“Tu noc, pio­ru­ny w dzie­ci biją, sły­chać ryk fal i wia­tru świst” — pisał z prze­ję­ciem poeta w słyn­nym wier­szu “Pięć dono­sów” (“Dono­szę panie naczel­ni­ku, że w naszym mie­ście jest pięć wdów po gene­ra­łach armii car­skiej…”). I wła­śnie  cały nasz nie­szczę­śli­wy kraj zna­lazł się w takiej sytu­acji za spra­wą kie­row­ni­ka roz­gło­śni trze­cie­go pro­gra­mu Pol­skie­go Radia. Dopu­ścił się on – a w każ­dym razie o to jest oskar­ża­ny przez cały Salon – ocen­zu­ro­wa­nia pio­sen­ki pio­sen­ka­rza Kazi­ka, w któ­rej robi on gorz­kie wyrzu­ty Naczel­ni­ko­wi Pań­stwa, że przed­ło­żył swój ból nad ból jego, zna­czy się – Kazika.

Wła­dze Pol­skie­go Radia oczy­wi­ście temu zaprze­cza­ją, że nikt niko­go nie ocen­zu­ro­wał, tyl­ko redak­to­rzy “trój­ki”, pra­gnąc dodat­ko­wo skon­fun­do­wać  Naczel­ni­ka Pań­stwa i zaro­bić na uzna­nie Salo­nu, sfał­szo­wa­li wyni­ki gło­so­wa­nia ludo­we­go nad “listą prze­bo­jów”. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było, bo jesz­cze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk – dość, że redak­to­rzy pro­gra­mu trze­cie­go zwal­nia­ją się z pra­cy jeden za dru­gim, w związ­ku z czym poja­wi­ły się już opi­nie, że Kazik, być może “bez swo­jej wie­dzy i zgo­dy”, skradł cały show bra­ciom Sekielskim.

Bra­cia Sekiel­scy bowiem nakrę­ci­li kolej­ny film o pedo­fi­lii wśród księ­ży, osnu­ty na przy­pad­ku dwóch ofiar. Uka­zał się on w sie­ci aku­rat na 100 rocz­ni­cę uro­dzin Jana Paw­ła II, któ­ra obcho­dzo­na była z wiel­kim przy­tu­pem, cho­ciaż oczy­wi­ście nie tak dużym, jak set­na rocz­ni­ca uro­dzin Leni­na, ale cóż; bra­cia Sekiel­scy to nie Maciej Szcze­pań­ski, któ­ry dys­po­no­wał budże­tem nie­po­rów­na­nie wyż­szym, niż oni, któ­rzy nakrę­ci­li cały film za nie­ca­łe 200 tysię­cy zło­tych. Inna rzecz, że takie fil­my prze­waż­nie są nisko­bu­dże­to­we, bo cóż  — jak pisał Boy-Żeleń­ski — “bie­rze się do tego celu tęgie­go sta­re­go pry­ka, sadza się go na fote­lu…” — no a potem wszyst­ko krę­ci się już samo. Ale – jak mówi przy­sło­wie – czło­wiek strze­la, a Pan Bóg kule nosi – i to wła­śnie przy­tra­fi­ło się  bra­ciom Sekiel­skim. Wpraw­dzie chcie­li jak naj­le­piej, to zna­czy – dołą­czyć swój głos do obcho­dów set­nej rocz­ni­cy uro­dzin Jana Paw­ła II – ale chy­ba tro­chę się zaga­lo­po­wa­li, bo powią­za­li pedo­fi­lię z sodo­mią i gomorią.

reklama

Nie­ubła­ga­nym pal­cem wytknął im to 40-let­ni pisarz Jacek Deh­nel, będą­cy osten­ta­cyj­nym sodo­mi­tą. Oskar­żył on bra­ci Sekiel­skich o “homo­fo­bię”. Brzmi to groź­nie, bo wła­śnie jakaś sodo­mic­ka mię­dzy­na­ro­dów­ka uzna­ła Pol­skę za naj­bar­dziej “homo­fo­bicz­ny” kraj na świe­cie, więc jeśli Sekiel­scy nie pod­pi­szą, albo przy­naj­mniej nie wygło­szą przed kame­ra­mi nie­za­leż­nych mediów głów­ne­go nur­tu “poka­ja­nia”, to kto wie, czy nie pój­dą do kry­mi­na­łu, a potem, może nawet do obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go w Gosty­ni­nie, bo w przy­pad­ku sodo­mii i gomo­rii nie­pi­sa­na zasa­da kon­sty­tu­ują­ca III Rzecz­po­spo­li­tą, nie ma zasto­so­wa­nia. Ale nawet gdy­by poka­ja­ni­je wygło­si­li, to zna­ko­mi­ty inte­res może wpaść w parok­sy­zmy. Cho­dzi o to, że ofiar księ­żej pedo­fi­lii podob­no jest tak dużo, że jeśli co roku bra­cia Sekiel­scy krę­ci­li­by film o jakiejś “księ­żej muli­cy”, to  wystar­czy­ło­by im to do koń­ca jak naj­dłuż­sze­go życia, a być może – rów­nież dla spad­ko­bier­ców nie tyl­ko w dru­gim, ale nawet trze­cim pokoleniu.

Na wszel­ki wypa­dek, z ostroż­no­ści pro­ce­so­wej infor­mu­ję, że okre­śle­nie “księ­że muli­ce” zaczerp­ną­łem z powie­ści “Zie­mia krwi i prze­mo­cy” bra­zy­lij­skie­go postę­po­we­go pisa­rza Jor­ge Ama­do, w któ­rej obok roz­dra­pa­nych ran spo­łecz­nych są rów­nież tak zwa­ne momen­ty: “obcię­to Łucji war­ko­cze, roz­ro­sły się krą­głe pier­si i jędr­ne, smu­kłe uda kolo­ru cyna­mo­nu”, a tak­że obra­zy z życia towa­rzy­skie­go tam­tej­szych wyż­szych sfer: “czer­wo­ne wino por­tu­gal­skie pla­mi­ło krwią prze­zro­czy­ste krysz­ta­ły” — jak moż­na było prze­czy­tać w opi­sie przy­ję­cia u puł­kow­ni­ka Horacego.

Cie­ka­we, czy pan Jacek Deh­nel potra­fił­by tak napi­sać, cho­ciaż pisze i wier­szem i pro­zą (ani wiersz, ani pro­za, tyl­ko kawał powro­za!”) w dodat­ku do spół­ki ze swo­im part­ne­rem, panem Tar­czyń­skim. Pew­ne świa­tło na tę spra­wę rzu­ca rada, jakiej pew­ne­mu pisa­rzo­wi udzie­lił Fran­ci­szek Fiszer. Gdy pisarz ów zapy­tał go: nie uwa­żasz Fra­niu, że mam nos Dan­ta? — ten pora­dził mu: to pisz nosem!

Tak czy owak  wyglą­da na to, że Kazik rze­czy­wi­ście skradł bra­ciom Sekiel­skim cały show, a w dodat­ku poje­cha­li oni bez trzy­man­ki po ban­dzie, nara­ża­jąc się na oskar­że­nia o homo­fo­bię – na razie tyl­ko ze stro­ny pana Jac­ka Deh­ne­la, ale moż­li­we, że spra­wa będzie mia­ła dal­szy ciąg, bo na eta­pie suro­wo­ści, w jaki wła­śnie wkra­cza­my, żad­ne­go pobła­ża­nia wobec “homo­fo­bów” być nie może, więc być może, że spra­wa homo­fo­bii bra­ci Sekiel­skich dotrze aż do Sądu  Osta­tecz­ne­go, jeśli oczy­wi­ście upo­ra się on wresz­cie z zada­niem wyło­nie­nia spo­śród sie­bie 5 kan­dy­da­tów na Pierw­sze­go Pre­ze­sa. Jak dotąd zada­nie to naj­wy­raź­niej prze­ra­sta inte­lek­tu­al­ne moż­li­wo­ści nie­za­wi­słych sędziów, ponie­waż poli­tycz­ne zacie­trze­wie­nie do tego stop­nia padło im na mózgi, że nie zda­ją sobie nawet spra­wy, jakie przed­sta­wie­nie odgry­wa­ją na oczach całej Polski.

