Andrzej Kumor: — Grze­go­rzu, spo­ty­ka­my się po…

Grze­gorz Braun: — Po śnia­da­niu się spo­ty­ka­my, to jest tutaj nasza sto­łów­ka zakła­do­wa zwa­na szum­nie Restau­ra­cją Sej­mo­wą, widzie­li­śmy się…

– 2 lata temu?

– Ale już 3 lata, kie­dy byli­śmy z obec­nym tutaj Wit­kiem Rosow­skim w Toron­to reali­zu­jąc zdję­cia do wciąż nie­ukoń­czo­ne­go fil­mu o Gie­trz­wał­dzie, „Gie­trz­wałd 1877” i tam robi­li­śmy z pew­nym histo­ry­kiem kana­dyj­skim wywiad, a potem właśnie…

– A potem widzie­li­śmy się tutaj, gdy Ty zaczy­na­łeś swo­ją karie­rę poselską.

– Tak, bo tyś przy­je­chał zno­wu na Marsz Nie­pod­le­gło­ści. Jasna sprawa.

– Tak jest i dla­te­go chcia­łem zapy­tać nie o kon­kret­ne rze­czy, nie o to, co się dzie­je, tyl­ko, jak Ty widzisz swo­ją kaden­cję czy był sens, bo widzę, że jesteś nie­sa­mo­wi­cie pra­co­wi­tym posłem?

– Po pierw­sze, na bez­ry­biu i rak ryba, to jest naj­lep­sza defi­ni­cja mojej tutaj sytu­acji i misji. Po dru­gie, jest to pierw­szy raz w moim życiu tak sys­te­ma­tycz­ne zaję­cie. Prze­ży­wam to bar­dzo pozy­tyw­nie. Wsta­ję rano, żegnam się z dzieć­mi, o ile nie wycho­dzę wcze­śniej, bio­rę tecz­kę, idę do pra­cy. W moim życiu nigdy wcze­śniej nie było takie­go reżi­mu, jako wol­ny strze­lec-reży­ser pra­co­wa­łem w ryt­mie, moż­na powie­dzieć, bar­dziej kon­wul­syj­nym niż tutaj. A tutaj regu­lar­ność tego dzia­ła­nia. Mamy posie­dze­nie sejmu…

– Co się daje zro­bić w Sej­mie? Czy w ogó­le coś się daje zro­bić w Sejmie?

 – No nie, panie redak­to­rze, dro­gi, kocha­ny, to wia­do­mo, że to są w naj­lep­szym wypad­ku dzia­ła­nia opóź­nia­ją­ce, ale nie lek­ce­waż­my może nie tyle zna­cze­nia tych dzia­łań, ile nie lek­ce­waż­my nasze­go obo­wiąz­ku pro­wa­dze­nia tych dzia­łań opóźniających.

        Wia­do­mo, że siły, jakie zosta­ły poru­szo­ne, są ponad ludz­ką mia­rę, wytrzy­ma­łość, wraż­li­wość i dla­te­go nie­któ­rzy, jeśli nawet nie prze­cho­dzą od razu na stro­nę wro­ga, to kapi­tu­lu­ją pod wra­że­niem tego ciśnie­nia sytuacji.

        Ale prze­cież tak to jest, że nie wie­my, ile Opatrz­ność od nas wymaga.

– Poza tym nakaz wal­ki, to jest nakaz indy­wi­du­al­ny, któ­ry nie zale­ży od sytuacji.

– No wła­śnie, bo gdy­by nasze dzia­ła­nia mia­ło warun­ko­wać wyli­czal­ne bilan­so­wa­nie koniecz­nie pozy­tyw­ne tego co my robi­my, w jakimś prze­wi­dy­wal­nym cza­sie, to byli­by­śmy ludź­mi zale­d­wie wyra­cho­wa­ny­mi; byli­by­śmy ludź­mi dzia­ła­ją­cy­mi dla­te­go, że to wszyst­ko ma się udać, opła­cić i dobrze skończyć.

        Ja nie wiem, jak to się skoń­czy, nie wiem do cze­go to zmie­rza, ja po pro­stu bar­dzo chciał­bym, żeby Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska nie była w awan­gar­dzie tego postę­pu; żeby moi roda­cy nie byli nie­wol­ni­ka­mi z moż­li­wo­ścią awan­su na nad­zor­cę niewolników.

