Motto ,,Noc zimowa groźna i milcząca. Z góry na dół śnieżne lecą puchy, Świat jest jedną białością bez końca .’’{autor nieznany}

        Narodowe dzieje sprawiły, że Boże Narodzenie wpisało się w polską tradycję jako święta prawdziwego zbliżenia, wzajemnego darowania sobie win, lekcja miłości, jako czas refleksji i zadumy.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

        Jednakowo więc i w szlacheckim dworze i chłopskiej chacie czekano kiedyś na wieczerzę wigilijną, choinkę, pasterką i Narodzenie Boga. Boże Narodzenie jest najważniejszym świętem w polskim roku obrzędowym, obchodzonym bardziej uroczyście niż w jakimkolwiek kraju europejskim, świętem połączonym z wyjątkowymi emocjami.

        Być może wynika to z rozdzielenia dziesiątków, a w pewnych okresach setek tysięcy Polaków z krajem i rodziną. Bywały w dziejach narodu, a także w życiu każdego z nas wigilie pogodne, radosne, pełne rodzinnego ciepła, wspominane z rozrzewnieniem, ale także zdarzały się wigilie samotne, smutne, a nawet tragiczne.

        Od praczasów wigilia otwierała rok słoneczny, rok obrzędowy. Zachowały się więc w jej obchodach ślady dawnych zwyczajów agrarnych, zadusznych, noworocznych. Przede wszystkim jest jednak uroczystością chrześcijańską wyrażającą czuwanie i oczekiwanie na przyjście Boga –Człowieka, małego Jezuska. To wielkie i cudowne wydarzenie skłania do postu oraz modlitwy. Jakkolwiek post w tym dniu wiąże się z religią katolicką, produkty używane do przygotowania kolacji kojarzą się z wierzeniami Słowian. Przaśny chleb, czyli opłatek, miód, mak, grzyby są pokarmami mającymi ukryte znaczenie.

        Julian Ursyn Niemcewicz, znany poeta i działacz Oświecenia, tak wspomina wieczerzę wigilijną w dworku szlacheckim: „ Wigilia Bożego Narodzenia była wielką uroczystością. Od świtu wychodzili domowi słudzy na ryby, robiono na rzece i toniach przeręby i zapuszczano niewód. Niecierpliwie oczekiwano powrotu rybaków.’’ Z tym dniem wiązało się szereg wróżb i zwyczajów. Zygmunt Gloger w ,, Encyklopedii staropolskiej’’ z 1903 roku pisze : ,, Stawianie snopów zboża po rogach izby, w której zasiadają do uczty wigilijnej, dotąd napotykane u ludu, było niegdyś zwyczajem we wszystkich warstwach powszechnym.

        U pani wojewodziny Dobrzyckiej na Mazowszu, w połowie XIX wieku, nie siadano do wigilii bez snopów zboża po rogach komnaty stołowej ustawionych.’’ Uzasadnienie tego zwyczaju daje Wacław Potocki, poeta 17 wieku: ,,Stary obyczaj w tym mają chrześcijańskie domy  Na Boże Narodzenie po izbach słać słomy, Że w stajni Święta Panna leżała połogiem.’’ Snopy te miały sprzyjać przyszłym urodzajom i zapewnić dobre plony, toteż ustawiano je zarówno w chatach chłopskich, jak i w dworskich jadalnych pokojach, a nawet w magnackich rezydencjach. Snopy zbóż rozmaitych, rozsypane ziarna, słoma z czasem zostały zredukowane do maksimum i dziś na stole pojawia się tylko garstka siana, na którym leży opłatek lub figurka małego Dzieciątka.

        Pierwsza gwiazdka na grudniowym niebie, zwiastująca przyjście Pana, stanowiła i stanowi znak rozpoczęcia wieczerzy. ,,Niecierpliwie jej czekano – pisze J.U.Niemcewicz – gdy ta zajaśniała, zbierali się domownicy, goście i dzieci. . . rodzice wychodzili z opłatkiem na talerzu, a każdy z obecnych, biorąc opłatek, obchodził wszystkich zebranych, nawet służących i łamiąc go powtarzał: bodaj byśmy na przyszły rok łamali go ze sobą.’ ’Pięknym zwyczajem związanym z wierzeniami, że opłatkiem można podzielić się z duszami bliskich zmarłych, jest puste miejsce przy stole i nakrycie, na którym obecni pozostawiają okruchy opłatka.

