Kolejny sezon najlepszej ligi żużlowej na świecie, czyli polskiej ligi, jest za nami. W miniony weekend rozegrano dwa ostatnie mecze decydujące o medalach. Po pierwszej rundzie play-offów nie było niespodzianek. W meczu rewanżowym we Wrocławiu, broniący złota Pres Toruń po raz szósty w historii został drużynowym mistrzem Polski i wygrał PGE Ekstraligę. Przed meczem torunianie mieli aż 20 punktów zaliczki i od początku kontrolowali mecz z Betard Spartą Wrocław i wygrali 46:44. Nadkomplet kibiców na Stadionie Olimpijskim szybko został odarty z marzeń.Wrocławska arena do największych w Polsce nie należy, więc także i konkurencja kibiców w Toruniu przed telewizorem na korzyść mistrzów Polski.

Tak, dla przypomnienia, statystyki z historii: Pres Toruń wygrał najwyższą ligę w Polsce po raz szósty, ale dopiero po raz pierwszy obronił złoto. Wcześniejsze tytuły zdobywał w sezonach 1986, 1990, 2001, 2008, 2025. Sparta zostaje z liczbą pięciu triumfów.

W Lublinie rozegrano mecz o brązowy medal. Rywalizowały zespoły Motoru Lublin i Unii Leszno. Przed sezonem apetyty w Lublinie były znacznie większe. Wicemistrzowie Polski celowali w złoto, ale kontuzje sprawiły, że do ostatniej kolejki fazy zasadniczej drżeli o to, czy w ogóle awansują do fazy play-off. W walce o brąz też nie mogli wystąpić w optymalnym składzie.
Do Leszna z powodu kontuzji w ogóle nie przyjechał Fredrik Lindgren, a dodatkowo rękę złamał tam Mateusz Cierniak.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Z kolei Unia Leszno zameldowała się w polskiej Ekstralidze po roku kwarantanny w tej niższej. Oczywiście apetyty leszczynian nie były aż tak wygórowane, jednak liczono na utrzymanie się w lidze. Początek sezonu był dla Unii znakomity i, oczywiście, apetyty rosły w miarę jedzenia.

Niestety, druga połowa sezonu już nie była tak okazała i ostztacznie czwarte miejsce Uniści powinni traktować jako sukces. Wprawdzie w pierwszym meczu Unia wygrała u siebie, lecz tylko dwoma punktami, dlatego należało oczekiwać zwycięstwa Motoru. Było ono jednak wymęczone.

Martin Vaculik ma za sobą jeden z najsłabszych sezonów w karierze. Po transferze z Gezet Stali Gorzów miał stać się jednym z liderów Orlen Oil Motoru, a tymczasem przez większość roku kibice z Lublina siarczyście przeklinali tę zmianę kadrową. W decydującym momencie Słowak stanął jednak na wysokości zadania. Genialnym występem w meczu z Fogo Unią Leszno zapewnił swej drużynie brązowy medal w PGE Ekstralidze. Problem w tym, że ci także nie byli zbyt dobrze dysponowani tego wieczoru. W zasadzie na słowa uznania w ekipie Unii zasłużyli tylko Kacper Mania i Benjamin Cook. Pierwszy zaskoczył, wygrywając bieg juniorski, a Australijczyk nie odpuszczał w żadnym biegu. W Lublinie medalowa seria zatem trwa. To szósty z rzędu sezon, w którym Orlen Oil Motor zakończył na podium w PGE Ekstralidze. Po srebrze w 2021 r., trzech z rzędu złotych medalach i wicemistrzostwie przed rokiem teraz przyszła pora na brąz.
Teraz o polskim wielkim indywidualnym mistrzu.
Wprawdzie Bartosz Zmarzlik nie obronił tytułu mistrza świata, ale tegoroczny srebrny medal to też osiągnięcie nie lada.
Od 2016 roku zdobył 10 medali: 6 złotych, 3 srebrne i 1 brązowy.

Tylko w 2017 roku żadnego światowego medalu nie zdobył.

Krótko – Polska dalej „żużlem stoi”.

www.bogdanpoprawski.com