Wie­cie prze­cież, że u nas w Kana­dzie, okres bożo­na­ro­dze­nio­wy zaczy­na się już 1 grudnia.

To od tej daty sta­cje radio­we nada­ją kolę­dy i pasto­rał­ki. Kon­cer­ty bożo­na­ro­dze­nio­we odby­wa­ją się w pra­wie każ­dym chrze­ści­jań­skim koście­le, a tak­że w ope­rach i salach koncertowych.

Zapew­ne sami byli­ście na słyn­nym Mesja­szu Hen­dla, kie­dy to wszy­scy wsta­ją ze swo­ich sie­dzeń i na sto­ją­co cele­bru­ją słyn­ne ‘Hal­le­lu­jah’, bo naro­dził się zbawiciel.

reklama

A my?

My jak zwy­kle pośrod­ku. Takie uwa­run­ko­wa­nie geo­po­li­tycz­ne. Niby na zacho­dzie, ale nie do koń­ca. Może więc na wscho­dzie? Ależ skąd! Nam Pola­kom tra­dy­cja naka­zu­je zaczy­nać cele­bra­cje zwią­za­ne z przyj­ściem Dzie­ciąt­ka Boże­go dają­ce­go nam nadzie­ję na odku­pie­nie dopie­ro w wigi­lię Boże­go Naro­dze­nia. A dalej na wschód, u pra­wo­sław­nych, jesz­cze później.

Tak, prze­strze­ga­my adwen­tu, i przy­go­to­wu­je­my się sumien­nie, ale na przy­kład cho­in­kę ubie­ra­my dopie­ro w wigi­lię przed wie­cze­rzą, a kolę­dy zaczy­na­my śpie­wać dopie­ro po paster­ce, któ­ra zresz­tą jest roz­po­czy­na­na kolę­dą ‘Bóg się rodzi’. A w adwen­cie cho­dzi­my na rora­ty od ponie­dział­ku do piąt­ku o godzi­nie 6‑tej rano.

To już się mi tak napi­sa­ło z roz­pę­du, bo aku­rat ja oso­bi­ście niko­go nie znam, kto by na 6‑tą rano cho­dził na rora­ty. Kie­dyś dzie­ci ze spe­cjal­ny­mi zapa­lo­ny­mi lam­pio­na­mi przy­cho­dzi­ły na 6‑tą rano do kościo­ła. Przez okno widać było gęst­nie­ją­cy stru­mień pło­my­ków lata­re­nek. I tak codzien­nie, przed szko­łą. Któ­re dziec­ko by to dzi­siaj wytrzy­ma­ło? I dla­te­go orga­ni­zu­je się rora­ty dzie­cię­ce wcze­snym wie­czo­rem. Ba, a któ­ry doro­sły by dzi­siaj wytrzy­mał takie wsta­wa­nie ran­ne i uczęsz­cza­nie na rora­ty codzienne?

Prze­glą­da­łam biu­le­tyn kościo­ła Świę­te­go Kazi­mie­rza w Toron­to, i owszem, są rora­ty o 6‑tej. Spróbuję.

Rora­ty to msza wotyw­na poświę­co­na Naj­święt­szej Marii Pan­nie. Msza roz­po­czy­na się  pie­śnią ‘Archa­nioł Boży Gabriel’. Jest to sta­ra pieśń, śpie­wa­na nie tyl­ko pod­czas mszy, ale i w pol­skich domach. Sądząc po języ­ku pocho­dzi z tego same­go okre­su co  ‘Kie­dy ran­ne wsta­ją zorze’.  Ta ostat­nia po raz pierw­szy była wyda­na w 1792 roku, a skom­po­no­wał ją Fran­ci­szek Kar­piń­ski. Weszła do kano­nu roz­po­zna­wa­nia się Pola­ków. Pol­skie Radio od powsta­nia w 1926 roku roz­po­czy­na­ło nada­wa­nie audy­cji pie­śnią ‘Kie­dy ran­ne wsta­ją zorze’  w wyko­na­niu męskie­go chó­ru Harfa.

A jesz­cze wcze­śniej moja bab­cia w zabo­rze pru­skim, i dru­ga bab­cia miesz­ka­ją­ca pod zabo­rem rosyj­skim, roz­po­czy­na­ły od tej pie­śni dzień.

W cza­sie adwen­tu śpie­wa­ło się o archa­nie­le Gabrie­lu, zwia­stu­ją­cym Maryi, że uro­dzi syna zba­wi­cie­la, któ­re­mu da na imię Jezus. No i Gorz­kie Żale w okre­sie postu. Te pie­śni kształ­to­wa­ły nas Pola­ków i utrzy­my­wa­ły w świa­do­mo­ści narodowej.