        Barwny opis  wigilii daje Władysław Reymont w ,,Chłopach’’: ,,Uroczysta cichość zaległa izbę. Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek między wszystkich. Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym. . . . pojadali wolno i godnie, najpierw był kwas buraczany, potem przyszły śledzie . . . Nie skończyli jeszcze, gdy ktosik zapukał do okna Słuchali strwożeni. Kubowa dusza. Ktosik potrzebujący. W ten dzień nikt nie powinien być głodny, ni ostawać bez dachu.’’ Tradycja nakazuje dwanaście potraw z uwagi na to, że było 12 apostołów, inni wiążą ten fakt z dwunastoma miesiącami w roku. Niegdyś w domach chłopskich wieczerzę przyrządzano wyłącznie z płodów ziemi: z wszystkiego, co w polu, w lesie, ogrodzie i w wodzie na znak hołdu dla Ziemi – Żywicielki.

        Na honorowym miejscu kładziono chleb, a niekiedy czosnek mający chronić przed chorobami i złymi duchami. W zamożnych, szlacheckich domach na stole pojawiały się trzy zupy: :migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybowa ze śledziem, następnie kutia dla służby, krążki z chrzanem, karp w sosie, szczupak z szafranem, okunie z posiekanymi jajkami i oliwą. . .

        Początkowo ryby podawano tylko w domach zamożnych, z czasem znalazły się i na chłopskim stole. Dziś ryby są głównym i najważniejszym daniem wigilijnym. Zawsze ważne miejsce zajmowały kasze i kapusta pod rozmaitymi postaciami. Specjałami tradycyjnej kuchni polskiej były i są ciasta, wśród których istotną rolę odgrywa strucla makowa, ponadto piernik miodowy, co potwierdzają słowa: ,,Z wielkiej kuchni gospodyni Śle delicję za delicją, Sutą ucztę pilnie czyni Uważając na tradycją.” Dawniej po skończonej wieczerzy słomą ze snopków stojących w izbie obwiązywano drzewa owocowe w sadzie, zaś siano spod obrusa dodawano do paszy krowom i koniom. Stołu wigilijnego nie uprzątano, pozostawiając na nim ostatki jedzenia dla dusz zmarłych.

        Dziś z tych zwyczajów niewiele pozostało, a resztki z nich, będące wyrazem przywiązania do tradycji, nadają temu wieczorowi jedyny, niepowtarzalny klimat. Potęguje go jeszcze jarząca się światełkami choinka. Jej tradycja jest młoda, sięga zaledwie połowy XIX wieku. W ,, Szczenięcych latach’’ Melchior Wańkowicz tak o niej pisze: ,, Drzewko było w dary konkretne zasobne i chodzić mogłeś koło niego, bracie, trzy dni i objadać się gruntownie. . . Poza świeczkami i lepionymi w domu łańcuchami z różnokolorowego papieru, wszystko tam można było w gębę włożyć. Od góry do dołu czerwieniały małe jabłuszka zawieszone na różnobarwnych włóczkach. Równie obficie wisiały figi, pierniki, złocone i srebrzone orzechy i duże cukierki.’’ A Maria Dąbrowska oczyma swego dzieciństwa taki przywołuje obraz : ,, Nazajutrz rano wnoszono choinkę do jadalnego pokoju. Przynosiła ze sobą zapach lasu i zimy. Stała mroźna, ciemna i zamyślona, wysoka od podłogi do sufitu. Dzieci chodzą koło niej i raz po raz dotykają ostrych zamarzniętych igieł. . . .A gdy choinka była już ubrana i omotana w złote i srebrne nici, od ciepła w pokoju zaczynały wirować wielobarwne świecidła, pachnieć pierniki i figi. Czy wy pamiętacie jeszcze, jak pachną figi i daktyle wespół z igłami choinki? ‘’Potem rozbrzmiewały kolędy dotąd, dopóki bijące dzwony nie ogłosiły światu Dobrą Nowinę. Ten najdłuższy w roku wieczór kończy się pasterką, na którą idą wszyscy tak mieszkańcy wsi, jak i miast, starzy i młodzi, idą lub jadą. ,,Kto był żyw, do kościoła ciągnął. Już z dala widniały rozgorzałe okna kościelne i główne drzwi na rozcież wywarte, a światłem buchające, naród zaś płynął przez nie i płynął jak woda, z wolna zapełniając wnętrze, przystrojone w jodły i świerki, że jakby gęsty bór wyrósł w kościele, tulił się do białych ścian, obrastał ołtarze, z ław się wynosił i prawie sięgał czubami sklepień.

