rix – pro­dukt gene­ru­ją­cy nar­ko­lep­sję. Pomiń­my Gar­da­sil, w pew­nych śro­do­wi­skach wciąż budzą­cą oba­wy szcze­pion­kę prze­ciw­ko wiru­so­wi HPV, któ­re­mu przy­pi­su­je się wywo­ły­wa­nie nowo­two­rów jaj­ni­ka i szyj­ki maci­cy. Tę ostat­nią opi­nię, nota bene, roz­po­wszech­nia­no już w latach 70-tych XX wie­ku, by dwie deka­dy póź­niej uznać teo­rię za potwier­dzo­ną – dziś uwa­ża się wspo­mnia­ne prze­ko­na­nie za nie­pod­wa­żal­ne, zaś teo­rię o kan­ce­ro­gen­nym cha­rak­te­rze bro­daw­cza­ka ludz­kie­go za udowodnioną.

PRZYSZŁOŚĆ

        To dziś. A jutro? Bo wszyst­ko powyż­sze, lite­ral­nie wszyst­ko, oka­za­ło się szko­dli­we, w tym śmier­tel­nie szko­dli­we, choć zaan­ga­żo­wa­ne auto­ry­te­ty i wszel­kie moż­li­we orga­ni­za­cje gwa­ran­to­wa­ły za każ­dym razem, że nic nam nie gro­zi, że będzie­my bez­piecz­ni, a w każ­dym razie, że „oczy­wi­ste korzy­ści prze­wyż­sza­ją ewen­tu­al­ne ryzy­ko”. Czyż nie z tym samym mamy do czy­nie­nia teraz, to jest gdy zachwa­la się nam odpo­wied­nio nowo­cze­sną oraz nale­ży­cie postę­po­wą, nową tech­no­lo­gię wytwa­rza­nia „szcze­pio­nek mRNA”? Mamy przy­jąć na wia­rę, by tak rzec: z dobro­dziej­stwem nie­zna­ne­go inwen­ta­rza, że dla nasze­go dobra wsz­cze­pia się nam to czy owo, gene­tycz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ne, w taki spo­sób, by zmu­sić komór­ki do pro­duk­cji tego czy tam­te­go i tym spo­so­bem wymu­sić na całym orga­ni­zmie odpo­wiedź immu­no­lo­gicz­ną? Nowa, obie­cu­ją­ca tech­no­lo­gia? Wol­ne żar­ty – zwłasz­cza gdy odle­głych skut­ków sto­so­wa­nia tej tech­no­lo­gii nie znamy.

        Weź­my do rąk tę opi­nię: „Pro­du­cen­ci szcze­pio­nek prze­ko­na­li opi­nię publicz­ną, że wytwa­rza­ne na sku­tek poda­wa­nia ludziom szcze­pio­nek opra­co­wa­nych w tech­no­lo­gii mRNA, biał­ko wypu­stek wiru­sa Sars-CoV‑2 pozo­sta­wa­ło w ramie­niu, w któ­ry zosta­ło wstrzyk­nię­te, i nie było aktyw­ne bio­lo­gicz­nie. Tym­cza­sem orga­ny regu­la­cyj­ne na całym świe­cie zna­ły podob­no wyni­ki bada­nia prze­pro­wa­dzo­ne­go w Japo­nii, któ­re poka­zy­wa­ło coś prze­ciw­ne­go”. I któ­re wyka­zy­wa­ło, dodaj­my, że nano­czą­stecz­ki lipi­dów ze szcze­pion­ki nie pozo­sta­wa­ły w mię­śniu nara­mien­nym, lecz prze­do­sta­wa­ły do krwi obwo­do­wej już po czte­rech godzi­nach od poda­nia zastrzy­ku, a następ­nie krą­ży­ły w orga­ni­zmie i osia­da­ły – jak to uję­to „w dużych stę­że­niach” – w narzą­dach takich jak szpik kost­ny, ser­ce, wątro­ba, śle­dzio­na i nad­ner­cza, mózgu nie wyłączając.

WĄTPLIWOŚCI

        Ame­ry­kań­ską Agen­cję ds. Żyw­no­ści i Leków (FDA) oskar­ża się wprost: jej urzęd­ni­cy wie­dzie­li, że wytwo­rzo­ne po szcze­pie­niu biał­ko kol­ca wiru­sa sta­je się aktyw­ne bio­lo­gicz­nie i może zarów­no prze­miesz­czać się z miej­sca wstrzyk­nię­cia, jak i kumu­lo­wać – gene­ral­nie w wie­lu ludz­kich orga­nach wewnętrz­nych. Taką opi­nię teraz weź­my: „Docie­ra­ją do nas nie­po­ko­ją­ce infor­ma­cje doty­czą­ce nie­po­żą­da­nych skut­ków szcze­pień, zwią­za­nych z fak­tem, że biał­ko kol­ca wiru­sa znaj­du­je­my w miej­scach, w jakich poja­wiać się nie powin­no. Co wię­cej, oka­zu­je się, że sys­tem zgła­sza­nia zarów­no zgo­nów jak i łagod­niej­szych w skut­kach nie­po­żą­da­nych odczy­nów poszcze­pien­nych, jest wadli­wy, przez co licz­ba zgło­szeń dra­ma­tycz­nie niedoszacowana”.

