„Obiecałem wam, że zmienimy oblicze Bliskiego Wschodu”. Tak wypowiedział się premier Izraela Benjamin Netanjahu prawie siedem tygodni po tym, jak wraz z prezydentem Donaldem Trumpem zainicjował operację „Epic Fury”. W hałasie i chaosie łatwo stracić z oczu szerszą wizję stojącą za wojną z Iranem. Ta wojna jest kulminacją kompleksowych działań Izraela – wspieranych przez Stany Zjednoczone – mających na celu przebudowę Bliskiego Wschodu po ataku terrorystycznym Hamasu z 7 października 2023 roku. Zwolennicy argumentowali, że doprowadzi ona do powstania bardziej pokojowego i stabilnego regionu.  Mylili się.

Podobnie jak wcześniejsze próby przebudowy Bliskiego Wschodu, wizja po 7 października opiera się na pysze: a mianowicie przekonaniu, że Waszyngton i jego partnerzy mogą przekształcić region wyłącznie siłą. Przez dwa i pół roku Waszyngton wspierał izraelską kampanię regionalną, ponosząc w tym procesie znaczne koszty polityczne, gospodarcze i strategiczne. Dalsze poparcie USA dla tego projektu gwarantuje ciągły konflikt, który dodatkowo obciąża amerykańskie interesy.
Wizja Izraela po 7 października jest agresywna, ekspansjonistyczna i otwarta. Definiują ją trzy maksymalistyczne cele: umocnienie izraelskiej dominacji nad terytoriami palestyńskimi poprzez ustalenie „faktów na miejscu”, które uniemożliwiają realne rozwiązanie polityczne; likwidacja wspieranych przez Iran grup bojowników, które tworzą tzw. oś oporu; oraz zneutralizowanie filaru osi – Iranu.

W tym celu Izrael podjął szeroko zakrojone, wielofrontowe działania, aby jeszcze bardziej przekształcić porządek regionalny na swoją korzyść.
Działania te opierały się na zdolności Stanów Zjednoczonych do ochrony Izraela przed politycznymi, gospodarczymi i militarnymi kosztami jego polityki. Od 7 października Stany Zjednoczone chroniły Izrael przed reperkusjami dyplomatycznymi, pomagały finansować wojny Izraela, a w niektórych przypadkach podejmowały bezpośrednie interwencje wojskowe, aby zarówno chronić Izrael przed odwetem, jak i wspierać walkę z jego przeciwnikami.
W Strefie Gazy Izrael użył przytłaczającej siły, aby narzucić enklawie nowy status quo. Powołując się na swoje dwa deklarowane cele – eliminację Hamasu i uwolnienie zakładników – doprowadził Gazę do ruiny i umocnił swoją kontrolę nad enklawą. Do zawieszenia broni w październiku 2025 roku Izrael zniszczył co najmniej 70% budynków w Strefie Gazy, przesiedlił 90% jej ludności i zabił dziesiątki tysięcy cywilów – całkowita liczba ofiar jest nieznana ze względu na skalę zniszczeń. „ Żółta linia ” po zawieszeniu broni pozostawiła Izraelowi ponad połowę Strefy Gazy, a Netanjahu nadal uparcie twierdzi , że Izrael zachowa „kontrolę bezpieczeństwa” nad całą enklawą.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Równolegle z wojną w Strefie Gazy, Izrael zintensyfikował działania mające na celu pogłębienie kontroli nad Zachodnim Brzegiem. Izrael powiększał i rozbudowywał swoje osiedla, przejmował kolejne tereny i przeprowadzał masowe naloty wojskowe, czemu towarzyszył rekordowo wysoki poziom przemocy ze strony osadników. Podsumowując, cały ten zestaw działań sprowadzał się do faktycznej aneksji i zniszczenia rozwiązania dwupaństwowego. Nie ma tu mowy o pretensjach – izraelscy urzędnicy, w tym Netanjahu, otwarcie chwalą się, że zapobiegli powstaniu państwa palestyńskiego i zapewnili trwałą kontrolę Izraela nad „ całym terytorium na zachód od rzeki Jordan ”.

