Pani Aniu, pani Krzysztofie skąd pomysł na tę książkę, dlaczego państwo badacie te rzeczy?

Anna Alwast: Mąż od lat jeździł do Białorusi, na Ukrainę odnawiał groby, później przypomnieliśmy sobie że przecież u nas też są Kresowianie. Pamiętam wspaniałe osoby, które pracowały SPK i tam takie słowa jak „kochanieńku” były na porządku dziennym.

Potem jakoś te osoby zniknęły, zainteresowaliśmy się co ci ludzie robią, czy jeszcze żyją, co się stało? Jak się dostali do Kanady. Mamy dwa piętra niżej sąsiada, którego ojciec był Orlęciem Lwowskim.

I tak zrodził się pomysł

Krzysztof Alwast: Kresy to nasza ogromna pasja.

  – Czy można opowiadać historię Polski nie znając historii Kresów? Dzisiaj tak jest, że opowiada się raczej historię ziem Polski centralnej.

– Niestety, spotykamy się też w Polsce z taką opinią, że Lwów to zagranica. Niby jest za granicą – prawda – granice zostały przesunięte; Wilno również – natomiast nasza książka jest dokumentem; opowiadamy o ludziach nie z pomników, jak generał Anders, generał Sikorski, chcemy opowiedzieć o zwykłych Polakach, którzy zamieszkiwali Kresy, na obecnej Białorusi, na terenie Ukrainy.

Książka zawiera 14 wspomnień polskich rodzin z różnych środowisk, od arystokratycznych po ludność wiejską. Przekazaliśmy w tych wspomnieniach część polskiej historii kresowej okresu międzywojennego, ale też sięgnęliśmy do wspomnień tych osób, które udzieliły nam wywiadów, zdjęć, dokumentów do czasów nawet XIX wieku i przełomu XX wieku; jak te rodziny tam się znalazły, jaki miały status na Kresach. Przekazaliśmy dramat tej ludności kresowej, tę ogromną martyrologię, tragedia wywózek, Sybir, Wołyń 43 i wcześniej.

To jest po prostu jedna wielka polska tragedia, o której nie wolno nam zapomnieć.

   – Jest takie lansowane zwłaszcza przez stronę ukraińską przekonanie, że ludność polska na Kresach Rzeczpospolitej to była ludność napływowa; ludzie, którym nadawano majątki w wieku XX, że to nie była ludność rdzenna; jak to wyglądało z Państwa perspektywy, co wynika z tych życiorysów, do których Państwo docierali?

Część osób jest rzeczywiście ludnością osadniczą, natomiast wśród nich są też rodziny, które od pokoleń żyły na Kresach, mające duży wkład w historię i kulturę Kresów.

– Panie Krzysztofie, powiedział Pan, „kultura Kresów”, czy ta kultura była inna niż polska” czy to był główny element kultury polskiej? Bo jak popatrzymy na naszych wieszczów narodowych, na malarzy, to bardzo wielu z nich ma korzenie tam, albo spędziło tam nawet całe życie. To jak gdyby był główny nurt  polskiej kultury narodowej, który tam, na Kresach powstawał.

– Kultura Polska nie może się obyć bez Kresów; tego po prostu nie ma, spotkaliśmy się z takim określeniem, że to byłoby tak, jakby wycięto nam część mózgu. Nie tylko mówię o Adamie Mickiewiczu czy Słowackim, ale weźmy na przykład, Liceum Krzemienieckie.

Słynny Polak, Kanadyjczyk, Gzowski był absolwentem Liceum Krzemienieckiego.

        –  Ten Gzowski, który współtworzył państwo kanadyjskie w wieku XIX?

