Dariusz Kwie­cień poka­zu­je, jak kana­dyj­ski psy­cho­log uza­sad­nia war­tość chrze­ści­jań­stwa współ­cze­sne­mu człowiekowi 

        — Jor­dan Peter­son, odwo­łu­jąc się do nauki i psy­cho­lo­gii, bro­ni war­to­ści reli­gii jako depo­zy­tu mądrości.

        — Peter­son wska­zu­je na wagę kon­cep­cji praw­dy obiek­tyw­nej. Tyl­ko ona może dać czło­wie­ko­wi wystar­cza­ją­co sta­bil­ne opar­cie w cha­otycz­nym świecie.

reklama

        — Wykła­dy biblij­ne Peter­so­na są ory­gi­nal­nym odczy­ta­niem tre­ści Obja­wie­nia. Według psy­cho­lo­ga Biblia to zbio­ro­wa psy­cho­te­ra­pia ludzkości.

        — Ducho­wość Peter­so­na czy­ni go wia­ry­god­nym w oczach mło­de­go poko­le­nia, któ­re jest nie­chęt­ne wobec insty­tu­cjo­nal­nej religijności.

        — Jor­dan Peter­son jest bez wąt­pie­nia posta­cią kon­tro­wer­syj­ną. Jed­ni trak­tu­ją go jako auto­ry­tet wska­zu­ją­cy, jak pora­dzić sobie z życio­wym cha­osem. Dru­dzy zarzu­ca­ją mu, że upra­wia pseu­do­nau­ko­wy coaching. Nie moż­na roz­strzy­gnąć wyżej wymie­nio­nych wąt­pli­wo­ści. Zaj­mu­ją­cy jest jed­nak fakt, że kana­dyj­ski psy­cho­log, będąc agno­sty­kiem, kon­se­kwent­nie bro­ni war­to­ści reli­gii i tra­dy­cji, zaś Chry­stu­sa uwa­ża za naj­wyż­szy wzór czło­wie­czeń­stwa. Czy Jor­dan Peter­son jest obec­nie naj­sku­tecz­niej­szym apo­lo­ge­tą chrześcijaństwa?

Apo­lo­ge­ta tra­dy­cji i religii

        Jor­dan Peter­son jest z wykształ­ce­nia psy­cho­lo­giem, jego spe­cjal­ność to psy­cho­lo­gia kli­nicz­na. Zna­ny stał się w 2016 roku, gdy jako wykła­dow­ca Uni­wer­sy­te­tu w Toron­to zapro­te­sto­wał prze­ciw naka­zo­wi zwra­ca­nia się do osób trans­pł­cio­wych poprzez uży­wa­nie pre­fe­ro­wa­nych przez nich zaim­ków. Peter­son zyskał wów­czas ogrom­ną popu­lar­ność i w cią­gu 2 lat porzu­cił prak­ty­kę psy­cho­lo­ga kli­nicz­ne­go oraz pra­cę na uni­wer­sy­te­cie i sku­pił się na wygła­sza­niu wykła­dów na całym świe­cie oraz pro­wa­dze­niu swo­je­go kana­łu na YouTubie.

        W swo­jej twór­czo­ści odwo­łu­je się m.in. do psy­cho­lo­gii Jun­ga, twór­czo­ści Dosto­jew­skie­go, kogni­ty­wi­sty­ki i neu­ro­bio­lo­gii. Kry­ty­ku­je współ­cze­sną kul­tu­rę za jej rezy­gna­cję z poję­cia obiek­tyw­nej praw­dy, wska­zu­je na cha­os, jaki jej odrzu­ce­nie za sobą nie­sie. To, co jest szcze­gól­nie inte­re­su­ją­ce w jego twór­czo­ści, to obro­na zna­cze­nia chrze­ści­jań­stwa i sprze­ciw wobec ten­den­cji współ­cze­sne­go czło­wie­ka do pogar­dza­nia wszyst­kim, co z nim związane.

