Kanadyjski plan walki z efektem cieplarnianym należy do najgorszych w grupie G20, pisze w swoim dorocznym raporcie Climate Transparency. Organizacja wzięła pod lupę poczynania wszystkich krajów z G20 i doszła do wniosku, ze tak naprawdę żaden nie ma się czym chwalić. Porównała dane dotyczące emisji i wdrażanych strategii.

W 2018 roku kraje G20 odpowiadały za 85 proc. globalnej aktywności gospodarczej i 80 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych. Zdaniem twórców raportu około połowy państw zaawansowanych gospodarczo ma szansę na osiągnięcie celów dotyczących zmniejszenia emisji do 2030 roku, jednak poprzeczka została postawiona za nisko. Jeśli członkowie G20 nie zweryfikują celów emisji, w 2030 roku będą uwalniać do atmosfery więcej zanieczyszczeń niż obecnie.

W badanej grupie najgorzej radzą sobie Kanada, Korea Południowa i Australia. Im najtrudniej będzie podołać zobowiązaniom podjętym w Paryżu, które to zobowiązania i tak nie są wystarczające. Ilość gazów cieplarnianych emitowanych w Kanadzie w przeliczeniu na mieszkańca jest drugą najwyższą wartością w G20. Pierwsze niechlubne miejsce zajmuje Australia.

Climate Transparency podaje, że stosując obecną strategię Kanadzie zabraknie 80 milionów ton do osiągnięcia celu zmniejszenia emisji w 2030 roku o 513 megaton dwutlenku węgla i ekwiwalentów. Zdaniem organizacji cel powinien być dwa razy wyższy.

Przy zachowaniu obecnych celów emisji G20 klimat na koniec wieku ma się ocieplić o 3 stopnie Celsjusza. Zdaniem naukowców już ocieplenie o 1,5 stopnia spowoduje nieodwracalne zmiany w ziemskim ekosystemie (susza, więcej dni z temperaturą powyżej 35 stopni Celsjusza, ekstremalne deszcze, krótsze okresy wegetacji).

Kanadzie wytknięto zbyt łagodne procedury zatwierdzania ocen wpływu na środowisko dla projektów takich jak rurociągi czy kopalnie, a także cztery razy wyższą niż średnia w G20 emisję spalin ze środków transportu oraz dwa razy wyższą emisję z budynków.