– Tak, staramy się jeszcze dowiedzieć trochę więcej szczegółów na ten temat Joseph Konrad, Józef Korzeniowski… To są wybitne postaci w literaturze światowej, Tadeusz Kościuszko i inni. Profesorzy lwowscy Tak, moim nauczycielem chemii nieorganicznej w Warszawie był profesor Kaula profesor Politechniki Lwowskiej. W tym czasie oczywiście wymagania były bardzo wysokie i takie jak kiedyś we Lwowie, a uzupełniając Krzysztofa, powiem, że w Toronto też mamy absolwentów Liceum Krzemienieckiego i staramy się do nich jakoś dojść i ich wspomnienia też zarejestrować.

No właśnie, czy to jest koniec tego projektu czy będzie jeszcze jakaś druga część?

– Piszemy ją.

   – Jak Państwo docierają do tych ludzi, jak ich wyszukujecie, czy to jest po prostu krąg znajomych?

– Krąg znajomych, czasami przypadek, czasami polecenie.

Informacja w Toronto się rozeszła wśród znajomych i przyjaciół to powiedzmy teraz kiedy książka powstała, kiedy się ukazała…

– Gdzie ją można nabyć?

– Książka się ukazała w tym roku w nakładzie 400 egzemplarzy i książkę można nabyć u nas i w Husarzu.

Każde z tej wspomnień jest zupełnie inaczej opowiadane przez naszych bohaterów; to są tragiczne losy. Nam nawet było trudno je nagrywać, spisywać, czasami to wymagało drugiego, trzeciego czy czwartego podejścia; to nie jest tak że przychodziliśmy i wychodziliśmy

– Bo sięga się w ten sposób pokładów cierpienia tych ludzi?

– Dokładnie tak i to po nas nie spływało. Czasami było tak że wychodząc łzy ciekły nam po policzkach, musieliśmy odczekać kilka tygodni jak nasi bohaterowie będą mogli wrócić do wspomnień.

Byliśmy pod tym względem delikatni, ale po przekazaniu książek widzieliśmy w ich oczach, na ich twarzach wiele szczęścia, wiele radości, że są bohaterami tej naszej książki.

Przez losy tych zwykłych ludzi przekazaliśmy część naszej polskiej historii, historii Kresów, ale nie tylko, bo te osoby wyemigrowały później z Anglii, z Europy, z Włoch, to są żołnierze 2. Korpusu, uczestnicy bitwy pod Monte Cassino i przyjechały tutaj.  Przez wiele lat ludzie ci mieszkali w Kanadzie, tworzyli również historię tego kraju.

Jest dużo ciekawych opowieści jak oni tutaj zaczynali po tych latach tułaczki, tej tragedii.

No właśnie, bo to są często rzeczy nieznane, słyszałem historie ludzi, którzy otrzymywali tutaj nakaz pracy, byli bohaterami spod Monte Cassino, a tutaj musieli pracować  na roli, przy wyrębie lasów.

– Tak, to były bardzo trudne początki i oni tę Kanadę budowali, właśnie wtedy w latach 40. i 50.

 – Czy Państwo nie sądzą, że tego rodzaju działalność powinna być prowadzona przez instytucje państwa polskiego i finansowana przez państwo polskie, bo przecież to stanowi część naszej polskiej tożsamości; odchodzą ludzie, których życiorysy są nieznane, a którzy tworzyli Polskę i bez Nich nie mamy tej mikro historii, nie mamy wglądu w historię Polski nie przez wielkie wydarzenia, bitwy, ale właśnie, jak to wyglądało z perspektywy codziennego życia i zwykłego człowieka, który był wichrami historii pomiatany z kontynentu na kontynent.

– Początkowo mieliśmy zamiar wydać książkę i właściwie wydaliśmy ją z własnych funduszy, dostaliśmy grant z Fundacji Mickiewicza za co serdecznie dziękujemy wszystkim kuratorom, ale oczywiście koszty były większe. Książkę wydaliśmy  w Lesznie poprzez bibliotekę, Instytut Stefana Grota Roweckiego, a drukowaliśmy u Salezjanów w Krakowie. Oni mieli swoje sugestie, na przykład żebyśmy dali streszczenia w języku angielskim, bo oczywiście wydanie od razu w języku angielskim byłoby zbyt kosztowne. Tak że w zasadzie rozprowadzając tę książkę zbieramy fundusze na drugi tom, nie licząc absolutnie na jakikolwiek zysk, na żadną pomoc od nikogo.