        Peter­son, któ­ry był przez kil­ka­na­ście lat świa­to­po­glą­do­wym ate­istą, mówi dzi­siaj wprost, że prze­stał nim być i żyje tak, jak­by Bóg ist­niał. Dekla­ru­je: „Od daw­na nie jestem już ate­istą. Nie patrzę na świat w ten spo­sób. Nie jestem już mate­ria­li­stą. Nie wie­rzę, że świat jest zło­żo­ny jedy­nie z mate­rii. Z per­spek­ty­wy współ­cze­snych badań nad mózgiem wie­my, że jeste­śmy zorien­to­wa­ni pod­świa­do­mie na świat, któ­ry jest zło­żo­ny z infor­ma­cji i ze znaczeń”.

        Wcze­śniej pyta­ny o swo­ją wia­rę w Boga odpo­wia­dał nie­chęt­nie i wymi­ja­ją­co: „Raczej Go nie ma, ale oba­wiam się, że może być”.

        W ostat­nich wywia­dach wyzna­wał: „Wiem, że w posta­ci Chry­stu­sa obec­ny jest mit o Bogu zabi­tym i wra­ca­ją­cym do życia, a jed­no­cze­śnie rze­czy­wi­sta oso­ba, któ­ra napraw­dę żyła, i w pew­nym sen­sie Chry­stus jest połą­cze­niem tych dwóch czyn­ni­ków. I praw­do­po­dob­nie w to wie­rzę, cho­ciaż jestem zdu­mio­ny swo­ją wia­rą i jej do koń­ca nie rozumiem”.

        Po wysłu­cha­niu jego wykła­dów o współ­cze­snych ide­olo­giach wie­lu ate­istów zaczy­na się otwie­rać na moż­li­wość ist­nie­nia rze­czy­wi­sto­ści trans­cen­du­ją­cej to, co mate­rial­ne. Moż­na to dostrzec na face­bo­oko­wych grup­kach ate­istycz­nych, na któ­rych, co do zasa­dy, domi­nu­je posta­wa anty­chrze­ści­jań­ska,. Po pod­lin­ko­wa­niu wykła­dów Jor­da­na anty­re­li­gij­na zja­dli­wość powo­li zamiera.

        Peter­son mówi do mło­dych ate­istów w spo­sób nastę­pu­ją­cy: „Jeśli zro­zu­mie­cie ten nie­by­wa­le zło­żo­ny pro­ces, któ­ry dopro­wa­dził do powsta­nia wyjąt­ko­wej cywi­li­za­cji, w któ­rej żyje­my, to może nie będzie­cie tak bar­dzo skłon­ni odrzu­cać Biblię przez nie­chęć, nie­na­wiść, zgorzk­nie­nie, histo­rycz­ną igno­ran­cję, zazdrość czy po pro­stu chęć znisz­cze­nia. Musi­cie być lepiej zako­rze­nie­ni, żeby sie­bie ocalić”.

        Poli­ty­ka jest roz­trop­ną tro­ską o dobro wspól­ne. Dąży­my do budo­wy pod­mio­to­wej Rze­czy­po­spo­li­tej reali­zu­ją­cej wska­za­nia kato­lic­kiej nauki spo­łecz­nej. W tym celu two­rzy­my nie­par­tyj­ne, cha­dec­kie śro­do­wi­sko poli­tycz­ne, któ­re szu­ka roz­wią­zań ustro­jo­wych, gospo­dar­czych i spo­łecz­nych słu­żą­cych inte­gral­ne­mu roz­wo­jo­wi czło­wie­ka. Dołącz do gro­na naszych Darczyńców!

