Onta­ryj­ski lekarz, któ­ry sztucz­nie zapłod­nił kil­ka kobiet nie­wła­ści­wą sper­mą, we wto­rek sta­nął przed komi­sją dys­cy­pli­nar­ną Col­le­ge of Phy­si­cians and Sur­ge­ons of Onta­rio. Dr Ber­nard Nor­man Bar­win był oskar­żo­ny m.in. o uży­cie do sztucz­ne­go zapłod­nie­nia w kil­ku przy­pad­kach wła­snej spermy.

Bar­win przy­znał się już do nie­etycz­ne­go postę­po­wa­nia, gdy odpo­wia­dał przed komi­sją w 2013 roku. Wte­dy uro­dzi­ło się tro­je dzie­ci, któ­re mia­ły mieć innych ojców. Komi­sja zawie­si­ła jego pra­wo do wyko­ny­wa­nia zawo­du na dwa mie­sią­ce. W kolej­nym roku Bar­win dobro­wol­nie oddał swo­ją licen­cję. Teraz Col­le­ge zupeł­nie ją cof­nął i udzie­lił 80-let­nie­mu leka­rzo­wi publicz­nej repry­men­dy. Bar­win ma ponad­to 30 dni na zapła­ce­nie kary w wyso­ko­ści 10 730 dolarów.


Z oświad­cze­nia odczy­ta­ne­go przed komi­sją wyni­ka, że ofia­ra­mi nie­etycz­ne­go postę­po­wa­nia Bar­wi­na padło kil­ka­dzie­siąt kobiet, uro­dzi­ło się ponad 50 dzie­ci, przy czym 11 to dzie­ci Bar­wi­na. Nie­któ­re pacjent­ki odkry­ły na przy­kład, że ich dzie­ci tyl­ko w poło­wie są rodzeń­stwem, mimo że przy każ­dym sztucz­nym zapłod­nie­niu pro­si­ły o sper­mę tego same­go męż­czy­zny. W innych przy­pad­kach ojco­wie dowia­dy­wa­li się, że nie są bio­lo­gicz­ny­mi ojca­mi swo­ich dzieci.

Bar­win nie był obec­ny na prze­słu­cha­niu. Repre­zen­to­wał go praw­nik. Nie zgła­szał żad­nych zastrze­żeń do oświad­cze­nia ofiar. Col­le­ge wytknął leka­rzo­wi, że nawet teraz nie oka­zał sza­cun­ku poszkodowanym.

Wśród poszko­do­wa­nych, któ­re wypo­wia­da­ły się przed komi­sją, była Rebec­ca Dixon. Trzy lata temu dowie­dzia­ła się, że jej bio­lo­gicz­nym ojcem jest Bar­win. Mówi, że to zmie­ni­ło jej życie. Teraz, gdy cho­dzi uli­ca­mi Otta­wy, cza­sem przy­glą­da się ludziom, czy przy­pad­kiem ktoś nie jest do niej podob­ny. Pacjent­ka „M” zosta­ła zapłod­nio­na sper­mą inne­go męż­czy­zny, a nie swo­je­go męża. Mówi­ła, że Bar­win poka­zy­wał jej fiol­kę opi­sa­ną nazwi­skiem jej męża, a wie­dział, że zawar­tość nie odpo­wia­da opi­so­wi. Dziś cór­ka „M” jest nasto­lat­ką, ale mat­ka boi się powie­dzieć jej praw­dę. Sama „M”, gdy o tym myśli, czu­je się nie­mal jak­by zosta­ła zgwałcona.