Cóż za zbieg okoliczności, cóż za przypadek! Co prawda ksiądz Bronisław Bozowski mawiał, że nie ma przypadków, są tylko znaki – ale w takim razie – cóż to za przedziwny znak i co on oznacza? Ledwo tylko pyskówka, prowadzona między głównymi antagonistami: panem prezydentem Dudą i panem Trzaskowskim  w ramach kampanii prezydenckiej wkroczyła w bezpieczne koleiny sodomii i gomorii, a tu w poniedziałek, 15 czerwca, niezawisły amerykański Sąd Najwyższy stanął murem za sodomitami i gomorytami orzekając, że zwolnienie pracownika z powodu jego seksualnych upodobań jest złamaniem prawa.

Co prawda nie orzekł jednogłośnie, bo sześciu sędziów głosowało za sodomitami, a trzech – przeciwko, co oznacza, że w Sądzie Najwyższym Stanów Zjednoczonych jest jednak podobnie, albo nawet gorzej, niż w Sodomie i Gomorze, gdzie chodziło przecież nie o trzech, tylko przynajmniej o 10 sprawiedliwych.

Teraz sodomici i gomoryci staną się nietykalni, bo jeśli jakiś szef-desperat będzie chciał ich zwolnić, dajmy na to, za kradzież, czy lenistwo, to zaraz powiedzą, że to z powodu sodomii, albo gomorii, a niezawisły sąd nie tylko nie pozwoli ich ruszyć z posad, ale jeszcze szefa-desperata ukarze, bo wiadomo, że nie ma nic gorszego, niż złamane prawo.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Ale mniejsza już o Stany Zjednoczone, bo to daleki i zamorski kraj, chociaż skoro tam sodomici i gomoryci uzyskali status nietykalności, to tylko patrzeć, jak tak samo będzie i w naszym bantustanie. Nasz bantustan bowiem małpuje wszystko, co robią starsi i mądrzejsi, więc kiedy w USA tamtejsza dzicz rozbija sklepy i pali samochody, to nasi mikrocefale  zaraz pokazują, że oni też sroce spod ogona nie  wypadli i kładą się na ziemi i w Poznaniu i w Warszawie i w Krakowie – a to przecież dopiero początek.

Okazało się, że w Seattle tamtejsza Antifa proklamowała w swoim getcie niepodległość, a tamtejsza kiereńszczyzna, w osobie ostentacyjnej lesbijki na posadzie burmistrza oraz funkcjonariusza lewego skrzydła Partii Demokratycznej na posadzie stanowego gubernatora, nie pozwalają nikomu ich ruszyć w nadziei, że będzie to Piemont światowej rewolucji komunistycznej.

Gdyby tak się miało stać, to świat znalazłby się w wielkim niebezpieczeństwie, jako że Ameryka jest w stanie narzucić komunizm jeśli nawet nie całemu światu, to przynajmniej sporej jego części, przede wszystkim zaś – naszemu nieszczęśliwemu krajowi, jako że jest Naszym  Najważniejszym Sojusznikiem i trzyma tu swoje wojska.

Wprawdzie w przeszłości  przyjęliśmy szczepionkę antykomunistyczną, podobnie jak Rosja, czy inne kraje, nie bez powodu nazywane “naszym obozem”, ale nie wiadomo, czy ona jeszcze działa, skoro wyrosło już nowe pokolenie, które szczepione już nie było i widać gołym okiem, że to ono jest najbardziej podatne na tak zwane “nowe prądy”. Na razie jednak pyskówka w naszym nieszczęśliwym kraju weszła w bezpieczne koleiny sodomii i gomorii. Bezpieczne – bo można opowiedzieć się przeciw sodomitom, albo stanąć za nimi  murem i już nie trzeba nic więcej mówić na temat państwa, ani nawet – w jaki sposób kandydat zamierza nam przychylać nieba.

Oto pani red. Kolenda-Zaleska z telewizyjnej stacji będącej organem obozu zdrady i zaprzaństwa, wyrzuciła z programu zaproszonego wcześniej Wielce Czcigodnego posła Żalka, bo nie udzielił prawidłowej odpowiedzi na pytanie o sodomię i gomorię. Poseł wyraził się bowiem, że  “LGBT”, to ideologia, a nie ludzie, podczas gdy prawidłowa odpowiedź powinna głosić, że to nie żadna ideologia, tylko ludzie, to znaczy – człowieki, a wiadomo, że człowieki d`abord.