        I kon­ty­nu­uje: „Uwa­żam, że ate­iści są czę­sto bar­dzo uczci­wi i bar­dzo spój­ni w swo­ich ana­li­zach, ale też nie trak­tu­ją swo­ich ana­liz ewo­lu­cyj­nych z powa­gą i uczci­wo­ścią, jakiej to od nich wyma­ga. Bo nie mogą prze­cież pole­mi­zo­wać z pod­sta­wo­wym aksjo­ma­tem dar­wi­now­skiej teo­rii, że im dłu­żej coś mia­ło efekt selek­cjo­nu­ją­cy w pro­ce­sie życia, to tym bar­dziej jest praw­dzi­we”. A tak jest wła­śnie z reli­gią, któ­ra towa­rzy­szy ludz­ko­ści od zarania.

        Do nasta­wio­nych anty­re­li­gij­nie mate­ria­li­stów uwa­ża­ją­cych, że reli­gia jest zabo­bo­nem, mówi, aby zacho­wa­li dla niej tro­chę wdzięcz­no­ści, bo towa­rzy­szy nam od począt­ku i nawet jeże­li nie jest obiek­tyw­nie praw­dzi­wa, to wła­śnie ona prze­nio­sła nas jak olbrzy­mi sta­tek po wzbu­rzo­nym oce­anie dzie­jów na nie­zna­ny ląd, któ­ry nadal odkrywamy.

Reli­gia jest skarb­cem mądro­ści prze­no­szo­nym z poko­le­nia na pokolenie

        Kana­dyj­ski psy­cho­log twier­dzi, że jako ludz­kość patrzy­my na tajem­ni­cę swe­go ist­nie­nia przez 4 okna, któ­re odkry­li­śmy w swej histo­rii: naj­star­sze z nich to wła­śnie reli­gia, potem sztu­ka, od kil­ku­set lat nauka, a zale­d­wie od 100 lat psy­cho­lo­gia. Peter­son na pod­sta­wie naj­now­szych badań mózgu udo­wad­nia, że jeste­śmy zde­cy­do­wa­nie bar­dziej emo­cjo­nal­ni niż racjo­nal­ni, a ule­cze­nie naszych pod­świa­do­mych lęków i traum moż­li­we jest w kon­fron­ta­cji z nie­zmien­ną i wiecz­ną ideą Boga oraz dzię­ki życiu w zgo­dzie z obiek­tyw­ną praw­dą i dobrem. Nie podo­ba mu się u kry­ty­ków reli­gii to, że nie bio­rą feno­me­nu ducho­wo­ści na poważ­nie, mimo że doświad­cze­nia reli­gij­ne towa­rzy­szą ludziom od zara­nia, co jest potwier­dzo­ne empirycznie.

        Peter­son twier­dzi, że więk­szość natu­ra­li­stów nie zmie­rzy­ła się jesz­cze z wiel­ką lite­ra­tu­rą Dosto­jew­skie­go, któ­re­go książ­ki oma­wia w swo­ich wykła­dach, a któ­re­go boha­te­ro­wie nie­uzna­ją­cy uni­wer­sal­nej Boskiej iskry w ludziach i będą­cy pod wpły­wem wiel­kich ate­istycz­nych idei dopro­wa­dza­ją samych sie­bie i świat do katastrofy.

        Psy­cho­log tłu­ma­czy od stro­ny racjo­nal­nej zasad­ność ist­nie­nia reli­gii w dzie­jach, co tra­fia do słu­cha­czy, któ­rzy nie kupu­ją już gło­szo­nej przez kazno­dzie­jów praw­dy o obja­wie­niach, cudach i nie­we­ry­fi­ko­wal­nych fak­tach o życiu po śmierci.

