FARMUS: O! Napoleon

Któż z nas Polaków nie zna legendy Napoleona, a szczególnie legendy naszych wielkich nadziei z nim związanych w sprawie odzyskania Polski? To przecież z nim związany jest nasz hymn Mazurek Dąbrowskiego, legenda bitwy o Samosierrę, pierwsza konstytucja – Kodeks Napoleona – ustanawiająca w powołanym Księstwie Warszawskim  język polski językiem urzędowym. W moim rodzinnym domu wisiał portret Napoleona, ale także mały medalion Kościuszki. Obaj – i Kościuszko i Napoleon – swoją drogę w historii kuli mniej więcej w tym samym czasie, choć nie zawsze było im po drodze. Różniły ich także cele.
Również bardzo żywo pamiętam wspomnienia o Napoleonie starego subiekta Ignacego Rzeckiego z książki Bolesława Prusa ‘Lalka’. Z taką samą afektacją jak o Napoleonie wyrażał się stary subiekt Ignacy Rzecki tylko o Stasiu Wokulskim. Dopiero jakiś czas potem, ogarnęłam rozmach epoki napoleońskiej zmieniającej zastany układ całego świata, a nie tylko mojej ojczyzny.

Skorzystałam więc z zaproszenia, jeszcze przed premierą wyznaczoną w Kanadzie na 22 listopada, na obejrzenie nowego filmu ‘Napoleon’. Film wyreżyserował Ridley Scott, który ma prawie 86 lat! To słynny brytyjski reżyser, w którego dorobku jest między innymi Gladiator (2000), Thelma and Louise (1991), czy Pojedynek (1977) na podstawie powieści Josepha Conrada-Korzeniowskiego. Jego filmy często były nagradzane Oscarami,  a on sam trzykrotnie był nominowany do Oscara za reżyserię. Była to więc nie lada gratka, zobaczyć najnowszy film Ridleya Scotta – Brytyjczyka – o słynnym Francuzie, któremu nie uległa Wielka Brytania. Film o jakże ciekawej epoce, a jeszcze ciekawszej postaci historycznej, dodatkowo obejrzany na specjalnym pokazie, tylko dla krytyków filmowych, z możliwością dyskusji po projekcji. Oczywiście pokaz był po to, aby zachęcić krytyków filmowych do napisania o filmie tak, aby zachęcić widzów do jego obejrzenia.

W skrócie: film jest krótką wersją długiej i burzliwej drogi Napoleona ukazaną poprzez jego największe bitwy przeplatane wyrywkowymi wydarzeniami z życia osobistego. Trudna to sztuczka zamknąć całą historyczną i burzliwą epokę w dwu i półgodzinnym filmie. Wcielający się w tę historyczną postać Joaquin Phoenix portretuje postać bohatera w jego militarnym (a więc surowym) wymiarze, co ma duży wpływ pokazanie  jego osobowości i życia (też skrótowego) prywatnego.

Malowniczo i bardzo realistycznie pokazane są wielkie bitwy Napoleona. Widzimy go więc dowodzącego wyparciem Anglików z Tulonu, strzelającego z armat do rojalistów  próbujących przywrócić monarchię w Paryżu, w Egipcie (gdzie pokonał Mameluków), pod Austerlitz, podążającego na Moskwę z bitwą pod Borodino, potem ponoszącego klęskę pod Lipskiem. No i w końcu w klęsce pod Waterloo.

Epoka napoleoński i te bitwy to także kawał naszej historii. Nasz Mazurek Dąbrowskiego powstał w Italii w Legionach pod dowództwem francuskim, potem te  legiony były wysłane do tłumienia buntów na San Domingo (dzisiejsze Haiti). Większość legionistów z Haiti nie wróciła, Wyprawa na San Domingo zakończyła się katastrofą dla polskich żołnierzy, z ponad 6 tysięcy, niecałe 400 wróciło do Francji.

Ale o tym w filmie nie ma. Nie ma także o śmierci księcia Józefa Poniatowskiego w bitwie pod Lipskiem, i śmierci księcia w nurtach Łaby, kiedy osłaniał wojska francuskie.
Jeśli wybieracie się obejrzeć ten film (tak jak ja) aby przyjrzeć się w naszej polskiej legendzie o odzyskaniu Polski przy pomocy Napoleona, to tych elementów nie znajdziecie. Byliśmy w tych wydarzeniach tylko taką boczną arabeską. Gwoli sprawiedliwości mało jest też o Hiszpanii, czy francuskich koloniach w Ameryce Północnej. Steven Spielberg ma w zamyśle zrobienie serialu o Napoleonie na podstawie niedokończonego scenariusz Stanley’a Kubricka. Może tam będzie więcej polskich elementów, chociażby o pani Walewskiej i jej synu Aleksandrze, który był uznany przez Napoleona. Aleksander Colonna-Walewski urodzony w Walewicach w 1810 roku został francuskim dyplomatą i ministrem spraw zagranicznych. No cóż sama pani Walewska, mężatka, lat 21, nakłaniana do zdrady, by wskrzesić Polskę… Ale to inna historia.