‘’Tak wyglądał kościółek w Lipcach, podobnie przystrojone bywają współczesne nam świątynie. I tak pasterka rozpoczyna święta Bożego Narodzenia, święta wielkie,  godne, które należy obchodzić uroczyście [ godnie ] zwane od najdawniejszych czasów GODAMI.

        Mnie osobiście grudzień i święta zawsze kojarzyły się z roratami. Wczesnym rankiem, kiedy mrok okrywał jeszcze ziemię, trzeba było zerwać się ze snu i brnąc po kolana w śniegu iść do kościoła, który z daleka zapraszał rozświetlonymi oknami. Tak zaczynał się każdy adwentowy dzień, kończył zaś przy wspólnym stole, przy którym robiło się ozdoby choinkowe. Skupione twarze oświetlała naftowa lampa, wydzielając rozleniwiające ciepło, one zaś pochylały się nad kolorowym papierem, błyszczącymi koralikami i bibułą. Powstawały z nich misterne ozdoby: łańcuchy, aniołki, kolczatki, wisiorki i inne zabawki. W pożyteczny więc sposób spędzało się grudniowe wieczory , oczekując na Święta, niepowtarzalne w swej atmosferze i wyrazie, Święta miłości, nadziei, zbratania i zgody. Tuż przed wigilią przywieziono z lasu ośnieżoną choinkę. Pożegnała swe współtowarzyszki i przybyła do ciepłego pokoju, by tu wraz z jego mieszkańcami dzielić radość z powodu narodzenia Pana. Zajęła niemal centralne miejsce. Wieszało się na jej gałązkach zrobione zabawki, ozdoby, łańcuchy. Wirowały skrzydlate aniołki, czerwieniły się pyzate jabłka, pozłacane orzechy, wisiały też ciastka o różnych kształtach upieczone przez Mamę i cukierki zawinięte w kolorową bibułę.

        Na samym czubku widniała gwiazda, zapowiedź przyjścia Jezusa, od niej zwisały bibułkowe wstążki białe i czerwone, nadając choince szczególną wymowę, a ponieważ choinka wisiała u sufitu, wstążki te wirowały tworząc niezapomniany obraz, który na trwałe zapisał się w dziecięcej pamięci. Nie było sztucznego oświetlenia, płonęły kolorowe świeczki rzucając tajemnicze cienie na ściany i sufit. Upajając się zapachem choinki i smakołyków wszyscy domownicy czekali na wigilię. Kiedy zasiedliśmy do nakrytego śnieżno białym obrusem stołu, na którym pośrodku znajdowało się sianko, a na nim opłatek – symbol Narodzonej Bożej Dzieciny, wtedy z ust Mamy padły słowa Ewangelii: ,,W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta. . . Maryja porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.’’ Po modlitwie Tato wziął w swe ręce opłatek, podszedł do Mamy, a potem do pozostałych domowników. Życzeniom, uściskom będącym wyrazem radości, nie było końca. Następnie pojawił się na stole czerwony barszcz, w którym pływały maleńkie uszka, potem fasolka, pierogi z kapustą, na końcu karp. A my, dzieci, liczyliśmy, czy zgodnie z tradycją jest dwanaście potraw. Kiedy wszyscy najedli się dowoli, zabrzmiała kolęda ,, Cicha noc, święta noc. . . ‘’Rzeczywiście nad światem, tym małym, moim światem, zapanowała święta noc. Zmęczeni, ale świadomi obowiązku złożenia hołdu Nowonarodzonemu, brnęliśmy w zaspach śniegu na pasterkę. Kościół rozbrzmiewał radosnymi głosami, a jasność wylewała się na zewnątrz. Po skończonym nabożeństwie wracaliśmy do domu, by pierwszy dzień Świąt spędzić ze sobą, z najbliższymi. Nie składało się wtedy wizyt, nie przyjmowało gości, nie kursowały autobusy. To było wielkie ŚWIĘTO – Święto przyjścia na ziemię Syna Bożego – Święto mojego dzieciństwa.

Nadesłała  Urszula Magdoń,  

Tekst; śp. Michalina Pięch

Współpraca; Maria Szpara