        Peter­son jest w sta­nie prze­ko­nać top mene­dże­rów, któ­rych pro­wa­dzi na tera­piach, do potrze­by usza­no­wa­nia dnia świę­te­go nie ze wzglę­dów reli­gij­nych, ale prag­ma­tycz­nych. Odpo­czy­nek, któ­ry im zale­ca, prze­kła­da­ła się na więk­szą wydaj­ność w pra­cy. Podob­nie prze­ko­nu­je stu­den­tów, że wybór „ist­nie­nia” (życia rozu­mia­ne­go jako sen­sow­ny „dar”) wbrew nihi­li­zmo­wi, opo­wie­dze­nie się za ładem wbrew cha­oso­wi i powrót do prak­ty­ko­wa­nia ducho­wo­ści zaowo­cu­ją popra­wą jako­ści ich życia. Mło­dzi ludzie są mu za to wdzięcz­ni, pod­cho­dzą do nie­go wzru­sze­ni z podzię­ko­wa­nia­mi, że dzię­ki jego radom ich życie zmie­ni­ło się na lepsze.

        Peter­son bro­ni nie tyl­ko idei Boga, ale i wyjąt­ko­wo­ści czło­wie­ka, tego, że jeste­śmy stwo­rze­ni na Jego podo­bień­stwo jako naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne samo­świa­do­me isto­ty we wszech­świe­cie. Uzna­li­śmy na prze­strze­ni tysiąc­le­ci w spo­sób wręcz zdu­mie­wa­ją­cy (głów­nie dzię­ki chrze­ści­jań­stwu), że w każ­dym z nas ist­nie­je Boska cząst­ka, nawet jeśli ktoś oka­zu­je się ostat­nią kana­lią. Mamy rów­nież nie­zwy­kle roz­wi­nię­tą wyobraź­nię, dla­te­go może­my prze­mie­nić rze­czy­wi­stość, czy­li uczest­ni­czyć w stwa­rza­niu. Jak kon­klu­du­je Peter­son, „[…] w Biblii […] świa­do­mość jest złą­czo­na z bosko­ścią, a czło­wiek jest stwo­rzo­ny na podo­bień­stwo Boga”.

Prze­ciw­ko post­mo­der­ni­stycz­nej rów­no­ści narracji

        Jor­dan Peter­son w swo­ich pre­lek­cjach bro­ni ist­nie­nia obiek­tyw­nej praw­dy. Jeże­li jej nie ma, to dla­cze­go ludzie tak upie­ra­ją się przy swo­ich sys­te­mach war­to­ści i bro­nią ich tak zażar­cie, jak gdy­by ktoś im usu­wał tra­twę spod nóg i jak­by zaraz mie­li wpaść w otchłań? W jego mnie­ma­niu dzie­je się tak dla­te­go, że moc praw­dy obiek­tyw­nej (lub nawet uro­jo­nej) zapew­nia nam poczu­cie sta­bil­no­ści i sensu.

        Post­mo­der­ni­stycz­ni socjo­kon­struk­cjo­na­li­ści mówią, że ety­ka jest przy­pad­kiem, a moral­ność jest względ­na, bo nie ma obiek­tyw­ne­go bio­lo­gicz­ne­go ugrun­to­wa­nia. Dowo­dy na tezę prze­ciw­ną są wręcz przy­tła­cza­ją­ce. Peter­son twier­dzi rów­nież, że dzię­ki naj­now­szym odkry­ciom psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej i psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej dys­po­nu­je­my wie­lo­ma przy­kła­da­mi, że ety­ka wyewo­lu­owa­ła w nas obiek­tyw­nie, cze­go dowo­dem są bada­nia zacząt­ków moral­no­ści wśród naczel­nych i spon­ta­nicz­ne odra­dza­nie się ety­ki w teatral­nych zaba­wach dzieci.

        Według Jor­da­na posia­da­my ośrod­ki roz­po­zna­wa­nia wzor­ców. Były w nas wbu­do­wy­wa­ne w pro­ce­sie ewo­lu­cyj­nym przez milio­ny lat, zatem trak­to­wa­nie istot ludz­kich jako dowol­nie zapi­sy­wa­nych kar­tek papie­ru to igno­ran­cja. Zwo­len­ni­kom takich teo­rii Peter­son radzi wyczoł­gać się z XVII wie­ku. Moral­ne zacho­wa­nia były wyni­kiem bar­dzo dłu­gie­go pro­ce­su budo­wa­nia zwy­cza­jów aż do sko­dy­fi­ko­wa­nia w for­mie obja­wie­nia, czy­li wzor­ca, któ­ry dzia­ła, i któ­ry będzie dzia­łał w przyszłości.

