Wiele lat temu próbowałem bezskutecznie odnaleźć nazwisko Polaka z Poznańskiego, który 21 czerwca zdezerterował z Wehrmachtu, przepłynął Bug i powiedział sowietom, że następnego dnia Niemcy na nich uderzą. A za tę przysługę Stalin kazał go… rozstrzelać.
Teraz czytając książkę byłego oficera NSZ Pisarewskiego – Orły i reszki – wydaną przez Iskry w 1984 roku i dowiaduję się, że podziemie polskie dwa razy go wysłało przez granice do Sowietów, by poinformować ich o nadchodzącym uderzeniu.

Żuganow-Żyrinowski-Nawalny
Pierwszy to były profesor fizyki, który jest na czele partii komunistów w Rosji, która ma bodaj 50 posłów do parlamentu Rosji. Widziałem w Internecie jego bardzo konkretne wystąpienie w Dumie i niewątpliwie smutno jak udowadniał, że Rosja „zeszła na psy”. Nie mam miłości do Rosji i jego osobiście, ale jak się gdzieś dzieje obiektywnie źle, to przykro słyszeć.
Co ciekawe, myślę, że nie tylko ja, ale absolutna większość ludzi na „Zachodzie” byłaby wstrząśnięta słysząc, jak ostatnio podsumował stan swego kraju.
Przy innej okazji komplementował Aleksandra Mniejszego, ale widać dogłębnie nie zna stanu Białorusi.
Żuganow bardzo ceni Lenina, Stalina, cały system sowiecki i boleje, że Sajuz się rozpadł.

W przeciwieństwie do niego Żyrinowski potępia Lenina, Stalina i komunę obarczając ją za wymordowanie rosyjskiej elity. Nie zapomina podkreślić, że w tych morderstwach przednią rolę grali Żydzi. Mym zdaniem bardzo słusznie twierdzi, że gdyby doszedł do władzy udzielił by amnestii skorumpowanej ekipie Putina, zezwolił by jej w spokoju konsumować zebrane „łakocie” pod warunkiem zaprzestane dalszej korupcyjnej działalności.
Na jego miejscu bym zaczął prowadzić wielką akcję skierowaną do żon i „dam” oligarchów i biurokratów z otoczenia Putina, by jakoś wpływały na to, by on teraz objął władzę. Jeśli on tego nie zrobi to na jego miejsce przyjdzie inny jeszcze bardziej ostry działacz i będzie rewolucja, która na pewno pozbawi ich mężów nie tylko „łakoci”, ale nawet życia,
Obaj oskarżają za wszystko co się dzieje podłego w Rosji partię Putina – Jedyna Rosyja – która ma większość w Dumie, ale w przeciwieństwie do Nawalnego i jego pomocnicy, uroczej pani Ludumiły Sobol, nie grzmią tak jak oni na temat piramidalnej korupcji.

Choć ci trzej przywódcy są ostrymi krytykami Putina, to nie widzę szans, by połączyli swe wysiłki jeśli nie do obalenia Putina, to chociaż doprowadzenia do gruntownych reform.

Litewskie rozliczenia
Ostatnio w tym kraju dogrzebano się do wielu smutnych rzeczy, czyli jak ich przodkowie kolaborowali z Niemcami. Nim weszli Niemcy w Kownie była masakra coś 2000 Żydów, ale co ciekawe, nie było jej w nadal bardzo polskim Wilnie, choć i tu ludzie cierpieli pod sowiecką okupacją, w której po stronie wrogów na wysuniętych pozycjach uczestniczyli Żydzi.
W podwileńskich Ponarach, Litwini a nie Niemcy rozstrzelali 150 000 ludzi, 100 000 Żydów i 50 tysięcy najwybitniejszych lokalnych Polaków.
Mimo tego „jakoś” dotąd Żydzi nie mają wielkich pretensji do Litwinów, jakie mają do Polaków, z których trudno im wskazać konkretne osoby co kolaborowały z Niemcami.
Sprawa jest prosta; Polska jest największym krajem więc od niej więcej można wyrwać i dopiero potem wezmą się za Litwinów, Czechów, Słowaków, Węgrów itd.

