Ludzie złej woli mogą pławić świat we krwi tylko dlatego, że ludzie dobrzy wstydzą się przemocy, to jasne. Ale mało tego. Oto konsekwencje: wspólnota ograbiona z nienawiści do zła, szybko zamienia się w bezrozumne stado, bezrozumnie pokwikujące u wrót masarni.

Dlatego w konfrontacji ze złem dobru nie wolno wzdragać się przed przemocą, a mówię przez to również, że nazbyt często grzeszymy zaniechaniem, po czym okazuje się, nazbyt często, że zgrzeszyliśmy śmiertelnie. Zbyt często się okazuje i zbyt późno. Za późno. Wszelako zachowajmy należną dystynkcję, zdążając “ab ovo ad mala”, czyli od jajka do jabłka.

JEDYNA PERSPEKTYWA

Człowiek zwyczajny stanie się człowiekiem uczonym, gdy odpowiednio konsekwentnie przykładał się będzie do nauki. Tak utrzymywali Rzymianie i warto zauważyć, że w tym zakresie od czasów Marka Aureliusza nie zmieniło się nic. Nic, literalnie. Co więcej, tak zarysowany temat starożytni drążyli dalej, by zgłębić go do możliwie samego końca. Zatem w służbie wiedzy i rozumu obstalowywali rozmaite analogie kontynuacyjne. Jedna z nich brzmiała: tak samo jak nie można stać się uczonym, nie przykładając się do nauki, tak samo nie można zmienić się w człowieka cnotliwego, nie ćwicząc się w cnocie. W przywołanym wyżej kontekście właściwym będzie dopowiedzenie sięgające w tę samą stronę jeszcze głębiej, a to po to, by wskazać, że nie sposób wykształcić w sobie przyzwoitości, na co dzień uprawiając nieprzyzwoitość.

Ponieważ, przypominam, perspektywa aksjologiczna jest jedyną, jaka istnieje zasadnie, moje dopowiedzenie wydaje się arcyważne. Powiedziałbym: ważne fundamentalnie. Powtórzmy więc dla zapamiętania: nie sposób dbać o przyzwoitość, nie sposób przyzwoitości kształtować, na co dzień nie reagując na zło. Czy wręcz zło wspierając. Inaczej: obojętność może być i bywa grzechem, a zaniechanie w obszarze etyki grzechem staje się zawsze. I to tyle, tytułem przydługiego wstępu. A teraz do rzeczy.

NA TEMAT

Pamięta jeszcze ktokolwiek, gdy szef Instytutu Yad Vashem zauważył, że przykro mu z powodu nieobecności prezydenta Andrzeja Dudy na V. Światowym Forum Holokaustu, 23 stycznia? Na tym samym oddechu media polskojęzyczne podały też, że pan dyrektor Polaków przeprosił “za niefortunny incydent”. Konia z rzędem, co ja gadam, całe stado koni strojnych temu, kto – posługując się logiką tradycyjną, a nie dialektyką z piekła rodem, czy tam rodem ze Spinellego – więc stado koni temu, kto wyjaśni, po ilu setkach spirytusu frazę: “Doszło do niezrozumienia celów, które przyświecają temu wydarzeniu w Yad Vashem w Jerozolimie” zacznę lokować w kategoriach równoważnika przeprosin.

Zwłaszcza gdy do wzmiankowanej frazy dodać kolejną, podkreślającą, że Yad Washem ma “zwykle dobre relacje z wszelkimi organizacjami w Polsce i powinniśmy kontynuować to w przyszłości”. Czyli groźby wyartykułowanej wprost nam oszczędzono, ale było blisko. Instytut oczywiście przekazał, że wspomniane materiały “nie przedstawiają stanowiska badawczego w tej tematyce”, ale co miał świat obejrzeć, to obejrzał, a co miał zrozumieć, to zrozumiał: agresja nazistowska na Europę (no przecież, że nie niemiecka tylko właśnie nazistowska) rozpoczęła się w 1942 roku, a zaatakowano wówczas między innymi Czechosłowację (!), Polskę (!), Białoruś (!), Litwę (!) oraz Łotwę (!). Ho-ho, tak-tak. Można? Ba! Wszystko na ten temat.

