Szczur we w trą­bie i sameś tego chciał, roda­ku. Ani chy­bi dosta­niesz więc, coś tak skrzęt­nie obsta­lo­wał. Sobie i całej resz­cie swoich.

Nie wyszło, panie i pano­wie, nie wyszło, choć mia­ła być krop­ka z przy­tu­pem i przy­świ­stem. Krop­ka nad i mia­ła być, ale w takiej wer­sji, żeby Olej­nik Moni­ka, eks­po­nu­ją­ca naj­now­sze trze­wi­ki, poła­ma­ła szpil­ki. Żeby boso ze stu­dia wyle­cia­ła, wisior­ki z uszu zry­wa­jąc. W nerwach.

Więk­szość mia­ła być. Kon­sty­tu­cyj­na będzie nasza więk­szość, marzy­liś­ta, się­gnie wierz­choł­ka Eve­re­stu. Kto wie, może nawet na Księ­życ dobie­gnie. I co? I nici na trąb­ce. Czy tam szczur we w trą­bie. W każ­dym razie całe sta­do gry­zo­ni śmie­je się z was do roz­pu­ku, a Bie­droń Robert, Zand­berg Adrian oraz Cza­rza­sty Wło­dzi­mierz wyglą­da­ją jak kró­li­ki po speł­nie­niu. Ten ostat­ni, łysi­nę gła­dząc brwi wyostrza, a opi­su­jąc stan lewac­twa “po wstęp­nej grze miło­snej”, dekla­ru­je: “Chce­my być ze sobą!”. Iry­tu­ją­ce pocieszki.

GREMLINY III RP

A bądź­cie sobie kim chce­cie, i z kim chce­cie sobie bądź­cie, ale gdzieś dalej. Gdzieś na zaple­czu, powiedz­my. Powiedz­my: w kuli­sach. Pociesz­ki, powta­rzam, iry­tu­ją­ce, z tym nie­ste­ty, że nie­zwy­kle groź­ne dla pol­sko­ści i Pol­ski. Trzy mogwa­je III RP, dotąd jak­że przy­tu­la­śnie zakła­ma­ne, kolo­ryt i gadzia ska­mie­li­na, teraz pojo­ne będą i kar­mio­ne, a pół­noc wła­śnie minę­ła… Efekt? Zaraz sko­czą nam do gar­deł, czy tam sią­dą na kar­ki, pomru­ku­jąc za nie­ja­kim Kul­czy­kiem Janem: “Naj­waż­niej­sze to dobrze wybrać sobie rodzi­ców. Potem już jakoś idzie”. Swo­ją dro­gą, wku­rza­ją­ca ta bucio­ro­wa manie­ra Olej­nik Moni­ki. By dopro­wa­dzić orga­nizm do podob­ne­go sta­nu, trze­ba uło­żyć za usza­mi spo­ro bute­lek. Spo­ro bute­lek plus, może plus cały skup?

REKLAMA

Wytrzy­mać nie idzie. Tu wku­rza­ją­ca Olej­nik, tam szcze­rzą­ce kły grem­li­ny III RP, a z dru­giej stro­ny jakieś 30 milio­nów Polek i Pola­ków upraw­nio­nych do gło­so­wa­nia. Tak po praw­dzie, cie­ka­we, ilu ze wspo­mnia­nych mogło­by zacho­wać się jak Eli Ben Dahan? Ów rabin, czło­nek pra­wi­co­wej par­tii żydow­skiej HaBay­it HaY­ehu­di, co zna­czy “Żydow­ski Dom”, w mie­sią­cach ostat­niej gorącz­ki przed­wy­bor­czej w Izra­elu powie­dział: “Musi­my utrzy­mać pań­stwo żydow­skie. Cokol­wiek sta­ło­by w sprzecz­no­ści z naszy­mi war­to­ścia­mi, naszą kul­tu­rą i naszą tra­dy­cją, nie uzy­ska nasze­go poparcia”.


