Ligęza: SZCZUR WE W TRĄBIE

160

        Szczur we w trąbie i sameś tego chciał, rodaku. Ani chybi dostaniesz więc, coś tak skrzętnie obstalował. Sobie i całej reszcie swoich.

Nie wyszło, panie i panowie, nie wyszło, choć miała być kropka z przytupem i przyświstem. Kropka nad i miała być, ale w takiej wersji, żeby Olejnik Monika, eksponująca najnowsze trzewiki, połamała szpilki. Żeby boso ze studia wyleciała, wisiorki z uszu zrywając. W nerwach.

Większość miała być. Konstytucyjna będzie nasza większość, marzyliśta, sięgnie wierzchołka Everestu. Kto wie, może nawet na Księżyc dobiegnie. I co? I nici na trąbce. Czy tam szczur we w trąbie. W każdym razie całe stado gryzoni śmieje się z was do rozpuku, a Biedroń Robert, Zandberg Adrian oraz Czarzasty Włodzimierz wyglądają jak króliki po spełnieniu. Ten ostatni, łysinę gładząc brwi wyostrza, a opisując stan lewactwa “po wstępnej grze miłosnej”, deklaruje: “Chcemy być ze sobą!”. Irytujące pocieszki.

GREMLINY III RP

A bądźcie sobie kim chcecie, i z kim chcecie sobie bądźcie, ale gdzieś dalej. Gdzieś na zapleczu, powiedzmy. Powiedzmy: w kulisach. Pocieszki, powtarzam, irytujące, z tym niestety, że niezwykle groźne dla polskości i Polski. Trzy mogwaje III RP, dotąd jakże przytulaśnie zakłamane, koloryt i gadzia skamielina, teraz pojone będą i karmione, a północ właśnie minęła… Efekt? Zaraz skoczą nam do gardeł, czy tam siądą na karki, pomrukując za niejakim Kulczykiem Janem: “Najważniejsze to dobrze wybrać sobie rodziców. Potem już jakoś idzie”. Swoją drogą, wkurzająca ta buciorowa maniera Olejnik Moniki. By doprowadzić organizm do podobnego stanu, trzeba ułożyć za uszami sporo butelek. Sporo butelek plus, może plus cały skup?

Wytrzymać nie idzie. Tu wkurzająca Olejnik, tam szczerzące kły gremliny III RP, a z drugiej strony jakieś 30 milionów Polek i Polaków uprawnionych do głosowania. Tak po prawdzie, ciekawe, ilu ze wspomnianych mogłoby zachować się jak Eli Ben Dahan? Ów rabin, członek prawicowej partii żydowskiej HaBayit HaYehudi, co znaczy “Żydowski Dom”, w miesiącach ostatniej gorączki przedwyborczej w Izraelu powiedział: “Musimy utrzymać państwo żydowskie. Cokolwiek stałoby w sprzeczności z naszymi wartościami, naszą kulturą i naszą tradycją, nie uzyska naszego poparcia”.


NATURA UMOCNIONA

To nie były czcze deklaracje, nie słowa rzucane na wiatr. W statucie partii (od ośmiu do dwunastu deputowanych w Knesecie, w koalicji rządowej premiera Netanjahu trzy stanowiska ministerialne w kadencji 2013-2015), więc w statucie tej partii czytamy: “Żydowski Dom” stawia sobie za cel przywrócenie Izraelowi żydowsko-syjonistycznego charakteru, a przedstawiciele tej partii mają: “Umacniać żydowską naturą państwa i walczyć przeciwko tym, którzy chcą zmienić Izrael w państwo obywatelskie”. Więc.

Więc raz jeszcze: cokolwiek stałoby w sprzeczności z naszymi wartościami, naszą kulturą i naszą tradycją, nie uzyska naszego poparcia. Tak?

A teraz proszę wskazać, który z nadwiślańskich politykierów, ciągle nie wiedzieć czemu nazywanych politykami, mógłby powtórzyć wspomniane wyżej słowa bez obawy przed kompromitacją? Żeby już nie zahaczać tego czy owego absztyfikanta o rozumienie frazy “polska natura państwa”, bo to rzecz jasna wymagałoby wcześniejszego przyswojenia przez nieszczęśnika pojęć w rodzaju “wartości”, “kultura” czy “tradycja”. Nieosiągalne, tak sądzę, w każdym razie nieosiągalne bez intensywnych korepetycji z ostatnich trzystu lat historii Rzeczypospolitej.

KADŹ ZE SMOŁĄ

No dobrze. Ale korepetycje czy nie, po co Polska ludziom, którzy nie potrafią należycie zdefiniować i zmierzyć polskości, najczęściej z powodu zatrważającego deficytu wiedzy o współczesności, w szczególności na temat metod działania współczesnych władców tego świata?