PROSTY PRZEKAZ

Następnie naziści powędrowali na zachód i wschód, przy czym właśnie na wschodzie – na szczęście dla świata całego – nazistowskie barbarzyństwo zatrzymali czerwonoarmiści. Dzięki wysiłkowi Stalina i krwawicy narodów SS, to jest Sowieckowo Sojuza. Czy jakoś podobnie, bo w prezentowanych narracjach naprawdę można się pogubić. Więc.

Wyzwolenie więc, panie i panowie, Sowieci przynieśli światu. Światu i nam, Polakom, a kto nie rozumie dziejowej konieczności, ten nadaje się do przymusowej resocjalizacji, a nie przed telewizor.

Tak oto pichci się prosty przekaz dla prostych ludzi. Ważne, by obejrzeli i zapamiętali co im do oglądania i zapamiętywania zostało przeznaczone. Sowiecka agresja na Polskę? Dajcie spokój. Katyń? Dobrze Stalin postąpił. I tak dalej, i tak dalej. Era tresury powszechnej wciąż trwa: nieżyjący od dekad narodowi socjaliści mają się coraz gorzej, natomiast… wróć! Jacy tam narodowi, znaczy się, i jacy znowu socjaliści. Naziści oczywiście, czyli w pierwszym rzędzie mordercy Żydów (typowanie na naród krwawych morderców narodu zamieszkującego chwilowo obszar między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca wydaje się dobiegać szczęśliwie końca. W każdym razie szczęśliwie dla tych i owych.). Zatem nieżyjący od dekad naziści mają się coraz gorzej, a międzynarodowi komuniści spod sztandaru kulturowego marksizmu – coraz lepiej. Oto Spinellego zwycięstwo zza grobu. Żeby już imieniem Gramsciego tekstu nie kaleczyć.

DMUCHACZE NOSÓW

Tacy i owacy przypominają, że “Światowe Forum Holokaustu zorganizował prezes Europejskiego Kongresu Żydów, biznesmen Mosze Kantor, oligarcha bliski Putinowi”. A kogo to obchodzi, że tak zapytam, i wcale nie nazbyt nachalnie?

Po pierwsze, impreza odbyła się w Yad Vashem, za wiedzą szefów Yad Vashem, pod patronatem prezydenta Izraela, na ziemi żydowskiej (ależ mi się dostanie, cóż za wątku teraz dotknąłem: “ziemia żydowska”. Ale na ten temat to już może innym razem, innym razem).

Po drugie: ważny był efekt, kolejny raz poniżający Rzeczpospolitą, kolejny raz paraliżujący jej elity, mimo i wbrew okazywaniu przez persony w krótkich spodenkach pozorów stanowczości i siły. To zaś, że spora część narodu pokornie przyjmuje rytualne kwilenia pt.: “e, tam, to tylko deszcz pada”, zarazem dając kwileniom tym wiarę, to wyraz skutecznej tresury medialnej, a nie prawdziwy obraz rzeczywistości. “Nie, no nie róbcie z nas pederastów!”, by odwołać się do klasyka. Koniec i kropka.

Na wspomnianej imprezie wiele słów powiedziano też na temat antysemityzmu, a to z kolei w tym celu, aby: “przeciwstawić się próbom zatarcia i wypaczenia dyskursu politycznego w różnych krajach”. Niestety – bądź stety, kwestia perspektywy – więc gdy antysemityzmem nazywa się wszystko, cokolwiek jawi się sprzecznym z interesem Izraela, czy tam z interesem Izraela i Żydów, wtedy antysemickie może okazać się nawet prozaiczne wydmuchanie nosa. O, tylko spójrzmy: antysemiccy dmuchacze nosów, to dopiero będzie osiągnięcie żydowskiej konfraterni antydefamacyjnej. Jakby to rzec: wszystko dopiero się rozkręca.

METODA NA HAGGADĘ

I uwaga, uwaga: gdy to wyjdzie na jaw (mówię o antysemickim dmuchaniu nosa), stając się dobrem rozumianym powszechnie, wtedy kulturowi marksiści także to pojęcie zawłaszczą bez chwili wahania. Wtedy praktykowanie nienawiści do antysemityzmu stanie się obowiązkowe, a za jej niedostatek iść się będzie do piachu. Gdy kto sądzi, że nie, bo dajmy na to wapna gaszonego zabraknie, temu powiem: nie, nie zabraknie. Historia pasjami lubi zataczać koła.