      Chciał­bym, żeby Pol­ska nie była tere­nem przo­du­ją­cym w tym eks­pe­ry­men­cie medycz­nym, socjo­lo­gicz­nym, poli­tycz­nym, chciał­bym żeby nor­mal­ne, cywi­li­zo­wa­ne rela­cje mię­dzy­ludz­kie, w tych wszyst­kich wymia­rach; w wymia­rze eko­no­micz­nym i w wymia­rze kul­tu­ro­wym, żeby trwa­ły, a tak się zło­ży­ło, że mamy do czy­nie­nia z naj­głęb­szą w dzie­jach pró­bą inge­ren­cji w samo wnę­trze ducho­wość isto­ty ludz­kiej, ponie­waż wła­dza, któ­ra się­ga po nasze cia­ła, upań­stwa­wia nasze cia­ła , każe nam zro­bić to czy tam­to z naszym cia­łem, ta wła­dza może potem już wszystko.

        Jeśli my się na to zgo­dzi­my, jeśli nie obro­ni­my nasze­go pra­wa do pry­wat­no­ści, jeśli nie obro­ni­my tajem­ni­cy lekar­skiej, jeśli nie obro­ni­my tej sfe­ry, no to potem już nie obro­ni­my nasze­go port­fe­la, nasze­go domo­stwa, pra­wa do wycho­wy­wa­nia wła­snych dzie­ci, pra­wa do kon­tak­tu z naszy­mi rodzi­ca­mi. To dość pro­ste i żeby pro­sto­tę tej sytu­acji skom­pli­ko­wać wyko­na­no wcze­śniej wie­le dzia­łań przy­go­to­waw­czych.  Ta obrób­ka skra­wa­niem rodza­ju ludz­kie­go trwa­ła prze­cież przez stu­le­cia, ta obrób­ka rewo­lu­cyj­na, a w ostat­nim  poprze­dza­ją­cym mnie­ma­ną pan­de­mię naszych dzie­jów socjal z tym wszyst­kim oswo­ił, jak wła­dza daje, to może też i regla­men­to­wać, jeże­li godzi­my się na sys­tem redy­stry­bu­cji wedle roz­ma­itych dość jed­nak arbi­tral­nie usta­lo­nych kry­te­riów, to potem się nie dziw­my, że wła­dza uza­leż­nia wypła­ty, uza­leż­nia mar­chew­kę od tego czy jeste­śmy posłusz­ni wobec kija.

– Czy Pol­sce, Euro­pie wschod­niej, uda się unik­nąć losu Fran­cji na przy­kład, wpro­wa­dze­nia tych wszyst­kich obostrzeń szcze­pion­ko­wych pasz­por­tów, kasto­we­go podzia­łu spo­łe­czeń­stwa na oso­by, któ­re są pro­pań­stwo­we i antypaństwowe?

– Wska­zu­jesz przy­kład samo­za­ora­nej już Euro­py Zachodniej

– I Kana­dy również.

 – No wła­śnie, Ludo­wej Repu­bli­ki Kana­dy, z któ­rej tutaj nas odwie­dzasz, no ale z dru­giej stro­ny, ten sys­tem jest już dopro­wa­dzo­ny do per­fek­cji w Pań­stwie Środ­ka, gdzie punk­ta­cja zaufa­nia spo­łecz­ne­go jest już od daw­na prze­ćwi­czo­na no i teraz tutaj z jed­nej stro­ny nas zacho­dzi to samo diabelstwo.

        Pyta­nie czy może­my się obro­nić? Bar­dzo chciał­bym, żeby tak było, to jest wła­śnie ten impe­ra­tyw pro­wa­dze­nia dzia­łań opóź­nia­ją­cych, bo wła­śnie to tyl­ko i aż dzia­ła­nia opóź­nia­ją­ce. Jedy­na rzecz, któ­ra nas może ura­to­wać, to nagły reset, inter­wen­cja Opatrz­no­ści, któ­ra może się wyra­zić zda­rze­nia­mi, któ­rych czło­wie­ka ani nie jest sta­nie wyge­ne­ro­wać, przy­go­to­wać, ani sam im nie zapo­bie­gnie; woj­ny, kata­kli­zmy… Chciał­bym żeby to, co spra­wi, że ten sys­tem tego nowe­go tota­li­ta­ry­zmu upad­nie, no żeby ten wstrząs, żeby był dla nas zale­d­wie wstrzą­sem, ale nie śmiertelnym.

– Czy nie uwa­żasz, że to jest kon­ty­nu­acja takiej heglow­skie­go podej­ścia do koniecz­no­ści historycznej?

– O tak.

– Mark­sizm też się powo­ły­wał na naukę, że jest sys­te­mem nauko­wym, też mówił, że te wszyst­kie rze­czy, któ­re się dzie­ją, rewo­lu­cja, muszą się stać, bo to jest „histo­rycz­na koniecz­ność” – i teraz mówi się, że tech­no­lo­gia powo­du­je dokład­nie to samo?