Amerykańskie wsparcie jest kluczowe dla wizji po 7 października na tych terytoriach. Waszyngton bez zastrzeżeń poparł wojnę w Strefie Gazy. Stany Zjednoczone zawetowały sześć rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ wzywających do zawieszenia broni w Strefie Gazy i przekazały Izraelowi dziesiątki miliardów dolarów w postaci pomocy wojskowej i broni – co organizacje praw człowieka powiązały z powszechnymi okrucieństwami. Na Zachodnim Brzegu Waszyngton deklaruje sprzeciw wobec aneksji – Trump powiedział, że aneksja „nie dojdzie do skutku” i że Izrael „straciłby wszelkie poparcie ze strony Stanów Zjednoczonych, gdyby do niej doszło”. Jednak Stany Zjednoczone biernie przyglądały się , jak Izrael realizuje właśnie taką politykę.
Popierając wysiłki Izraela zmierzające do bezterminowego podporządkowania Gazy i Zachodniego Brzegu, Waszyngton zaangażował się w niekończący się konflikt. W Gazie, pomimo znacznych strat, Hamas pozostaje dominującym aktorem politycznym i militarnym – skutecznie uzupełnił swoje szeregi do poziomu sprzed wojny, rekrutując się spośród zdesperowanej ludności. Izrael może osłabić potencjał tej grupy i zabić jej przywódców, ale bez drogi do wiarygodnego rozwiązania politycznego, bojownicy będą się utrzymywać, niezależnie od tego, czy pod sztandarem Hamasu, czy czegoś innego. Na Zachodnim Brzegu Izrael popycha enklawę ku upadkowi, ryzykując masowe niepokoje , ponieważ desperacja bierze górę nad perspektywami zmian. Umożliwienie izraelskiej ekspansji na Zachodnim Brzegu grozi wykluczeniem jakiegokolwiek politycznego rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Polityka Trumpa nie idzie w parze z jego retoryką w tej sprawie.
Zamiast zachęcać Izrael do poszukiwania trwałego, politycznego rozwiązania konfliktu, stanowcze poparcie Waszyngtonu sprzyja izraelskiemu maksymalizmowi. Dopóki Izrael czuje, że ma amerykańskie poparcie dla odrzucenia palestyńskiego samostanowienia lub suwerenności w jakiejkolwiek formie, jest mało prawdopodobne, aby poszedł na kompromis. Ta trajektoria wciągnie Stany Zjednoczone jeszcze głębiej w konflikt, w miarę jak okupacja stanie się coraz bardziej nie do utrzymania.
Dążąc do umocnienia kontroli nad Gazą i Zachodnim Brzegiem, Izrael przeszedł również do ofensywy przeciwko luźnej sieci wspieranych przez Iran podmiotów regionalnych, obejmujących Liban, Syrię i Jemen. Również w tym przypadku Izrael miał wsparcie USA – Waszyngton znacznie zwiększył swoją obecność militarną na Bliskim Wschodzie, aby wzmocnić Izrael. Jednak, podobnie jak na terytoriach palestyńskich, wizja po 7 października przyniosła niestabilne i nie do utrzymania rezultaty na poziomie regionalnym.

W Libanie izraelska kampania mająca na celu osłabienie Hezbollahu przerodziła się w próbę ustanowienia strefy buforowej sięgającej na północ aż do rzeki Litani i potencjalnego podsycenia wojny domowej między tą grupą a rządem libańskim. Jednak nowa izraelska okupacja południowego Libanu i chaos wywołany libańską wojną domową grożą wzmocnieniem Hezbollahu poprzez ponowne rozpalenie dokładnie tych samych pretensji, które doprowadziły do ​​jego powstania w latach 80. Trump ogłosił 10-dniowe zawieszenie broni między Izraelem a Libanem, dążąc do deeskalacji konfliktu z Iranem, ale Izrael nie wykazuje oznak zmiany swojej strategii.