NATURA UMOCNIONA

To nie były czcze dekla­ra­cje, nie sło­wa rzu­ca­ne na wiatr. W sta­tu­cie par­tii (od ośmiu do dwu­na­stu depu­to­wa­nych w Kne­se­cie, w koali­cji rzą­do­wej pre­mie­ra Netan­ja­hu trzy sta­no­wi­ska mini­ste­rial­ne w kaden­cji 2013–2015), więc w sta­tu­cie tej par­tii czy­ta­my: “Żydow­ski Dom” sta­wia sobie za cel przy­wró­ce­nie Izra­elo­wi żydow­sko-syjo­ni­stycz­ne­go cha­rak­te­ru, a przed­sta­wi­cie­le tej par­tii mają: “Umac­niać żydow­ską natu­rą pań­stwa i wal­czyć prze­ciw­ko tym, któ­rzy chcą zmie­nić Izra­el w pań­stwo oby­wa­tel­skie”. Więc.

Więc raz jesz­cze: cokol­wiek sta­ło­by w sprzecz­no­ści z naszy­mi war­to­ścia­mi, naszą kul­tu­rą i naszą tra­dy­cją, nie uzy­ska nasze­go popar­cia. Tak?

A teraz pro­szę wska­zać, któ­ry z nad­wi­ślań­skich poli­ty­kie­rów, cią­gle nie wie­dzieć cze­mu nazy­wa­nych poli­ty­ka­mi, mógł­by powtó­rzyć wspo­mnia­ne wyżej sło­wa bez oba­wy przed kom­pro­mi­ta­cją? Żeby już nie zaha­czać tego czy owe­go absz­ty­fi­kan­ta o rozu­mie­nie fra­zy “pol­ska natu­ra pań­stwa”, bo to rzecz jasna wyma­ga­ło­by wcze­śniej­sze­go przy­swo­je­nia przez nie­szczę­śni­ka pojęć w rodza­ju “war­to­ści”, “kul­tu­ra” czy “tra­dy­cja”. Nie­osią­gal­ne, tak sądzę, w każ­dym razie nie­osią­gal­ne bez inten­syw­nych kore­pe­ty­cji z ostat­nich trzy­stu lat histo­rii Rzeczypospolitej.

KADŹ ZE SMOŁĄ

No dobrze. Ale kore­pe­ty­cje czy nie, po co Pol­ska ludziom, któ­rzy nie potra­fią nale­ży­cie zde­fi­nio­wać i zmie­rzyć pol­sko­ści, naj­czę­ściej z powo­du zatrwa­ża­ją­ce­go defi­cy­tu wie­dzy o współ­cze­sno­ści, w szcze­gól­no­ści na temat metod dzia­ła­nia współ­cze­snych wład­ców tego świata?

Po co Pol­ska tym, któ­rzy Pola­ka­mi być prze­sta­ją, nawet tego nie zauwa­ża­jąc? Któ­rych media zręcz­nie oplo­tły kaj­da­na­mi celo­fa­no­wych emo­cji i pozor­nych zaan­ga­żo­wań, a de fac­to obo­jęt­no­ści, śmier­tel­nie groź­nej dla człowieczeństwa?

Obo­jęt­no­ści prze­ra­dza­ją­cej się w ano­mię tak samo­zgub­ną, że ludzie od dekad oszu­ki­wa­ni, okra­da­ni i tre­so­wa­ni do posłu­szeń­stwa, z wła­snej ini­cja­ty­wy, osten­ta­cyj­nie, sami zaczy­na­ją w koń­cu okla­ski­wać swo­ich tre­se­rów i nad­zor­ców? Czy tam ich właścicieli?

Ktoś, kie­dyś, przy jakiejś upior­nej oka­zji, oce­nił, nie chce mi się szu­kać kto kon­kret­nie, że Pol­ska to trup ciśnię­ty do dołu z wap­nem. Prze­sa­da, ale w czar­nej kadzi z czar­ną smo­łą, czy tam z czymś innym czar­niej­szym jesz­cze od smo­ły, w czymś kru­czo­czar­nym po pro­stu, więc w czar­nej kadzi z tym czymś, sie­dzi­my po same uszy. Co rusz pod­ska­ku­jąc sobie chwac­ko, a to dla zaczerp­nię­cia odde­chu. Z zewnątrz może wyglą­da to śmiesz­nie, ale śmierć z udu­sze­nia śmiesz­na nie będzie. I pro­szę przy tym łaska­wie pamię­tać, że kwa­drans przed śmier­cią każ­dy z nas będzie jesz­cze żywy.