– Dla­te­go mówię, mark­sizm, leni­nizm, łysen­kizm w nowej postaci.

– Że nie ma innej drogi?

- Fetysz naukowości

– Nie ma innej dro­gi, bo dro­ga jest wymu­sza­na przez postęp naukowo-techniczny?

– Tak, klę­kaj­cie naro­dy, padaj­cie na twarz, bo kto się temu sprze­ci­wia ten wierz­ga prze­ciw­ko oście­nio­wi. No nie, wła­śnie dla­te­go war­to nie tra­cić zdro­we­go roz­sąd­ku, war­to kul­ty­wo­wać pew­ne tra­dy­cyj­ne, cywi­li­zo­wa­ne zasa­dy, zasa­dy pra­wa, ale też i oby­cza­ju. Nie­le­gal­ne jest wszyst­ko to, co wła­dza robi z nami.

– No wła­śnie, chy­ba zno­wu musi­my roz­róż­niać pra­wo pozy­tyw­ne, pra­wo natu­ral­ne, to co my uwa­ża­my za coś, co jest dobre, co powin­ni­śmy robić i co może być w bar­dzo wie­lu sytu­acjach sprzecz­ne z naka­za­mi pra­wa pań­stwo­we­go, tak jak na przy­kład pomoc Żydom pod­czas oku­pa­cji była nie­le­gal­na, praw­da, czy pomoc oso­bom nie zaszcze­pio­nym też będzie nielegalna?

– To zosta­ło sku­tecz­nie zatar­te od kie­dy zasa­dy cywi­li­za­cji łaciń­skiej nie są już zna­ne powszech­nie i nie są prak­ty­ko­wa­ne powszech­nie, nie tyl­ko w kra­jach, w któ­rych ta cywi­li­za­cja łaciń­ska dopro­wa­dzi­ła nie­gdyś do nie­sły­cha­ne­go roz­kwi­tu tak­że ludz­kiej wol­no­ści, co się wyra­ża­ło, na przy­kład, ideą uni­wer­sy­te­tu, ideą i prak­ty­ką uni­wer­sy­te­tu; od kie­dy nawet w obrę­bie same­go Kościo­ła kato­lic­kie­go zasa­dy cywi­li­za­cji łaciń­skiej poszły w kąt no to ludzie skłon­ni są godzić się na roz­ma­ite uzur­pa­cje ze stro­ny wła­dzy świec­kiej i uzur­pa­cji tych nie postrze­ga­ją nawet jako naru­sze­nie jakich­kol­wiek zasad, łatwo jest ludzi nastra­szyć, jeśli roz­sta­li się z logi­ką, z cywi­li­zo­wa­nym pra­wem i roz­sta­li się z zasa­da­mi tra­dy­cyj­nie poj­mo­wa­nej uprzejmości.

        Czło­wiek uprzej­my, sta­ro­świec­ki, jak my, nie ma takie­go odru­chu, żeby innych na przy­kład odpy­ty­wać z deta­li gar­de­ro­by, co kto wkła­da, przy­wdzie­wa, albo co łyka, albo też co tam sobie wstrzykuje.

        Grzecz­ni ludzie z takich rze­czy niko­go nie odpy­tu­ją. Im nie odpo­wia­da­ły te zasa­dy grzecz­no­ści, a prze­cho­dząc już na poziom taki bar­dziej zde­fi­nio­wa­ny ści­śle, no to wła­śnie jed­nak tajem­ni­ca lekar­ska, i tyl­ko i aż tajem­ni­ca lekar­ska; „wol­noć Tom­ku w swo­im dom­ku”, niech tam każ­dy intok­sy­ku­je,  fasze­ru­je się czym chce, ale nie może­my się zgo­dzić na to, żeby każ­dy i byle kto był upo­waż­nio­ny do odpy­ty­wa­nia nas z naszej pry­wat­no­ści. To jest rela­cja intym­na mię­dzy leka­rzem a pacjen­tem i tej intym­no­ści chciał­bym bronić.

– Czy­li Grze­go­rzu, broń­my wol­no­ści w naszych gło­wach, broń­my dobrych sto­sun­ków towa­rzy­skich, broń­my swo­ich rodzin i jak gdy­by zakre­ślaj­my ten poziom nasze­go świa­ta, na któ­ry mamy wpływ, bo na inne rze­czy wpły­wu nie mamy, gdzie będzie­my dzia­łać tak jak my chce­my, po to żeby oca­lić to, co jesz­cze jest do ocalenia .