W Syrii, po obaleniu Baszara al-Asada w grudniu 2024 roku, Izrael dążył do utrzymania słabości i decentralizacji kraju, zachęcając do rozbicia etnicznego, a jednocześnie tworząc rozległą strefę buforową w pobliżu Wzgórz Golan. Zagraża to kruchemu powojennemu porządkowi, który poparł Trump, twierdząc, że chce, aby kraj odniósł sukces .
W Jemenie Huti odpowiedzieli na wojnę w Strefie Gazy, atakując statki na Morzu Czerwonym w ramach protestu. Waszyngton odpowiedział długotrwałą, wielomiliardową kampanią militarną USA, mającą na celu pokonanie tej grupy, która ostatecznie zakończyła się niepowodzeniem. W rezultacie Huti zademonstrowali nowe źródło nacisku na Cieśninę Bab al-Mandab – co jest bezpośrednio związane z działaniami Izraela.

We wszystkich tych przypadkach siła nie przyniosła rezultatu w postaci zaprowadzenia porządku. Jednak dla Izraela operacje te utorowały drogę do bezpośredniego ataku na Iran. Po serii taktycznych ciosów wymierzonych w regionalnych partnerów Teheranu, Izrael starał się wykorzystać tę słabość, aby wyeliminować to, co Netanjahu często nazywał „głową węża”.
Przejście Izraela w kierunku bezpośredniej konfrontacji z Iranem nastąpiło poprzez serię eskalujących kroków. Dwie rundy bezpośrednich ataków Izraela na Iran w kwietniu i październiku 2024 roku – podczas których Stany Zjednoczone broniły Izraela przed irańskimi pociskami – oznaczały przejście od dekad pośredniej rywalizacji do otwartego konfliktu. Następnie, w czerwcu 2025 roku, Netanjahu zainicjował to, co obecnie nazywamy „wojną 12-dniową”, mając nadzieję, według wyciekłych transkryptów , na bezpośrednie wciągnięcie Stanów Zjednoczonych do walki. Udało mu się: po ponownej obronie Izraela, Waszyngton przeprowadził swój pierwszy bezpośredni atak na terytorium Iranu (Operacja Midnight Hammer), celując w trzy kluczowe obiekty nuklearne. Pod koniec lutego USA i Izrael wspólnie rozpoczęły wojnę z Iranem.
Netanjahu przewodził działaniom na rzecz wojny USA z Iranem na szeroką skalę – czemu sprzyjał od ponad trzech dekad. Podczas swojej siódmej wizyty w Stanach Zjednoczonych w pierwszym roku drugiej kadencji Trumpa przedstawił Waszyngtonowi pewną prognozę: irański potencjał rakietowy zostanie zneutralizowany w ciągu kilku tygodni, Teheran nie będzie w stanie zablokować Cieśniny Ormuz, a protestujący powrócą na ulice i obalą osłabiony reżim. Po rozpoczęciu wojny Netanjahu przyznał, że amerykańskie wsparcie militarne odegrało decydującą rolę w umożliwieniu mu, jak sam to określił , osiągnięcia tego, do czego „pragnął przez 40 lat”.

Żadna z prognoz Netanjahu nie okazała się trafna – podobnie jak w innych przypadkach w regionie, strategiczny sukces pozostaje nieuchwytny. Republika Islamska pozostaje nienaruszona, mało prawdopodobne jest , aby skapitulowała lub upadła, i zaostrzyła swój opór wobec Stanów Zjednoczonych. Zarówno irański program nuklearny, jak i rakietowy pozostają nienaruszone i prawdopodobnie nie uda się ich wyeliminować kolejnymi bombardowaniami. Teheran skutecznie zamknął Cieśninę Ormuz, powodując największe w historii zakłócenia w dostawach ropy naftowej – których konsekwencje będą trwać dłużej niż wojna.