Show zaś został skra­dzio­ny rów­nież dla­te­go, że podob­nie jak za pierw­szej komu­ny, pio­sen­ka zna­la­zła się w cen­trum wal­ki poli­tycz­nej. Za pierw­szej komu­ny bowiem cen­zu­ra robi­ła wyją­tek, dopusz­cza­jąc swo­bod­ną egze­ge­zę pio­se­nek śpie­wa­nych na festi­wa­lu w Opo­lu. Toteż dzien­ni­ka­rze tam akre­dy­to­wa­ni, wspi­na­li się na szczy­ty fine­zji i to bez wzglę­du na to, do jakiej frak­cji byli zali­cza­ni. Spo­łe­czeń­stwo ówcze­sne, co war­to przy­po­mnieć, dzie­li­ło się bowiem na par­tyj­nych i bez­par­tyj­nych, wie­rzą­cych i nie­wie­rzą­cych, a tak­że – żywych i umar­łych – ale mimo to, a być może wła­śnie dla­te­go, wszy­scy jed­no­czy­li się wokół par­tii i rzą­du, w ramach jed­no­ści moral­no-poli­tycz­nej narodu.

A sko­ro już mowa o spra­wach ogól­no­na­ro­do­wych, to war­to odno­to­wać, że poseł Pup­ka, po zmło­to­wa­niu posą­go­wej Mał­go­rza­ty Kida­wy-Błoń­skiej, któ­ra zre­zy­gno­wa­ła z kan­dy­do­wa­nia, wła­śnie wyna­lazł kolej­ne­go naj­lep­sze­go kan­dy­da­ta na pre­zy­den­ta w oso­bie pana Rafa­ła Trzaskowskiego.

Jak widać, poten­cjał wyna­laz­czy Wiel­ce Czci­god­ne­go posła Pup­ki jest god­ny podzi­wu, bo wytrze­pu­je on z ręka­wa tych wszyst­kich pre­zy­den­tów jed­ne­go po dru­gim. Cie­ka­we, że pan Trza­skow­ski od razu dostał od stę­sk­nio­ne­go naro­du popar­cie na pozio­mie 11 pro­cent. Tyle samo miał zapo­mnia­ny dzi­siaj Janusz Pali­kot, podob­nie jak pan Ryszard Petru i to zanim jesz­cze zdą­żył otwo­rzyć usta, żeby powie­dzieć, jak  będzie nam przy­chy­lał nieba.

Podob­ne nadzie­je mia­ła for­ma­cja Kukiz15, ale w rze­czy­wi­sto­ści było to tro­chę mniej bo pra­wie 9 pro­cent, zaś pan Ryszard, znisz­czo­ny potem poli­tycz­nie przez ambit­ne towa­rzysz­ki, dostał nie­ca­łe 8 pro­cent. Co jesz­cze łączy te wszyst­kie for­ma­cje? Rów­nież to, że wszyst­kie one były przed­się­wzię­cia­mi jed­no­ra­zo­we­go użyt­ku, więc nie jest wyklu­czo­ne, że pan Rafał Trza­skow­ski nie jest ostat­nim wyna­laz­kiem pomy­sło­we­go posła Pup­ki, któ­ry z pew­no­ścią w swo­im ręka­wie ma jesz­cze nie­jed­ne­go naj­lep­sze­go kan­dy­da­ta na prezydenta.

Mówi się, że wybo­ry mogą się odbyć 28 czerw­ca, więc tro­chę cza­su jesz­cze mamy.

 Sta­ni­sław Michalkiewicz