Drenowanie
Okazuje się, że obce firmy nie tylko w Polsce ale we wszystkich tzw „demoludach” najwybitniejszych ludzi przenoszą do swych firm macierzystych oferując im dużo lepsze wynagrodzenie, niż w ich dawnych krajach socjalistycznych.
Czy ktoś z władz Polski pomyśli by ten proceder przynajmniej utrudnić? Sprawa jest prosta, kazać tak samo wynagradzać ludzi w „demoludach”, jak w krajach dawnej Unii.

W Wołkowysku
Postanowiłem stanąć znów w wyborach do parlamentu Białorusi i uczynić to w mym „rodowym” powiecie, czyli rejonie wołkowyskim.

Dlatego też pojechałem tam, by przygotować się do zbieranie podpisów pod wniosek o zarejestrowanie mnie, jako kandydata.
Jak zawsze jechałem z Warszawy koleją do Białegostoku, potem taksówką na skraj miasta i dalej autostopem.
Po jakichś 20 minutach, ponad pół drogi do granicy w Bobrownikach podwiózł mnie Polak, a dalej już Białorusin, były agronom ze Szczuczyna.
Ostatnio mimo tego, że proponowano mu objęcie jednego z miejscowych kołchozów zrezygnował z pracy. Siedzi w domu w Szczuczynie i wozi swym VW passatem paliwo diesla do Białegostoku. Jeździ co 3 dni i zarabia tyle samo co pracując dawniej cały miesiąc.
Przy okazji spytałem czemu na Białorusi dziś kołchozy pracują 7 dni w tygodniu, a przecież u dziadka nie pracowano w niedzielę poza dojeniem krów i karmieniem całej „zwierzyny”. On twierdził, że władze powiatowe w niedzielę nie pracują więc przyjeżdżają kontrolować kołchozy.
Obecnie zasadniczo już nie opłaca się wozić paliwo, jak się je kupi na stacji benzynowej, a tylko wtedy gdy kupi się je od kogoś w kołchozie, kto je zaoszczędził pracując na kombajnie.
Młodzian twierdził, że już jest sporo farmerów, którzy obrabiają dobrze ponad 200 hektarów, ale władze czynią im różne „wstręty”. Jego zdaniem, poprawa rolnictwa Białorusi to rezygnacja z kołchozów.
Przejechaliśmy szybko przez polską kontrolę, a na stronie białoruskiej dużo większa ilość aut w tym, na coś 50 tylko 4 polskie. Nowość – od kilku miesięcy wjeżdżając do kraju, już po stronie białoruskiej, możesz kupić w ”wolnocłowej strefie” różna alkohole, nawet do 3 litrów, różnorodne pachnidła i karton papierosów. Jest to kolejny przykład, że władcy brak pieniędzy.
W Wołkowysku mieście, gdzie były główne rozmowy polsko-litewskie o zjednoczenie tych krajów zatrzymałem się w hotelu. Pokój z prysznicem za 50 złotych noc, bo moja stała „kwatera” u byłej prezeski Związku Polaków była zajęta, zjechała się do niej cała rodzina z Polski.
Miasto w letniej krasie, a na głównym placu, gdzie nadal stoi Lenin jest bazar rzeczy dla dzieci idących do szkoły za dwa tygodnie.
Lokalny rynek też pełen ludzi, ale główne towary to „szmatki” chińskie często przez Polskę tu trafiające, a tutejsze pani niewiele odróżniają się strojami od Polek po drugiej stronie granicy.
Z towarów spożywczych moc różnorakich pomidorów, ale większość z nich pochodzących nie z rejonu Wołkowyska.
Rozmawiałem ze sporą ilością osób, większość nie lubi Aleksandra Mniejszego, a jeden z rozmówców powiedział: – problemem prezydenta jest to, że stale chce rozwiązywać problemy kraju wedle dawnych sowieckich metod.
Na zdjęciu autor przy pomniku wilka – symbolu miasta.

Aleksander Pruszyński