GŁOWA Z PIEPRZEM

Tym­cza­sem Pol­ska wła­śnie umie­ra. Ina­czej: nowo­cze­sność euro­pej­ska, nie­miec­ko-rosyj­ska, tak moc­no przy­tu­la do pier­si Pol­skę, że tej gwał­tow­nie zaczy­na bra­ko­wać tchu. Z kolei postęp obser­wu­je wyda­rze­nia uważ­nie, nie mogąc nadzi­wić się, jakim spo­so­bem ta cała nowo­cze­sność radzi sobie aż tak skutecznie.

Na każ­dym polu, da się rzec bez krzty­ny prze­sa­dy. Weź­my pole lite­rac­kie. Hart­man Jan, wciąż pro­fe­sor: “To wiel­ka radość, że nasza autor­ka i gwiaz­da libe­ral­nej Pol­ski dosta­ła Nobla. Za tą czy­sto ludz­ką satys­fak­cją idzie nadzie­ja i kal­ku­la­cja poli­tycz­na – Zachód daje nam sygnał do boju o demo­kra­cję, a my powin­ni­śmy na ten sygnał się obu­dzić”. Cie­ka­we kto wła­ści­wie panu Hart­ma­no­wi do łba tyle pie­przu sypie, że każ­dym otwo­rem z nie­go tchnie?

Naj­wy­raź­niej ten gatu­nek czło­wie­ko­wa­tych, pro­fe­so­ry czy nie, ma tak z natu­ry. Daj­my na to Pas­sent “Pół­dzie­wic” Daniel zapra­gnął pana wciąż pro­fe­so­ra prze­ści­gnąć w bie­gu ku prze­pa­ści, zaczym zdy­sza­ny ulał z sie­bie kaska­dą: “Oby­wa­tel­ka Tokar­czuk zna­na jest jako femi­nist­ka, zwo­len­nicz­ka “czar­ne­go mar­szu”, uczest­nicz­ka pro­te­stów i mani­fe­sta­cji na rzecz rów­no­upraw­nie­nia mniej­szo­ści, w tym praw kobiet. (…) Ostrze­ga­ła przed nacjo­na­li­zmem i popu­li­zmem, opo­wie­dzia­ła się za decen­tra­li­za­cją i za Euro­pą Środ­ko­wo-Wschod­nią widzia­ną jako tygiel, w któ­rym mie­sza­ją się naro­do­wo­ści, kul­tu­ry, oby­cza­je, reli­gie (…)”. I tak dalej, i tak dalej.

WARTOŚĆ DODANA

Gwiaz­da nor­mal­nie ta Tokar­czuk, gwiaz­da w ustach gwiaz­do­ra. Powie­dzieć o tym “bred­nie”, to połech­tać pół­dzie­wi­ca aż nad­to. Ale posłu­chaj­my dalej. Bo tu gwiaz­da w ustach, że tyl­ko pię­ty wysta­ją, a tym­cza­sem: “W głów­nym wyda­niu “Wia­do­mo­ści” (19:30) – ani sło­wa o Tokar­czuk, któ­ra poprzed­nie­go dnia dosta­ła Nobla, a dzi­siaj mia­ła obszer­ną kon­fe­ren­cję pra­so­wą. Tokar­czuk? Jaka Tokar­czuk? – moż­na by zapytać”.

 

O, to, to. Nie pytaj­my więc, nie ma o kogo, a zakończ­my uwa­gą opty­mi­stycz­ną wbrew pochmur­ne­mu nie­bu: jede­na­stu posłów “Kon­fe­de­ra­cji” cie­płe­go lata Pol­sce nie zapo­wie. To fakt. Z dru­giej stro­ny, ileż war­ta była­by zapo­wiedź lata bez pisko­czą­cych jaskó­łek? Trze­ba to widzieć, koniecz­nie. Podob­nie jak to, że cho­ciaż real­ne­go wpły­wu na roz­strzy­gnię­cia usta­wo­we posło­wie “Kon­fe­de­ra­cji” raczej mieć nie będą, tak czy owak samą moż­li­wość obser­wo­wa­nia z bli­ska dło­ni i palu­chów nad­wi­ślań­skich poli­ty­kie­rów nale­ży uznać za war­tość doda­ną ostat­nich wybo­rów i nowe­go Sejmu.

Zaczyn jest, a daj Boże i cia­sto mnia­mu­śne wyro­śnie nam jak nale­ży. Pora po temu naj­wyż­sza. Już czas.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z autorem:

widnokregi@op.pl