– No, nie wol­no nam przejść na stro­nę nie­przy­ja­cie­la, bo to oczy­wi­ście nie wyni­ka, nie jest uar­gu­men­to­wa­ne w tej mojej wypo­wie­dzi, ale dekla­ru­ję, jestem prze­ko­na­ny, że to się syp­nie, jestem prze­ko­na­ny, że jak każ­dy total­ny pro­jekt, i ten rów­nież się wyło­ży i wylą­du­je w rowie, żad­na Tysiąc­let­nia Rze­sza nie trwa­ła 1000 lat, żaden Zwią­zek Sowiec­ki chwa­ła Bogu nie prze­ma­lo­wał całej kuli ziem­skiej na czer­wo­no i w związ­ku z tym to się zawali.

        Nie­któ­rym zda­je się, że będzie trwać wiecz­nie, że oni sami będą trwać wiecz­nie, bo tech­no­lo­gia, bo medy­cy­na, bo nauka. Ja wiem swo­je na pod­sta­wie wie­dzy bez­po­śred­nio naby­tej. Po pro­stu, moja i two­ja sza­now­ny panie redak­to­rze zna­jo­mość total­niac­twa w tym sta­rym wyda­niu, komu­na peere­low­ska, my wie­my, że to się syp­nie i mamy też wie­dzę zapo­śred­ni­czo­ną histo­rycz­ną, mamy orien­ta­cję,  że to nie będzie trwa­ło, że tech­no­lo­gia, jak sobie nie­któ­rzy wma­wia­ją, nie zała­twi wszyst­kie­go, nie­któ­rzy pew­nie myślą, że dzię­ki temu, że wła­śnie moce obli­cze­nio­we wzro­sły, że postę­py minia­tu­ry­za­cji, dro­ny dowio­zą, przy­wio­zą na czas…

        Hitler myślał sobie pew­nie podob­nie, wyło­żył się na swo­ich pro­jek­tach, bo za jego cza­sów Auschwitz obsłu­gi­wał sys­tem IBM, ale na pozio­mie kart per­fo­ro­wa­nych i to dla­te­go nie mogło się udać; mnie się zda­je że się syp­nie, i w związ­ku z tym bia­da nam, gdy­by­śmy prze­szli na stro­nę nie­przy­ja­cie­la; gdy­by nas ten dzień, w któ­rym zno­wu zaświ­ta jutrzen­ka swo­bo­dy, to zna­czy wró­ci­my do tych natu­ral­nych, przy­ro­dzo­nych, nie waham się też powie­dzieć, i pol­skich zasad, żeby ten dzień nas zastał już w sze­re­gach nie­przy­ja­cie­la w obo­zie wro­ga. Pro­wadź­my dzia­ła­nia opóź­nia­ją­ce, a jak Pan Bóg dopu­ści to i z kija wypuści.

– Dzię­ku­ję bar­dzo no i dzię­ku­ję Ci jako Polak za to co robisz w Sej­mie, za ten ogrom pracy.

- Dzię­ki za życz­li­we sło­wo, do następ­ne­go razu.

Witek Rosow­ski: Wczo­raj odbył się pro­test  prze­ciw­ko przy­mu­so­wi szcze­pień i wystę­po­wa­li róż­ni poli­ty­cy z Kon­fe­de­ra­cji i rów­nież pan poseł Win­nic­ki, pan poseł Bosak i wie­lu wie­lu innych, ale nikt, żaden poli­tyk, nie dostał owa­cji na sto­ją­co i jego imię i nazwi­sko nie było skan­do­wa­ne wie­lo­krot­nie tak jak poseł Grze­gorz Braun, który…

Nad­cho­dzi straż­nik Stra­ży Mar­szał­kow­skiej: — Prze­pra­szam, ale dosta­li­śmy pole­ce­nie, że nie moż­na już nagrywać.

Grze­gorz Braun: — Pro­szę prze­ka­zać, że ja sobie to wypra­szam, pro­szę wię­cej — mówię to nie do pana personalnie.

Straż­nik: — Wiem.

GB: — I nie do służ­by, pro­szę wię­cej nie nękać mnie i moich gości, pro­szę wię­cej nie prze­szka­dzać nam w pra­cy, i w dzia­ła­niu, i niech tu przyj­dzie pani mar­sza­łek i mi to powie, ja tego nie przyj­mu­ję do wiadomości.

– Dobrze, dziękujemy.

GB: – Jest to bar­dzo smut­ne, że panów zaszczyt­na służ­ba jest wyko­rzy­sty­wa­na do tak bez­czel­nych, zupeł­nie bez­czel­nych dzia­łań, któ­re tutaj się podej­mu­je. Jest to bar­dzo smut­ne. że orzeł w koro­nie to wszyst­ko musi pieczętować…