        Peter­son wyja­śnia to nastę­pu­ją­co: „[…] naj­pierw sto­su­jesz zasa­dy, któ­re się spraw­dza­ją, a następ­nie je kody­fi­ku­jesz, potem uczysz je sto­so­wać następ­ne poko­le­nia. Bo co było naj­pierw – postę­po­wa­nie czy zasa­dy? Oczy­wi­ście, że naj­pierw było postę­po­wa­nie, bo ina­czej nikt by tych zasad nie przy­jął. […] Dla­te­go moral­ność powszech­na musi być powta­rzal­na i sta­bil­na w cza­sie. Może­my i powin­ni­śmy ją jedy­nie ulep­szać, a nie nego­wać, chy­ba że chce­my pogrą­żyć się w nihi­li­zmie, chę­ci znisz­cze­nia i zemście”.

I kon­klu­du­je: „Ten cho­ler­ny post­mo­der­nizm jest błęd­ny, bo mówi, że mamy nie­skoń­czo­ną moż­li­wość inter­pre­ta­cji świa­ta, a następ­nie mówi, że żad­na inter­pre­ta­cja nie może być fawo­ry­zo­wa­na wobec innej. To fatal­ny błąd, bo może i mamy nie­skoń­czo­ną licz­bę inter­pre­ta­cji, ale tyl­ko nie­wiel­ką licz­bę wypra­co­wa­nych dobrych roz­wią­zań wobec fak­tu ist­nie­nia i nasze­go cier­pie­nia w świe­cie. Dla­te­go post­mo­der­ni­ści pro­wa­dzą nas w kosz­mar­nie złą stronę”.

Ory­gi­nal­na inter­pre­ta­cja Biblii

        Kana­dyj­ski pro­fe­sor kry­ty­ko­wał post­mo­der­ni­stycz­ne i ate­istycz­ne idee domi­nu­ją­ce dziś na zachod­nich uni­wer­sy­te­tach. Wpa­so­wał się nie­ja­ko w odwiecz­ny bunt mło­dych w momen­cie, gdy waha­dło idei wyda­je się powo­li prze­su­wać w kon­ser­wa­tyw­ną stro­nę. Jest jak gdy­by ewan­ge­li­za­to­rem pono­wo­cze­sno­ści, bo jego popu­lar­ność jest zde­cy­do­wa­nie więk­sza niż jakie­go­kol­wiek teo­lo­ga, rabi­na, pasto­ra czy biskupa.

        Przy­czy­nił się do tego głów­nie bar­dzo popu­lar­ny na YouTu­bie cykl wykła­dów Psy­cho­lo­gicz­ne zna­cze­nie histo­rii biblij­nych (czę­ścio­wo dostęp­ny rów­nież z pol­skim lek­to­rem). Peter­son zabie­ra w nim słu­cha­czy w podróż po opo­wie­ściach biblij­nych Sta­re­go Testa­men­tu i otwie­ra przed nimi dotąd nie­zna­ną per­spek­ty­wę interpretacji.

        Peter­son twier­dzi, że histo­rie biblij­ne zosta­ły spi­sa­ne w swo­im cza­sie przez naj­mą­drzej­szych z nas, a zawar­ta w nich mądrość była i jest nadal zbio­ro­wą psy­cho­te­ra­pią ludzkości.