Przekonując Trumpa do rozpoczęcia wojny z Iranem, Netanjahu wplątał Stany Zjednoczone w konflikt, którego nie mogą ani łatwo wygrać, ani z którego nie mogą się łatwo wycofać. Waszyngton wydaje się teraz desperacko szukać wyjścia z sytuacji – to Trump nakłonił Pakistan do zorganizowania wstępnych negocjacji między Stanami Zjednoczonymi a Iranem 11 kwietnia. Jednak Trump przyjął te same maksymalistyczne żądania , które doprowadziły do ​​tej wojny, odmawiając uznania, że ​​Teheran nie zrezygnuje ze swoich źródeł nacisku po tym, jak Stany Zjednoczone i Izrael nie osiągnęły swoich celów siłą.
Izrael zasygnalizował, że zamierza realizować swoją wizję regionalną i przygotowuje się do długotrwałego konfliktu na wielu frontach. Jednak Netanjahu może utrzymać tę kampanię tylko dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych – aby utrzymać tempo i skalę operacji wojskowych, potrzebuje gwarancji amerykańskiej pomocy.

Izraelscy urzędnicy prawdopodobnie postrzegają to jako wyścig z czasem — są oni w pełni świadomi sejsmicznych zmian w amerykańskiej opinii publicznej i działają pilnie, póki mają wystarczające poparcie w Waszyngtonie. Ta zmiana jest dwupartyjna i najbardziej widoczna wśród młodszych Amerykanów: według niedawnego sondażu Pew , dezaprobata Izraela wśród Demokratów i Republikanów w wieku 18–49 lat wynosi odpowiednio 80 i 57 procent. Aby temu przeciwdziałać, Izrael rozpoczął agresywną kampanię opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych, szczególnie w Internecie — Netanjahu określił media społecznościowe jako jedną z najważniejszych „broni” w tym wysiłku. Wraz ze spadkiem poparcia ze strony USA i zmianą pokoleniową na horyzoncie, pilna potrzeba Netanjahu, aby wykorzystać amerykańską potęgę, będzie rosła.
Dalsze wsparcie tego projektu wiąże się z poświęceniem amerykańskich interesów za nadzwyczajną cenę. Od 7 października Waszyngton umożliwiał i inicjował wojny, które zabiły i zraniły niezliczoną liczbę niewinnych ludzi, bez żadnych korzyści dla Bliskiego Wschodu ani Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone wyczerpały swoje zasoby , dofinansowując Izrael poprzez rekordowe kwoty pomocy wojskowej i wydając ogromne sumy na szereg operacji wojskowych — nawet przed operacją Epic Fury. Teraz Pentagon zażądał co najmniej 200 miliardów dolarów na rekompensatę za wojnę z Iranem, niezależnie od proponowanego budżetu obronnego w wysokości 1,5 biliona dolarów na rok 2027. Ponadto Stany Zjednoczone uszczupliły swoje zapasy kluczowych systemów uzbrojenia broniących Izraela , zwłaszcza podczas wojny z Iranem — niedobory, których uzupełnienie zajmie lata . Waszyngton nadal marnuje czas i zasoby na Bliskim Wschodzie kosztem bardziej palących kwestii politycznych w kraju i za granicą.

Dekady amerykańskich wysiłków, by kontrolować Bliski Wschód siłą, pochłonęły ogromne koszty, przynosząc Stanom Zjednoczonym iluzoryczne korzyści, a mimo to Waszyngton odmawia zmiany kursu. Najnowsza próba transformacji regionu z udziałem Izraela nie jest wyjątkiem. Jednoczesne amerykańskie wsparcie dla Izraela podsyciło powszechną wrogość wobec Stanów Zjednoczonych, utrwalając jednocześnie przyczyny regionalnych niepokojów i konfliktów – skutki, które są sprzeczne z interesami USA. Rezultatem jest chroniczna niestabilność i niekończące się amerykańskie interwencje na Bliskim Wschodzie.
Stany Zjednoczone nie są zainteresowane nieustanną wojną na Bliskim Wschodzie. Wizja po 7 października nie ma jasnego celu końcowego i nakłada na Stany Zjednoczone znaczne koszty. Jest otwarta, napędzana fantastycznym myśleniem i może się ziścić tylko dlatego, że Waszyngton chroni Izrael przed konsekwencjami swojej wojowniczości. Administracja Trumpa powinna zaprzestać tolerowania tej katastrofalnej kampanii i jasno dać Izraelowi do zrozumienia, że ​​wsparcie USA dla tego projektu dobiegło końca.

 Jon Hoffman
za The American Conservative