Tak generalnie to jest to historyczny film batalistyczny jakich się od dawna nie robi. W szczególności natomiast jest to film o miłości Napoleona i jego pierwszej żony Josephine de Beauharnais. Niezwykły ten związek trwał aż do czasu śmierci Józefiny, kiedy Napoleon przebywał na pierwszym zesłaniu na wyspie Elbie (między Korsyką a Włochami), gdzie został zesłany po klęsce bitwy narodów pod Lipskiem.

Film rozpoczyna scena zgilotynowania Marii Antoniny, żony króla Francji, już wcześniej ściętego Ludwika XVI.  Ta początkowa scena umiejscawia nas gdzie i w jakim czasie jesteśmy: w czasie Rewolucji Francuskiej.

Napoleon spotyka Józefinę w teatrze. Jest ona wdową po zgładzonym oficerze francuskim starego reżimu (ancient regime). Podczas poznania Napoleona z Józefiną jest zabawna scena (chyba jedyna zabawna w całym filmie?), kiedy Józefina pyta Napoleona za kogo się przebrał w swoim śmiesznym stroju? Napoleon jej odpowiada bardzo poważnie, że to nie jest przebranie, że jest generałem. Scena prosto z życia wzięta – przynajmniej mojego. Portret Napoleona w tym filmie się nie zmienia. Tak właściwie to nie wiemy kim on jest. Ten film nie rysuje portretu psychologicznego tytułowego bohatera.  Na pewno przejdzie do historii kina jak wielokrotnie zatyka sobie uszy po wydaniu rozkazu odpalenia armat.
Oprócz epickich scen batalistycznych, możemy podziwiać świetne sceny, kiedy Napoleon bierze ślub (cywilny, bo sam ustanowił śluby cywilne w kodeksie Napoleona), następnie sam się koronuje na cesarza, jak i póżniej rozwodzi (też cywilnie) z Józefiną, bo ta nie może dać mu następcy.

Przejmujące są sceny opuszczonej Moskwy, gdzie cesarz Francji zasiada na tronie cara rosyjskiego Aleksandra 1-go. Tylko nic z tego nie wynika, bo nikogo w Moskwie nie ma. Za kilka godzin  płonie (głównie drewniana) Moskwa. Wielka Armia cesarza Napoleona wycofuje się w czasie srogiej rosyjskiej zimy do Francji – prawie trzy tysiące kilometrów. To jest właściwie koniec świetności tej Wielkiej Armii i powolny koniec Napoleona. Jeszcze próbuje, ucieka z zesłania na Elbie, ale klęski pod Lipskiem, a potem pod Waterloo, przypieczętowują jego los. Napoleon kończy na zesłaniu na wyspie Świętej Heleny – tym razem położonej daleko na Atlantyku, aby mu uniemożliwić ucieczkę.
Film obejrzałam w wersji Screen X, która wyświetla obrazy w promieniu 270 stopni, czyli jesteśmy otoczeni wydarzeniami. Jest to fantastyczny trik, wspomagający złudzenie uczestnictwa w akcji filmu  – a to przecież o tę ułudę uczestnictwa w filmie chodzi.
Wspaniałe zdjęcia były zasługą polskiego kamerzysta Dariusza Wolskiego, który od lat współpracuje z Ridleyem Scottem.

Czy warto film obejrzeć? Oczywiście, że tak. Tylko dobrze sobie zrobić powtórkę z największych bitew Napoleona, żeby potem nie zastanawiać się, kto z kim walczy, i w której koalicji państw przeciwko Francuzom.

Film jest zrobiony przez Brytyjczyka, czyli z jego brytyjskiej  perspektywy o Francuzie. A ja (przyznam bardzo naiwnie) oczekiwałam – perspektywy polskiej, takiej opowieści o Napoleonie jaką mi przekazywano. Jeszcze raz się  przekonałam, jak ta perspektywa tak ważna dla nas, niekoniecznie jest ważna dla innych.

Zaraz po premierach filmu posypały się recenzje. Różne. Także takie na zamówienie, które można łatwo zidentyfikować, bo nie mają autora, są świetnie przygotowane, i nie przerywają ich reklamy.  No cóż, duży budżet filmu (około 200 mln USD), powinien przynieść duże zyski, a temu mogą pomóc pochlebne recenzje. Oby tylko widzowie poszli do kina!

Alicja Farmus  
Toronto, 25 listopada, 2023

PS. Kiedyś na premierę filmu zachodniego czekano w Polsce latami. Obecnie premiera w Kanadzie odbyła się 22 listopada, a w Polsce już 24 listopada. Świat nam się skurczył w jeszcze jednym wymiarze.