        Według nie­go dla współ­cze­snych Biblia sta­ła się nie­straw­na z powo­du jej fun­da­men­ta­li­stycz­ne­go przed­sta­wia­nia, nie­zgod­ne­go z dzi­siej­szym sta­nem wie­dzy. Jak twier­dzi, „wszy­scy obec­nie myśli­my racjo­nal­nie, to zna­czy, że coś musi wyni­kać z cze­goś, a to jest jesz­cze jeden argu­ment, aby odrzu­cić Biblię, bo w tra­dy­cyj­nym jej uję­ciu jesteś wezwa­ny, by wie­rzyć w rze­czy, w któ­re nie da się sen­sow­nie wie­rzyć, a to nie jest nic dobre­go, bo to jest rodzaj kłam­stwa. I wte­dy wrzu­casz wszyst­ko do nisz­czar­ki, bo Biblia prze­cież mia­ła być o praw­dzie. A jeże­li musisz swo­je poszu­ki­wa­nia praw­dy zacząć od wytknię­cia ste­ku kłamstw, to dokąd ma cię to zaprowadzić?”.

        Dla­te­go Peter­son inter­pre­tu­je Biblię ewo­lu­cyj­nie, feno­me­no­lo­gicz­nie i typicz­nie. Odwa­la przy oka­zji kawał dobrej robo­ty za Kościół, któ­ry od poło­wy XX wie­ku zaak­cep­to­wał histo­rycz­no-kry­tycz­ne bada­nie Pisma Świę­te­go i ale­go­rycz­ną egze­ge­zę pre­hi­sto­rii biblij­nej, ale nie prze­nio­sło się to zbyt­nio na poziom powszech­nej katechezy.

        Jor­dan dodat­ko­wo inter­pre­tu­je biblij­ne arche­ty­py z per­spek­ty­wy psy­cho­lo­gii mitu. Nawią­zu­je do prawd zawar­tych w mito­lo­giach i poin­tu­je je w spo­sób nastę­pu­ją­cy: „Jak brać rzą­dzą­ce nami emo­cje i ucy­wi­li­zo­wać je? Ja bio­rę to na poważ­nie, że jeste­śmy luź­nym zbio­rem duchów, jak mówi­li Gre­cy, i że ludzie są igrasz­ką bogów. Aby to zro­zu­mieć, musisz się nauczyć poko­ry, dla­te­go Biblia mówi, że «bojaźń Boża jest począt­kiem mądrości»”.

        Peter­son pró­bu­je udo­wad­niać, że w histo­riach biblij­nych zawar­te są wypra­co­wa­ne przez tysią­ce lat nie­zmien­ne i uni­wer­sal­ne praw­dy o nas samych. Kana­dyj­ski pro­fe­sor już od pierw­szych słów wykła­du wzbu­dza cie­ka­wość, wska­zu­je na tajem­ni­czość Biblii. Sta­wia intry­gu­ją­ce pyta­nia: Jak powsta­ła? Po co powsta­ła? W jaki spo­sób moty­wo­wa­ła naszą kul­tu­rę przez tysią­ce lat? Jak to się sta­ło, że tak księ­ga jest trwal­sza niż kamie­nie, budow­le, kró­le­stwa i impe­ria? Peter­son inter­pre­tu­je głów­nie Księ­gę Rodza­ju. Nawią­zu­je co jakiś czas do Ewan­ge­lii, przy­wo­łu­jąc sło­wa i czy­ny Jezu­sa. Pro­wo­ku­je swo­ich słu­cha­czy pytaniami.

        Peter­son zmu­sza do reflek­sji: „Pomy­śl­cie, woli­cie w życiu tchó­rzy czy ludzi odważ­nych? A co jest naj­wyż­szym aktem odwa­gi? Że nawet jeśli jesteś śmier­tel­ny i ogra­ni­czo­ny, to mimo to war­to żyć god­nie, czy­niąc dobro. Dla­te­go Jezus bio­rą­cy swój krzyż i wyrze­ka­ją­cy się prze­mo­cy jest naj­więk­szym spo­śród hero­sów tego świata”.

