„Blinder Trump-Hass schadet nur” („Ślepa nienawiść wobec Trumpa szkodzi”) – taki tytuł artykułu pojawił się w piątkowym (9.10) wydaniu pewnej szwajcarskiej gazety.
Nad pytaniem „Dlaczego wojna z Iranem zaskoczyła ekspertów?” zastanawia się w powyższym tekście – w sposób dotąd niespotykany na łamach europejskiej prasy – redaktor naczelny „Neue Zürcher Zeitung” Eric Gujer (jego nazwisko i NZZ często przytaczam, podając źródła wiadomości z Europy).
Główną tezą artykułu jest to, że ślepa nienawiść do Donalda Trumpa przesłoniła krytykom i europejskim liderom trzeźwą ocenę sytuacji geopolitycznej. Choć wieszczono mu porażkę, Trump realizuje skuteczną strategię blokady morskiej w Cieśninie Ormuz. Podczas gdy gospodarka Iranu chyli się ku upadkowi, USA mogą kontynuować ten konflikt przy niskich kosztach. Trump udowadnia tym samym, że za jego fasadą kryje się spory stopień racjonalności, a emocje krytyków okazały się złym doradcą.
Najmocniejszym – moim zdaniem – punktem artykułu pana Gujera jest wydobycie na światło dzienne „zacietrzewienia” Europy i Ursuli von der Leyen wobec Donalda Trumpa, co – mówiąc nawiasem – powiela jej „polityczny akolita”, echo polityki Brukseli – polski premier.
Autor w ostrych słowach krytykuje postawę europejskich polityków, zarzucając im brak strategicznego myślenia oraz chorobliwą obsesję na punkcie prezydenta USA:
Liderzy tacy jak Keir Starmer czy Lars Klingbeil patrzą na Bliski Wschód wyłącznie przez pryzmat rosnących cen paliw. Patrzą na problem z perspektywy klienta stacji benzynowej, zupełnie ignorując fakt, że Iran to największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Zachodu, a celem USA – tak samo jak kiedyś Europy – jest jego powstrzymanie.
Iracjonalną i obsesyjną awersję wobec Donalda Trumpa, jaka charakteryzuje europejskie elity, Autor określa syndromem „Morbus Trump”. Zjawisko to paraliżuje trzeźwą analizę geopolityczną, skłaniając Brukselę do podejmowania emocjonalnych decyzji godzących w jej własne interesy strategiczne. Mówi, że Europa cierpi na chorobliwą, wręcz neurologiczną alergię na postać Donalda Trumpa. Ta nienawiść paraliżuje logiczne myślenie i zmusza UE do działań czysto reaktywnych.
Szczególnie mocno zawładnięta tym „Morbus Trump” jest szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która – kierując się wyłącznie chęcią uderzenia w Trumpa – zaproponowała Kanadzie „członkostwo stowarzyszone” w UE, chociaż zgodnie z art. 49 Traktatu o Unii Europejskiej nie ma na to żadnej podstawy prawnej. Redaktor naczelny NZZ używa tu sformułowania „UE wyrzuca swoje zasady za burtę” i podkreśla istnienie w Brukseli podwójnych standardów. Wszak dotychczas UE twardo odmawiała jakichkolwiek ustępstw czy „wygodnych wyjątków” swoim najbliższym sąsiadom – m.in. Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii (w kwestii swobodnego przepływu osób przed brexitem) – ale dla Kanady zrobiono wyjątek tylko dlatego, by przypodobać się tamtejszemu premierowi Markowi Carneyowi, ikonie antytrumpowego oporu.
Bruksela, zaślepiona antypatią do jednego człowieka, bezrefleksyjnie ściąga na siebie problemy w obszarze dyplomacji. W efekcie tego chaosu i aktywizmu UE to Trump – zdaniem autora artykułu – zaczyna jawić się jako partner przewidywalny, a cała europejska nagonka na niego to czysty oportunizm geopolityczny. Porzucanie stałych zasad i strategii na rzecz doraźnych korzyści politycznych, co w odniesieniu do Unii Europejskiej objawia się ignorowaniem traktatów i działaniem pod wpływem emocji, prowadzi do hipokryzji i braku konsekwencji, w której manifestacja sprzeciwu wobec Donalda Trumpa staje się ważniejsza od przewidywalnych zasad międzynarodowych.
Wnioski dla nas? Podczas gdy Ameryka twardo realizuje swoje interesy, Bruksela w imię emocji i ideologii niszczy własne zasady. W tym starciu pragmatyzmu z histerią to Donald Trump okazuje się graczem przewidywalnym i skutecznym.


































