Po co Polska tym, którzy Polakami być przestają, nawet tego nie zauważając? Których media zręcznie oplotły kajdanami celofanowych emocji i pozornych zaangażowań, a de facto obojętności, śmiertelnie groźnej dla człowieczeństwa?

Obojętności przeradzającej się w anomię tak samozgubną, że ludzie od dekad oszukiwani, okradani i tresowani do posłuszeństwa, z własnej inicjatywy, ostentacyjnie, sami zaczynają w końcu oklaskiwać swoich treserów i nadzorców? Czy tam ich właścicieli?

Ktoś, kiedyś, przy jakiejś upiornej okazji, ocenił, nie chce mi się szukać kto konkretnie, że Polska to trup ciśnięty do dołu z wapnem. Przesada, ale w czarnej kadzi z czarną smołą, czy tam z czymś innym czarniejszym jeszcze od smoły, w czymś kruczoczarnym po prostu, więc w czarnej kadzi z tym czymś, siedzimy po same uszy. Co rusz podskakując sobie chwacko, a to dla zaczerpnięcia oddechu. Z zewnątrz może wygląda to śmiesznie, ale śmierć z uduszenia śmieszna nie będzie. I proszę przy tym łaskawie pamiętać, że kwadrans przed śmiercią każdy z nas będzie jeszcze żywy.

GŁOWA Z PIEPRZEM

Tymczasem Polska właśnie umiera. Inaczej: nowoczesność europejska, niemiecko-rosyjska, tak mocno przytula do piersi Polskę, że tej gwałtownie zaczyna brakować tchu. Z kolei postęp obserwuje wydarzenia uważnie, nie mogąc nadziwić się, jakim sposobem ta cała nowoczesność radzi sobie aż tak skutecznie.

Na każdym polu, da się rzec bez krztyny przesady. Weźmy pole literackie. Hartman Jan, wciąż profesor: “To wielka radość, że nasza autorka i gwiazda liberalnej Polski dostała Nobla. Za tą czysto ludzką satysfakcją idzie nadzieja i kalkulacja polityczna – Zachód daje nam sygnał do boju o demokrację, a my powinniśmy na ten sygnał się obudzić”. Ciekawe kto właściwie panu Hartmanowi do łba tyle pieprzu sypie, że każdym otworem z niego tchnie?

Najwyraźniej ten gatunek człowiekowatych, profesory czy nie, ma tak z natury. Dajmy na to Passent “Półdziewic” Daniel zapragnął pana wciąż profesora prześcignąć w biegu ku przepaści, zaczym zdyszany ulał z siebie kaskadą: “Obywatelka Tokarczuk znana jest jako feministka, zwolenniczka “czarnego marszu”, uczestniczka protestów i manifestacji na rzecz równouprawnienia mniejszości, w tym praw kobiet. (…) Ostrzegała przed nacjonalizmem i populizmem, opowiedziała się za decentralizacją i za Europą Środkowo-Wschodnią widzianą jako tygiel, w którym mieszają się narodowości, kultury, obyczaje, religie (…)”. I tak dalej, i tak dalej.

WARTOŚĆ DODANA

Gwiazda normalnie ta Tokarczuk, gwiazda w ustach gwiazdora. Powiedzieć o tym “brednie”, to połechtać półdziewica aż nadto. Ale posłuchajmy dalej. Bo tu gwiazda w ustach, że tylko pięty wystają, a tymczasem: “W głównym wydaniu “Wiadomości” (19:30) – ani słowa o Tokarczuk, która poprzedniego dnia dostała Nobla, a dzisiaj miała obszerną konferencję prasową. Tokarczuk? Jaka Tokarczuk? – można by zapytać”.

 

O, to, to. Nie pytajmy więc, nie ma o kogo, a zakończmy uwagą optymistyczną wbrew pochmurnemu niebu: jedenastu posłów “Konfederacji” ciepłego lata Polsce nie zapowie. To fakt. Z drugiej strony, ileż warta byłaby zapowiedź lata bez piskoczących jaskółek? Trzeba to widzieć, koniecznie. Podobnie jak to, że chociaż realnego wpływu na rozstrzygnięcia ustawowe posłowie “Konfederacji” raczej mieć nie będą, tak czy owak samą możliwość obserwowania z bliska dłoni i paluchów nadwiślańskich politykierów należy uznać za wartość dodaną ostatnich wyborów i nowego Sejmu.

Zaczyn jest, a daj Boże i ciasto mniamuśne wyrośnie nam jak należy. Pora po temu najwyższa. Już czas.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl