Wło­dzi­mierz Wol­fo­wicz Żyry­now­ski jest rosyj­skim poli­ty­kiem naro­do­wo­ści praw­ni­czej („mat­ka Rosjan­ka, ojciec praw­nik”). W związ­ku z tym uwa­ża, że musi być bar­dziej rosyj­ski, niż zwy­czaj­ni Rosja­nie; musi pić wię­cej wód­ki, pokrzy­ki­wać na part­ne­rów  w dys­ku­sji, a nawet chlu­stać im wodą w twarz – i tak dalej. Zwy­czaj­ne­mu Rosja­ni­no­wi nie jest to do nicze­go potrzeb­ne; nawet jak­by w ogó­le nie pił wód­ki, to i tak był­by Rosja­ni­nem, no bo jak ktoś jest Rosja­ni­nem albo Pola­kiem, to nie może być jed­no­cze­śnie Niem­cem. Z naro­do­wo­ścią praw­ni­czą jest ina­czej. Dosko­na­łą ilu­stra­cją tej róż­ni­cy jest ame­ry­kań­ski film „Zelig”. Głów­ny boha­ter też jest naro­do­wo­ści praw­nicz­nej, co wyra­ża się mię­dzy inny­mi w tym, że w towa­rzy­stwie Murzy­nów zaraz czer­nie­je, w towa­rzy­stwie kobiet w cią­ży rośnie mu brzuch – i tak dalej.  Naukow­cy nazy­wa­ją to „mime­ty­zmem”, to zna­czy skłon­no­ścią do przy­bie­ra­nia barw ochron­nych. Myślę jed­nak, że mime­ty­zmem wszyst­kie­go wyja­śnić się nie da, o czym świad­czy przy­pa­dek Jew­gie­ni­ja  Satanowskiego.

Ale inci­piam. Otóż, gdy zim­ny ruski cze­ki­sta Putin zde­cy­do­wał się sko­or­dy­no­wać poli­ty­kę histo­rycz­ną Rosji ze sko­or­dy­no­wa­ny­mi histo­rycz­ny­mi poli­ty­ka­mi: żydow­ską i nie­miec­ką, ogło­sił, że przy­czy­ną II woj­ny świa­to­wej był pakt mona­chij­ski z 1938 roku, a za jej wybuch odpo­wia­da Pol­ska. Cho­ciaż ani Niem­cy, ani Żydzi nie zade­mon­stro­wa­li osten­ta­cyj­ne­go entu­zja­zmu na tę wia­do­mość, to jestem pewien, że w duchu zatar­li ręce.

Rzecz w tym, że z punk­tu widze­nia celów żydow­skiej poli­ty­ki histo­rycz­nej przy­pra­wie­nie naro­do­wi pol­skie­mu odra­ża­ją­ce­go wize­run­ku naro­du mor­der­ców, jest warun­kiem koniecz­nym do finan­so­we­go wyszla­mo­wa­nia Pol­ski pod pre­tek­stem „rosz­czeń” odno­szą­cych się do „wła­sno­ści bez­dzie­dzicz­nej”. W tej sytu­acji nawet naj­bar­dziej absur­dal­ne oskar­ża­nie Pol­ski  jest im jak naj­bar­dziej na rękę, cho­ciaż oczy­wi­ście nie trze­ba o tym gło­śno mówić. Ale cho­ciaż nie trze­ba gło­śno mówić, to swo­je zado­wo­le­nie moż­na prze­cież wyra­zić w for­mach kon­klu­dent­nych i to wła­śnie obser­wu­je­my w cza­sie rze­czy­wi­stym. Oto zim­ny ruski cze­ki­sta Putin został przez stro­nę żydow­ską osten­ta­cyj­nie wyna­gro­dzo­ny tym, że pod­czas urzą­dzo­nej w Jad Waszem uro­czy­sto­ści w rocz­ni­cę wkro­cze­nia Armii Czer­wo­nej do obo­zu w Oświę­ci­miu, będzie nie tyl­ko głów­nym mów­cą, ale głów­nym gwiaz­do­rem tej impre­zy, naj­uko­chań­szą duszeńką.