– Ale to są właśnie rzeczy – tak jak powiedziałem – cenne dla naszego narodu, czyli powinny być finansowane z funduszy, które są publiczne.

– Nie mamy aż tak dokładnej wiedzy, jak to jest w Polsce, IPN stara się trochę robić, są wydawane książki, ale bardzo wiele cennych inicjatyw związanych z historią czy to Kresów,  czy nawet Żołnierzy Niezłomnych bardzo często jest działalnością społeczną, oddolną; myślę że wkład państwa winien być zdecydowanie większy. Nie chcę oczywiście krytykować ale wydaje mi się że to jest zdecydowanie za mało .

– Zwłaszcza, na emigracji,  w Australii w Kanadzie, w USA żyło wielu tych ludzi, całe rodziny wylądowało tutaj;  można było do tych ludzi łatwo dotrzeć i te historie spisać.

– Potomków jest bardzo wielu myślę, ale nie zawsze mamy możliwość do nich dotrzeć.

– Właśnie dlatego pytałem jak Państwo do tych ludzi docierają, bo przecież nie zawsze wiemy o sobie, czasem osoba, z którą mamy do czynienia przez całe życie przecież codzienne w pracy nie opowiada nam tej swojej traumatycznej historii.

– Ufamy, że wydanie książki jest dobrym kierunkiem, że to się rozejdzie. Są książki wydane w Kanadzie o Kresach. One były wydawane w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, nawet osiemdziesiątych, jakieś prywatne wspomnienia, ale mnie się wydaje że ten wątek, ten temat w świecie obecnych wydarzeń gdzieś tam nam ucieka. Jesteśmy za tym, żeby przypomnieć historię i dzieje Kresów poprzez właśnie te wspomnienia; to jest bardzo ważne i chcielibyśmy też to zostawić następnemu pokoleniu Polaków, które ufamy że potrafi się zainteresować tym tematem, żeby sięgnęło, nawet jeśli nie przez naszą książkę, to poprzez internet.

Państwo jeżdżą na Kresy od bardzo dawna, jakie jest nastawienie do Polaków ludności ukraińskiej?

Bardzo różne.

  – Z jakimi postawami się tam Państwo spotykają?

– Z bardzo różnymi, od przyjemnych po zdecydowanie wrogie.

– Na czym polega ta wrogość, jak ona się objawia?

– Będąc kiedyś na wyjeździe podeszły do nas panie oburzone z innej grupy, które spotkały młodych Ukraińców, którzy usłyszeli, że te panie mówią po polsku i powiedzieli „ a to polskie niedobitki z Wołynia”. A te panie powiedziały, że przecież Polska pomaga i wiele młodzieży przyjeżdża do Polski, a ich odpowiedź na to była to Polsza dejet, my bierim.

To nie jest dla nas przyjemne i to się zmienia raczej na niekorzyść jeśli chodzi o stosunek do Polski. Coś tam narasta, co jest po prostu niepokojące.

– A z takich przyjemnych rzeczy to przypominam sobie, byliśmy w Kawiarni Szwajcarskiej to jest kawiarnia, we Lwowie, w której przesiadywał Banach i kelner ukraiński przyniósł nam przepiękną książkę o Banachu, wydaną w Polsce i był bardzo dumny z tego; więc takie postawy też spotykamy.

Uczestniczymy też w tamtejszych świętach; byliśmy w Poczajowie, uczestniczyliśmy w bardzo dużym święcie grekokatolickim i spotkaliśmy się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony księży grekokatolickich. Cześć z nich studiowała na KULu.

 – Czyli jest możliwość budowy porozumienia?

– Ufamy że tak, to tylko kwestia tego czy ta druga strona będzie chciała.