Ducho­wość dopa­so­wa­na do indy­wi­du­ali­stycz­ne­go sty­lu życia

        Jego dekla­ro­wa­ny dotąd agno­sty­cyzm i indy­wi­du­ali­stycz­na ducho­wość para­dok­sal­nie czy­nią go jesz­cze bar­dziej wia­ry­god­nym w oczach poko­le­nia, któ­re nie szu­ka już w kościo­łach odpo­wie­dzi na pyta­nia o sens, bo zarzu­ca insty­tu­cjom reli­gij­nym for­ma­lizm i marazm ducho­wy. Peter­son otwar­cie przy­zna­je, że prze­stał cho­dzić do Kościo­ła daw­no temu, ale dzi­siaj widzi war­tość wspól­ne­go powra­ca­nia do źró­deł ety­ki. Zachę­ca do tego, by „raz na tydzień cho­dzić razem w miej­sce, gdzie może­my potwier­dzić swo­je odda­nie się dobru, ku któ­re­mu się zwra­ca­my i zadu­mać wspól­nie nad sen­sem i celem ist­nie­nia, to cen­na rzecz dają­ca moc”.

        Twier­dzi, że źle się sta­ło, że na Zacho­dzie prze­sta­li­śmy się spo­ty­kać w kościo­łach, ponie­waż nie mamy ośrod­ka etycz­ne­go, któ­ry łączy nasze spo­łecz­no­ści, a kon­se­kwen­cją tego jest poważ­ny roz­pad naszych wspól­not. Twier­dzi, że z wie­kiem kry­ty­cyzm wobec insty­tu­cji reli­gij­nych w nim usta­je, a odkry­wa ich nie­za­stą­pio­ny wymiar społeczny.

        Sam przy­znał ostat­nio, że uczest­ni­czył w mszy kato­lic­kiej i wywar­ło to na nim wra­że­nie. Zresz­tą, mimo że wycho­wał się w tra­dy­cji pro­te­stanc­kiej, o samym Koście­le kato­lic­kim w swo­ich wykła­dach wyra­ża się pozy­tyw­nie. Wtrą­ca przy oka­zji apo­lo­ge­tycz­ne bon moty: „Przy takim pozio­mie irra­cjo­nal­nych teo­rii post­mo­der­ni­stycz­nych kato­lic­kie dogma­ty zaczną nam się wyda­wać cał­kiem racjonalne”.

        Wyda­je się, że ewo­lu­cja posta­wy Peter­so­na wzglę­dem insty­tu­cji Kościo­ła jest logicz­ną kon­se­kwen­cją tego, o czym pisał w swo­ich póź­nych ese­jach nasz wiel­ki kon­wer­ty­ta, Leszek Koła­kow­ski. Dowo­dził on, że nie ma ducho­wo­ści czy­stej, bo jej ide­alizm dość szyb­ko zani­ka, gdy nie zako­rze­ni się w instytucji.

        Nie prze­czy to tezie, że insty­tu­cje kost­nie­ją, ale aku­rat według Koła­kow­skie­go kato­li­cyzm ma tę zale­tę, że może bez wewnętrz­nej prze­mo­cy, powo­łu­jąc się na Ewan­ge­lię, cią­gle się odna­wiać, powra­cać do źró­deł swo­jej ducho­wo­ści. Kto wie, czy mło­dzi agno­sty­cy i ate­iści, w któ­rych Peter­son obu­dził głód ducho­wo­ści, wcze­śniej czy póź­niej nie zasi­lą swo­ich lokal­nych zbo­rów i kościo­łów oraz nie przy­czy­nią się do ich odnowy?