Ale zmierzajmy powoli do końca. Przed laty na tych łamach popełniłem tekst, zatytułowany “Buldożerem przez Yad Vashem”. Chodziło o bzdurzenia niejakiego Grossa. Polecam, proszę poszukać, wujek Google pomoże. Dziś przypomnę ów tekst, przytaczając zeń słowa księdza profesora Waldemara Chrostowskiego, bardzo na czasie: “My próbujemy w myśleniu o wojnie odtworzyć to, co się wydarzyło. Próbujemy odtworzyć kto, gdzie, kiedy, ile osób, dlaczego, itd. Myślimy na sposób historyczny – chcemy odtworzyć fakty. Dla Żydów fakty nie mają żadnego znaczenia. Proszę to zapamiętać, mówię to z długiego doświadczenia. Żydów nie interesuje historia jako taka. Nie mają pojęcia o historii obiektywnej. Co ich interesuje? Żydów interesuje haggada o przeszłości – opowiadanie o przeszłości. A to jest zupełnie co innego. Nie liczy się to, co się wydarzyło. Ważne jest, jak się o tym opowiada. Zatem – upraszczając nieco – nie zadaje się pytania, co jest prawdziwe. Zadaje się pytanie, co jest prawdziwe dla Żyda. Nie mówi się, co jest dobre, lecz co jest dobre dla Żydów. Nie mówi się, co się wydarzyło, ale co się wydarzyło, żeby to było dobre dla Żydów”.

PRZYZWOITOŚĆ MIAŻDŻONA

I jeszcze raz ksiądz Chrostowski: “My w tym wydarzeniu zagłady Żydów chcemy ustalać fakty. Natomiast Żydzi wyciągają stąd znaczenie, sens, który mógłby być dla nich pożyteczny. Jeżeli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów. W związku z tym dyskusja z nimi na temat faktów mija się w ogóle z celem”.

Podsumowując, odrobinę temat rozszerzę. Otóż od 1939 bandyci wiadomego autoramentu – z tej i z tamtej strony Europy – obsikują nam dywany, wypróżniają się na nasze stoły, tłuką porcelanę rodową, ogłupiają by złupić, łupią by oskórować, skórują, wreszcie palą stodoły z Żydami – zwłaszcza tam, powiedziałbym, te stodoły palą, gdzie do Żydów strzelają Niemcy. I co my na to wszystko? Przez tyle lat? My koła zataczamy, zdążając za panią historią bezrozumnie, niczym jakieś bezmózgi prowadzone na rzeź przez głupotę okrutnie wyrafinowaną. O ile głupota potrafi być wyrafinowana inaczej niż okrutnie. Zamiast czerwonej kartki i pogonienia z boiska, za dobrą monetę bierzemy wmówione nam miłosierdzie bezwarunkowe dla katów – przypadłość odpowiednia w każdym czasie dla aspirujących do świętości, ale o ile brana poważnie w XXI wieku, miażdżąca bezwzględnie przyzwoitość ludzi zwyczajnie grzesznych. Zatem na koniec raz jeszcze, na tłusto i czerwoną czcionką: wspólnota ograbiona z nienawiści do zła zamienia się w bezrozumne stado, bezrozumnie pokwikujące u wrót masarni, dlatego w konfrontacji ze złem dobru nie wolno wzdragać się przed przemocą.

***

Innymi słowami: albo wychowamy sobie krzyżowców, albo światowa lewizna przerobi nas na nawóz. Czy tam na mydło. Żadna różnica swoją drogą, na pewno żadna dla przerobionych trwale. Oto wychowanie adekwatne dla człowieka postępowo nowoczesnego, czy tam nowocześnie postępowego: nabić takiego na widelec, wrzucić na ruszt, opiekać, a odpowiednio wytresowawszy, wdrożyć procedurę oklaskiwania opiekających.  Albo niech staną się niczym żaby w rosole o coraz szybciej rosnącej temperaturze. W rosole już dziś bliskim wrzątku. O czym pamiętać nie tyle warto, co koniecznie należy.

Krzysztof Ligęza

Kontakt z autorem: widnokregi@op.pl