Widzieliśmy jak niszczeje cmentarz Łyczakowski, to nas przeraża. A to jest jeden z tych bardziej znanych

– Co z tymi grobami, cmentarzami, które gdzieś tam są, w miejscach odległych, mniej znanych?

– Te są w kompletnej ruinie i właściwie to dzięki Polsce, młodzieży, różnym fundacjom, stowarzyszeniom, nekropolie te są odnawiane. Natomiast  widzieliśmy w Kołomyi strasznie zapuszczony i zdewastowany cmentarz, – ale  też spotkaliśmy polską młodzież zdaje się z Wrocławia i Śląska, która dzielnie walczyła z tymi krzakami, z chwastami, które tam pozarastały ten bardzo stary cmentarz.

Cmentarz Janowski to jest cmentarz z 1882. roku z pięknymi rzeźbami z pięknymi nagrobkami po prostu zginie, jeżeli nie będzie pomocy państwa polskiego, albo różnego rodzaju fundacji czy sponsorów…

    – Nie sądzą Państwo, że to jest odpowiedzialność państwa ukraińskiego, żeby to finansować, tak jak Polska finansuje odnowienie i utrzymanie cmentarzy żydowskich na terenie Polski czy również cmentarze Ukraińców. Czy Polska nie powinna wymagać od państwa ukraińskiego, żeby te cmentarze utrzymywało?

– Powinna się domagać i to jest kwestia skuteczniej dyplomacji i negocjacji. Państwu ukraińskiemu groby polskie nie powinny przeszkadzać.

 – Państwo opiekują się również tutaj grobami i cmentarzami tych naszych Polaków weteranów, którzy tutaj wyemigrowali z Europy, a mieli piękne karty walki podczas II wojny światowej; czy te groby nie powinny zostać spisane, skatalogowane upamiętnione i w jakiś sensie odznaczone?

– Na pewno tak. Naszą akcję podjęliśmy 3 lata temu, w ubiegłym roku włączyli się nasi przyjaciele Danusia i Stanisław, a w Wilnie i Barry’s Bay Henryk.

W listopadzie na grobach głównie weteranów, polskich żołnierzy wieszamy biało-czerwone wstążki.

– Chcę powiedzieć, że na tych 2 – 3 cmentarzach w samym Toront jest pochowany pułkownik Adam Misiak, jest generał Mieczkowski jest pułkownik Jaźwiński opiekun Cichociemnych i sam cichociemny; jest pułkownik Lubicz Szydłowski i wielu innych, są pancerniacy, są żołnierze z Brygady Spadochronowej. Powinniśmy to robić i chcielibyśmy zaprosić też młodzież do współpracy z nami.

 – No właśnie żeby to też było skatalogowany, aby Polak odwiedzający Toronto miał też świadomość, że może odwiedzić miejsca na kanadyjskich cmentarzach gdzie są pochowani jego bohaterami, którzy walczyli za jego wolność.

– Na razie mamy około 30 grobów – i tak trzeba to zrobić w miarę szybko i po prostu wydać taki biuletyn, może jakiś przewodnik, póki żyją rodziny, póki żyją świadkowie.

– Na jednym z cmentarzy zauważyliśmy kilka grobów na jednym z nich piękny herb Lwowa, na innym napisane imię nazwisko – Polska, kraj, gdzie ci ludzie się urodzili.

Chylimy przed nimi czoło, bo oni się nie wstydzili przyznać do tego, że są Polakami.

Znaleźliśmy też grób nie wiemy kto to był – z I wojny światowej –  i napisane „Polska”. To jest naprawdę wzruszające. Staramy się tę naszą inicjatywę rozwinąć i myślę, że jak każdy z nas będzie coś robił, to w tej wspólnocie; w działaniu wielu, wielu osób, wielu wolontariuszy, wielu chętnych możemy zdziałać bardzo wiele. Niech każdy dołoży do tego cegiełkę od siebie.

   – Pani Aniu, panie Krzysztofie bardzo dziękuję, gratuluję i dziękuję jako Polak, za to co Państwo robią.

– My panu również dziękujemy.