Roman Baraniecki:Tego rodza­ju wyda­rze­nia słu­żą temu, żeby to wła­śnie Kana­dyj­czy­cy byli dum­ni z tego powo­du, że my jeste­śmy czę­ścią ich kultury.

Dla nas, Pola­ków,  histo­ria Eli­za­beth Ascher, wra­że­nie, jakie Pola­cy wywo­ły­wa­li, pozo­sta­wi­li po sobie, to,  że kana­dyj­scy ofi­ce­ro­wie, pro­fe­so­ro­wie uni­wer­sy­te­tu w Toron­to byli zachwy­ce­ni pol­ską kul­tu­rą, pol­ski­mi żoł­nie­rza­mi, pol­skim wycho­wa­niem w pol­skich domach; pod­kre­śla­li zawsze, że to była naj­bar­dziej dżen­tel­meń­skiej armia, jaka­kol­wiek tutaj prze­by­wa­ła — tak  mówi­li miesz­kań­cy, pisa­li w gaze­tach o Pola­kach. Jest to dla nas wska­zów­ka, że nasza kul­tu­ra potra­fi być, jest kul­tu­rą atrak­cyj­ną dla innych, że wno­si war­to­ści któ­re są rów­nież przez nich pro­mo­wa­ne i przejmowane.

Eli­za­beth Ascher rozu­mia­ła zna­ko­mi­cie pol­ski patrio­tyzm, rozu­mia­ła zna­ko­mi­cie wal­kę Pola­ków o wol­ność. Zresz­tą wszy­scy Kana­dyj­czy­cy, któ­rzy mie­li związ­ki z Pola­ka­mi, byli pod wra­że­niem pol­skie­go patrio­ty­zmu i odda­nia idei. Nawet komen­dant tego obo­zu napi­sał: gdzie moż­na zna­leźć takich żoł­nie­rzy; więk­szy dowód odda­nia i patrio­ty­zmu, jak ci , któ­rzy tutaj szko­li­li się, któ­rzy przy­szli z wła­snej woli; bo to nie była rekru­ta­cja; to byli żoł­nie­rze, któ­rzy chcie­li wal­czyć i przy­szli tutaj prze­cho­dzić te tru­dy, te cier­pie­nia, opła­ca­ni  sza­le­nie marnie.

reklama