Tak, nie­wąt­pli­wie to zna­jo­mość tych pie­śni, śpie­wa­nych w domach i prze­ka­zy­wa­nych z poko­le­nia na poko­le­nie wyssa­li­śmy z mle­kiem mat­ki. I to innych tak boli,  że pomi­mo tego, że nie było Pol­ski, naród pol­ski żył. Upar­cie posłu­gi­wał się swo­im języ­kiem, prze­strze­gał swo­ich zwy­cza­jów, i śpie­wał te same pie­śni  religijne.

Poznasz swe­go po tym.

Czy dzi­wi nas wte­dy fakt, że jakaś dono­szą­ca wydra (udo­ku­men­to­wa­ne przez dono­sy z IPN) chcąc nami zarzą­dzać, bo my głu­pia Polo­nia, pisa­ła, że lata­ła ze świę­con­ką w nie­dzie­lę? Zało­żę się, że w jej domu śpie­wa­no inne pie­śni i była wyzna­wa­na inna ideologia.

Więc wraz z nasta­niem adwen­tu cele­bruj­my to, kim jeste­śmy. Przy­go­tuj­my się więc nale­ży­cie na przyj­ście nasze­go Pana pod posta­cią naro­dzin Dzie­ciąt­ka Jezus, bo jest to waż­ne i naj­waż­niej­sze. Pociąg histo­rii jedzie pomi­mo wszyst­ko. Może­my z okna tego pocią­gu obser­wo­wać kra­jo­braz. Cza­sem nie wyglą­da on dobrze. Wte­dy, kie­dy pró­bu­je się czte­ro­krot­nie zablo­ko­wać spo­tka­nie inau­gu­ru­ją­ce książ­kę ‘Powrót do Jedwab­ne­go’ Woj­cie­cha Sum­liń­skie­go, Ewy Kurek i Toma­sza Budzyń­skie­go. I to w naszym kra­ju, w Polsce.



A efekt? Inau­gu­ra­cja odby­ła się za pią­tą pró­bą. A książ­ka jest roz­chwy­ty­wa­na. Wszy­scy o niej sły­sze­li i chcą ją przeczytać.

Wszy­scy, oprócz tych, któ­rzy boją się praw­dy.  Ci chcą unie­moż­li­wić jej czy­ta­nie. Widać zale­ży im na tym, aby nas mamić i kar­mić fał­sza­mi, a co naj­wy­żej pół­praw­da­mi. I jesz­cze pro­szę! Kto bro­nił Angli­ków w ostat­nim ata­ku ter­ro­ry­sty islam­skie­go na Moście Londyńskim?

 

Łukasz, kucharz pra­cu­ją­cy w restau­ra­cji. Nie zawa­hał się, tyl­ko sko­czył do obez­wład­nia­nia napast­ni­ka. Czym?  Tym co było pod ręką. A aku­rat pod ręką był dłu­gi kieł wie­lo­ry­ba narwa­la. I go tym kłem dźgał, aż go nie przy­gwoź­dził, To dzię­ki jego akcji nie było wię­cej niż dwie ofia­ry śmier­tel­ne. Takiej posta­wy pomo­cy, bez wzglę­du na wszyst­ko tak­że nauczył się w pol­skim domu. Nie zwa­żał, że ter­ro­ry­sta miał kami­zel­kę z ładun­ka­mi wybu­cho­wy­mi. Dopie­ro potem oka­za­ło się, że kami­zel­ka była fej­kiem. Islam­ski ter­ro­ry­sta został zastrze­lo­ny przez poli­cję. A pan Łukasz znik­nął. Ale posta­wa została.

My wal­czy­my za wol­ność nie tyl­ko naszą, ale i waszą. Pamię­ta­cie jak zale­d­wie kil­ka lat wstecz w wie­czór syl­we­stro­wy kobie­ty w wie­lu mia­stach Nie­miec, szcze­gól­nie w Kolo­nii, były sek­su­al­nie mole­sto­wa­ne przez najeźdźców?

A myśmy wte­dy pyta­li gdzie byli ich nie­miec­cy męż­czyź­ni, z któ­ry­mi te dziew­czy­ny i kobie­ty przy­szły? Oka­za­ło się, że oni po pro­stu dali dyla i pocho­wa­li się gdzie się dało. Nasi chłop­cy by na to nie pozwolili.

I to jest wia­do­mość dla moż­nych tego świa­ta. Nie nada­je­my się na nie­wol­ni­ków, a zjed­no­czo­nym naro­dem nie prze­sta­je­my być nawet jeśli obcy piszą dla nas inne scenariusze.

Ali­cja Farmus