Dlaczego ma ona nas interesować? Przecież nie musi. Możemy dalej żyć w swoim grajdołku i delektować się panno Walerciu kupię ci. Tak, tak, to nie przesada. Mam takich sąsiadów kilka domów dalej, co i rusz, a najczęściej w sobotę puszczają sobie na całe sąsiedztwo disco polo. Jak im się podoba, to i innych zachęcą. To nic, że jesteśmy chyba jedynymi Polakami w zasięgu głośników.
Skąd to się wzięło? Kiedyś tylko bogaci mieli radio, a prawie nikt nie miał wzmacniacza do puszczania głośnej muzyki. W latach 60. na podwórko gdzie mieszkałam płynęła głośna muzyka z radia i wzmacniacza jednego takiego co grał w orkiestrze. Wszystkim się podobało. A ja pamiętam orkiestrę dętą kopalni Szombierki, która dawała koncerty w niedziele, dokładnie wtedy kiedy ludzie szli na mszę świętą. Niektórzy nie dotarli, bo zostawali na skwerku, gdzie orkiestra dawała koncert.
Takie czasy, że budowano nowy świat (jak w tej piosence) zniechęcając lud boży do starego, czyli do chodzenia do kościoła. Taka głośna muzyka była na festynach komunistycznych (ale tylko wesołe pieśni patriotyczne takie jak ‘zbudujemy nową Polskę, zbudujemy nowy świat’), albo na nielicznych basenach publicznych, na których Marino Marini śpiewał ‘nie płacz kiedy odjadę, sercem będę przy tobie’. Moja córka zapytała, kto to był Marino Marini? Zdziwiłam się: – Jak to nie wiesz? Bo oczywiście nam (tzn. tym starszawym), wydaje się – i to jest niepodważalne, że nasza wiedza i nasze doświadczenia są najlepsze, niezastąpione i uniwersalne. Ach, i zawsze mamy rację. Zgooglowała sobie Marino Marini i pyta: – Czy to ten rzeźbiarz, czy muzyk? Tym pytaniem to mnie całkiem zaskoczyła: – Jaki rzeźbiarz? Włoski piosenkarz. Zgoogluj sobie po polsku i posłuchaj ‘Nie płacz kiedy odjadę’. Tym razem zrobiła tak jak poleciłam.
I co? Myślicie, że po wysłuchaniu takiej kultowej pieśni moich braci, nastąpi jakaś nić porozumienia międzypokoleniowego? Już, już byłam gotowa opowiedzieć jak to dziewczyny na kąpielisko Badolka kręciły kuprami w jednoczęściowych kostiumach z wełny, a chłopcom na te widoki i tak za ciasne slipy, robiły się jeszcze ciaśniejsze, gdy moje dzieci zaczęły się chichrać z piosenki. Z mojej piosenki, a co za tym idzie z mojego świata. Chichrały się z tego jak Marino wymawiał ‘dobzie jak w niebie’, i jak łzawa była ta liryka i melodia, i jakie ulizane było jego zdjęcie. Przykro mi się zrobiło, no żeby tak wyśmiewać się z historii rodziny? Zaszyłam się w łazience. I przypomniałam sobie. Jak moja mama opowiadała jak chodzili całą grupą od domu do domu z Rainerem grającym na harmonii i śpiewali. Co? Nie pamiętam, bo nie chciałam wtedy słuchać. Pamiętam za to jak denerwował mnie idol moich braci Elvis Presley i jego prymitywne wypowiedzi i fałszywy uśmieszek. Zajęło mi to kilkadziesiąt lat, żeby zrozumieć znaczenie Presleya na kanwie zmian społecznych w Ameryce. Ale żeby ten kult Presleya zaszedł aż do Polski? No cóż każda epoka ma swoją specyfikę, a każde pokolenie swoich idoli. Żeby to wszystko jakoś udobruchać, bo nie będziemy się w rodzinie swarzyć o drobnostki, posłuchaliśmy sobie piosenki niedawno zmarłej Dolly Parton, Jolene. To też niezwykła postać, i niezwykła piosenka. Jak jakiś dron nie zakłóci świata, to opowiem więcej dlaczego.
 MichalinkaToronto@gmail.com, 25 września, 2026
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU