Dlaczego mam wrażenie, że im jestem starsza, tym szybciej mija mi życie? W dzieciństwie każdy dzień wydawał się długi, pełny, intensywny — a teraz tygodnie znikają, zanim zdążę je poczuć. Czasami mam wrażenie, że żyję na przyspieszonym podglądzie własnego życia. Czy to normalne, że dorosłość tak bardzo „przyspiesza”? Anna – Brampton, ON
Anno, to pytanie wraca do mnie regularnie — od ludzi w różnym wieku, z różnych miejsc, ale z tym samym niepokojem: kiedy to się stało, że życie zaczęło przyspieszać? Dlaczego dzieciństwo było jak długi film, a dorosłość jak szybki montaż? Psychologowie mają na to odpowiedź, ale nie jest ona ani wygodna, ani optymistyczna. Jest za to prawdziwa.
W dzieciństwie czas płynął wolniej, bo każdy dzień był odkryciem. Mózg dziecka pracuje jak reporter na pierwszej wojnie — wszystko jest nowe, wszystko trzeba zapisać, wszystko jest ważne. Pierwszy śnieg, pierwsza szkoła, pierwsza przyjaźń, pierwsza porażka. Każde doświadczenie jest czymś nowym.

Dorosłość to zupełnie inna historia. Gdy świat staje się przewidywalny, mózg przestaje dokumentować. Przestaje się dziwić. Przestaje się zatrzymywać. Dni zaczynają wyglądać podobnie, a podobieństwo jest największym wrogiem pamięci. Dlatego tygodnie potrafią znikać jak nieodebrane połączenia. Nie dlatego, że były złe — ale dlatego, że były identyczne.
Ale jest jeszcze coś, o czym rzadko się mówi. W dzieciństwie nie myślimy o czasie. Nie myślimy o starzeniu, o przemijaniu, o końcach. Dziecko nie zna lęku przed utratą. Dorosły zna go aż za dobrze. I tu zaczyna się paradoks: im bardziej boimy się, że czas ucieka, tym szybciej go tracimy. Lęk działa jak przyspieszony bieg. Włącza nas w tryb „przetrwać dzień”, a nie „przeżyć dzień”.
Psychologia mówi o tym brutalnie jasno: czas subiektywny jest odbiciem naszej uważności, a nie wieku. Dziecko żyje w doświadczeniu. Dorosły żyje w obowiązkach. Dziecko patrzy. Dorosły przewiduje. Dziecko chłonie świat. Dorosły go filtruje. A filtr usuwa wszystko, co powtarzalne — czyli większość dorosłego życia.
Czy to normalne, że dorosłość przyspiesza? Tak. Czy to nieuniknione? Nie.
Czas zwalnia tylko wtedy, gdy jesteśmy psychicznie żywi. Gdy robimy coś po raz pierwszy. Gdy uczymy się, ryzykujemy, próbujemy, doświadczamy. Gdy pozwalamy sobie na ciekawość, zachwyt, zdziwienie. Gdy nie jedziemy na autopilocie.

Dzieciństwo nie było długie dlatego, że byliśmy mali. Było długie dlatego, że byliśmy obecni.
Dorosłość może być równie długa — jeśli przestaniemy traktować życie jak listę zadań do odhaczenia. Jeśli wrócimy do tego, co dzieci robią naturalnie: do bycia tu i teraz, jak zauważania, przeżywania, czyli do życia, a nie tylko funkcjonowania.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Czas nie przyspieszył. To my przyspieszyliśmy. A zwolnić można zawsze — pod warunkiem, że zaczniemy znowu naprawdę widzieć świat, tak jak to robiliśmy w dzieciństwie.

Dr. S. Jack Olszewski

Masz pytanie do specjalisty zdrowia psychicznego? Możesz je przesłać do anonimowej publikacji i uzyskać odpowiedź. Adres e-mail: drsjackolszewski@gmail.com