Czytając tygodnik do Rzeczy, jego wirtualne wydanie (polecam), które już mam do wirtualnej dyspozycji w niedzielę, naczelny i wydawca tygodnika Paweł Lisicki, dzieląc się swoimi uwagami na temat niespodziewanych tłumów we Francji związanych z wizytą papieża Leona XIV, mimochodem wspomniał o francuskim liberalizmie opartym na hasłach Wielkiej Rewolucji Francuskiej: wolność, równość, braterstwo (liberté, égalité, fraternité), i o tym, że był jeszcze czwarty człon hasła – śmierć. Czyli hasło rewolucyjnej Francji i Haiti, brzmiało: wolność, równość, braterstwo, albo śmierć.
Śmierć dodano w czasie krwawego okresu rządów jakobinów nazywanego Wielki Terror (la Grande Terreur). To właśnie ten ostatni, a często zapominamy człon ‘śmierć’, pozwalał na bezlitosne, często masowe morderstwa. Wspominał mi o tym dziadek, którego zawierucha wojenna zostawiła po złej komunistycznej stronie, a który przez prawie 20 przedwojennych lat mieszkał we Francji. I to on nauczał mnie (a przynajmniej usiłował, bo jako dziecko zbytnio to do mnie nie docierało) historii prawdziwej, a nie tej pisanej w komunistycznych podręcznikach, i komunistycznej prasie. Ten (niechcący?) znikający z hasła wolność, równość, braterstwo czwarty człon ‘albo śmierć’, jest przecież obecny i kontynuowany. Jeśli nie jesteś z nami, to czeka cię kara, może i ostateczna.
Hasło to przyświecało także Legionom Polskim wysłanym przez Napoleona na Haiti (wtedy nazywane Santo Domingo) do krwawego stłumienia rewolty niewolników. Wielu z nich zostało na Haiti, bo nie zorganizowano im drogi powrotnej. Może dlatego, że część przeszła na stronę niewolników? Albo jesteś z nami… Co znaczyło takie pozostawienie Polaka w mundurze legionisty napoleońskiego na krwawej Haiti?
A późniejsze czystki komunistyczne? Czyż nie brały wzoru z Rewolucji Francuskiej? Albo jesteś z nami, albo…Jeśli nie możemy cię inaczej dosięgnąć, to cię wykluczymy. Wykluczenie to taka forma śmierci społecznej. Wolność, równość i braterstwo to oficjalna dewiza Republiki Francuskiej od 1848 roku – już bez śmierci. Hasło to jest także dewizą dzisiejszego Haiti. Go figure.
Papież Leon XiV przebywał we Francji od 25 do 28 września. Na Placu Zgody (Place de la Concorde) we mszy świętej brało udział prawie 1 milion ludzi. Papież był witany tak jak przystało głowie państwa Watykan, przez prezydenta Macrona, który także (co jest niespotykane) wziął udział we mszy świętej na zakończenie papieskiej pielgrzymki w Metzu. W swoich naukach papież ponownie odwoływał się do godności człowieka, a szczególnie do tego, aby nie traktować człowieka jako towaru, z silnym podkreśleniem sprzeciwu Kościoła wobec eutanazji, a także ostrzegał przed nowoczesną technologią, która kosztem relacji międzyludzkich dominuje życie ekranami i sztuczną inteligencją. Po wiekach zwalczania kościoła i chrześcijaństwa, po raz kolejny okazało się, że Francja jest i była, a zapewne i będzie katolicka.
Ostatnio zaczyna się pojawiać termin ‘leomania’, jako zjawisko zachwytu nad papieżem. Niektórzy pamiętają w Kanadzie ‘trudomanię’ (nie mylić z Justinem Trudeau), kiedy to Pierre Trudeau był obiektem kanadyjskiego zachwytu. Porównanie nie zbalansowane, ale oddaje zwrot w społecznym odbiorze tego co najważniejsze. Papież Leon XiV jest wysoko w hierarchii nie tylko rozpoznawalnych, ale i uznawanych autorytetów.
Z innej, ale nie nowej beczki. Koncerty irlandzkiego barda Eda Sheerana w Stanach potoczyły się co najmniej dziwnie. Po tym jak miliarder Robert Kraft właściciel stadionów na których zaplanowano turę, zażądał odwołania otwierającego piosenkarza Macklemore za pro-palestyńskie hasła, fani wypowiedzieli się biletami, a właściwie ich zwrotem. Studolarowe bilety, można było kupić za $20, a i tak nie było chętnych, wiele sektorów świeciło pustymi miejscami. To nie był protest przeciwko piosenkarzowi Edowi Sheeran, to był protest przeciwko miliarderowi, któremu się wydaje, że jest tak ważny, że może dyktować co ludzie, a także artyści mówią i o czym śpiewają. Widać amerykański miliarder Robert Krat uważa, że jego zdanie na słuszne głodzenie Palestyńczyków w Strefie Gazy jest niepodważalne, a wszystkie inne opinie na ten temat zakazane. Więc czyż nie jest to parafraza sloganu, wolność, równość i braterstwo, albo śmierć? No tak, teraz należałoby dodać zarobek ponad wszystko. Bo na tym samym stadionie w Filadelfii, własności tego samego miliardera Roberta Krafta, inny artysta Zach Bryan dał koncert ubrany w koszulkę z napisem Free Palestine. Nie tylko on, ale i członkowie jego zespołu. Tym razem bogaty właściciel stadionu Robert Kraft nie protestował przeciwko pro-palestyńskim napisom. Widocznie trzeba zrekompensować straty wywołane próbą poprzedniej cenzury. No bo nawet w hasłach liczy się co? Przede wszystkim pieniądz.
Refleksja ta jest pogłębiona, bo właśnie czytam dawno zapomnianą książkę Wall Street and the Bolshevik Revolution, wydaną ponad pół wieku temu w roku 1976 (Arlington House). Autor Antony Sutton ujawnia jakie i czyje pieniądze stały za sukcesem Rewolucji Lenina. Przecież nie po to aby zbudować nowego człowieka, ani zniewolić Polskę, ale po to aby więcej zarobić. Ciekawe, ciekawe. Podzielę się wkrótce.
A co do wspomnianych artystów: Eda Sheeran, Macklemore, Zacha Bryana – to są artyści z przeskoku generacji, czyli raczej tych urodzonych na przełomie wieków, raczej naszych wnuków, a nie dzieci. Moja wnuczka zaproponowała mi, żebyśmy pojechały na koncert Macklemore do Londynu pod nazwą Free Palestine. Zanim się zdecydowałam, bilety były wyprzedane. I to napawa otuchą.
Alicja Farmus
Toronto, 5. października, 2026


































