Doko­nać syn­te­zy reli­gii i oświecenia

        Jor­dan Peter­son wyda­je się reali­zo­wać na naszych oczach wizję Koła­kow­skie­go o odno­wie­niu kul­tu­ry Zacho­du poprzez stwo­rze­nie syn­te­zy rozu­mu i wia­ry. „Nie żyje­my już w XVIII wie­ku, kie­dy to kul­tu­ra świec­ka sprze­ci­wia­ła się kle­ry­kal­ne­mu obsku­ran­ty­zmo­wi. Dzi­siaj raczej stoi przed nami zada­nie two­rze­nia kul­tu­ry, któ­ra łączy­ła­by zara­zem tra­dy­cję chrze­ści­jań­ską, jak i oświeceniową.

        Spo­łe­czeń­stwo, któ­re nie potra­fi zacho­wać pew­ne­go dystan­su wobec war­to­ści docze­snych jak tech­ni­ka i wygo­da roz­kła­da się. A jedy­nie reli­gia może zapew­nić taki dystans ” – pisał Koła­kow­ski tuż po upad­ku komu­ni­zmu w Pol­sce. Kana­dyj­ski pro­fe­sor wyda­je się reali­zo­wać to zada­nie dzię­ki wie­dzy z wie­lu obsza­rów współ­cze­snej nauki na temat człowieka.

        Z per­spek­ty­wy psy­cho­lo­ga, psy­cho­te­ra­peu­ty i bada­cza sta­ro­żyt­nych mitów roz­wi­ja nar­ra­cję o życiu jako wcią­ga­ją­cym spek­ta­klu o róż­nych pozio­mach zło­żo­no­ści. Jako apo­lo­ge­ta afir­mu­je reli­gię jako ist­nie­ją­cy na róż­nych pozio­mach skom­pli­ko­wa­nia sys­tem wie­rzeń, któ­ry zawie­ra uni­wer­sal­ne praw­dy zarów­no dla zwy­kłych ludzi, jak i wysu­bli­mo­wa­nych intelektualistów.

        Oczy­wi­ście Jor­dan Peter­son oprócz rzesz fanów ma też zacie­kłych kry­ty­ków zarów­no po stro­nie lewi­co­wo-libe­ral­nej, jak i wśród kon­ser­wa­ty­stów zarzu­ca­ją­cych mu m.in. syn­kre­tyzm reli­gij­ny, afir­ma­cję psy­cho­lo­gii jun­gow­skiej z jej pochwa­łą ezo­te­ry­zmu i alche­mii lub brak publicz­ne­go potę­pie­nia abor­cji i homoseksualizmu.

        Tym, co zasta­na­wia wie­rzą­cych, jest też fascy­na­cja Peter­so­na Fry­de­ry­kiem Nie­tz­schem. To wła­śnie tego nie­miec­kie­go filo­zo­fa Peter­son włą­cza w poczet geniu­szy, któ­rzy wpły­nę­li na jego życie. Nie­tz­sche ucho­dzi bowiem wśród chrze­ści­jan ze swo­ją słyn­ną fra­zą: „Bóg umarł! Połam­cie te tabli­ce!” raczej za wcie­le­nie antychrysta.

        W prze­ci­wień­stwie do Kana­dyj­czy­ka inny wiel­ki odno­wi­ciel chrze­ści­jań­stwa i kato­li­cy­zmu, ini­cja­tor Dro­gi Neo­ka­te­chu­me­nal­nej, Kiko Arqu­el­lo, nega­tyw­nie wyra­ża się o Nie­tz­schem, któ­re­go dzie­ła sam w mło­do­ści czy­tał. Stwier­dza, że jego filo­zo­fia ode­bra­ła wia­rę jemu i tysiąc­om mło­dych ludzi na uni­wer­sy­te­tach Zacho­du. Decy­zja, jak zin­ter­pre­tu­je­my Peter­so­na, nale­ży do nas. Nie­któ­rzy wła­śnie mie­li oka­zję usły­szeć Kana­dyj­czy­ka pod­czas jego nie­daw­nej pierw­szej wizy­ty w Pol­sce. Innym pozo­sta­je posłu­chać jego wykła­dów na YouTubie.

za Klub Jagielloński