Osten­ta­cyj­ne wyna­gro­dze­nie pre­zy­den­ta Puti­na za przy­łą­cze­nie histo­rycz­nej poli­ty­ki rosyj­skiej do sko­or­dy­no­wa­nych poli­tyk histo­rycz­nych: żydow­skie i nie­miec­kiej, wyma­ga­ło zlek­ce­wa­że­nia pol­skie­go pre­zy­den­ta, bo pol­ski pre­zy­dent i bez wyna­gra­dza­nia Żydom nad­ska­ku­je, więc niby po co Izra­el miał­by się wysilać?

Sko­ro tedy pre­zy­dent Putin w ramach koor­dy­na­cji zblu­zgał nie­szczę­sną „Pol­szę” — to  „gniaz­do roz­be­stwio­nej szlach­ty, mor­du­ją­cej lud ruski przy akom­pa­nia­men­cie krzy­ków „psia­krew” i „psia­du­sza!”, to przed­sta­wi­cie­le naro­do­wo­ści praw­ni­czej nie mie­li wyj­ścia – musie­li go prze­li­cy­to­wać. Tu już nie wystar­czy pić wię­cej wód­ki, cho­ciaż oczy­wi­ście nie zawa­dzi – co zauwa­ży­ła rów­nież tubyl­cza pisar­ka Maria Nurow­ska, któ­ra na trzeź­wo już nie może w Pol­sce wytrzy­mać. Jak ktoś chce być bar­dziej rosyj­ski od zwy­czaj­nych Rosjan, to musi powie­dzieć coś jesz­cze  bar­dziej absur­dal­ne­go od rewe­la­cji pre­zy­den­ta Puti­na. Toteż pan Jew­gie­nij Sata­now­ski, któ­ry w latach 2001–2004 był pre­ze­sem Rosyj­skie­go Kon­gre­su Żydów,  20 stycz­nia w pierw­szym pro­gra­mie rzą­do­wej rosyj­skiej tele­wi­zji powie­dział, że Józef Sta­lin „miał rację”, naka­zu­jąc roz­strze­la­nie pol­skich jeń­ców wojen­nych w Katyniu.

To jest coś nowe­go, nawet w kon­fron­ta­cji z sowiec­ką pro­pa­gan­dą, któ­ra nie cofa­ła się przed niczym – ale nawet i ona przyj­mo­wa­ła za dobrą mone­tę oskar­że­nia, że jest to kary­god­na zbrod­nia, z tym, że jej spraw­stwo przy­pi­sy­wa­ła Niem­com. Tak wła­śnie postą­pi­li sowiec­cy pro­ku­ra­to­rzy pod­czas pro­ce­su w Norym­ber­dze, ale nawet dla  bar­dzo wyro­zu­mia­łych  wobec funk­cjo­na­riu­szy „wuj­ka Joe” nie­za­wi­słych sędziów ame­ry­kań­skich i bry­tyj­skich, było to trud­ne do prze­łknię­cia. Toteż sowiec­cy pro­ku­ra­to­rzy „zapo­mnie­li” o tym punk­cie oskar­że­nia, a nie­za­wi­śli sędzio­wie ame­ry­kań­scy, bry­tyj­scy i sowiec­cy zanie­cha­li docho­dze­nia, kto w tym całym Katy­niu tak się roz­do­ka­zy­wał.  Obo­wią­zy­wa­ła bowiem prak­ty­ka, któ­rą zna­ko­mi­cie scha­rak­te­ry­zo­wał Janusz Szpo­tań­ski w nie­śmier­tel­nym poema­cie „Cary­ca i zwier­cia­dło”. Cary­ca Leoni­da obja­śnia tępa­we­mu mar­sza­ło­wi Grecz­ce, dla­cze­go nie lzia bom­bar­di­ro­wać zachod­niej Euro­py ato­mo­wy­mi kar­ta­cza­mi: „Nisz­czyć swą zdo­bycz? Kakij smysł!” — po czy obja­śnia tak­ty­kę wobec Euro­py. „Wot Gitler, kakoj to durak! On się prze­chwa­lał zbrod­nią swo­ją. A mudriec, to by sdie­łał tak: nu czto, że gdzieś kon­cła­gry sto­ją? Nu czto, że dymią kre­ma­to­ria? Toż w nich prze­ta­pia się histo­ria!  Nie­wo­li topią się oko­wy! Powsta­je spra­wie­dliw­szy świat! Rodzi się typ czło­wie­ka nowy! Na czar­ne – bia­łe mówić nada, bo to prze­ma­wia do Zapa­da. Nada ich prze­ko­ny­wać mudro, że woj­na – mir, że chlew, to źró­dło, a oku­pa­cja – wyzwo­le­nie. I będą cie­szyć się sza­le­nie. A kie­dy zwol­na, po tro­szecz­ku, w tej dia­lek­ty­ce się wyćwi­czą, to moją sta­ną się zdo­by­czą. Paniał ty mie­nia, jełop Greczko?”

Widzi­my, że pre­zy­dent Putin postę­pu­je zgod­nie ze wska­zów­ka­mi Cary­cy Leoni­dy, no a pan Jew­gie­nij Sata­now­ski swo­je mądro­ści też musiał czer­pać z tej wła­śnie kry­ni­cy, z tym, że o ile  zim­ny ruski cze­ki­sta Putin jesz­cze się powstrzy­mu­je przed wycią­ga­niem eks­tre­mal­nych wnio­sków, to pan Sata­now­ski naj­wy­raź­niej uzna­je, że musi go prze­li­cy­to­wać i w związ­ku z tym chwy­cił byka za rogi. Nawia­sem mówiąc, nie jest w tym pio­nie­rem, bo już przed kil­ko­ma laty katyń­skie ludo­bój­stwo uznał za uspra­wie­dli­wio­ne i słusz­ne Michał Nowic­ki, syn Wan­dy Nowic­kiej, któ­rą aż ponad 25 tysię­cy oby­wa­te­li Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej w 2019 roku wybra­ło na posłan­kę do Sej­mu. Jeśli tedy komuś potrze­ba dowo­du na to, że histo­rycz­ny naród pol­ski od 1944 roku musi dzie­lić tery­to­rium pań­stwo­we z pol­sko­ję­zycz­ną wspól­no­tą roz­bój­ni­czą, to pań­stwo Nowic­cy  takie­go dowo­du, a przy­naj­mniej takiej poszla­ki chy­ba dostarczają.

No dobrze. Sko­ro jed­nak Józef Sta­lin roz­ka­zu­jąc wymor­do­wa­nie pol­skich jeń­ców wojen­nych w Katy­niu „miał rację”, to jak w tej sytu­acji oce­nić postę­po­wa­nie inne­go wybit­ne­go przy­wód­cy socja­li­stycz­ne­go, czy­li Adol­fa Hitle­ra? Wpraw­dzie jeń­ców wojen­nych nie kazał roz­strze­li­wać, z wyjąt­kiem bol­sze­wic­kich komi­sa­rzy, któ­rzy – jak twier­dzi Erich von Man­ste­in – według kry­te­riów kon­wen­cji genew­skiej nie byli żoł­nie­rza­mi i słyn­ny roz­kaz Keitla o komi­sa­rzach stwier­dzał expres­sis ver­bis,  że poli­tru­kom nie przy­słu­gu­je sta­tus jeń­ca wojennego.

Z jeń­ca­mi sowiec­ki­mi Niem­cy też spe­cjal­nie się nie liczy­li, a jed­nym z pre­tek­stów była oko­licz­ność, że ZSRR nie pod­pi­sał kon­wen­cji genew­skiej z 1929 roku o jeń­cach wojen­nych. Kon­wen­cja ta sta­no­wi­ła jed­nak, że jej posta­no­wie­nia mają być sto­so­wa­ne rów­nież do jeń­ców – oby­wa­te­li pań­stwa, któ­re kon­wen­cji nie pod­pi­sa­ło. Dla­te­go też zbrod­nie wobec jeń­ców sowiec­kich były uwa­ża­ne za zbrod­nie wojen­ne i po woj­nie odpo­wied­nio karane.

Nawia­sem mówiąc, wła­dze ZSRR skie­ro­wa­ły do obo­zów tych sowiec­kich jeń­ców wojen­nych, któ­rzy z nie­wo­li wró­ci­li, albo zosta­li przez alian­tów zachod­nich wyda­ni w ręce Sta­li­na. Ale może nie to jest tu naj­waż­niej­sze, tyl­ko fakt, że zbrod­nię katyń­ską pochwa­lił były pre­zes Rosyj­skie­go Kon­gre­su Żydów i uczy­nił to dosłow­nie w przed­dzień rocz­ni­co­wych uro­czy­sto­ści oświę­cim­skich w Jad Waszem w Izraelu.

Sta­ni­sław Michalkiewicz