Pani Katarzyna próbowała posła sztorcować, żeby się poprawił, ale ten trwał w zatwardziałości swojej, więc został wyrzucony w ciemności zewnętrzne.

Na tym się nie skończyło, bo w ślady posła Żalka pośpieszył doktor habilitowany, Wielce Czcigodny Przemysław Czarnek, który powiedział, że sodomici nie są równi ludziom normalnym. Władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie doktor Czarnej jest adiunktem w katedrze prawa konstytucyjnego, za tę myślozbrodnię już się od niego odcięły, a to dopiero początek. Najwyraźniej muszą uważać, że między sodomitą i człowiekiem normalnym nie ma żadnej różnicy, a skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Oczywiście nie chodzi o żadne “przepłacanie”; tak mi się tylko napisało na wspomnienie reklamy proszku do prania, bo domniemany pogląd władz KUL może być ze względu na pewne okoliczności jeśli nawet nie prawdziwy, to uzasadniony.

Rzecz w tym, że również na szczytach polskiego Kościoła hierarchicznego obserwujemy od pewnego czasu rodzaj monachomachii, właśnie na tle moczopłciowym. Jego Elscelencja biskup Janiak publicznie skrytykował Jego Ekscelencję biskupa Polaka, Prymasa Polski, że urządza na niego nagonkę. Najwyraźniej Ekscelencje nie mają już większych zmartwień, z czego właściwie powinniśmy się radować, więc nie bardzo  rozumiem, dlaczego zawodowy katolik, pan red. Tomasz Terlikowski pryncypialnie Jego Ekscelencję biskupa Janiaka publicznie sztorcuje.

Pewne światło na tę zagadkę rzuca  okoliczność, że panowie bracia Sekielscy, którzy wpadli na pomysł serialu na temat pedofilii wśród księży, wzięli go na “konsultanta”. Skąd u pana red. Terlikowskiego taka znajomość zagadnienia, że aż można się z nim w takich sprawach konsultować – tajemnica to wielka, więc lepiej pozwolić jej nadal skrywać się za zasłoną… – no, mniejsza z tym.

Nawiasem mówiąc, prezydent Andrzej Duda też naraził się sodomitom, za co został obsztorcowany przez jakiegoś sodomitę belgijskiego. No ale pan prezydent Duda musi w końcu czymś się “pięknie różnić” od pana Trzaskowskiego, więc jeśli pan Trzaskowski opowiada się za sodomitami, to pan prezydent Duda musi się od nich dystansować, żeby podlizać się ludziom normalnym – o ile tacy w ogóle są w naszym nieszczęśliwym kraju, rozhuśtanym emocjonalnie do białości.

Widać bowiem jak się rozpędzają, co – jak mi się wydaje – mogło przytrafić się pani  Helenie Biedroniowej, matce kandydata na prezydenta z ramienia Lewicy, Roberta Biedronia. Jest on ostentacyjnym sodomitą, a tymczasem pani Biedroniowa, kierując do prezydenta Dudy pełen goryczy list, przedstawia się, iż występuje “w mieniu rodziców osób LGBT. Pod tym skrótem ukrywa sie cała seria zboczeń, to znaczy: Lesbijki, czyli gomoria, “Geje”, czyli wesołkowie, to znaczy – sodomici, biseksualiści, co to i od przodu i od tyłu oraz Transseksualiści, którzy w dni parzyste przyznają się do jednej z 77 płci, a w nieparzyste – do jakiejś innej.

Wszystko jest jasne, z wyjątkiem jednego: czy mianowicie  “osoba LGBT” daje wyraz tym wszystkim upodobaniom jednocześnie, czy też preferuje jakieś jedno. Jeśli jednocześnie, to wszystko w porządku, ale jeśli preferuje jakieś jedno, to nie powinna być nazywana “osobą LGBT”, tylko sodomitą, gomorytą i tak dalej. W przeciwnym razie  żadnej logiki w tym nie ma – jak mówił w popularnej w 1968 roku anegdocie Aaronek, przyłapany przed dyrektora szkoły na boisku podczas lekcji.

          Stanisław Michalkiewicz