“Idzie dysc, idzie dysc, idzie sikawica…” – tak to szło. I tak dalej, i tak dalej. Szło, szło – aż doszło. Zaszło. Czy tam nadeszło. Znaczy, mówię, będzie lało. Innymi słowami: teraz dopiero wszystko zacznie się na całego.

Swoją drogą jakie “idzie”? Jakie “będzie”? Jakie “się zacznie”? Już mży. Już się zaczęło. Za czym dotknięci pierwszymi kroplami tegorocznego szaleństwa, powiedziałbym: przynajmniej niektórzy z dotkniętych, obficie wylewają z siebie, co tam mają. Co tam udało się im w sobie zgromadzić. Niestety, zwojów mądrości w ulanym nie widać, słów wielkich nie słychać, nadziei nie czuć. Ani, ani. Ale po kolei.

Oto Stanisław Michalkiewicz przytoczył wypowiedź Dudy Andrzeja, naszego pana prezydenta (czy tam prezydenta, naszego pana), który nie wie, co robić ma, albowiem przez możnych tego świata odsunięty został do kąta, niczym niegrzeczne dziecko, hen między kurz, pająki oraz mysie bobki, najmożniejsi zaś, czy tam najzamożniejsi, potraktowali go niby rybę, co to głosu zabierać nie powinna, czy tam która głosu zabrać nie może, bo niby jak miałaby, skoro jak powszechnie wiadomo, dzieci i ryby głosu mieć nie mają. Z drugiej strony: “Stany Zjednoczone są bardzo rozczarowane lekceważeniem silnego amerykańskiego sojusznika przez drugiego silnego sojusznika”. Oczywiście, oczywiście. Rytualny szloch dyplomatyczny podnosi cielę na duchu, nie zmieniając cielęcego przeznaczenia. Więc.

NERWY ROZPUSZCZONE

Więc, Dudzie Andrzejowi, robiącemu dobrą minę do złej gry, na spotkaniu w Namysłowie ulało się obficie. Że, między innymi, że przypuszczenie ataku na Polskę z trzech stron jednocześnie “jest dowodem naszej siły”, albowiem – słuchajcie, słuchajcie! – “słabych nikt nie atakuje”.

Ewidentnie nerwy puszczają. Czy tam rozpuszczają. Panu prezydentowi naszemu. Czy tam naszemu panu. Wbrew przytoczonemu spostrzeżeniu historia dowodzi przecież, aż nadto dobitnie dowodzi, że atakuje się właśnie słabych, im słabsi tym lepiej, bo tylko wtedy trzymamy w zanadrzu pewne zwycięstwo. Ani chybi prezydent Duda powinien przećwiczyć więcej niż robienie złych min. Czy tam min dobrych, ale groźnie zatroskanych. Czy tam ostrzegawczo. To jest dobrych min do złej gry, a złych do gier dobrych. Proszę bardzo: “Nie będą nam tutaj w obcych językach narzucali, jaki ustrój mamy mieć w Polsce” – zatupał pan prezydent. Nasz ci on, prezydent znaczy, nie ma to, tamto. I mniejsza o język. Ale że zaraz “nie będą”? I będą przecież, i chcą, i narzucają, i przestać dobrowolnie nie zechcą.

UCIEKAJCIE, UCIEKAJCIE

Albo weźmy największy aktualnie na świecie problem “dobrej zamiany”. Czy tam jakiej tam. Czyli jak utrącić Krzysztofa (cudowne imię, proszę zauważyć) Bosaka. No jak, no jak? Zajechać Bosaka przez plecy Korwinem-Mikkem Januszem? Czy tam Erwinem Arturem Dziamborem za kark go szarpać? Robertem Mazurkiem przysypać? Może TOK FM na Bosaka nasłać? Karoliną Lewacką chłopa puknąć? Przepraszam, Lewicką. A może Żakowskiego Jacka do służby czynnej 24-godzinnej powołać? Czy tam Najsztuba Piotra? Hę?

Może kąsać Bosaka po łydkach brakiem doświadczenia? Dziecinę utopić sprytnie w oceanie niekompetencji? Co prawda na tym odcinku Mazurek Robert przeszedł samego siebie, ale głowę dam, że w te klocki znajdą się wkrótce lepsi nawet od Mazurka. Więc jak? Radźcie nam, świecie postępowy nasz, przybywaj na ratunek, nowoczesności nasza. Narodowcy albowiem nadciągają, ramię w ramię idą z wolnościowcami, z monarchistami, fuj, fuj, maszerują. Wolność wprowadzać będą, narodowość polską promować chcą, państwo Boże królewskie wdrażać na ziemi naszej planują, przyzwoitość wskazywać i krzepić mają, i stosować w praktyce, zaprzaństwo tępiąc na pniu. Uciekajcie, uciekajcie!

MODLITWA O NIEPOKONANIE

Uciekajcie, dobra rada. “Dobra zamiana” zaś, tak czy owak, mózgi swe najtęższe wysila, umysły wytęża, czy tam natęża, przy tej okazji inteligencję swą, odnoszę wrażenie, mocno nadwyrężając, o co swoją drogą nietrudno, zaś Krzysztof (piękne imię, wspominałem już?) Bosak doświadczenie gromadzi skrzętnie.

I dobrze. Niech nam pan Krzysztof wyrasta na Merkavę, na cały dywizjon Merkav, czy tam Merkav i Abramsów, do poziomu umiejętności B-2 Spirit niechaj odważnie pan Krzysztof sięga. Co jak gadam, niech w eskadrę B-2 zamieni się nam Krzysztof Bosak, siebie i nas przekształcając w niepokonanie. Przydałoby się. W 2020 roku byłoby jak znalazł. W kolejnych latach tym bardziej. Póki co bowiem, miedzy ujściem Świny a szczytem Rozsypańca polityków jak na lekarstwo.

A propos lekarstwa. Niedawno przyjęto nad Wisłą ustawę, proszę o szczególną uwagę, cytuję: “Umożliwiającą opracowanie i przyjęcie Narodowej Strategii Onkologicznej, która w perspektywie wieloletniej obejmie wszystkie obszary działań w walce z chorobami nowotworowymi”.

ŚMIERĆ I STRATEGIA

Normalnie XXI wiek, normalnie postępowość nowoczesna. Czy tam nowoczesność postępowa. A wszystko nienormalne, że strach się bać. Więc.

Tak więc obniżenie zachorowalności, zmniejszenie umieralności, poprawa jakości życia chorych i ich rodzin, a dalej profilaktyka, wczesne wykrywanie, skuteczne leczenie, rehabilitacja, opieka psychologiczna wraz z wychyloną zza mundurków psychologów opieką paliatywną. I tak dalej, i tak dalej. Tylko organizacji pogrzebów brakuje, ale niechybnie ten temat załatwi któraś z najbliższych nowelizacji wspomnianej ustawy.

Ja na to wszystko mówię: łoł! I nawet nie przeproszę za onomatopeję. Pamiętam mianowicie sprzed lat kilkunastu, jak to rządzący przychylali obywatelom nieba, właśnie w obszarze systemu ochrony zdrowia, tworząc rozmaite “programy walki”. A to z próchnicą, a to z chorobami płuc, a to znowu z rakiem. Minęło czasu mało-wiele, Polacy umierają na nowotwory jak umierali – chyba, że zapatrzyć się w telewizję państwową, dla niepoznaki zwaną publiczną. De facto zaś diagnostyka leży na łopatkach jak leżała, choć tomografów przybyło. Czy tam rezonansów. Ale postęp, panie i panowie, i nowoczesność. Z “programów” zatem zrezygnowano. Teraz będziemy umierali w towarzystwie “strategii”.

IDŹCIE PRECZ

Ponieważ w związku z powyższym poczułem się tak dobrze, że już lepiej nic nie mówić, zatem przechodźmy do posumowania. “Jesteśmy ludźmi wolnymi, więc zachowujmy się jak ludzie wolni!” – wołał śp. Janusz Kurtyka. Ja powiedziałbym: gdybyśmy czuli wolność, gdybyśmy rzeczywiście wolnymi ludźmi byli, wtedy rzeczywiście zachowywalibyśmy się jak ludzie wolni. Najwyraźniej ludźmi wolnymi nie jesteśmy, bo tę samą prawdę śp. Lech Kaczyński ubierał w postulat: “Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być”.

Chcemy? Doprawdy? To co robią w przestrzeni publicznej istoty tak odmienne mentalnie od środowisk skupionych wokół Krzysztofa Bosaka? Wszyscy ci ludzie dukaczewskopodobni? Te wszystkie Zandbergi, Biedronie czy inne Senyszyny, na “chłopie spod Przasnysza” kończąc, to jest na Włodzimierzu “Armia Czerwona wyzwoliła Polskę”, panu wykształconemu równo z aspiracjami lecz ponad możliwości charakteru “Gdyby nie transformacja ustrojowa pasałbym krowy” Czarzastym? A idźcie wy stąd, idźcie wszyscy precz, natychmiast.

ZAGINIONE ROZUMY

Zresztą wszystkim im daj dobry Panie Boże zdrowie, ostatnich szans nie odbierając, lecz pozwól jednocześnie, by ludzie naprawdę wolni przestrzeń publiczną przed wspomnianymi kreaturami zamknęli bez wahania. Bo cóż innego począć na takie nie wiadomo co? Głupiemu nie wytłumaczysz, rysowanie najgrubszą kredką nie pomoże. Głupiemu nie wytłumaczysz, choćbyśmy fluorescencyjną farbą mazali po ścianach mopami najbardziej rozczochranymi na świecie. To są móżdżki ptasie “procedujące myślenie” (modny ostatnio zwrot) w trybie wieloosiowego tira. Przeładowanego z górką.

“Są wojny, są gwałty” – powiada w innym miejscu koleżanka posła Czarzastego, posłanka Senyszyn. Której wypada życzyć w tym miejscu odzyskania choćby kontaktu wzrokowego ze zdrowym rozsądkiem oraz szczególnego powodzenia w poszukiwaniach zaginionej arki. To jest, chciałem napisać, powodzenia w poszukiwaniach zaginionych komórek szarych. Niektórzy na wspomniany “trip” skusić się powinni, choćby wbrew sobie.

***

Jeszcze raz, by rzecz spuentować: “Są wojny, są gwałty” – rzecze pani posłanka Senyszyn. “Jest Senyszyn, jest głupota” – odpyskowuje Krzysztof Ligęza. I właśnie na tym dziś skończymy. Niekoniecznie ładnie jest odpyskowywać, to prawda, ale powód wskazaliśmy dostateczny, tym samym znajdując uzasadnienie dla grubiaństwa. Jak widać bywa i tak, że grubiaństwo bierze się z obowiązku.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem:

widnokregi@op.pl