        Pod­su­mo­wu­jąc wątek: zwo­len­ni­cy szcze­pio­nek spod szyl­dów „auto­ry­te­tów medycz­nych” utrzy­mu­ją, że szcze­pion­ki są bez­piecz­ne, a resz­ta ma bez zasta­no­wie­nia łykać tę „praw­dę”, odtrą­ca­jąc wąt­pli­wo­ści precz. Wąt­pli­wo­ści, dodam, któ­rych jakoś nikt z owych „auto­ry­te­tów” nie zamie­rza wyja­śniać, a jak już któ­ryś bie­rze się za wyja­śnia­nie, to wyja­śnia po łeb­kach, do tego bio­rąc „igno­ran­tów” pod but. Czy tam, dla odmia­ny, gła­dząc ich pod włos. Czy­li prze­pra­szam, jakie wąt­pli­wo­ści, prze­cież „szcze­pion­ki mRNA są bez­piecz­ne i sku­tecz­ne”. W każ­dym razie zda­niem naukow­ców, opi­niu­ją­cych owe „pro­duk­ty szcze­pie­nio­we” dzi­siaj. Co oka­że się jutro i czy nie powin­ni­śmy przy­pad­kiem na zim­ne dmu­chać, sko­ro już zabie­ra­my się za wpro­wa­dza­nie zmo­dy­fi­ko­wa­nych gene­tycz­nie pro­duk­tów do wnę­trza komó­rek ludzkich?

MUCHI NA WYBUCHI

        Otóż nie ma, boć z powo­dów oczy­wi­stych nie może ich być, wyni­ków z badań wie­lo­let­nich, zarów­no tak zwa­nych szcze­pio­nek, jak i skut­ków ich oddzia­ły­wań na orga­nizm czło­wie­ka, zwłasz­cza skut­ków odło­żo­nych w cza­sie. A wyni­ka­ją­cych choć­by z wdro­że­nia na ska­lę maso­wą nie­zna­nej dotąd tech­no­lo­gii pro­duk­cji „szcze­pio­nek”. Czy to nie zasta­na­wia­ją­ce, że nikt z „wyna­laz­ców” nie badał tych pro­duk­tów pod kątem kan­ce­ro­gen­nym, neu­ro­lo­gicz­nym czy auto­im­mu­no­lo­gicz­nym? Że lista obja­wów nie­po­żą­da­nych powsta­je na bie­żą­co? To ostat­nie, nota bene, samo w sobie kom­pro­mi­tu­je z góry i hur­tem wszel­kie moż­li­we „auto­ry­te­ty”, zara­zem wska­zu­jąc bez­sprzecz­nie na eks­pe­ry­men­tal­ny cha­rak­ter całej tej tej „ope­ra­cji”, za cokol­wiek byśmy ją uznawali.

        Prze­ra­bia­ją nas na muchy i poda­ją do zaba­wy. Malu­chom. Żeby malu­chy mia­ły co wspo­mi­nać kie­dy już prze­sta­ną być malu­cha­mi i doro­sną. Jak w tym wier­szy­ku, pro­szę sobie przy­po­mnieć: „Kie­dy my byli malu­chi, łapa­li my muchi w palu­chi. Jak muchi byli zde­chlu­chi, rzu­ca­li my muchi na bla­chi – i mie­li rado­chi po pachi, gdy muchi robi­li wybuchi”.

Tak wła­śnie lub bar­dzo podob­nie. No co za świat. Zosta­je tyl­ko pod­su­mo­wać puka­ją­ce do naszych drzwi i wdzie­ra­ją­ce się przez nasze pro­gi zmo­ry postę­pu i kosz­ma­ry nowo­cze­sno­ści: albo zro­zu­mie­my, co z nami robią, i wte­dy szan­se ludz­ko­ści na bunt i otrzeź­wie­nie uro­sną, albo wszy­scy zgi­nie­my prę­dzej niż mogli­by­śmy. Wca­le nie będzie trze­ba nas depo­pu­li­zo­wać. Prze­pro­wa­dza­my wła­śnie tę ope­ra­cję sami na sobie. Dobro­wol­nie. I bez świa­do­mo­ści zgu­by. Kto wie zresz­tą, może sobie zasłu­ży­li­śmy? Może dobrze nam tak?

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl